2017/07/03

Nieidealna: Mój początek wszystkiego

W życiu mamy wiele początków i końców. Choć trudno mi o tym opowiadać, bo moim końcem, a zarazem początkiem – tak jak w przypadku Ezry było chore kolano. Dlatego poczułam się mocno związana z tą powieścią i czytając jej opis miałam ciarki na plecach.

Znacie to przysłowie: Gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała? Znałam je doskonale, a jednak wyszło inaczej. Moje kolano przestało być sprawne na tyle żebym mogła normalnie chodzić i najgorsze w tym wszystkim było to, że nic nie można było na to poradzić. To był koniec wszystkiego, każdych planów, jakie miałam w swojej głowie. Mój koniec mnie powalił na łopatki śmiejąc mi się prosto w twarz, ale na całe szczęście nie trwało to długo. Jestem upartą osobą i czasami, gdy nie spróbuję sama się przekonać, że nic nie da się zrobić, to nie dam, tak łatwo za wygraną.

Zmieniając wszystkie plany odnośnie życia – znalazłam nowe studia i pasję, którą stało się pisanie tego bloga i opowiadań. To był mój początek wszystkiego, bo wraz ze znalezieniem nowych pasji, postanowiłam też pójść na konsultację medyczną odnośnie kolana. I tu też stała się zadziwiająca rzecz, ponieważ lekarz, do którego trafiłam i późniejszych fizjoterapeutów wlał we mnie nową nadzieję, że nie wszystko stracone. Przeszłam w swoim życiu sześć operacji kolana i w tym momencie jestem już prawie na finiszu, ponieważ została już tylko jedna – ta ostatnia, która sprawi, że zapomnę o tym koszmarze.

Dlaczego piszę o moim początku wszystkiego? To nie są żale sfrustrowanej dziewuchy, jak kiedyś przeczytałam w komentarzu na blogu. Piszę o tym, ponieważ to moja niepełnosprawność, która się ciągnie od niepamiętnych czasów, nauczyła mnie po pierwsze cierpliwości, po drugie spokojnego spojrzenia na pewne sprawy oraz, że jeśli się czegoś naprawdę pragnie to można to osiągnąć. Po tym wszystkim, co przeszłam do tej pory, cenię każdy swój krok i wiem, że gdyby nie mój upór w dążeniu do naprawy wyrządzonych krzywd, wiem, że mogłabym dzisiaj w ogóle nie chodzić.

Zawsze jest nadzieja i nie jest ona matką głupich, ona zawsze umiera jako ostatnia, a jak wierzy się w nią bardzo, ale to bardzo mocno, to może ona zdziałać cuda. Czy żałuję, że musiałam zmienić i zmierzyć się z końcem wszystkiego? Nie, to dało mi możliwość rozkwitnąć i spojrzeć na życie z innej perspektywy. Trochę bardziej je docenić i nie przekreślać tylko dlatego, że życie w pewnym etapie się skończyło. Wystarczyło tylko pozamieniać kilka rzeczy, a wszystko wyszło na dobre.

1 komentarz:

  1. Rzeczywiście, każdy z nas ma swoje początki i swoje końce. Cały czas coś się zmienia w naszym życiu, mają miejsce nowe sytuacje i nowe doświadczenia, które powodują, że zmieniamy się i my.

    Cieszę się, że i Tobie udało się znaleźć nowy początek - w końcu sytuacja z kolanem rzeczywiście nie należy do błahych i można się przez nią załamać.


    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*