2017/06/09

Masz jedno życie. Dzikie i cenne – PRZEDPREMIEROWA recenzja książki #223 – Robyn Schneider „Początek wszystkiego”

Czasami wystarczy jedna chwila, aby wszystko w naszym życiu się zmieniło i pozostał tylko marny i smutny koniec. Tego właśnie doświadczył Ezra – popularny i przystojny chłopak, w którym kochają się wszystkie dziewczyny. Sportowiec. Jego koniec, stał się nowym początkiem wszystkiego.

Gdy przeczytałam opis książki autorstwa Robyn Schneider po plecach przeszedł mnie zimny dreszcz. Ezra Faulkner w jednej chwili stracił dosłownie wszystko. Przecież był dobrze zapowiadającym się sportowcem, gwiazdą w szkole, miał zostać królem balu. Jednak jednego feralnego wieczoru wszystko się zmieniło. Otóż dowiedział się, że dziewczyna go zdradza i jego osobista tragedia to nie tylko wspomniana zdrada, to też wypadek samochodowy i roztrzaskane kolano, którego nie da się przywrócić do pełnej sprawności. A ta wiadomość oznaczała jedno – koniec z marzeniami o stypendium sportowym i byciu tenisistą. Na domiar złego i na sam koniec, jak wisienka na torcie – przyjaciele dotąd oddani, nawet nie pofatygowali się, aby odwiedzić go w szpitalu, tylko wysłali kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Naprawdę bardzo mu współczułam, ponieważ wiem jak to jest czuć, że wszystko się skończyło i nie ma już nic. Ale tak jak w moim przypadku koniec wszystkiego stał się początkiem czegoś nowego, tak i stało się u Ezry. Na jego drodze pojawiła się dziewczyna o imieniu Cassidy. Zdecydowanie nie można przyczepić jej etykiety do jednej z grup, ponieważ ni to Barbie, ni to kujon czy buntowniczka. Powiedziałabym, że to taki mix, który sprawił, że Ezra zaczął doceniać sprawy i rzeczy, na które nigdy wcześniej nie zwracał uwagi. Cassidy zrobiła dosłownie wszystko, aby pokazać mu, że nie ma końców, że są tylko nowe początki, jeśli tylko tego chcemy.

Autor: Robyn Schneider
Tytuł: Początek wszystkiego
Wydawnictwo: Otwarte
Strony: 317
Premiera: 14.06.2017 r.

„Początek wszystkiego” rozbawiał mnie do łez i sprawiał, że uśmiechałam się przez całą lekturę. Ta książka jest tak lekka, że czyta się ją na jednym wdechu. Styl autorki jest przyjemny i nie sprawia problemów w czytaniu, powiem więcej, nie można oderwać się od tej książki. Bardzo polubiłam sceny Ezry i Cassidy, a zwłaszcza ich zapoznanie na lekcji języka hiszpańskiego. Śmiałam się bardzo głośno z tej sceny. Okładka to kolejny plus powieści, ponieważ jest zniewalająca. Już od samego patrzenia na nią człowiek może się zakochać.

Bohaterowie tej powieści w większości są schematyczni i ich zachowania można przewidzieć. Postać Ezry została zbudowana na schemacie przystojniaka, który jest szkolną gwiazdą, przed nim bal z super atrakcyjną blond Barbie, która nie ma w sobie za grosz empatii i po prostu jest suką. Jednak to tylko schemat, ponieważ Ezra po tych wszystkich złych wydarzeniach, zaczyna inaczej postrzegać pewne sprawy. Zauważa, że pewne sprawy mogą wyglądać inaczej i coś zaczyna się w nim zmieniać wewnętrznie. Z kolei Cassidy to bohaterka specyficzna. To dziewczyna zabawna, która patrzy na świat nie przez różowe okulary, ale przez kolorowe. Jej własny punkt postrzegania świata i innych jest po prostu rozbrajający. Tak jak pisałam wyżej. Ni to Barbie, ni to kujon, buntowniczka, cicha myszka? Nie. Jej osobowość jest różna – kolorowa, jak tęcza, że nie sposób jej nie polubić. Urocza dziewczyna o dobrym sercu, która potrafi sprawić, że nawet deszcz jest wielką sprawą, a jednocześnie radością. Jest bardzo pozytywną bohaterką!

Losy tej dwójki splotły się przez przypadek, gdy jedno zrobiło na złość temu drugiemu. Jednak dzięki takim małym zawirowaniom w życiu poznali lepiej samych siebie. Uczestnicząc w kółku dyskusyjnym zyskali też innych przyjaciół. Ezra np. odzyskał dawnego przyjaciela, który po fatalnym wypadku, jaki go spotkał w Disneylandzie odsunął się od niego. Toby to też bardzo ciekawa postać przedstawiona w książce!

Fabuła jest prosta, ale porusza ciekawą sprawę, a mianowicie – akceptację zmian, które czasami przychodzą w naszym życiu nieoczekiwanie. Ezra przeszedł wiele, czasami nie rozumiał tego, co się stało, ale koniec końców zrozumiał, że nie powinno mu być obojętne, co będzie robić w życiu. Że wypadek, który się wydarzył, nie przekreśla nic, a on może dalej poszukiwać. Że może znaleźć miejsce, które będzie równie wspaniałe jak jego wcześniejsze marzenia. „Początek wszystkiego” to historia o katastrofach, jakie mogą nas spotkać w życiu. Opowieść łamiąca serce, ale i dowcipna, pełna pozytywnej energii. Zapada w pamięci i sercu, dlatego warto ją przeczytać. To przesłanie, że koniec to nie zawsze wielkie THE END i napisy końcowe. To tak naprawdę ciąg dalszy, w którym zawsze możemy dopisać kolejny rozdział naszego życia. Polecam Wam tę książkę.

3 komentarze:

  1. Kurcze, ta książka brzmi bardzo zachęcająco :D Mam nadzieję, że jakoś w najbliższym czasie uda mi się po nią sięgnąć (już po premierze oczywiście). Wydaje mi się, że może mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam te książkę <3
    Jest taka lekka, a skrywa w sobie ogromną moc ♥
    I na pewno do niej wrócę, bo warto :D Nie jest gruba, więc można szybko ją "połknąć" :D

    Buziaki <3
    Just yśka

    OdpowiedzUsuń
  3. "Początek wszystkiego" to faktycznie lekka i bardzo przyjemna w odbiorze książka. Idealnie sprawdzi się na wakacjach, gdy mamy ochotę na fabułę na kilka wieczorów. Jest jednak w niej nieco świeżości, która przełamuje znane z tego gatunku motywy. I to prawda - jest w niej dużo pozytywnej energii i zapada w pamięć. :) Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*