#506 - Tatuaż był jej zbroją...

by - Sunday, April 05, 2020

Podsumowując, całą powieść mogę ocenić na 5 w skali 10-punktowej, bo ogólnie mi się podobało, a to rzadkość, jeśli chodzi o twórczość polskich autorów. Co było dobre, a co już nie? Zapraszam do przeczytania całego tekstu.

Anna Szafrańska podjęła się bardzo trudnego tematu, jakim jest przemoc, nękanie fizyczne i psychiczne oraz choroba dziecka - w tym wypadku autyzm. Jednak te wątki mimo sprawiania wrażenia porządku i odwzorowywania rzeczywistości, nie do końca mnie do siebie przekonały. Wszystko bardzo szybko się działo. Miałam wrażenie, że brak pośród tego, jakiegoś 'oddechu'; tudzież emocji, które mogłyby sprawić, że czytelnik pochyli się nad tymi sprawami bardziej dogłębnie. Chwili, aby zastanowić się nad tym, co właśnie przydarza się Liliannie oraz jej synkowi Oskarowi - tak będę mówić na niego Oskar, nie Oskarek, bo wręcz nie mogę już znieść tego zdrobnienia...

Anna Szafrańska
Lilianna
Plnk Tattoo #1
Wydawnictwo NieZwykłe

Poznajemy główną bohaterkę w momencie, kiedy Lilianna broni swojego chłopaka przed swoimi rodzicami. Jest jeszcze dzieckiem tak naprawdę; siedemnastolatką, zakochaną bez pamięci w chłopaku, który już od samego początku sprawia wrażenie, że będą z nim problemy... i niestety tak się dzieje. W dniu swoich osiemnastych urodzin dziewczyna ucieka z narzeczonym do Poznania i tam rozpoczynają nowe życie. Wiadomo też, że dziewczyna jest w ciąży. Wierzy, że jej życie będzie piękne, mimo trudnych początków. Jednak kilka lat później, ten uroczy chłopak, który obiecywał jej gruszki na wierzbie, okazuje się tyranem, damskim bokserem, który chleje i popada w co raz to większe tarapaty. Lilianna oraz jej synek Oskar muszą troszczyć się o siebie nawzajem. Choć mam wrażenie, że początkowo Lili nie do końca nawet chciała słyszeć o tym, żeby odejść od Maćka... Przecież wciąż go kochała. Niby zdawała sobie sprawę, że nie ma szacunku do niej, ani do Oskara, który był opóźniony w rozwoju, ale wciąż cierpliwie przyjmowała baty. Pewnego dnia Lilianna trafia do domu Malwiny, jej nowej pracodawczyni, z którą bardzo szybko łapie dobry kontakt. Wręcz nie ma między tymi kobietami żadnego dystansu pt. szefowa-pracownik, co mi nie odpowiadało, ale to właśnie Malwina pomaga Liliannie, gdy ta pewnego wieczoru pojawia się u niej w domu, roztrzęsiona z dzieckiem na rękach...

Nie będę już zdradzać niczego z fabuły i przejdę dalej, czyli do bohaterów. Niestety zawiodłam się. Wiecie doskonale i powtarzam to do znudzenia w swoich recenzjach, że szukam bohaterów pełnowymiarowych, którzy mają wiele do zaoferowania, a niestety bohaterowie tej powieści tacy nie byli. Są jednowymiarowi, bo albo są dobrzy - nawet bardzo jak Malwina, albo nijacy, jak Lili, albo źli jak Maciek. Oczywiście muszą być różne charaktery, ale charakter też może się zmienić, postrzeganie świata może się zmienić, a tu nic. Liliannie można było wbijać do głowy kilofem wszystko, co mówiła jej Malwina, a ta i tak myślała swoje. Widać, że tutaj z psychologicznego punktu widzenia osoby, która doświadczyła przemoc nie było tak realnego odzwierciedlenia. Do tego nie wiem, jak postrzegali to inni, którzy czytali tę powieść, ale mnie Mat irytował. I to bardzo. Choć momentami miał przebłyski czegoś, co sprawiało, że trochę oddychałam z ulgą. Wielki plus za przygotowanie się z dwóch tematów przez autorkę czyli tatuowania (bardzo podobały mi się opisy etapów pracy Mata) oraz autyzmu u Oskara. Swoją drogą cudny i złoty chłopczyk.

„Lilianna” jest napisana ciekawym stylem, bo mimo kilku nieścisłości i urwanych wątków, których niestety mi szkoda, to książkę czytało mi się bardzo dobrze. To wielki plus, bo różnie z tym bywa u naszych autorek. U większości nie jestem w stanie przebrnąć przez tekst i strasznie się męczę, zastanawiając się bardzo często, dlaczego to sobie robię. Także, jeśli inne powieści Anny Szafrańskiej są napisane w podobnym stylu, to być może po nie sięgnę. Co do urwanych wątków, czuję jak papuga powtarzając zawsze przy książkach z Wydawnictwa NieZwykłego to samo. Gdzie była redakcja? Nie wiem, ale zostawiam to.

Podsumowując historia ciekawa, która jest dobra ot tak, do poczytania dla rozluźnienia z kubkiem herbaty w dłoni. Jeśli szukacie prostej historii, która was nie zamęczy, a pozwoli odetchnąć, to myślę, że „Lilianna” spełni wasze oczekiwania. Jestem ciekawa kolejnych książek z tej serii i poznania życia innych bohaterek.

You May Also Like

3 komentarze

  1. Ostatni również czytałam książkę o poważnej tematyce, w której zbyt szybko wydarzenie następowały po sobie i nie do końca poczułam jej istotę, więc choć wątki poruszane w książce są bardzo ważne, to ja jednak się na nią nie skuszę. 😊

    ReplyDelete
  2. Raczej nie, bo oprócz okładki, nic mnie nie ciągnie do tej opowieści :)

    ReplyDelete