2016/08/01

Recenzja #139 - Kim Holden „Promyczek”


Dawno nie miałam takiego problemu z pozbieraniem myśli po lekturze. „Promyczek” autorstwa Kim Holden nie zachwycił mnie na tyle, żebym mogła mówić o tej książce w samych pozytywnych emocjach. Mam do tej książki bardzo mieszane uczucia. „Bez chusteczek nie podchodź”, w moim przypadku się nie sprawdziło, każda nieprzewidziana sytuacja nie skończyła się potokiem łez i szlochem. Przyjęłam książkę ze spokojem, lekcją i pewną refleksją…

Książka jest spokojna. Tak to chyba dobre słowo by ją opisać. Pomaga zrozumieć pewne aspekty pojawiające się w życiu człowieka. Pozwala na pomyślenie i przyjęcie tego, że życie nie jest proste, jak niektórym mogłoby się wydawać. Kate jest wesołą dziewczyną, która niejedno przeszła w życiu i niejedno zostało przed nią postawione. Mimo całego tego zła, jakie musiała doświadczyć stara się być optymistycznie nastawiona do życia. Nazywana przez swojego przyjaciela Gusa – Promyczkiem, stara dać sobie radę. Kate poznajemy, gdy sprowadza się do Grant – małego miasteczka w stanie Minnesota, w którym będzie studiowała. Poznaje tam paczkę przyjaciół, z którymi łapie bardzo dobry kontakt od pierwszych chwil, tam też w jednej z kawiarni poznaje Kellera – chłopaka, dzięki któremu poznaje, czym jest miłość. Ale czy życie Kate to bajka usłana różami? Co się takiego stało w życiu dziewczyny, że jak sama określa uciekła od swojego dawnego życia? Czy każda tajemnica potrafi nas złamać?

Autor: Kim Holden
Tytuł: Promyczek
Cykl: Promyczek (tom 1)
Wydawnictwo: Filia
Strony: 585

Muszę przyznać, że mam problem z „Promyczkiem”, ponieważ na początku dobrze mi się ją czytało. Niestety później było trochę gorzej. Kiedy w końcu dowiedziałam się co się przydarzyło Kate moje czytanie było słabsze. Śmierć matki, brak ojca, późniejsza strata siostry to bardzo wiele. Myślałam, że jak na jedną osobę to i tak za dużo. Jednak nie... autorka postanowiła na coś jeszcze. Odkryła ostatnią tajemnicę, która zaskoczeniem nie była. Jedynie rozgoryczeniem, bo wiele w przedstawieniu tej sprawy brakowało bardzo wiele. Straciłam cały zapał po tej informacji do szybkiego skończenia tej historii. Szczerze to poczytywałam inne historie, które lepiej miały zbudowane napięcie przed takim obrotem spraw. Dla mnie od samego początku było to do przewidzenia, ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi o tym mówiły. O tajemnicy, która złamała nie tyle ją, bo wiedziała, co ją czeka, ale jej najbliższych. Choć dziwiłam się, że ona tak naprawdę wszystko ze spokojem przyjęła i dopiero pod koniec książki mówiła zupełnie co innego. Dla mnie większym zaskoczeniem był wątek Kellera bo tego się nie spodziewałam. Jaka jest dla mnie Kate? Kate to bohater przedstawiony trochę w bardzo przerysowanych barwach. W niektórych momentach działało mi nerwy jej zachowanie. To tak jakby nikt nie miał momentu słabości i przy niej nie miał do tego prawa. Faktycznie to, co ją spotkało tłumaczy trochę jej zachowanie, ale niemniej jednak czasem trochę opanowania w zachowaniu wypadałoby zachować. Zagłuszanie prawdy taką postawą nie było dobre, choć pokazanie, że można kochać całym sercem do utraty tchu też jest piękne.

Przejdźmy teraz do wątku choroby Kate. Przyjęłam go ze spokojem. No cóż zdarzają się takie rzeczy. Czasem nie mamy na to wpływu. Jednak kilka kwestii związanymi z tym tematem mi nie pasowało. Trochę zabrakło konkretnego dowiedzenia się przez autorkę tego na czym ta odmiana choroby polega. Jednak zostawmy to bo to nie zmienia faktu, że „Promyczek” autorstwa Kim Holden to książka, która skłania nas do jakiegoś głębszego myślenia, pewnej refleksji nad życiem. Nic nie jest tak naprawdę proste i wszystko może nas zaskoczyć niespodziewanie. „Promyczek” to lekcja, która pokazuje, że trzeba jakoś sobie z tym poradzić i niekiedy przygotować się na najgorsze.

Z plusów jakie mogę wypisać to te które tyczyły się Gusa i relacji jaka łączyła go Promyczkiem. Uwielbiałam czytać to jak ze sobą rozmawiają. Gus  też ma swoje tajemnice, ale o nich dowiemy się w drugim tomie, który pojawi się gdzieś we wrześniu. Postać Kellera też została świetnie przedstawiona i chciałabym przeczytać jego historię osobno, bo bardzo mnie zaintrygowała. Inni poboczni bohaterowie byli nierozbudowani i prości, ale nie mogę się czepiać tacy bohaterowie też są niezbędni.

Podsumowując „Promyczek” to książka spokojna, ale we mnie wywołała mieszane uczucia i nie było wielkiego WOW jakiego się spodziewałam. Bez wielkich uniesień czytałam by dowiedzieć się i dojść do klucza tajemnic głównej bohaterki. Czy kiedyś do niej wrócę? Sama nie wiem. Czy polecam? Mimo wszystko tak, bo to że mnie nie zachwyciła na tyle nie znaczy, że u was nie wywoła szoku. To książka o życiu, niesprawiedliwości i prawdziwej miłości oraz przyjaźni. To pokazanie tego, co może nas spotkać w życiu i że czasem ciężko jest się przyznać nam przyznać przed samym sobą, jak bardzo boimy się zmian oraz tego jak nasza zmiana może wpłynąć na tych, których kochamy całym sercem.

7 komentarzy:

  1. No właśnie, to co jednych zachwyca u innych jest dobre ale takie... poprawne. Ja w dalszym ciągu mam w planach aby przekonać się na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio trafiam na same recenzje tej książki z mieszanymi uczuciami na jej temat, cóż, chyba muszę ją sama przeczytać, by się o niej czegoś dowiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie nie zachwyciła. Czytałam lepsze ;) :D

      Usuń
  3. U mnie było tak, że nie tyle zachwyciła mnie książka, co to, jak się po niej czułam. Bo sama powieść jest zwykła, a nawet nudna - kolejna obyczajówka. Ale jeśli pomyśli się o tym, co przeszła Kate, "Promyczek" może stać się książką refleksyjną. No i jak się czyta o niej i słucha "Mirrors" Timberlake'a...
    Ja uważam, że autorka nieco przesadziła z pewnymi rzeczami. Kate łykająca wiadrami Ibuprofen i ogólnie... Same skutki choroby, którą miała Promyczek. Nawet tak radosna dziewczyna jak ona nie skakałaby w tę i wew tę na lekach, które odurzają... No, błagam, ona ledwo miała 20 lat...
    Książka spokojna, masz rację...
    Mimo wszystko, podoba mi się Twoja recenzja. Napisałaś tekst językiem płynnym i zrozumiałym, mimo że nie zachwycasz się tą powieścią. To mi się podoba.

    Pozdrawiam gorąco!
    Izzy z Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż, póki co spotkałam się tylko z "ochami i achami", ale dzięki Twojej recenzji wiem, że sama muszę się przekonać jak na mnie wpłynie ta lektura. :)
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam do tej pory same pochlebne opinie o książce. Twoja daje mi do myślenia...

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*