• ARTYKUŁY
    Przeczytaj artykuły związane z tematyką książkową i nie tylko! Chcesz nas poznać i dowiedzieć się, co polecamy? Znajdziesz to tutaj - sprawdź teraz! ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • CYKLE KSIĄŻKOWE
    Tutaj poczytasz o wszystkich cyklach książkowych, które są obecnie prowadzone na stronie ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • RECENZJE
    Wszystkie recenzje dostępne w jednym miejscu! Zajrzyj tutaj ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
Witaj!
Cześć, witamy Cię na blogu prowadzonym przez dwie, zupełnie różne dziewczyny, które połączyła miłość do książek! ❤ Znajdziesz tu szeroką gamę gatunków, opinii i wrażeń około-książkowych. Śmiało, rozejrzyj się tutaj!

Mamy nadzieję, że zostaniesz na dłużej ❤
CHCESZ PODJĄĆ Z NAMI WSPÓŁPRACĘ?
CZYTAJ WIĘCEJ

Nowa książka Kasie West!

Uwielbiam Kasie West, która była wielokrotnie nominowana do nagrody Goodreads Choice Award. W Polsce też ma swoich sympatyków, którzy kochają jej powieści. Dla portalu Goodreads udzieliła krótkiego wywiadu i pokazała najnowszą okładkę udzielając fragment książki.

Goodreads: Jakie szczegóły możesz nam zdradzić na temat Mabye This Time?
Kasie West: Maybe This Time to historia, która dzieje się w przeciągu roku. Sophie pracuje w kwiaciarni w małym fikcyjnym mieście w Alabamie. Każde zdarzenie, które dzieje się w jej mieście - impreza walentynkowa, brunch z okazji Dnia Matki, wesele, pogrzeb - Sophie można spotkać na każdym z nich. Dziewczyna zna każdą osobę, która jest w mieście. Dopóki nie pojawia się nowy chłopak, Andrew, który pojawia się w mieście, a wyróżniają go jego ubiór i wielkomiejska postawa. Jest synem słynnego szefa kuchni, który ma zamiar przerzucić się na lokalne menu cateringowe, a tym samym chłopak wywraca życie Sophie do góry nogami.

GR: Oficjalna okładka! Za co ją kochasz?
KW: Muszę wybrać jedną rzecz? Jest piękna. Uwielbiam to, że Sophie jest na niej sama z tym marzycielskim, pewnym siebie wyrazem twarzy. Myślę, że to naprawdę mówi o tym, jak Sophie czuje się na początku tej książki. Jest trochę marzycielką i jest gotowa na przejęcie świata. I nie martwcie się w tej książce jest zdecydowanie tyle miłości i romansu, ile było w moich poprzednich książkach, tylko nieco inny sposób!

GR: Wiele twoich książek zawiera słodkie chwile pomiędzy uroczymi parami na okładce. Co możesz nam powiedzieć o tej parze w Maybe This Time? Co sprawiło, że pisanie o nich było fajne? 
KW: Tak! Zazwyczaj na okładkach są śliczne zdjęcia i powiedziano mi, że na tej okładce pozostanie jeszcze kilka chwil, abyśmy mogli się nasycić uwielbieniem. Ale pomimo solowej Sophie na okładce, ta książka ma jedną z moich ulubionych par w historii. Tak fajnie było o tym pisać. Ich przekomarzanie jest idealne, grają ze sobą tak dobrze, a napięcie i iskry między nimi lecą.

GR: Co możesz nam powiedzieć o fragmencie, w który zamierzamy się zagłębić? 

KW: Poniższy fragment ma miejsce na początku książki, kiedy Andrew wchodzi na scenę. Miastowy chłoptaś - Sophie z początku nie wie, co z nim począć. Ale on bardzo szybko pokazuje swoją prawdziwą twarz, a Sophie jest gotowa wtrącić go w swoją przeszłość bez większego namysłu. Szkoda, że on ​​będzie się trzymał dłużej wokół niej, niż ona zda sobie z tego sprawę...


FRAGMENT


Przesunęłam w moim kierunku pudełka Caroline pełne toreb podarunkowych. Nieułożone torby prezentowe. Świetnie. Już wiem, co będę robiła przez większość nocy. Układam jedno pudełko na drugim i zanoszę je z powrotem do środka.
Będąc w połowie korytarza, słyszę głos zza pleców.
– Przepraszam?
Odwracam się. Facet w moim wieku, ubrany w dopasowane dżinsy, pastelową koszulę z kołnierzykiem i dopasowaną sportową kurtką. Stoi i patrzy z uśmiechem na swojej ładnej twarzy. Najwyraźniej go tutaj nie było. On nie jest stąd.
Uśmiecham się do niego mając nadzieję, że to nie potrwa długo.
– Impreza nie rozpoczyna się za piętnaście minut – mówię do niego. – Ale możesz poczekać w holu, rodziny już się tam zbierają.
Znałam każdego szkolnego dzieciaka w moim mieście (i większość ich żyjących, i zmarłych krewnych), więc ten chłopak musiał tu być, żeby odwiedzać wydarzenie. Próbowałam przypisać go do jakiś dziadków w mojej głowie – Betty, Carla, Leo lub…
– Nie jesteś stąd – powiedział jakby chciał wyrazić moje myśli.
Przysuwam pudełka do ramion. Nie były ciężkie, ale za to były nieporęczne.
– Co?
– Nie jesteś z Rockside – stwierdził.
– Właściwie to urodziłam się tu i wychowałam.
– Ach, tu jest. Na początku nie usłyszałem twojego południowego akcentu.
Wyprostowałam się z odrobiną dumy. Bardzo ciężko pracowałam nad tym, aby mój akcent był tak minimalny jak to tylko możliwe, kiedy wyjechałam na studia, by nie trzymać się go jak bolącego kciuka.
Facet zrobił kilka kroków naprzód i wyciągnął rękę z tyłu, by pokazać, że trzyma różowego tulipana.
– Coś pięknego dla kogoś pięknego.
Moje czoło opadło. Poważnie. Nie byłam pewna, co zrobić z tak bezczelnym romantycznym gestem. Jeśli o to chodziło. O to?
Spojrzałam na pudełka w moich ramionach, podniosłam je niezgrabnie na jedno biodro i sięgnęłam po kwiat. Sięgając zauważyłam mały zielony drut owinięty wokół łodygi, który wspierał żarówkę.
Cofnęłam rękę.
– Skąd to masz?
Pytanie wydawało się go zaskoczyć, jego uśmiech nieco zmalał, ale za moment odzyskał przytomność.
– Nie ma znaczenia skąd się wziął, tylko dokąd zmierza. – Wyciągnął dalej rękę.
Położyłam pudełka na podłodze i wzięłam kwiat, żeby go sprawdzić. Rzeczywiście drut był owinięty dokładnie tak jak to zrobiłam rano nad setką tulipanów. Godziny mojego życia spędziłam z tym drutem.
– Zabrałeś go z jednego z waz w kafeterii? – zapytałam z niedowierzaniem.
Pokiwał głową.
– Tak, uratowałem go z jego tandetnego więzienia, które wygląda teraz na szczęśliwsze.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
– Nie martw się. Były ich setki. Nikt nic nie powie – powiedział. – Wyczuwam, że cię uraziłem. – Dodał Pan Oczywisty idąc za mną. Albo Pan Upoważniony? Być może wybrałam dobre dzielone przezwisko, ponieważ oba pasowały idealnie.
Stanęłam w drzwiach patrząc na niego.
– Mówisz, że dowiesz się, w którym wazonie znajdował się ten kwiat? – Próbował ze mną rozmawiać.
– Tak powiem ci dokładnie, z którego miejsca ukradłeś ten kwiat, biorąc pod uwagę, że spędziłam ostatnie osiem godzin łącząc je.
Zakasłał.
– Och, czy ja powiedziałem tandetny? Miałem na myśli… ugh… świąteczny.
Przewróciłam oczami.
Widziałam jak patrzy w moją stronę, jakby mnie oceniał. Miałam na sobie zieloną jedwabistą bluzkę z kwiecistą spódnicą do kolan. Mój strój na przyjęcie, ale nawet poza nim, lubiłam zabawne kolory i klasyczne style.
– Te kwiatki, na których się skupiasz i tak nie są twoim projektem, więc nie wiem dlaczego jesteś zdenerwowana.
– Tego nie wiesz.
Wzruszył ramionami, jakby nie zgodził się ze mną, po czym dodał:
– Nie sądzę, że będziesz w stanie powiedzieć, z której wazy go wziąłem.
– Będę.
– Bez liczenia kwiatków?
– Dodajesz zasady do tej wymyślonej gry?
– Tak! – Odrzekł z dumą. – Jeśli nie powiesz mi w jakim układzie brakuje kwiatku, po prostu patrząc, wtedy nikt nie będzie mógł mi nic powiedzieć i musisz zaakceptować mój dar.
– Czy coś co zostało skradzione naprawdę nazywa się prezentem? – Zapytałam i zaczęłam przemykać pomiędzy stołami.
– Zgoda?
Wnuk Leo z pewnością był denerwujący. Może to był wnuk Johna. John był znany z tego, że wymagał, ale mogłabym przysiąc, że spotkałam wszystkich wnuków Johna na grillu Czwartego Lipca poprzedniego roku.
– A jeśli wygram? – zapytałam.
Jedna strona jego ust uniosła się w pół uśmiechu.
– Jeśli wygrasz jestem ci winien tuzin kwiatków, za które muszę zapłacić.
– Tuzin kwiatków ułożonych przeze mnie.
– Tylko jeśli nie zawierają folii.
Zmrużyłam oczy.
– Nazywa się to celofan. I nie będą.
– Wyczuwam, że to będzie kosztowne.
  


Oryginalny tekst goodreads.com
Tłumaczenie Zaczytana Majka.

Komentarze

  1. A ja dalej nie przeczytałam nic jej autorstwa! Muszę to w końcu zmienić!

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie chcę nadrobić twórczość autorki :) jedna książka już czeka na mojej półce :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz