2017/06/27

Poppymin – recenzja książki #231 – Tillie Cole „Tysiąc pocałunków”

Przed przeczytaniem „Tysiąca pocałunków” zaopatrz się w chusteczki, bo prawdopodobieństwo złamanego serca i czerwonych oczu od płaczu jest pewne!

Zostałam zdruzgotana, moje serce krwawi. Czuję się tak... okropnie poruszona! Trudno mi jest zebrać jakiekolwiek myśli w jedną całość, więc nie zdziwcie się, jeśli recenzja będzie bardzo chaotyczna. Autorka Tillie Cole zaskarbiła sobie moje serce i dodaje ją do listy moich super-najulubionych pisarek na całe życie. Miejsce zajęła tuż obok Brittainy C.Cherry, Listy de Jong oraz K.A. Tucker czyli zacne grono jej się trafiło.

Zacznę od okładki tej książki, która jest przepiękna! Jest równie piękna jak oryginalna okładka tej powieści. „Tysiąc pocałunków” opowiada historię Poppy i Rune'a, którzy poznali się, gdy byli dziećmi. Już od pierwszego dnia połączyła ich ta tajemnicza nić, którą można nazwać przeznaczeniem. Byli nierozłączni do dnia, kiedy Rune wraz z rodzicami musiał wrócić do Norwegii. Ich miłość została wystawiona na wielką próbę, ale obiecali sobie, że będą utrzymywać ze sobą kontakt, pisać i przezwyciężą rozłąkę, ponieważ są ze sobą po wsze czasy. Niestety nie zawsze obietnice zostają dotrzymane i zostają złamane. Poppy bez wyjaśnienia po wyjeździe chłopaka, zrywa z nim kontakt i Rune od tamtego dnia zmienia się nie do poznania. Jednak nie zna powodu, dla którego dziewczyna podjęła tę decyzję. Co się stanie, kiedy chłopak odkryje prawdę? Czy jego serce ponownie rozpadnie się na milion kawałeczków?

Autor: Tillie Cole
Tytuł: Tysiąc pocałunków
Wydawnictwo: Filia
Strony: 430

Te 430 stron minęło mi jak jedno mrugnięcie oczami. Ja nie płakałam przy tej książce! Ja wyłam, jak bóbr. Zostałam zmiażdżona, moje serce pękło. Nie mogłam pojąć dlaczego? Ile uczuć i emocji autorka wlała w tę historię to jest trudne do pojęcia. Ta historia mnie przerosła, mimo że można mówić o jej schematyczności. To nie o schematyczność chodzi, tu liczy się głównie przesłanie. Fabuła tej książki jest rozpaczliwa, do bólu prawdziwa. Gdy traficie w moment, który wydaje się być końcem, szybko i bez przerw, będziecie chcieli poznać zakończenie książki. Myśląc o „Tysiącu pocałunków” mam ciarki na plecach i w dalszym ciągu targają mnie wszystkie emocje – od radości, śmiechu i szczęścia, po cierpienie ból i smutek. Dla mnie to powieść, która sprawiła, że kac książkowy jest pewny.

Tym razem nie będę opowiadać o bohaterach z jednego prostego powodu. Nie jestem w stanie opisać ich tak, abyście stwierdzili czy są to wspaniałe postacie. Dla mnie ich miłość i dojrzałość była szczera i wyczuwalna w każdym słowie, jakie wypowiadali. Autorka opisała trudny temat, ale zadbała o najmniejszy szczegół. Chcę więcej takich książek. Takie opowieści są bolesne, ale to właśnie te znów sprawiły, że pokochałam gatunek młodzieżowy, który opisuje tak trudne i druzgocące problemy nastolatków.

Oczywiście z całego serca będę polecać Wam tę książkę, ponieważ ona jest jedną wielką tykającą bombą. To opowieść o miłości, która jest nieskończona, miłości, która potrafi przetrwać wszystko. Ta książka ze mną zostanie, jak Poppy i Rune, na wieki wieków, po wsze czasy.

6 komentarzy:

  1. Słyszę o tej książce pierwszy raz, ale zapowiada się naprawdę ciekawie. A okładka, no cóż naprawdę przepiękna ;)
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, czyli jednak dam tej książce szansę, choć nie lubię porównań i nie do końca jestem pewna co do Tucker (to tak w związku z Twoimi ulubionymi autorkami, choć nie mówisz nic o porównywaniu Cole do którejś z nich, niemniej ciężko nie porównywać, skoro wszystko wydaje Filia, a oni zazwyczaj gustują w podobnych autorkach), tytuły od Tucker mnie jakoś nie przekonują. Natomiast jestem ciekawa tej emocjonalnej warstwy powieści Tillie i chyba nie pozostanie mi nic innego, jak skusić się na jej powieść. Oby to było dobre spotkanie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam podobne wrażenia. Łzy lały się strumieniami, tym bardziej, że mnie bardzo łatwo ruszyć, a ta książka to bomba emocjonalna. Momentami miałam zastrzeżenia do dialogów - najbardziej w drugiej połowie, gdyż były strasznie wzniosłe, a raczej nikt tak się nie wysławia w rzeczywistości. Ale cała reszta była genialna.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam dużo dobrego o tej książce. Sama lubię wyciskacze łez. Jestem nią zaintrygowana i dlatego czeka w kolejce do przeczytania.
    http://ragazza99.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zamówiłam sobie ostatnio tę książkę i przyjdzie do mnie dopiero we wtorek. Teraz chcę przeczytać ją jeszcze bardziej. Nie wiem jak ja wytrzymam do czasu odpakowania przesyłki. A okładka jest cudowna *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja; muszę kupić tą książke! :)

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*