2016/03/15

[PRZEDPREMIEROWO] Recenzja #109 - Elisa Albert „Od urodzenia”

Zastanawialiście się kiedyś nad tym czym tak naprawdę jest macierzyństwo i jak kobieta znosi ciążę. Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba; niby o tym wiedziałam, ale wiele matek opowiada, że ten wyjątkowy czas jest najpiękniejszy w całym ich życiu. Na pewno i nie mogę się z tym spierać, ale mam wrażenie, że niekiedy nie mówi się o drugiej stronie medalu, która jest ciężka i nacechowana wieloma emocjami, których czasem nie da się wziąć przez pryzmat różowych okularów. „Od urodzenia” to książka, która pokazuje, że kobieta, pozostawiona sama sobie może sobie nie poradzić. Potrzebuję wsparcia i zrozumienia, a co najważniejsze pomocy.

Autor: Elisa Albert
Tytuł: Od urodzenia
Cykl: - 
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 271
Premiera: 29.03.2016

Bohaterką, która nam o wszystkim opowiada jest Ari. Żona Paula, który jest od niej starszy o piętnaście lat.  To nie tylko żona, studentka, która pragnie napisać swój doktorat, to także mama rocznego chłopca o imieniu Walker. Mimo że od porodu minął już rok, kobieta nie jest szczęśliwa z tego powodu. Swój poród uważa za coś zupełnie innego. Wiadomym jest, że poród naturalny jest inny niż ten od cesarskiego cięcia. Ari niestety doświadczyła tego drugiego, a co za tym idzie to dla niej okropne wspomnienie; wypchnięcia z niej dziecka, dochodzenie do siebie po takim zabiegu i wszystko co jest z tym związane. Totalnie inna definicja macierzyństwa, jakie kiedyś jej się zdawało być. Kobieta nie cieszy się z tego faktu, że jest mamą, ale kiedy oddaje dziecko pod opiekę tęskni za nim. Jest zmęczona życiem codziennym, ciągłą monotonnością. Brakuje jej tego co miała wcześniej, czyli większej swobody, czas na cokolwiek. Doktorat jak sama określa to jedna wielka pomyłka i wyłącznie wymówka żeby odetchnąć. Najgorsze w tym obrazie przedstawionym przez Ari jest to, że to prawdziwy obrazek nie tylko jej, ale i innych matek na świecie. Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba i rzadko mówi się o jego ciemniejszych stronach. Jednak mimo że to ciężki kawałek chleba warto wspomnieć o plusach. Dziecko to oczko w głowie, jest się za nie odpowiedzialne, kocha się je bezwarunkowo i co najważniejsze bezpieczeństwo, którym chce się obdarować tę małą istotkę by nie stała się jej krzywda.

Bohaterka nie chce ani zepsuć obrazka macierzyństwa i ciąży, ani też go przesłodzić. Mówi jak jest, czasem używa wulgaryzmów. Moim zdaniem niekiedy jest to przesadzone, ale to moje zdanie. Muszę powiedzieć, że ta książka wywołała u mnie mieszane uczucia. Sama nie wiem czy cieszę się, że przeczytałam tę książkę. Niestety nie mogę powiedzieć też do kogo trafi ta książka, a do kogo nie. To musicie same ocenić, ponieważ to nie jest różowy, ani czarny obrazek tego co czeka wiele z nas. To prawda zamknięta w słowach, które czasem mogą nas zaszokować. Macierzyństwo to instynkt, który budzi się w nas wraz z zajściem w ciążę. Książkę czyta się szybko. Ari to konkretna babka, która mówi jak jest. Szczera do bólu. I jeśli nie przeraża was szczerość może ktoś z was po nią sięgnie i zmierzy się z obrazem pozostawionym w książce.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

 

10 komentarzy:

  1. Tematyka jest ciężka, ale mnie bardzo interesuje. Widziałam już kilka przedpremierowych recenzji. I każda mocno mnie zachęciła do przeczytania. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam mieszane odczucia, co do tej pozycji :/
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzieś już widziałam recenzję tej książki i wspominałam, że może być ciekawie, ale powiem to jeszcze raz.
    Może być ciekawie.
    Ściskam,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie jest to lektura godna mojej uwagi, zatem będę niecierpliwie oczekiwać jej premiery, skrycie marząc, że książka ta w szybkim czasie trafi w moje ręce :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już gdzieś recenzję tej książki i mnie zaintrygowała. Twoja recenzja tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Poród naturalny jest o wiele lepszy od cesarskiego cięcia. Pomimo bólu, który musi być to wszystko złe się zapomina, jak zobaczy się swoje ukochane, upragnione dziecko. Po cięciu długo się dochodzi do siebie i o ile wiele kobiet chcę urodzić w ten sposób, to inne uważają to za porażkę i nie mogą się odnaleźć w byciu matką. Chętnie przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katarzyno, o bólu się nie zapomina, tylko po prostu nie wraca się do niego myślami, kiedy obok jest maleńkie dzieciątko. Nie wypowiadaj się za wszystkie kobiety, bo dla jednych marzy się poród naturalny, a dla innych cesarka, a dochodzenie do siebie zależy od indywidualnych predyspozycji.

      Usuń
  7. Sama okładka już mnie kusi. Ogólnie dużo o tej książce się ostatnio mówi, byłam święcie przekonana, że jest już po jej premierze!
    Pewnie kiedyś się na nią zdecyduję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie skończyłem czytać tę książkę i jakoś tak średnio mi się podobała. 272 powtarzania wciąż tego samego z dodatkiem kilku wspomnień z młodości :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam wiele recenzji tej książki i już nie mogę doczekać się lektury. Jestem ciekawa, czy moja opinia będzie podobna do Twojej :)

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*