2014/12/30

Trzydzieści trzy dziewczyny i tylko jedna może zostać królową – recenzja książki #24 – Kiera Cass „Rywalki”

Długo przymierzałam się od zakupienia książek z cyklu Selekcja Kiery Cass. Oczywiście nie przeczytałam żadnego opisu, recenzji, czegokolwiek aby stwierdzić, czy fabuła będzie mi odpowiadała. Wystarczyło, że popatrzyłam na okładki i zakochałam się w prezencji zewnętrznej, nie zastanawiając się nad wnętrzem. Zamówiłam książki i uradowana tym faktem czekałam, na przesyłkę.  To posunięcie nie było mądre z mojej strony, bo gdyby mi się nie spodobało, książki zostawiłabym na półce bez echa i recenzji. 

Wczoraj skończyłam czytać Rywalki, pierwszy tom tego cyklu. I to co się wydarzyło na stronach tej książki przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dlaczego? Otóż Rywalki to fascynująca opowieść, która pochłonęła mnie do reszty, teraz jestem w połowie tomu II i cieszę się, że mam w zanadrzu jeszcze III część, bo chyba nie potrafiłabym wytrzymać w tej niewiedzy: co jest dalej?!. Moja niecierpliwość teraz jest dla mnie nieznośna, ponieważ wydarzenia w Elicie także mnie zaskakują, ale na II tom przyjdzie jeszcze czas, zajmijmy się pierwszym. 


Fabuła powieści skojarzyła mi się z programem telewizyjnym Zostać księżniczką czy coś w tym guście, gdzie kilkanaście różnych dziewczyn z różnego otoczenia zostaje zaproszona do uczestnictwa o walkę o pierwsze miejsce - koronę Księżniczki. Jednak w powieści nie tylko nasze kandydatki walczą o koronę i lepszą pozycję w kraju, ale także o serce księcia Maxona. Na takim właśnie korpusie opierają się Rywalki: trzydzieści pięć dziewczyn pochodzących z różnych klas społecznych kraju zwanego Illèą, zbiera się by walczyć o wspomnianą wyżej koronę i serce księcia. Powiem szczerze, że takie motywy w książkach najbardziej mi się podobają. Na dodatek nie jest to umiejscowione w tym czasie, w którym teraz żyjemy, ale autorka posłużyła się fajnym zabiegiem, którym to wyprzedziła czas i sama wymyśliła przyszłość. Na dodatek zamek, cała ta otoczka wyższej klasy jest dla mnie opisana na bardzo wysokim poziomie. Czytanie było dla mnie przyjemnością, a główna bohaterka - Ami, zbuntowana nastolatka zamknięta w pałacu sprawiała, że śmiałam się z wielką radością. Nic nie mogło mnie odciągnąć od lektury. Czytałam będąc w totalnym amoku. W pewnym momencie zaczęłam zazdrościć kandydatkom Eliminacji...

...a to za sprawą Maxona, księcia, który wydał mi się bardzo interesującym mężczyzną. Dla tego bohatera najwyraźniej straciłam głowę, bo mimo wszystko przedstawienia go na początku przez główną bohaterkę Ami, czułam, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Maxon wzbudza we mnie podobne odczucia jak inny bohater książki z trylogii Dotyku Julii - Aaron. Nie potrafię powiedzieć złego słowa o tym bohaterze. Jest po prostu idealny w każdym calu, koniec kropka!


Akcja powieści jest bardzo dobrze przemyślana i nie ma w niej jakiś bardzo zaskakujących zwrotów akcji, tym lepiej, bo dla mnie przy takiej fabule lepiej żeby wszystko biegło jednostajnym rytmem. Mimo tego wspomnianego rytmu, moim zdaniem ciężko jest rozszyfrować co będzie dalej w powieści. Dzięki temu pojawienie się ulubionych bohaterów (dla mnie tego ulubionego, było rozkoszą!) Książka jest lekka i przyjemna w odbiorze. Podoba mi się to, że autorka stworzyła nowy kraj, na zgliszczach Stanów Zjednoczonych zniszczonych przez III i IV wojnę światową. Akcentowana selekcja społeczeństwa jest bardzo mocno wyraźna, ale mi akurat spodobało się to przedstawienie społeczeństwa. Uważam, że to wybiegnięcie w przyszłość, może mieć takie skutki, kto wie. Z przyjemnością kibicowałam Ami w Eliminacjach, ale także z podziwem patrzyłam jak zmienia zdanie o księciu (ulubieniec).

Najbardziej jednak frustruje mnie fakt, że nie wiem czy America zostanie narzeczoną księcia. Doprowadza mnie ta niewiedza do szału, powiem szczerze, gdyż strasznie, bym chciała i mam taką cichą nadzieję, że seria zakończy się właśnie takim finałem o jakim marzę. America i Maxon razem. Długo przyjdzie mi czekać, albo może i nie skoro czytam książki w dwa dni, żeby dowiedzieć się jak rozwiąże się ta znajomość i być może rodzące się uczucie?

Rywalki to wspaniała, niesamowita, wciągająca książka, której lektura sprawia ogromną przyjemność. Dawno nie czytałam takiej historii (ostatnio w trylogii o Dotyku Julii), dlatego też cieszę się, że jednak oczy mnie nie zawiodły i to był kolejny strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o serię książek. Z całego serca polecam wszystkim lekturę Rywalek i dodaję, ukochałam sobie księcia Maxona i stał się on wzorem idealnego bohatera książkowego.

3 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją ! Czekam na opis drugiego tomu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety na mnie seria nie zrobiła tak dużego wrażenia, jak na Tobie.
    Oczywiście, Rywalki mają swój urok - która z nas nie chciałaby mieć swojego księcia? - lecz raczej nie znajdą w niej nic ciekawego osoby pozbawione dziecinności. Historia jest przewidywalna, infantylna i często aż bzdurna...
    To tak obiektywnie rzecz ujmując, bowiem osobiście bardzo dobrze czytało mi się przygody Ami i Maxona. Czekam na dalsze tomy!!! :)

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*