2017/11/25

Odnaleźć siebie i swoje miejsce na Ziemi – recenzja książki #271 – Megan Brothers „Dziwna i taki jeden”
Ta powieść wykorzystuje wątek LGBT w swojej fabule i cieszy mnie fakt, że coraz cześciej pojawia się on na polskim rynku wydawniczym. Jednak „Dziwna i taki jeden” to dziwna książka i czytało mi się ją jakoś trudniej niż pozostałe.

Lula i Rory to przyjaciele i uwielbiają spędzać ze sobą czas. Potrafią całymi dniami oglądać swój ulubiony serial Z archiwum X. To bardzo zgrni przyjaciele, którzy rozumieją się nawzajem, ponieważ łączy ich także trudna sytuacja rodzinna. Mama chłopaka pije, a z kolei mama Luli odeszła, zostawiając tylko po sobie kilka książek o aktorstwie. Jednak Rory ma tajemnice prze Lulą i gdy dziewczyna ją odkrywa, postanawia uciec z domu i wyruszyć w podróż, by odnaleźć swoją matkę.

Autor: Megan Brothers
Tytuł: Dziwna i taki jeden
Wydawnictwo: YA!
Strony: 330

„Dziwna i taki jeden” to książka podzielona na dwie części. Pierwsza z nich bezpośrednio dotyczy chłopaka i to jak z jego perspektywy wygląda cały bieg wydarzeń. Druga to wersja Luli, która nie skupia się tylko na niektórych sprawach. Jej perspektywa jest dokładniejsza i bardziej jako bohater była mi bliższa. Trzeba przyznać, że każde z nich było na swój sposób samotne i szukało swojego miejsca w tym świecie, który bez wątpienia jest okrutny. Można twierdzić, że każde z nich mogło nad wyraz interpretować swoje przeżycia, ale zazwyczaj, gdy się nie wejdzie w czyjąś skórę, to się tego nie rozumie. Każda z przedstawionych historii – zarówno Rory'ego jak i Luli była dla mnie czymś nowym i każda z nich na swój sposób interesowała mnie równie bardzo. Zaangażowałam się w ich zmagania.

To co charakteryzuje tę książkę bardzo mocno, to fakt, przynależności i znalezienia tego swojego miejsca na Ziemi. W końcu każdy z nas chce tego w swoim życiu, żeby ktoś był przy nas nieważne co się stanie, że ktoś nieidealny tak jak my, obdarzy nas miłością, bezpieczeństwem i co najważniejsze – zrozumieniem. „Dziwna i taki jeden” to historia o poszukiwaniu i zmaganiu się z własnymi słabościami i uczuciami, które są niekiedy okrutne. Tę książkę nie czytało mi się łatwo, bo trudno czasem pojąć tyle negatywnych emocji. Trzeba naprawdę wytężyć siły i zrozumieć. Wiem, że niektórym się ta książka niepodobała, z kolei drugim przypadła do gustu. Ja jestem po środku, gdyż mam do niej mieszane uczucia.

„Dziwna i taki jeden” to ksiązka trudna, która opowiada o tym, że czasem trudno jest znaleźć swoje miejsce na Ziemi. To ksiazka z wątkiem LGTB i jeśli szukacie książek w takim guście, to myślę, że może Wam się sposobać. Mnie osobiście wprawiła w jakieś dziwne odrętwienie i sama nie umiem określić czy jest ona dobra, czy zła.

2017/11/23

Rzeszów walczy w plebiscycie Kocham to Miasto – Miasto Roku 2017!
Rzeszów jest mi bardzo bliski i jak się okazuje został nominowany do plebiscytu, w którym ma szansę zostać Miastem Roku 2017. Stolica Podkarpacia ma wiele do zaoferowania. To niezwykły klimat tego miejsca, atrakcje, najlepsze punkty oraz wyjątkowi ludzie, którzy stąd pochodzą. Wygrana w drugiej edycji plebiscytu wspieranego przez HRS to nie tylko tytuł Miasta Roku, ale także możliwość promocji regionu w sieci. Jeśli tak jak i mnie, Rzeszów jest Ci bliski, zagłosuj już dziś na Rzeszów!

Co to za plebiscyt? To „Kocham To Miasto – Miasto Roku 2017”, dzięki któremu mieszkańcy mogą zaprezentować oraz docenić najceniejsze walory swoich miejscowości. Głosowanie możliwe dzięki zaangażowaniu mieszkańców i wszystkich, którzy po prostu kochają to miasto jest bardzo ważne. Każdy, kto zagłosuje na Rzeszów, może codziennie oddać jeden głos na stronie plebiscytu:
www.hrs.com/pl/projekty/miasto-roku-2017/. A Ci, którzy uzasadnią swój wybór mogą zgarnąć ciekawe nagordy – aparat fotograficzny FUJIFILM Instax, 2 karty prezentowe do sieci Empik, 7 podwójnych biletów na dowolny seans 2D w kinach Cinema City.

A co potem? Zwyciękie miasto otrzyma statuetkę Miasta Roku, oficjalny dyplom oraz wsparcie HRS w promocji w sieci. Dzięki temu więcej osób dowie się jakie atrakcje regionu oraz urok kryje w sobie miasto. Warto, więc śledzić przebieg głosowania i wyspierać miasto w kolejnych etapach plebiscytu.
Szczegóły konkursu na stronie: www.hrs.com/pl/projekty/miasto-roku-2017/.

Głosowanie trwa do 9 grudnia.
Wyniki 11 grudnia.
Wybierz swoje miasto:
www.hrs.com/pl/projekty/miasto-roku-2017/

@materiały they.pl

2017/11/22

Przypadek czy przeznaczenie? – recenzja książki #270 – Brigid Kemmerer „Listy do utraconej”
Tę książkę przeczytałam w jeden dzień, kiedy podróżowałam autobusem. Obawiałam się, że dostanę opowieść o miłości, która przysłoni resztę historii. Pomyliłam się, bo oprócz miłości zrodzonej z przypadku, który stał się pięknym przeznaczeniem, dostałam opowieść o stracie, zagubieniu i o tym, że nie powinniśmy szybko oceniać drugiego człowieka.

Historia poprzez przypadek splata ze sobą życia Juliet oraz Declana. Każde z nich jest swoim przeciwieństwem. Ona to bardzo wrażliwa, ale i zarazem bardzo skryta dziewczyna. Dziewczyna nie może pogodzić się ze śmiercią swojej mamy, a jedynym sposobem by poradzić sobie z bólem po stracie, jest pisanie listów. Listów, które zostawia na jej grobie. Natomias Declan to siedemnastoletni wulkan emocji. W ramach kary, odbywa na cmentarzu prace na cele społeczne. Któregoś dnia przez przypadek znajduje list. Zaintrygowany nim, postanawia go przeczytać. Jednocześnie z otworzeniem listu i poznaniem czyjiś myśli, dotyka go tak mocno, że nastolatek postanawia na niego odpisać. Gdy Juliet odkrywa, że ktoś przeczytał jej list na samym początku jest zła, ale jednak później postanawia odpisać na list. Od tego dnia jej życie oraz Declana zmienia się, ponieważ oboje rozumieją siebie nawzajem.

Autor: Brigid Kemmerer
Tytuł: Listy do utraconej
Wydawnictwo: YA!
Strony: 414

Ta historia mnie urzekła, ponieważ nie dostałam opowieści, gdzie pierwsze skrzypce grała miłość dwojga niedojrzałych, zagubionych nastolatków. Dostałam książkę pełną bólu i straty ukochanej osoby – w tym przypadku mamy. Czymś co jest inne i pozwala naprawdę wczuć się w klimat tej książki to są te listy, które dotykają głęboko. Ponadto ksiązka napisana jest naprawdę bardzo fajnym stylem, że czytelnik nie ma problemów po pierwsze ze zrozumieniem treści, a po drugie bardzo szybko się ją czyta. Wszystko ze sobą współgra, nie ma żadnych luk w fabule i to bardzo emocjonująca książka. Ci, którzy zdecydują się przeczytać „Listy do utraconej” muszą przygotować sobie paczkę chusteczek, jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy.

Autorka przecudownie przeplatała ze sobą różne wątki, a emocje, które biją od tej powieści są bardzo mocno – zdaję sobie sprawę, że się powtarzam, ale w jednej sekundzie dostawałam tyle, że to było niekiedy dla mnie za dużo. Gniew z ogromnym zawodem, poparty wielkim smutkiem i bólem. Jednak w tych wszystkich okropnych uczuciach bohaterowie mieli w sobie choć odrobinę nadziei na lepsze jutro i to, że ktoś będzie w stanie zagłuszyć ten ból. „Listy do utraconej” pokazują też różne sposoby u ludzi na to jak radzą sobie z odejściem bliskich. Żałoba Juliet różniła się od tej, jaką prezentował Declan. To było dla mnie trudne zderzenie się z tym tematem. Jeszcze nigdy wcześniej, nie licząc „Goodbye Days” nie czytałam tak dobrej powieści, która mówiłaby tak otwarcie o tym temacie.

Podsumowując, z całego serca mogę polecić Wam „Listy do utraconej”. Jeśli szukacie nietuzinkowej, z pozoru prostej, ale i trudnej tematyki, to myślę, że ta książka może Wam się sposobać. Ja osobiście na pewno jeszcze kiedyś po nią sięgnę.

2017/11/16

Ona zatrzymuje, to co kocha... – recenzja książki #269 – L.A. Casey „Bracia Slater. Bronagh”
Kolejny tom to dla mnie świetne dopełnienie „Bracia Slater. Dominic”. Dlaczego? To odpowiedni dalszy ciąg wydarzeń, który dzieje się w dniu urodzin Bronagh. Myślę, że fani Nico, na pewno się ucieszą!

Bronagh w swoim życiu przeszła bardzo wiele i odgrodziła się w przeszłości od wszystkich ludzi. Powód był jeden. Nie chciała, aby ponownie ktoś ją skrzywdził. I oczywiście jej życie całkowicie się zmieniło, kiedy poznała Dominica Slatera, to w dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin pragnie tylko i wyłącznie relaksu. Jednak Nico, ma zupełnie inne zdanie na ten temat.

Autor: L.A. Casey
Tytuł: Dominic
Seria: Bracia Slater #1
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 162

Przyznaje, że lubię krótkie nowelki, które, w jakiś sposób ciągną akcję z poprzedniego tomu. I choć to tylko 160 stron „Bracia Slater. Bronagh”, uważam, że autorka zrobiła dobry krok w dobrą stronę. Dlaczego? Akcja toczy się trzy lata po wydarzeniach, jakie zostały nam zafundowane w pierwszym tomie. Wspólne zamieszkanie i plany tej dwójki na przyszłość są z jednej strony jasne, z drugiej nie. Tak jak pisałam we wcześniejszej recenzji, bardziej polubiłam Nico. Bronagh ma trochę bardziej wybuchowy charakter, ale przeczytanie tej części sprawiło, że trochę lepiej rozumiem tę dziewczynę.

Oczywiście styl, w jakim została napisana ta część jest taka sama jak wczęśniejszy tom. Lekki i zabawny ton, który sprawia, że książkę czyta się szybko. Jeśli podobał wam się pierwszy tom myślę, że i ten bestseller będzie czymś fajnym, co pozwoli podejrzeć jeszcze przez chwilkę, to co się dzieje u Dominica i Bronagh.

2017/11/13

On zdobywa to, czego pragnie – recenzja książki #268 – L.A. Casey „Bracia Slater. Dominic”
Sięgając po serię od L.A. Casey wiedziałam, że przepadnę i przeczytam obie książki, które mam na półce. Oczywiście ostrzeżenia były dla mnie tylko zachętą, a Dominic zdecydowanie skradł moje serce.

Ostatnio Wydawnictwo Kobiece tylko i wyłącznie plusuje u mnie, jeśli chodzi o książki, ponieważ te oznaczone hasztagiem #niegrzeczneksiążki, bardzo mi się podobają. Po wypadku samochodowym Bronagh, jest bardziej ostrożna i stroni od towarzystwa ludzi. Powodem jest strach przed ponownym odrzuceniem i zranieniem. Jedyną osobą w jej życiu, z którą jest w bliskich stosunkach jest jej siostra, ale do czasu, ponieważ na jej drodze pojawia się on... Dominic – intrygujący, a za razem irytujący. Dziewczyna nie widzi jego pojawieniu się czegoś nadzwyczajnego i po prostu go ignoruje. Niestety, takie zachowanie działa na mężczyzn i zamiast sobie odpuścić oni pragną udowodnić sobie, jak i kobiecie, która ich odtrąca, że popełnia wielki błąd. Czy Bronagh ugnie się pod urokiem przystojnego Nico?

Autor: L.A. Casey
Tytuł: Dominic
Seria: Bracia Slater #1
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 486

„Bracia Slater. Dominic” to mocna książka, która może wprowadzić niektórych w odrętwienie. Zazwyczaj narzekam na przekleństwa i wulgarność, która jest w książkach, ale w tym przypadku jakoś, przymróżyłam na to oko. Oczywiście tę wulgarność każdy definuje inaczej. Spodobało mi się to jak ta historia została nakreślona i byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się losy tej dwójki. Przeczuwałam pod skórą, że zdarzy się coś, co mnie zaskoczy. Bohaterów nie da się nie lubić, choć muszę przyznać, że bardziej polubiłam Nico. Czasami Bronagh mnie denerwowała swoim niezdecydowaniem, ale tak śmiałam się przy niektórych sytuacjach, a poczucie humoru też w takich książkach jest ważne.

W głównej mierze jest to opowieść o dwójce ludzi, którzy bronią się rękami i nogami przed miłością. Ta miłość, o której mówię, jest też niedojrzała. Z resztą trudno jest też budować cokolwiek, skoro jak w przypadku głównej bohaterki nie ma się zaufania do nikogo. Relacja, która łączyła Dominica i Bronaght była bardzo specyficzna, ale i też mi się podobała. Była trudna do rozgryźnięcia, a po cichu też kibicowało się bardzo mocno. Z resztą my kobiety, czasem potrzebujemy właśnie takich niedoskonałych powieści, aby odpocząć. Mnie osobiście seria Braci Slater, bardzo się podobała i przeczytam jej kolejne części.

Książka idealna na jesienne wieczory, dla kobiet tych czytających New Adult, ale i tych starszych. Jeśli szukacie powieści mocnych, z odrobiną wulgaryzmów i ostrego romansu to myślę, że ten bestseller wam się spodoba.

2017/11/09

Cudowna i wzruszająca, ale i pełna refleksji... – recenzja książki #267 – Jeff Zentner „Goodbye Days”
Ta książka była dla mnie druzgocąca. Ścisnęła moje serce tak mocno już na samym początku, że czułam się rozbita. Nowość od Wydawnictwa Jaguar, to jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w roku 2017.

W dzisiejszym świecie, każdy z nas korzysta ze smartfonów i tabletów. Jesteśmy podłączeni do świata wirtualnego i bardzo łatwo komunikujemy się z innymi ludźmi, gdy są daleko od nas. „Goodbye Days” porusza temat, który jest bardzo często spotykany w tych czasach. To też zmieniło życie głównego bohatera – Carvera Briggsa. Był on szczęśliwym nastolatkiem. Jego kumple go rozumieli, mieli swoje tematy i pasje. Chłopcy szystko o sobie wiedzieli. Niestety pewnego wieczoru wszystko się zmieniło, ponieważ Carver czekając na swoich przyjaciół, którzy mieli go odebrać z pracy, nie pojawili się, a na sms'a, którego im wysłał, również nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Okazało się, że jego najlepsi przyjaciele mieli wypadek, a sam Carver został oskarżony o spowodowanie tego wypadku.

Autor: Jeff Zentner 
Tytuł: Goodbye Days\
Wydawnictwo: Jaguar
Strony: 429

Oczywiście można byłoby się przyczepić do fabuły, że niby dlaczego oskarżono nastolatka o to, że spowodował wypadek, skoro nawet go tam nie było. Jednak wydaję mi się, że chodziło bardziej o pokazanie problemu, z jakim niekiedy można się spotkać. Że są tacy ludzie na świecie, którzy, mimo że prowadzą samochód łapią za telefon, gdy ktoś dzwoni, a tym samym są nie ostrożni. Tyle emocji, jakie ma w sobie ta powieść, to tego nie da się tak prosto opisać. Na początku czuje się przygnębienie, później trochę radości, a na sam koniec, jest się zupełnie kimś innym i patrzy się na tę opowieść zupełnie inaczej.

W „Goodbye Days” podobało mi się to, jak autor przedstawił swoich bohaterów. Już od samego początku, ba linijki polubiłam Carvera. Przykro mi było, gdy wystosowane wobec niego oskarżenie tak na niego wpłynęło. Ponadto rówieśnicy także go nie oszczędzali, a najbliżsi jego zmarłych kumpli, polegali na nim, żeby nie czuć tej straty, jaką ponieśli. To było takie trudne do zrozumienia i przyznaję, chciało mi się niejednokrotnie płakać. Z kolei jego siostra – Georgia to urodzona wojowniczka. Nieważne, co mówili i jak zachowywali się inni, ona zawsze stawała po stronie brata. W każdym momencie, jaki tylko był, wspierała go. I gdyby nie ona, to nie wiem, czy chłopak w ogóle by sobie poradził, ponieważ w niektórych moementach nie wierzył w nic.

Powieść napisana jest bardzo fajnym stylem i czyta się ją przyjemnie, ale jej emocjonalność potrafi rozbić czytelnika na łopatki. Ból, utrata i cierpienie, łączą się tutaj ze wspomnieniami. Ponadto pojawiają się też inne uczucia, które jak można twierdzić są nie na miejscu, ale jednak szczęście czy miłość, stają się dopełnieniem. Ta książka pokazuje też prawdę, z którą czasem my ludzie sobie nie radzimy.

Czy polecam wam „Goodbye Days”? Oczywiście. To przepiękna opowieść, która jest druzgocąca i łamie serce, ale jest to historia o nadziei, sprawiedliwości i prawdzie. Bo czasem jesteśmy postawieni przed takimi trudnymi sprawami, ale ta książka to też nauka, że zawsze można dać sobie radę.

2017/11/06

CzaroMarownik 2018. Magiczny kalendarz – recenzja #266
Już jakiś czas temu dzięki Ani z bloga Chaos Myśli, dostałam cudowny kalendarz na rok 2018. To był cudowny prezent urodzinowy, któremu postanowiłam poświęcić teraz troszkę więcej uwagi. Ta recenzja będzie inna niż zwykłe, ponieważ kupię się tylko na niektórych aspektach, a poniżej pokażę kilka zdjęć, jakie pstryknęłam, mimo okropnego światła w pokoju. Także do rzeczy. Ja od zawsze mam przy sobie jakiś zeszyt, kalendarz bądź dziennik. To jest ta rzecz bez której moja torebka by nie istniała. Otóż otrzymałam piękny, wykonany z najwyższą dbałością kalendarz na rok 2018.

Dla mnie osobiście „CzaroMarownik” nie ma żadnych minusów. Każdy dzień ma bardzo dużo miejsca na zapiki, a do tego wyraźne daty, wykaz imienin, fazy księżyca, opis znaków zodiaku i złotych myśli czy podpowiedzi, których jest bardzo dużo. Dla mnie osobiście to strzał po prostu w dziesiątkę, jak nie w dwunastkę!

Dla mnie ten kalendarz to będzie coś nowego w 2018 roku, co bardzo chętnie odkryję. Myślę, że każda z nas znalazłaby w nim, coś czego szuka. I szczerze, to z niecierpliwością czekam, aż będę mogła w końcu w nim coś zapisać. Z pewnością, przyniesie mi to wiele frajdy!






2017/11/04

Zarażają czytaniem całą Polskę!
Czytaj PL to największa akcja czytelnicza w kraju,
a być może także i na świecie

W 2017 roku akcja jest obecna aż w 22 miastach Polski, a także w 1000 szkół ponadpodstawowych na terenie całego kraju. Po raz pierwszy akcja przekracza też na taką skalę granice państw – jej plakaty trafiły do 10 Miast Literatury UNESCO na całym świecie, w tym do dalekiego Dunedin w Nowej Zelandii. Akcja ma charakter bezpłatnej wypożyczalni bestsellerowych e-booków i audiobooków. Aby wziąć w niej udział, należy pobrać aplikację mobilną Woblink i przy jej pomocy zeskanować kod QR umieszczony na jednym z blisko 7000 nośników na terenie całego kraju. Kod QR jest kluczem do wirtualnej biblioteki, w której można znaleźć takie hity, jak superprodukcja „Korona śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej, „Shantaram” Gregory’ego Davida Robertsa, „Księżniczka z lodu” Camilli Läckberg, „Miasto Archipelag” Filipa Springera, „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena czy „Wstydź się!” Jona Ronsona. To kolejny wyjątkowy rok w historii akcji Czytaj PL: w ramach akcji „Upoluj swoją książkę”, organizowanej z inicjatywy Instytutu Książki, plakaty akcji, umożliwiające bezpłatny dostęp do bestsellerowych e-booków i audiobooków, trafią także do 1000 szkół ponadpodstawowych na terenie całego kraju. Honorowy Patronat nad akcją objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Akcja Czytaj PL jest od początku realizowana jako element programu Kraków Miasto Literatury UNESCO.

Czytać i słuchać bestsellerowych książek można równo przez 30 dni. Umożliwiają to organizatorzy akcji: Krakowskie Biuro Festiwalowe, operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO, i Woblink – największa w Polsce platforma z e-bookami. Organizowana i rozwijana od 5 lat akcja Czytaj PL nie byłaby możliwa bez współpracy z jej partnerem strategicznym: Instytutem Książki, największymi wydawcami w kraju, a także z partnerującymi jej miastami.  

Więcej o akcji pod tym linkiem.

2017/11/01

Przeznaczone nam było roztrzaskać się o skały... – PRZEDPREMIEROWA recenzja książki #265 – Brittainy C. Cherry „Siła, która ich przyciąga”
Już od pierwszych stron, książka Brittainy chwyciła mnie tak mocno za serce, że walczyłam tylko ze sobą, aby się nie rozpłakać. A to było naprawdę trudne zadanie.

Będę zawsze to powtarzać, że Brittainy C. Cherry to moja najulubiona pisarka po wsze czasy. Jej najnowsza książka z serii żywioły to najpiękniejsze zakończenie, jakie mogli wyobrazić sobie czytelnicy. To piękna i pełna miłości historia. Lucy i Graham to dwa zupełne przeciwieństwa. Ona urocza, pełna nadziei kobieta, która zawsze stanie po stronie najbliższych. Jej serce przepełnione jest miłością, a najmniejsza drobnostka, jak np. padający deszcz, to dla niej szczęście. Graham to z kolei bohater skryty, który nie wie co to nadzieja, miłość. Jest nieczułym mężczyzną, ponieważ będąc małym chłopcem, był świadkiem takich obrazów, które ukształtowały właśnie w taki sposób jego światopogląd.

Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Siła, która ich przyciąga
Seria: Żywioły #4
Wydawnictwo: Filia
Strony: 380

W dniu pogrzebu ojca, Graham spotyka Lucy – szaloną hipiskę, kwiaciarkę, która bardzo szybko i bez większych przeszkód potrafiła rozszyfrować ból Grahama. Mogłoby się wydawać, że ich spotkanie to czysty przypadek i już nigdy się nie spotkają. A jednak. Gdy żona Grahama, bez słowa zostawiła jego i ich córeczkę, która walczyła o życie w szpitalu, w jego życiu ponownie pojawiła się Lucy. Dobro dziewczyny oraz czyste serce, sprawia z każdym dniem, że Graham zaczyna dostrzegać u siebie zmiany. Ale czy ta miłość ma szansę na to, by mogła zakwitnąć? Co się stanie, gdy wypowiedziane niegdyś słowa przez najbliższych to kłamstwa?

Moża powiedzieć, że historia przedstawiona przez Brittainy C. Cherry to coś co można przewidzieć i każdy zna zakończenie, mimo że jeszcze go nie przeczytał. Jednak trzeba to przyznać, że autorka potrafi wzbudzić takie emocje, o których trudno jest zapomnieć. Przeczytałam tę opowieść z wielkim zaangażowaniem i można powiedzieć z sercem na dłoni. Uwielbiam styl pani Cherry i uwielbiam też to jak potrafi przekazywać te ważne dla nas prawdy. Miłość, poświęcenie i przeznaczenie to jedno, ale oprócz tego potrafi też przedstawić, żal, ból, stratę i kłamstwo. Jednak nie zapomina o charakterze człowieka – o tym, że on też się zmienia. Od pierwszych chwil pokochałam tę opwieść, a Lucy Grahama i Talon jako ten piękny obrazek, możnaby powiesić na ścianie, żeby przypominał o tym, że warto walczyć o wszystko.

„Siła, która ich przyciąga” to przepiękna historia, chwytająca za serce. Jestem kilka chwil po przeczytaniu tej lektury i od razu siadłam do napisania recenzji. Rzadko mi się to zdarza. Zazwyczaj mam tak, że muszę trochę przemyśleć to, co chcę napisać. Tym razem, jak widać moje emocje są tak silne, że mogę powiedzieć tylko jedno. Jeśli nie czytaliście książek tej autorki, czas nadrobić zaległości. Ta seria potrafi człowiekiem wstrząsnąć, ale za każdym razem przypomina o miłości i nadzieji, którą nosimy w naszych sercach.