2017/07/28

You are my universe – recenzja książki #244 – Emma Scott „Serce ze szkła”

Każda pozycja z działu nowości od Wydawnictwa Filia mnie nie zawodzi, a książka Emmy Scott, bardzo mnie rozczuliła.

Historia opowiada o życiu dwójki bohaterów, którzy spotkali się w przezabawny sposób. Ona – Kacey Dawson, gitarzystka pewnego zespołu, do którego sława i bogactwo pukają do drzwi, jednego wieczoru dosłownie traci wszystko. Nie pamiętając nic następnego dnia, po złych wydarzeniach, budzi się na kanapie swojego kierowcy limuzyny. On – Jonah Fletcher poznając zbuntowaną i zniszczoną przez życie rockmenkę nie zdawał sobie sprawy z tego, że może zakochać się w dziewczynie. Jednak tak jak i Kacey, chłopak też ma swoje tajemnice. Wie, że pozostało mu niewiele czasu na to aby dokończyć instalację ze szkła. Czy kilka dni spędzonych we dwoje, zmieni ich życie już na zawsze?

Autor: Emma Scott
Tytuł: Serce ze szkła
Cykl: Serce ze szkła #1
Wydawnictwo: Filia
Strony: 441

Pokochałam „Serce ze szkła” i autorkę Emmę Scott wpisuję na listę najulubionych autorek na całe życie. Znów zostałam zdruzgotana i złamana, a dowodem na to jest fakt, że nie mogłam zebrać się, aby napisać tę recenzję. Główni bohaterowie mną zawładnęli i gdyby to było możliwe, chciałabym ich poznać w realnym życiu. Kacey to zagubiona młoda kobieta, która nie ma dobrego kontaktu z rodzicami i przez to jest impulsywna i lubi żyć na krawędzi. Przebywając w jej towarzystwie bądźcie pewni na nieoczekiwane sytuacje, które niekoniecznie są dobre. Z kolei Jonah to zupełne przeciwieństwo zbuntowanej rockmenki. Wie, że kończy mu się czas i spędza chwile tak, aby zostawić po sobie trwały ślad. I wiecie co? Przez całą książkę wiedziałam, co mnie czeka, ale nie... ja się na to nie godziłam. Takich książek trzeba mi zabronić, abym ich nie czytałam, ponieważ czuję się przez nie zdruzgotana.

Podsumowując jest to książka, która złamie wam serce i będziecie je układać tak jak Jonah instalację ze szkła. To historia o wachlarzu przeróżnych emocji: od smutku po radość i wielką miłość. Zażyłość, jaką zastajemy między dwójką tych bohaterów jest przepiękna i łamało mi się serce, gdy pojawiały się chwile, które to niszczyły. Emocjonalność tej książki, jest wprost proporcjonalna do „Tysiąca pocałunków” Cole Tillie. Polecam z całego serca, bo ta powieść to nic innego, jak obraz naszego życia. Nigdy nie wiadomo, kto stanie na naszej drodze, w kim się zakochamy, jakie sprawy i problemy mogą nas spotkać, ale jedno wiem na pewno, że nie pamiętamy dni, ale pamiętamy... chwile.

4 komentarze:

  1. Tyle już dobrego słyszałam o tej książce... Coraz bardziej mam ochotę ją przeczytać.

    Pozdrawiam.
    Kasia z Ebookowych recenzji
    http://ebookowe-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie ta książka zbiera naprawdę dobre opinie, ale ja jakoś nie przepadam z tego typu literaturą.

    Bookeater Reality

    OdpowiedzUsuń
  3. Cholera, miałam w planie w ogóle po ten tytuł nie sięgać, ale teraz już sama nie wiem. Ta okładka mnie odrzuca, jest taka... typowa. Sztampowa. Ale historia wydaje się niezła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno sięgnę po tę pozycję!

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*