2017/06/23

To nie liceum zmieniło Eden – recenzja książki #229 – Amber Smith „Co mnie zmieniło na zawsze”

Mam mieszane uczucia, co do tej powieści. Z jednej strony mi się podobała, ale z drugiej nie czuję się w pełni zadowolona z takiego zakończenia. Wątki w pewnym momencie się skończyły, a wszystko utkwiło w martwym punkcie. Nastąpił niespodziewany koniec.

Eden przeżyła piekło na ziemi, z którym musiała radzić sobie sama w samotności. Mając czternaście lat została zgwałcona przez najlepszego przyjaciela brata, który jest uważany za członka rodziny. Od tego dnia życie nastolatki się zmieniło, ponieważ przemoc, jaka wobec niej została zastosowana powoduje, że dziewczyna sobie z tym nie radzi. Oczywiście mogłaby powiedzieć o tym komukolwiek, jednak nie decyduje się na to, ponieważ została zastraszona. W ciągu kolejnych lat, wizerunek dziewczyny i zachowanie się zmienia. Eden, aby rozładować każdą emocję, znajduje ich upust w niezbyt dobrych sposobach i pakuje się w jeszcze gorsze problemy. Dziewczyna z dnia na dzień, staje się cieniem dawnej siebie, próbując stworzyć nową osobowość. Ile będzie musiała udźwignąć nastolatka, aby zrozumieć, że nie jest niczemu winna? Co nią wstrząśnie na tyle, że postanowi przełamać swój strach?

Autor: Amber Smith
Tytuł: Co mnie zmieniło na zawsze
Wydawnictwo: Feeria Young
Strony: 390

Książkę czytało mi się dobrze. Język, jakim została napisana jest przyjemny i z lekkością czyta się lekturę. Fabuła i problem, jaki został w niej poruszony jest trudny, ale nie mogę powiedzieć, że autorka perfekcyjnie poradziła sobie z jego zobrazowaniem. Niestety w fabule są dziury przez co jest to niepełny wizerunek. Już sama końcówka i spłycenie każdego wątku do minimum jest minusem, a nieopisanie późniejszych wydarzeń, po przyznaniu się Eden, mnie zasmuciło. Liczyłam na mocny, konkretny koniec, który mną wstrząśnie, a dostałam lanie wody pt. „Sama wymyśl sobie końcówkę”. Czuje się zirytowana, ponieważ nie tego się spodziewałam. To tak jakby upiec ciasto truskawkowe bez truskawek i posypać to toną cukru pudru...

Główna bohaterka to nastolatka, którą spotkało wielkie nieszczęście – tu autorka poradziła sobie z przedstawieniem zmian w zachowaniu na przestrzeni lat. Jednak nie mogę (o zgrozo, znów!) tego powiedzieć o przedstawieniu emocji. W niektórych sytuacjach emocje Eden były... płytkie, niewyczuwalne, nic mnie nie ruszało i brakowało mi uczucia poruszenia. W takich powieściach młodzieżowych, które opisują tak poważne tematy, jak gwałt, liczę na emocjonalność. To ona gra pierwsze skrzypce. Ilekroć myślę o książce autorstwa Lisy de Jong „Kiedy pada deszcz”, mam ciarki na plecach. Inni bohaterowie nie byli wyraziści na tyle abym ich zapamiętała – no może z wyjątkiem Josha, który był odpowiednią osobą, która pojawiła się w odpowiednim czasie.

Niestety okładka książki też średnio mi się podoba i uważam, że oryginalna okładka jest piękniejsza i pokazuje istotę tytułu oraz odwołuje się bezpośrednio do treści. Opisuje główną bohaterkę. To jak się zmieniła – stąd mlecz – metafora. Ale okej, okładkę mogę podarować. Niestety całej reszty już nie. Książka ciekawa, warta uwagi, ale ja nie zapamiętam jej, ponieważ brakuje mi w niej czegoś. Z jednej strony, jak już wspomniałam, podobała mi się, ale z drugiej, zawiodła. Sami musicie zdecydować czy macie ochotę ją przeczytać. Temat trudny, który pokazuje istotę problemu i uczy, że o złych rzeczach czasem warto krzyczeć. To też zwrócenie uwagi na ludzkie zachowania i bezsilność. Szkoda tylko że autorka postanowiła uciąć historię w momencie, w którym mogłaby nadejść jakaś głębsza puenta.

2 komentarze:

  1. Dobrze, że powstaje coraz więcej książek poruszających temat gwałtu, ale ja również uważam, iż czegoś w tej historii zabrakło. Mam tylko ogromną nadzieję, że nastolatki czytając tę lekturę, wyciągną z niej to, co wartościowe, a nie zaczną powielać zachowań bohaterów, które są skrajnie nieodpowiedzialne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od 3 miesięcy czeka na półce, ale jakoś nie mam czasu i nastawienia, by wziąć się za taki temat.

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*