2017/03/25

Bukiet ze słów. Rozdział 2



Lea
„Przeszłość jest jak sen,
tylko od ciebie zależy czy chcesz do niej wracać”.

Dom. Serce tak mi wali ze strachu, że przysięgam, z tych nerwów dostanę zawału. Ostatni raz byłam tutaj jakieś dwa lata temu i moje odejście złamało serce tylko mamie, bo ojciec oczywiście był tak wściekły, że nie było mowy, by poszedł na jakikolwiek kompromis. Jeszcze do tamtej kłótni należy dodać kilka zaskakujących kwiatków, o których nie miałam pojęcia i już nie było mowy abym została. W ciągu jednego wieczoru zobaczyłam jak naprawdę wyglądało moje dzieciństwo i najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że osoba, którą uważałam za wzór do naśladowania, tak szybko zapomniała o tych wszystkich szczęśliwych chwilach jakie razem przeżyliśmy.
Przeszłam przez białą bramkę, która zaskrzypiała jak zawsze, gdy się ją otwierało. Mama przy chodniku zasadziła nowe kwiatki, które wyglądały bardzo wdzięcznie. W ganku paliło się światło, a na podjeździe stał samochód taty. To był znak, że wszyscy już zasiedli do kolacji i opowiadają sobie jak minął im dzień. Pewnie Grace wyrosła ze wszystkich sukienek, które miała i wdycha do chłopaka, który jej się podoba. A Mike coraz lepiej gra w futbol. Tęskniłam za nimi bardzo i przyznam szczerze, że nie zdawałam sobie jak bardzo, dopóki nie stanęłam przed drzwiami naciskając dzwonek do drzwi.
Może tutaj, mimo tylu burz, odnajdę, choć na moment spokój i ciszę. W końcu moje serce było rozsypane na milion kawałków, które schowałam w słoiku, by nikt nie mógł się do niego dostać. Oczywiście rodzina nie mogła się dowiedzieć, o tym, co się stało w Nowym Jorku. Za bardzo się tego wstydziłam. Tak będzie lepiej. Ukryję prawdę i powiem im, że przyjechałam w odwiedziny, bo się za wszystkimi stęskniłam. Po części tak było i w ten sposób nikt nie będzie miał podejrzeń, co do tego, dlaczego przyjechałam i dlaczego nie pracuję, zaniedbując wszystkie swoje obowiązki.
Drzwi otworzyła mi mama, a gdy mnie tylko zobaczyła, nie mogła wydusić słowa. Delikatnie odstawiłam torbę na bok, a ona mocno mnie przytuliła, płacząc.
– Lea, skarbie, nie mogę uwierzyć, że cię widzę – szeptała przez łzy. – Wejdź, nie powinnyśmy witać się w progu, to źle wróży – zaśmiała się ocierając łzy.
Wzięłam torbę do ręki i weszłam za nią do środka. Odstawiłam ją koło półki na płaszcze i przywitałam się z nią.
– Cześć mamuś – ucałowałam jej jeden, a potem drugi policzek. – Przyjechałam, ponieważ stęskniłam się za wami.
Pierwsze kłamstwo wcale nie boli najbardziej, a podobno wielokrotnie powtarzane staje się prawdą. Mama mi się przyglądała przez dłużą chwilę, a później złapała za rękę i mocno ścisnęła. Wzdrygnęło mną, kiedy to zrobiła, ale uśmiechnęłam się lekko, by nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak.
– Dobrze, że jesteś kochanie, a teraz chodź, na pewno nie tylko ja ucieszę się z twojego przyjazdu – dobrze było zobaczyć tak szczęśliwą mamę. Pamiętam dzień, w którym prosiła mnie abym przemyślała swoją decyzję o wyjeździe, kiedy sprzeciwiłam się ojcu i jego planom pt. Zrobiłem wiele byś była szczęśliwa i ułożyłem dla ciebie idealne życie, nie spieprz tego.
Mama weszła pierwsza do jadalni pociągając mnie za sobą. Czułam jak serce podchodzi mi do gardła. Stojąc za nią widziałam tylko kontury postury taty, który siedział przy stole i nachylał się nad gazetą. Mama odchrząknęła znacząco, a wszyscy zgromadzeni w pokoju spojrzeli na nią.
– Mam nadzieję, że nie tylko ja, ucieszę się niespodziewanym gościem, który zawitał w nasze progi – ścisnęła moją dłoń i tym samym dała mi znak abym się pokazała.
– Tato, to Lea! – Zawołała radośnie Grace zeskakując z krzesła, a on jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odwrócił głowę, piorunując mnie wzrokiem.
Spojrzałam na niego niepewnie i postanowiłam pierwsza wyciągnąć rękę w jego stronę, jako nowy i lepszy początek naszych relacji:
– Dobry wieczór, tato – przywitałam się, ale on tylko rzucił mi jedno krótkie spojrzenie, które wyrażało więcej niż miliony słów, jakimi wolałabym by mnie zasypał. Niestety on zareagował tak jak mogłam się tego spodziewać. Jestem dla niego powietrzem.
Ojciec wrócił do czytania gazety, znajdując w nim pewnie bardzo ciekawy artykuł pt. „Jak zostać rodzicem roku”. W sumie nie powinnam się dziwić, że potraktował mnie tak, jak mnie potraktował. W końcu wróciła koza do woza, a Henryk Goreski może triumfować.
Z tego dziwnego odrętwienia wyrwała mnie Grace, która mocno się do mnie przytuliła. Jej śladem poszedł Mike, mimo że był mało przytulaśny.
– Ale wy jesteście już duzi! – Zaśmiałam się radośnie. – Jeszcze niedawno byliście tacy malutcy, kiedy rodzice wnosili was do domu – pocałowałam ich w policzki, przypominając sobie ten wspaniały dzień, oni uczynili to samo.
– Pewnie jesteś głodna – poczułam dotyk dłoni mamy na plecach. – Usiądź przy stole, a ja zaraz przyniosę talerz.
– Mamuś – zwróciłam się do niej – na razie poszłabym zanieść torbę do mojego poko… ojciec podniósł wzrok znad gazety słysząc moje słowa. Widząc jego minę wiem, że wcale mu się to nie spodobało. Wynosząc się z domu z dnia na dzień, on przestał mieć córkę. – Znaczy się do jakiegoś wolnego pokoju – poprawiłam się.
– W tym domu nic się nie zmieniło – odpowiedziała stanowczo. – Twój pokój, jest tylko twój.
– Zaraz wrócę – uśmiechnęłam się cierpko i wyszłam z pokoju.
Wchodząc po schodach słyszałam ściszony głos mamy, ale nie na tyle cichy, bym tego nie usłyszała. Upominała ojca, że powinien wykazać trochę więcej chęci, a nie traktować mnie jak intruza we własnym domu. Dodała też, że jak może być taki oziębły i nieczuły, skoro sama jakoś próbuję złapać z nim nić porozumienia. Co odpowiedział, nie wiem, ponieważ po schodach wbiegły bliźnięta. Chyba postanowili nie odstępować mnie na krok, sami nie są pewni czy zostanę tu na tyle długo, by mogli się mną nacieszyć. Sama przestałam wierzyć w to, że sobie poradzę i nie ucieknę po raz kolejny od problemów. W końcu to rozwiązanie było dla mnie znajome i pewne.

Wchodząc do pokoju miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu i nigdy się stąd nie wyprowadziłam. Mój pokój wyglądał dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy po raz ostatni zamykałam za sobą drzwi do tego domu. Wszystkie wspomnienia zaczęły wkradać się w najdalsze i najcichsze zakamarki mojego serca, powodując okropny ból. Wspomnienia dobre przyćmiewały te złe i nic nie mogę na to poradzić. Kiedyś potrafiłam o tym wszystkim zapomnieć, ponieważ pomógł mi David. To on dał mi nadzieję na lepsze jutro, tłumacząc, że jeszcze kiedyś wszystko będzie dobrze i ci, którzy teraz we mnie zwątpili, zmienią zdanie. On zawsze był po mojej stronie, nieważne, co się działo, a ja, co zrobiłam? Sama zabiłam swoją nadzieję i pozostała mi tylko gorycz i niespełnione marzenia. Moją największą karą za błędy stało się to, co było moim wybawieniem. I skoro nadzieja umiera, jako ostatnia, to pozostała mi już tylko pustka. Bez nadziei nazwanej jego imieniem, czuję się pusta i już nic nie będzie wstanie zapełnić tej wielkiej czarnej dziury w moim sercu.
Grace podbiegła do szafy otwierając jej drzwiczki na oścież, a ja by się nie rozpłakać wskazałam jej, by ściągnęła wieszaki.
– Mama dbała o twój pokój – oznajmiła Grace – i często mówiła, że kiedyś znowu do nas wrócisz. Podeszła do łóżka układając na nim wieszaki na ubrania. – Możemy ułożyć twoje ubrania w kolor tęczy Lea? – Zapytała radośnie.
– Oczywiście skarbie, jak tylko będziesz chciała – odpowiedziałam jej, schylając się, by rozpiąć walizkę leżącą na ziemi. – Miki, pomożesz nam? – Wyciągnęłam do niego rękę.
Mój braciszek miał wypisaną niepewność na twarzy, ale gdy znów posłałam do niego uśmiech, złapał mnie za rękę i podszedł bliżej, by mi pomóc.
– Nie zostawisz nas, prawda? – Spojrzał na mnie smutnymi oczami, a mi w tym momencie pękło serce, bo sama nie wiem, co mam mu odpowiedzieć. – Zostaniesz z nami na dłużej. Chociaż trzy dni? – Poprosił.
Prawda była taka, że nie czułam się pewnie w domu. Miałam wrażenie, a raczej pewność, że tata liczy na moją szybką ucieczkę. W końcu nie pierwszy raz uciekłam od problemów. Za pierwszym razem, po kłótni dwa lata temu, a teraz po śmierci Davida. Podeszłam z Mikim do łóżka, przesunęłam wieszaki na bok i usiadłam na skraju pokazując gestem dłoni, by maluchy usiedli mi na kolanach.
– Przytulcie mnie mocno – wyszeptałam czule. – Tęskniłam za wami okrutnie! – Przytuliłam ich do siebie jeszcze mocniej. – Bardzo, bardzo, ale to bardzo okrutnie! I na pewno troszkę pobędę w domu.
– Udusisz nas Lea – śmiali się głośno.
– Oj wcale nie! – Powiedziałam przekornie. – Nie mogłabym, bo bardzo was kocham, Łobuzy. W końcu za niedługo będziecie mieć wakacje i spędzimy je razem – zapewniłam.
– Wtedy pokażę ci jak dużo się nauczyłam na zajęciach artystycznych! – Wykrzyczała Grace radośnie.
– A na mój mecz też przyjdziesz? – Zapytał Mike z nutą niepewności w głosie.
– Oczywiście, że tak! Nie mogłabym opuścić takiego meczu futbolu!
– To musimy o tym powiedzieć mamie Mike! Na pewno się ucieszy! – Grace zeskoczyła z mojego kolana i czekając na brata, razem wybiegli z pokoju zostawiając mnie samą.
Oboje byli błogosławieństwem dla mamy i taty. Mieli niecałe osiem lat, a byli przeuroczy.  Ja w ogóle nie byłam do nich podobna. Byłam niebieskooką brunetką z burzą loków na głowie. Pieszczotliwie nazywana pudlem. Jednak nie przeszkadzało mi to zdrobnienie, lubiłam, gdy tak na mnie wołali. Czułam się wtedy kochana, zdecydowanie bardziej niż teraz.

0 komentarze:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*