2017/03/31

Podsumowanie miesiąca | marzec 2017
Marzec był ciekawy. Przeczytałam książki oparte na faktach i przyjemne, lekkie powieści. Znalazły się takie, które złapały moje serce i wywołały potok łez. Liczę na to, że kwiecień będzie równie dobry jak ten miesiąc.

W marcu przeczytałam:
 
Moimi planami na następny miesiąc jest przeczytanie minimum trzech książek. W kwietniu pojawią się recenzje dwóch jakie udało mi się przeczytać jeszcze w marcu. W głównej mierze kwiecień chce poświęcić pracy magisterskiej, która nabrała dużych rumieńców. Wiem, że jeśli skończę ją pisać to będę miała więcej czasu, by porobić kilka ciekawych projektów na blogu. Udało mi się też nawiązać ciekawą współpracę, o której dowiecie się już niebawem. Ponadto zaczęłam publikować swoją książkę na Wattpadzie. Cieszę się, że została, aż tak miło i dobrze przyjęta. Dzięki temu, wierzę w to, że ta historia jest wspaniała i warta, by świat się o niej dowiedział. Jeśli chcecie zapoznać się z treścią u góry na blogu możecie przenieść się na stronę Wattpada.


Komiczna powieść kosmiczna - recenzja książki #201 - Katarzyna Berenika Mieszczuk „Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka”
„Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka” to książka, przy której nie sądziłam, że będę się tak świetnie bawić. Autorkę możecie kojarzyć dzięki jej innym powieściom: „Szeptuchnie” i „Noc Kupały”.

Wyobraźcie sobie, że jest rok 2463. Życie na Ziemi praktycznie nie istnieje, ponieważ planeta została zniszczona. Z kolei na księżycach dwóch różnych planet rywalizują ze sobą królestwa - Macrosoft i Epple (swoją drogą świetna gra słów). Królestwa te rywalizują ze sobą od wielu lat, ale to wszystko się zmienia, gdy potomkowie tych rodów mają się pobrać. Dzięki temu dawny spór ma odejść w niepamięć. Jednak nie wszystko jest takie proste. Ponieważ grupka ludzi z Gwiezdnego Wojownika chce uratować Ziemię przed asteroidą. Jednak co się stanie gdy przypadkowi ludzie, którzy są bardzo charakterni będą musieli połączyć siły? Jakie przeszkody będą przed nimi postawione i kto popełnił błąd?

Autor: Katarzyna Berenika Mieszczuk
Tytuł: Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka
Cykl: Gwiezdny wojownik #1
Wydawnictwo: Uroboros
Strony: 312

Styl jakim została napisana ta książka jest przyjemny i lekki. Do tego duża dawka humoru jest tylko wielkim atutem tej powieści. Byłam bardzo mile zaskoczona i jak dla mnie bardzo dobrze bawiłam się podczas czytania. Miałam wrażenie, że jestem jednym z bohaterów. A może to też dlatego, że lubię takie poczucie humoru? Bohaterowie ciekawi, nietuzinkowi, każdy z nich jest inny. Każdego w jakiś sposób się lubi. Oprócz świetnej treści, o której mówię to okładka przyciąga czytelnika, aby zapoznał się ze środkiem. Te 300 stron było dla mnie przyjemnością.  „Gwiezdny Wojownik...” to książka totalnie kosmiczna z dużą dawką komizmu.

Książkę polecam każdemu. Duża dawka humoru, śmieszne, bardzo często absurdalne sytuacje, które są na swój sposób urocze? Nie wiem jak mam to ująć, ale jedno wiem na pewno, że jeszcze nie czytałam takiej powieści. Do tego kosmos, którym od kilku innych książek jestem zauroczona. Polecam.

2017/03/28

Prawdziwa historia saudyjskiej księżniczki  - PRZEDPREMIEROWA recenzja książki #200 - Jean Sasson „W kręgu księżniczki”
To już kolejna tego typu historia oparta na faktach. Wiadomo, że w Arabii Saudyjskiej kobiety skrywają pod swoimi albami i nic nie można dojrzeć oprócz ich zjawiskowych oczu, ale to tylko to co my widzimy.

Kiedyś przeczytałam książkę Tomka Michniewicza i w niej podróżnik przybliżył ten świat, który jednych przeraża, a innych zachwyca. Nie wiedziałam, że ta opowieść jest podzielona na kilka części i muszę przyznać, że będę musiała to nadrobić. Tym razem książka opowiada o Sułtanie która przełamała kłódkę do złotej klatki. „W kręgu księżniczki” właśnie o tym opowiada, o prawdziwym życiu w Arabii, o tym jak kobiety muszą walczyć o swoje prawa. Jak pod albami skrywają najdroższe sukienki świata i drogocenne klejnoty. To opowieść o posłuszeństwie wobec mężczyzn. Książka powstała dzięki Sułtanie, arabskiej księżniczce, której życie można nazwać bajką, ponieważ ma wszystko czego potrzebne jest takiej kobiecie do szczęścia. Do tego mąż ją kocha i nie powinna skarżyć się na jakiś niedostatek. A jednak, księżniczka widzi, że obok niej inne kobiety mają gorzej, ponieważ są przyporządkowane regułom jakie dyktują mężczyźni. Często bite i poniżane, gwałcone. Trudno im walczyć o jakiekolwiek prawa i sprawiedliwość. To wszystko skłania Sułtanę do tego, by pomóc innym.

Autor: Jean Sasson
Tytuł: W kręgu księżniczki
Cykl: Księżniczka Sułtana #3
Wydawnictwo: Znak Literanova
Strony: 327
Premiera: 12 kwietnia 2017 r.

Mając w pamięci opisywaną Arabię Saudyjską przez Michniewicza, nie byłam bardzo zdziwiona przedstawionym dramatem tamtych kobiet. Muszę dodać, że „W kręgu księżniczki” pozwoliło mi zobaczyć jeszcze pełniejszy obraz tamtego świata. Z zewnątrz może wydawać się on piękny. Taki bogaty i z przepychem, a wewnątrz? To najgorsza zaraza jaka może wyjść z człowieka. Gwałty, aranżowane śluby bez miłości dla korzyści majątkowych, traktowanie kobiet przedmiotowo i bicie dzieci, to tylko ułamek tego, co wymieniam. To taki odległy świat, a jednocześnie bliski. Na całe szczęście u nas panują zupełnie inne reguły.

Książka napisana bardzo lekkim piórem, dzięki czemu czyta się ją bardzo przyjemnie i nie ma się uczucia zmęczenia nadmiarem informacji. Książka ciekawa i barwna, pokazuje prawdziwe życie Sułtany i tego jak chce zacząć walczyć. To też obraz społeczeństwa, które naprawdę różni się od naszego. „W kręgu księżniczki” to książka, którą warto poznać ze względu na inną kulturę. To opowieść prawdziwa o kobiecie z bajkowego świata. O jej chęci zmiany i wahaniach, jakie temu towarzyszą. Polecam!

2017/03/25

Bukiet ze słów. Rozdział 2


Lea
„Przeszłość jest jak sen,
tylko od ciebie zależy czy chcesz do niej wracać”.

Dom. Serce tak mi wali ze strachu, że przysięgam, z tych nerwów dostanę zawału. Ostatni raz byłam tutaj jakieś dwa lata temu i moje odejście złamało serce tylko mamie, bo ojciec oczywiście był tak wściekły, że nie było mowy, by poszedł na jakikolwiek kompromis. Jeszcze do tamtej kłótni należy dodać kilka zaskakujących kwiatków, o których nie miałam pojęcia i już nie było mowy abym została. W ciągu jednego wieczoru zobaczyłam jak naprawdę wyglądało moje dzieciństwo i najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że osoba, którą uważałam za wzór do naśladowania, tak szybko zapomniała o tych wszystkich szczęśliwych chwilach jakie razem przeżyliśmy.
Przeszłam przez białą bramkę, która zaskrzypiała jak zawsze, gdy się ją otwierało. Mama przy chodniku zasadziła nowe kwiatki, które wyglądały bardzo wdzięcznie. W ganku paliło się światło, a na podjeździe stał samochód taty. To był znak, że wszyscy już zasiedli do kolacji i opowiadają sobie jak minął im dzień. Pewnie Grace wyrosła ze wszystkich sukienek, które miała i wdycha do chłopaka, który jej się podoba. A Mike coraz lepiej gra w futbol. Tęskniłam za nimi bardzo i przyznam szczerze, że nie zdawałam sobie jak bardzo, dopóki nie stanęłam przed drzwiami naciskając dzwonek do drzwi.
Może tutaj, mimo tylu burz, odnajdę, choć na moment spokój i ciszę. W końcu moje serce było rozsypane na milion kawałków, które schowałam w słoiku, by nikt nie mógł się do niego dostać. Oczywiście rodzina nie mogła się dowiedzieć, o tym, co się stało w Nowym Jorku. Za bardzo się tego wstydziłam. Tak będzie lepiej. Ukryję prawdę i powiem im, że przyjechałam w odwiedziny, bo się za wszystkimi stęskniłam. Po części tak było i w ten sposób nikt nie będzie miał podejrzeń, co do tego, dlaczego przyjechałam i dlaczego nie pracuję, zaniedbując wszystkie swoje obowiązki.
Drzwi otworzyła mi mama, a gdy mnie tylko zobaczyła, nie mogła wydusić słowa. Delikatnie odstawiłam torbę na bok, a ona mocno mnie przytuliła, płacząc.
– Lea, skarbie, nie mogę uwierzyć, że cię widzę – szeptała przez łzy. – Wejdź, nie powinnyśmy witać się w progu, to źle wróży – zaśmiała się ocierając łzy.
Wzięłam torbę do ręki i weszłam za nią do środka. Odstawiłam ją koło półki na płaszcze i przywitałam się z nią.
– Cześć mamuś – ucałowałam jej jeden, a potem drugi policzek. – Przyjechałam, ponieważ stęskniłam się za wami.
Pierwsze kłamstwo wcale nie boli najbardziej, a podobno wielokrotnie powtarzane staje się prawdą. Mama mi się przyglądała przez dłużą chwilę, a później złapała za rękę i mocno ścisnęła. Wzdrygnęło mną, kiedy to zrobiła, ale uśmiechnęłam się lekko, by nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak.
– Dobrze, że jesteś kochanie, a teraz chodź, na pewno nie tylko ja ucieszę się z twojego przyjazdu – dobrze było zobaczyć tak szczęśliwą mamę. Pamiętam dzień, w którym prosiła mnie abym przemyślała swoją decyzję o wyjeździe, kiedy sprzeciwiłam się ojcu i jego planom pt. Zrobiłem wiele byś była szczęśliwa i ułożyłem dla ciebie idealne życie, nie spieprz tego.
Mama weszła pierwsza do jadalni pociągając mnie za sobą. Czułam jak serce podchodzi mi do gardła. Stojąc za nią widziałam tylko kontury postury taty, który siedział przy stole i nachylał się nad gazetą. Mama odchrząknęła znacząco, a wszyscy zgromadzeni w pokoju spojrzeli na nią.
– Mam nadzieję, że nie tylko ja, ucieszę się niespodziewanym gościem, który zawitał w nasze progi – ścisnęła moją dłoń i tym samym dała mi znak abym się pokazała.
– Tato, to Lea! – Zawołała radośnie Grace zeskakując z krzesła, a on jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odwrócił głowę, piorunując mnie wzrokiem.
Spojrzałam na niego niepewnie i postanowiłam pierwsza wyciągnąć rękę w jego stronę, jako nowy i lepszy początek naszych relacji:
– Dobry wieczór, tato – przywitałam się, ale on tylko rzucił mi jedno krótkie spojrzenie, które wyrażało więcej niż miliony słów, jakimi wolałabym by mnie zasypał. Niestety on zareagował tak jak mogłam się tego spodziewać. Jestem dla niego powietrzem.
Ojciec wrócił do czytania gazety, znajdując w nim pewnie bardzo ciekawy artykuł pt. „Jak zostać rodzicem roku”. W sumie nie powinnam się dziwić, że potraktował mnie tak, jak mnie potraktował. W końcu wróciła koza do woza, a Henryk Goreski może triumfować.
Z tego dziwnego odrętwienia wyrwała mnie Grace, która mocno się do mnie przytuliła. Jej śladem poszedł Mike, mimo że był mało przytulaśny.
– Ale wy jesteście już duzi! – Zaśmiałam się radośnie. – Jeszcze niedawno byliście tacy malutcy, kiedy rodzice wnosili was do domu – pocałowałam ich w policzki, przypominając sobie ten wspaniały dzień, oni uczynili to samo.
– Pewnie jesteś głodna – poczułam dotyk dłoni mamy na plecach. – Usiądź przy stole, a ja zaraz przyniosę talerz.
– Mamuś – zwróciłam się do niej – na razie poszłabym zanieść torbę do mojego poko… ojciec podniósł wzrok znad gazety słysząc moje słowa. Widząc jego minę wiem, że wcale mu się to nie spodobało. Wynosząc się z domu z dnia na dzień, on przestał mieć córkę. – Znaczy się do jakiegoś wolnego pokoju – poprawiłam się.
– W tym domu nic się nie zmieniło – odpowiedziała stanowczo. – Twój pokój, jest tylko twój.
– Zaraz wrócę – uśmiechnęłam się cierpko i wyszłam z pokoju.
Wchodząc po schodach słyszałam ściszony głos mamy, ale nie na tyle cichy, bym tego nie usłyszała. Upominała ojca, że powinien wykazać trochę więcej chęci, a nie traktować mnie jak intruza we własnym domu. Dodała też, że jak może być taki oziębły i nieczuły, skoro sama jakoś próbuję złapać z nim nić porozumienia. Co odpowiedział, nie wiem, ponieważ po schodach wbiegły bliźnięta. Chyba postanowili nie odstępować mnie na krok, sami nie są pewni czy zostanę tu na tyle długo, by mogli się mną nacieszyć. Sama przestałam wierzyć w to, że sobie poradzę i nie ucieknę po raz kolejny od problemów. W końcu to rozwiązanie było dla mnie znajome i pewne.

Wchodząc do pokoju miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu i nigdy się stąd nie wyprowadziłam. Mój pokój wyglądał dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy po raz ostatni zamykałam za sobą drzwi do tego domu. Wszystkie wspomnienia zaczęły wkradać się w najdalsze i najcichsze zakamarki mojego serca, powodując okropny ból. Wspomnienia dobre przyćmiewały te złe i nic nie mogę na to poradzić. Kiedyś potrafiłam o tym wszystkim zapomnieć, ponieważ pomógł mi David. To on dał mi nadzieję na lepsze jutro, tłumacząc, że jeszcze kiedyś wszystko będzie dobrze i ci, którzy teraz we mnie zwątpili, zmienią zdanie. On zawsze był po mojej stronie, nieważne, co się działo, a ja, co zrobiłam? Sama zabiłam swoją nadzieję i pozostała mi tylko gorycz i niespełnione marzenia. Moją największą karą za błędy stało się to, co było moim wybawieniem. I skoro nadzieja umiera, jako ostatnia, to pozostała mi już tylko pustka. Bez nadziei nazwanej jego imieniem, czuję się pusta i już nic nie będzie wstanie zapełnić tej wielkiej czarnej dziury w moim sercu.
Grace podbiegła do szafy otwierając jej drzwiczki na oścież, a ja by się nie rozpłakać wskazałam jej, by ściągnęła wieszaki.
– Mama dbała o twój pokój – oznajmiła Grace – i często mówiła, że kiedyś znowu do nas wrócisz. Podeszła do łóżka układając na nim wieszaki na ubrania. – Możemy ułożyć twoje ubrania w kolor tęczy Lea? – Zapytała radośnie.
– Oczywiście skarbie, jak tylko będziesz chciała – odpowiedziałam jej, schylając się, by rozpiąć walizkę leżącą na ziemi. – Miki, pomożesz nam? – Wyciągnęłam do niego rękę.
Mój braciszek miał wypisaną niepewność na twarzy, ale gdy znów posłałam do niego uśmiech, złapał mnie za rękę i podszedł bliżej, by mi pomóc.
– Nie zostawisz nas, prawda? – Spojrzał na mnie smutnymi oczami, a mi w tym momencie pękło serce, bo sama nie wiem, co mam mu odpowiedzieć. – Zostaniesz z nami na dłużej. Chociaż trzy dni? – Poprosił.
Prawda była taka, że nie czułam się pewnie w domu. Miałam wrażenie, a raczej pewność, że tata liczy na moją szybką ucieczkę. W końcu nie pierwszy raz uciekłam od problemów. Za pierwszym razem, po kłótni dwa lata temu, a teraz po śmierci Davida. Podeszłam z Mikim do łóżka, przesunęłam wieszaki na bok i usiadłam na skraju pokazując gestem dłoni, by maluchy usiedli mi na kolanach.
– Przytulcie mnie mocno – wyszeptałam czule. – Tęskniłam za wami okrutnie! – Przytuliłam ich do siebie jeszcze mocniej. – Bardzo, bardzo, ale to bardzo okrutnie! I na pewno troszkę pobędę w domu.
– Udusisz nas Lea – śmiali się głośno.
– Oj wcale nie! – Powiedziałam przekornie. – Nie mogłabym, bo bardzo was kocham, Łobuzy. W końcu za niedługo będziecie mieć wakacje i spędzimy je razem – zapewniłam.
– Wtedy pokażę ci jak dużo się nauczyłam na zajęciach artystycznych! – Wykrzyczała Grace radośnie.
– A na mój mecz też przyjdziesz? – Zapytał Mike z nutą niepewności w głosie.
– Oczywiście, że tak! Nie mogłabym opuścić takiego meczu futbolu!
– To musimy o tym powiedzieć mamie Mike! Na pewno się ucieszy! – Grace zeskoczyła z mojego kolana i czekając na brata, razem wybiegli z pokoju zostawiając mnie samą.
Oboje byli błogosławieństwem dla mamy i taty. Mieli niecałe osiem lat, a byli przeuroczy.  Ja w ogóle nie byłam do nich podobna. Byłam niebieskooką brunetką z burzą loków na głowie. Pieszczotliwie nazywana pudlem. Jednak nie przeszkadzało mi to zdrobnienie, lubiłam, gdy tak na mnie wołali. Czułam się wtedy kochana, zdecydowanie bardziej niż teraz.

2017/03/24

Powieść oparta na faktach - recenzja książki #199 - Chrissy Cymbala Toledo „Dziewczyna z piosenki”
Książki oparte na faktach potrafią zaskoczyć i sprawić, że czytelnik zaczyna rozmyślać nad własnym życiem. Dawno nie czytałam powieści z tego gatunku i „Dziewczyna z piosenki”, odnowiła moją chęć sięgnięcia po coś podobnego.

Powieść przepiękna, opowiadająca o tym, że czasem trzeba zabłądzić, aby odnaleźć swoje miejsce. W to wszystko bardzo silnie wpleciona wiara do Boga. Książkę czytałam z wielkim skupieniem i byłam pod wrażeniem. Chrissy, którą poznajemy od małego zmienia się, na naszych oczach, ale nie to jest najpiękniejsze. Najbardziej ujął mnie fakt upadku i tego, jak doświadczenia wpłynęły na całkowitą zmianę życia. Autorka książki była córką pastora w jednej z biedniejszych części Brooklynu. Od małego widziała ludzki dramat, jaki można było dostrzec w oczach każdego kogo mijała na ulicy. Najprościej ujmując dziewczyna od małego była nauczona, że nie należy być obojętnym na ludzkie cierpienie. Mimo tego jej rodzice starali się, by w domu niczego jej nie brakowało i faktycznie zrobili co tylko w ich mocy, by tak było.

Autorka: Chrissy Cymbala Toledo
Tytuł: Dziewczyna z piosenki
Wydawnictwo: Dreams
Strony: 285

To co wyróżnia książki autobiograficzne to ich przesłanie, które się kryje między wierszami. Czytelnik otrzymuje prawdziwą opowieść opartą na faktach, to prawda, ale ważniejsze jest jakie wartości z niej wyniesie. Chrissy żyła w kochającym domu, otoczona miłością rodziców i najbliższych. Wartości jakie jej wpajano, były piękne. To jednak nie uchroniło ją przed złymi wyborami i brakiem akceptacji samej siebie. Dziewczyna musiała zabłądzić, by później odnaleźć swoją drogę i tak postanowiła stworzyć dziewczynę z piosenki. Taki sposób pomógł jej dostrzec to czego wcześniej nie widziała i jak to mówią. Czasem gdy człowiek dotyka dna i nie widzi już nic, wtedy pojawia się światełko w tunelu i powoli wszystko zaczyna się zmieniać.

Sama nie wiem co mogłabym Wam opowiedzieć o tej książce żeby niczego nie zdradzać. Dlaczego nie chce tego robić? Ponieważ uważam, że ta autobiograficzna książka jest warta przeczytania i dowiedzenia się samemu, co tak naprawdę spowodowało upadek i próbę odzyskania równowagi. To przepiękna historia, przy której nawet zaczęłam płakać. Każdy z nas w swoim życiu miał chwile załamania i brak chęci do czegokolwiek, ta książka opowiada o tym, że wszędzie jest nadzieja i gdy ją zauważymy trzeba się jej złapać, bo wtedy ta mała iskierka może zaprowadzić nas do szczęścia. Książka jest idealna dla osób, które zaczytują się w takich powieściach, ale i polecam każdemu, kto tylko czuje się nią zainteresowany.

2017/03/21

Bukiet ze słów. Rozdział 1



Lea
„Pech nie jest bezimienny,
czasami jego imię potrafi zawrócić w głowie”.

Trudno mi będzie wrócić do rodzinnego domu, ale nie czuję się dobrze w naszym małym mieszkanku na Manhatanie. Dlatego też po pogrzebie zamówiłam pierwsze wolne połączenie do domu i spakowałam walizkę, wkładając do niej tylko te rzeczy, które chce ze sobą zabrać. Następnego dnia o godzinie 16.00, na peronie Pennsylvania Station, będę czekać na pociąg, żegnając się tym samym ze swoim dotychczasowym życiem. Klucze od mieszkania zostawię dozorcy, zawiadamiając go, że resztę dobytku zabiorę w odpowiednim czasie. Mieszkanie i tak zostało opłacone przez Davida na trzy miesiące z góry. Nie musiałam się śpieszyć, a czas może okazać się dla mnie lekarstwem na ból. Usilnie chcę w to wierzyć.
Telefon zawibrował na komodzie.
Odebrałam.
– Cześć, jak się czujesz? Na pewno chcesz być dzisiaj sama? Jeśli chcesz mogę do ciebie przyjechać… – Isabel, gadała jak katarynka. Nie słucham tego, co mówi, przecież nie może być jeszcze gorzej, niż jest.
– Isabel – westchnęłam ciężko przerywając jej troskliwemu monologowi. – Rozumiem, że się o mnie martwisz, ale niepotrzebnie. Wszystko jest w porządku. On odszedł, a ja... – muszę przemóc w sobie ten ból i nie pozwolić, by załamał mi się głos. Muszę być silna. – …ja, ja muszę to przyjąć, nie mogę płakać.
– Właśnie o to mi chodzi! Ty nawet po nim nie płakałaś! Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie pozwalasz sobie na ból! Nie wiem, co się z tobą dzieje! Lea to do cieb… – rozłączyłam się z nią, bo nie mogłam tego słuchać.
To do mnie nie podobne. Wiem. Ale nic na to nie poradzę, że sama zniszczyłam własne szczęście. Teraz nie mogę już uciec od tych wszystkich wydarzeń i muszę się z tym wszystkim uporać, sama. Wiem, że nie zasługuję na to, aby opłakiwać kogoś, kogo nawet nie byłam warta. Jednak wszystko, czego teraz potrzebuję to jego ciepło, dające mi poczucie bezpieczeństwa.
Telefon znów zawibrował, ale zignorowałam to.
Podeszłam do szafy delikatnie odsuwając drzwi, sięgnęłam na najwyższą półkę ściągając z niej białą bluzę z kaczorem Duffy na przodzie. Przytuliłam ją do siebie i powąchałam. Pachniała jego perfumami i szamponem do włosów. Była nim. Naciągnęłam ją na siebie, po czym położyłam się w łóżku po jego stronie. Wiem, że nie mogę po nim płakać, ale nikt nie zabronił mi tęsknić. Ta tęsknota będzie moją największą karą, a jednocześnie pokutą.
Z bezsilności, walcząc sama ze sobą, nawet nie wiem, kiedy zasnęłam, otulona naszymi wspomnieniami i przepięknymi słowami.

Zabieram wszystkie moje pocałunki
i każdy oddech, którego się trzymałaś.
Zabieram powitania i pożegnania,
każde dzień dobry i dobranoc.
Zostawiam samotne wschody i zachody słońca.
Zostawiam ci naszą przeszłość…

Obudziłam się nad ranem, gdy słońce dopiero zaczęło wychylać się znad horyzontu, a do moich drzwi ktoś się dobijał jakby się paliło. Podobno czasami, gdy spojrzy się poza granice horyzontu, jego widok może zaprzeć dech w piersiach. Zawsze czuję strach przed przejściem przez tę granicę i wątpię, że kiedykolwiek uda mi się przejść na drugą stronę. Zaspana otworzyłam drzwi. Przede mną stała Isabela, a obok niej równie niewyspany jak ja, jej narzeczony, Jim. Isabel była energicznie zaniepokojona.
Zmarszczyłam czoło zdezorientowana ich widokiem.
– Co się tak patrzysz zdziwiona? – Zapytała głupkowato nerwowym głosem.
– Jest piąta rano, co tutaj robicie? – Przetarłam oczy ze zdziwienia, że ich widzę. – Stało się coś?
– Widzisz Jim, pyta się, czy się coś stało? – Była wściekła. – Pyta się, czy coś się stało! – Powtórzyła nieco głośniej. – To ja się pytam, co się do jasnej cholery dzieje?!
– Isabel, skarbie, może troszeczkę ciszej – odezwał się chłopak przestraszonym głosem.
– Właśnie – przytaknęłam. – Widzisz sąsiedzi darzą mnie jeszcze jakąś sympatią, nie chce by stało się inaczej – uśmiechnęłam się lekko, rozbawiona całą sytuacją. – Wejdźcie i rozgośćcie się. Mój dom, waszym domem. Co poniektórzy mogą nawet iść spać – spojrzałam z czułością i współczuciem na Jima – a ja zaparzę kawę – śmiałam się dalej. Przykro mi było patrzeć na Jima, który pocierał oczy z niewyspania. Isabel nie ma serca, skoro ciągnęła go ze sobą taki kawałek drogi.
Weszłam do kuchni i podeszłam do szafki, z której wyciągnęłam dwa kubki na kawę. Moja przyjaciółka przyszła za mną i stanęła obok mnie patrząc jak nalewam wody do czajnika i stawiam go na palniku. Nie miałam ochoty tłumaczyć się ze swojego zachowania. Miałam prawo do tego żeby na swój sposób uporać się z tym, ale znając Isę nie odpuści tak łatwo. Uparciuch z niej i będzie drążyć temat, dopóki nie znajdzie rozwiązania, choć tak naprawdę mnie już nic nie pomoże.
– Dlaczego nie odpisałaś na żadnego mojego SMS-a? – Usłyszałam pretensję w głosie dziewczyny, która położyła dłonie na moich ramionach. – Martwiłam się o ciebie. Rozłączyłaś się ze mną, nie pozwalając tym samym, żebym dokończyła to, co chciałam ci powiedzieć – nie byłam w stanie spojrzeć jej w oczy. – Spójrz na mnie – poprosiła obracając mnie w swoją stronę.
Teraz stałam naprzeciwko niej, ale w dalszym ciągu nie mogłam popatrzeć w jej oczy. Dziewczyna westchnęła nabierając powietrza w płuca, a ja wzdrygnęłam się na samą myśl, że teraz powie mi te wszystkie słowa, które dusiła przez całą noc.
– Zanim zaczniesz swój monolog, pozwól, że ja coś powiem – wyszeptałam, a rudowłosa wlepiła we mnie swoje duże brązowe oczy, czekając na to, co powiem. – Wracam do domu – powiedziałam jeszcze ciszej mając nadzieję, że nie zrozumie tego, co właśnie powiedziałam.
– Do domu? – Jęknęła kręcąc z niedowierzania głową. – Przecież powiedziałaś, że nigdy tam nie wrócisz, nie po tym wszystkim, co cię tam spotkało. Już nie pamiętasz tego? – Mówiła bez przekonania, ponieważ doskonale pamiętam tamten dzień, o którym wspomina.
– Pamiętam – westchnęłam wzruszając bezradnie ramionami – ale co mam zrobić? Nie chcę mieszkać tutaj – rozejrzałam się po kuchni – była malutka, ale przytulna. – Nie chce patrzeć na te wszystkie ściany, meble i widok z okna. Potrzebuję zmiany, a powrót do domu wydaję się być… poprawnym rozwiązaniem w tej sytuacji.
– Wiesz przecież, że zawsze możesz przenieść się do nas. Mamy jeden wolny pokój…
– Wykluczone! Wracam do domu! – Powtórzyłam.
– To najgorszy pomysł, w całej karierze twoich głupich i niemądrych pomysłów! – Zaprotestowała. – Wracając do domu, pozwolisz na to, że twój ojciec będzie triumfować nad twoim wielkim niepowodzeniem. A co z pracą? Co z tym wszystkim, o czym… – zamilkła, bo zdała sobie sprawę z tego, co chciała właśnie mi powiedzieć.
– …o czym marzyliśmy? – Dokończyłam za nią. – To były jego marzenia – zacięłam się na moment, by się poprawić – jego i moje, ale nas już nie ma. On odszedł, a z nim wszystko inne stało się nieważne – odparłam ze spokojem. – W pracy złożyłam wymówienie, nie chcieli tego przyjąć do wiadomości, ale wiesz, że ja też jestem nieugięta w niektórych sprawach.
– Na pewno tego chcesz? – Nie była przekonana, co do mojego pomysłu.
– Jak najbardziej – zapewniłam ją, choć czułam strach na samą myśl spotkania się z ojcem, który nigdy nie rozumiał moich wyborów.
– Nie pozostało mi nic innego, jak wspierać cię mimo wszystko – pocałowała mnie mocno w policzek.
– Dziękuję, taką odpowiedź chciałam usłyszeć – przytuliłam ją mocno. – Będę za tobą tęsknić.
– Ja za tobą sto razy bardziej, kochana.

~
Dokładnie o 19.30, byłam na przystanku autobusowym w New Britain, ale wcale nie czułam, że wracam do domu. W żołądku coraz bardziej mnie ściskało, oczywiście ze strachu, a nic wokoło nie dodawało mi żadnej nadziei na to, że będzie w porządku. Sama w końcu zgotowałam sobie taki los, więc niepotrzebnie liczyłam na jakąkolwiek otuchę. Kiedy autobus zatrzymał się na dworcu, powoli podniosłam się z fotela, aby ustawić się do wyjścia i odebrania bagażu. Mogę stwierdzić tylko jedno. Nic się tutaj zbytnio nie zmieniło, może oprócz tego nowego koloru dachów dworca, który zamiast czerwonego stał się zielony. Podeszłam do bagażnika autokaru wyciągając z niej niedużą walizkę. Poprawiłam torbę, którą przerzuciłam przez ramię i ruszyłam w stronę budynku.
Ciekawe czy ktoś w ogóle ucieszy się z moich niezapowiedzianych odwiedzin pt. „Wróciłam. Możesz mówić: a nie mówiłem, że tak będzie?” Z rozmyślań i strachu przed spotkaniem ze wszystkimi w domu, wytrąciło mnie niespodziewane zderzenie, przez które zaliczyłam epicką glebę. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że nade mną stoi młody mężczyzna, o jasnej karnacji, dobrze zbudowany.
Patrzył na mnie zdezorientowany z lekkim rozbawieniem na twarzy.
– Patrz jak łazisz i nie gap się tak, tylko mi pomóż! – Wycedziłam przez zęby zła na siebie, przez nieostrożność.
– Może powinnaś kupić sobie okulary, bo to ty we mnie wlazłaś, a nie ja na ciebie – odgryzł mi się ze słodkim uśmiechem na ustach.
– Dziękuję za cenną uwagę, rozważę tę sugestie Panie Uprzejmy-Nadęte Ego – powoli podniosłam się z chodnika, a od upadku bolał mnie tyłek. Nie rozumiem, jak można być takim chamem i nie pomóc w takiej sytuacji. – Ach, no tak! Przecież Pańskie ego już dawno pana przerosło! – Dodałam nie zważając już na to czy byłam wredna. Raczej nie powinnam się tym zbytnio przejmować i tak spłynie to po nim jak po kaczce. Ten typ tak ma. Nic go nie ruszy.
Mężczyzna nic nie mówił tylko zamrugał z niedowierzania, że usłyszał ode mnie takie słowa. Jak zwykle zgasiłam kogoś jednym zdaniem, przez co nawet nie wiedział, co ma mi odpowiedzieć. Przez to wszystko, staliśmy tak w milczeniu spoglądając sobie prosto w oczy. Jego tęczówki oczu miały kolor jasnozielony i budziły we mnie dziwne uczucia. Jakbym znalazła w nich coś, co mogłoby być dla mnie spokojem, którego potrzebuje. W równoległym wszechświecie może i by tak było.
Dziewczyno zejdź na ziemię.
Pokręciłam głową, aby przestać myśleć o jego oczach. Nasze spotkanie nie było niczym dobrym i do tego odległość między nami była zdecydowanie za bliska. Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony postanowiłam go wyminąć i nie wdawać się już w żadną dyskusję. Pozbierałam wszystkie swoje torby z ziemi, odchodząc od niego bez słowa.
– Moje ego w przeciwieństwie do twojego jest malutkie, jak naparstek nektaru! – Wrzasnął do mnie z jeszcze większą pewnością i ironią w głosie.
Gratuluję to zacny przytyk na poziomie. Nie doceniłam jego zdolności.
Nie odezwałam się. On zdecydowanie zasługiwał na to, by ignorować wszystkie jego zaczepki.
– Tak w gwoli ścisłości, mam na imię Brad! – Krzyknął ponownie, a ja nie mogąc dłużej wysłuchiwać jego impertynencji odwróciłam się, aby na niego spojrzeć z politowaniem.
Blondyn stał ode mnie parę metrów dalej, z tym samym szerokim uśmiechem przyklejonym na twarzy, co kilka sekund temu. Czy nikt mu nie powiedział, że wygląda jak koń?
– A, co mnie to obchodzi! – Spojrzałam na niego jak na kretyna. – Brad? Chyba chciałeś powiedzieć dziad! I żegnam. Mam nadzieję, że już się nie zobaczymy, bo jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam, tak pewnego siebie i zarozumiałego faceta, jak ty!