2017/11/23

Rzeszów walczy w plebiscycie Kocham to Miasto – Miasto Roku 2017!
Rzeszów jest mi bardzo bliski i jak się okazuje został nominowany do plebiscytu, w którym ma szansę zostać Miastem Roku 2017. Stolica Podkarpacia ma wiele do zaoferowania. To niezwykły klimat tego miejsca, atrakcje, najlepsze punkty oraz wyjątkowi ludzie, którzy stąd pochodzą. Wygrana w drugiej edycji plebiscytu wspieranego przez HRS to nie tylko tytuł Miasta Roku, ale także możliwość promocji regionu w sieci. Jeśli tak jak i mnie, Rzeszów jest Ci bliski, zagłosuj już dziś na Rzeszów!

Co to za plebiscyt? To „Kocham To Miasto – Miasto Roku 2017”, dzięki któremu mieszkańcy mogą zaprezentować oraz docenić najceniejsze walory swoich miejscowości. Głosowanie możliwe dzięki zaangażowaniu mieszkańców i wszystkich, którzy po prostu kochają to miasto jest bardzo ważne. Każdy, kto zagłosuje na Rzeszów, może codziennie oddać jeden głos na stronie plebiscytu:
www.hrs.com/pl/projekty/miasto-roku-2017/. A Ci, którzy uzasadnią swój wybór mogą zgarnąć ciekawe nagordy – aparat fotograficzny FUJIFILM Instax, 2 karty prezentowe do sieci Empik, 7 podwójnych biletów na dowolny seans 2D w kinach Cinema City.

A co potem? Zwyciękie miasto otrzyma statuetkę Miasta Roku, oficjalny dyplom oraz wsparcie HRS w promocji w sieci. Dzięki temu więcej osób dowie się jakie atrakcje regionu oraz urok kryje w sobie miasto. Warto, więc śledzić przebieg głosowania i wyspierać miasto w kolejnych etapach plebiscytu.
Szczegóły konkursu na stronie: www.hrs.com/pl/projekty/miasto-roku-2017/.

Głosowanie trwa do 9 grudnia.
Wyniki 11 grudnia.
Wybierz swoje miasto:
www.hrs.com/pl/projekty/miasto-roku-2017/

@materiały they.pl

2017/11/22

Przypadek czy przeznaczenie? – recenzja książki #270 – Brigid Kemmerer „Listy do utraconej”
Tę książkę przeczytałam w jeden dzień, kiedy podróżowałam autobusem. Obawiałam się, że dostanę opowieść o miłości, która przysłoni resztę historii. Pomyliłam się, bo oprócz miłości zrodzonej z przypadku, który stał się pięknym przeznaczeniem, dostałam opowieść o stracie, zagubieniu i o tym, że nie powinniśmy szybko oceniać drugiego człowieka.

Historia poprzez przypadek splata ze sobą życia Juliet oraz Declana. Każde z nich jest swoim przeciwieństwem. Ona to bardzo wrażliwa, ale i zarazem bardzo skryta dziewczyna. Dziewczyna nie może pogodzić się ze śmiercią swojej mamy, a jedynym sposobem by poradzić sobie z bólem po stracie, jest pisanie listów. Listów, które zostawia na jej grobie. Natomias Declan to siedemnastoletni wulkan emocji. W ramach kary, odbywa na cmentarzu prace na cele społeczne. Któregoś dnia przez przypadek znajduje list. Zaintrygowany nim, postanawia go przeczytać. Jednocześnie z otworzeniem listu i poznaniem czyjiś myśli, dotyka go tak mocno, że nastolatek postanawia na niego odpisać. Gdy Juliet odkrywa, że ktoś przeczytał jej list na samym początku jest zła, ale jednak później postanawia odpisać na list. Od tego dnia jej życie oraz Declana zmienia się, ponieważ oboje rozumieją siebie nawzajem.

Autor: Brigid Kemmerer
Tytuł: Listy do utraconej
Wydawnictwo: YA!
Strony: 414

Ta historia mnie urzekła, ponieważ nie dostałam opowieści, gdzie pierwsze skrzypce grała miłość dwojga niedojrzałych, zagubionych nastolatków. Dostałam książkę pełną bólu i straty ukochanej osoby – w tym przypadku mamy. Czymś co jest inne i pozwala naprawdę wczuć się w klimat tej książki to są te listy, które dotykają głęboko. Ponadto ksiązka napisana jest naprawdę bardzo fajnym stylem, że czytelnik nie ma problemów po pierwsze ze zrozumieniem treści, a po drugie bardzo szybko się ją czyta. Wszystko ze sobą współgra, nie ma żadnych luk w fabule i to bardzo emocjonująca książka. Ci, którzy zdecydują się przeczytać „Listy do utraconej” muszą przygotować sobie paczkę chusteczek, jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy.

Autorka przecudownie przeplatała ze sobą różne wątki, a emocje, które biją od tej powieści są bardzo mocno – zdaję sobie sprawę, że się powtarzam, ale w jednej sekundzie dostawałam tyle, że to było niekiedy dla mnie za dużo. Gniew z ogromnym zawodem, poparty wielkim smutkiem i bólem. Jednak w tych wszystkich okropnych uczuciach bohaterowie mieli w sobie choć odrobinę nadziei na lepsze jutro i to, że ktoś będzie w stanie zagłuszyć ten ból. „Listy do utraconej” pokazują też różne sposoby u ludzi na to jak radzą sobie z odejściem bliskich. Żałoba Juliet różniła się od tej, jaką prezentował Declan. To było dla mnie trudne zderzenie się z tym tematem. Jeszcze nigdy wcześniej, nie licząc „Goodbye Days” nie czytałam tak dobrej powieści, która mówiłaby tak otwarcie o tym temacie.

Podsumowując, z całego serca mogę polecić Wam „Listy do utraconej”. Jeśli szukacie nietuzinkowej, z pozoru prostej, ale i trudnej tematyki, to myślę, że ta książka może Wam się sposobać. Ja osobiście na pewno jeszcze kiedyś po nią sięgnę.

2017/11/16

Ona zatrzymuje, to co kocha... – recenzja książki #269 – L.A. Casey „Bracia Slater. Bronagh”
Kolejny tom to dla mnie świetne dopełnienie „Bracia Slater. Dominic”. Dlaczego? To odpowiedni dalszy ciąg wydarzeń, który dzieje się w dniu urodzin Bronagh. Myślę, że fani Nico, na pewno się ucieszą!

Bronagh w swoim życiu przeszła bardzo wiele i odgrodziła się w przeszłości od wszystkich ludzi. Powód był jeden. Nie chciała, aby ponownie ktoś ją skrzywdził. I oczywiście jej życie całkowicie się zmieniło, kiedy poznała Dominica Slatera, to w dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin pragnie tylko i wyłącznie relaksu. Jednak Nico, ma zupełnie inne zdanie na ten temat.

Autor: L.A. Casey
Tytuł: Dominic
Seria: Bracia Slater #1
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 162

Przyznaje, że lubię krótkie nowelki, które, w jakiś sposób ciągną akcję z poprzedniego tomu. I choć to tylko 160 stron „Bracia Slater. Bronagh”, uważam, że autorka zrobiła dobry krok w dobrą stronę. Dlaczego? Akcja toczy się trzy lata po wydarzeniach, jakie zostały nam zafundowane w pierwszym tomie. Wspólne zamieszkanie i plany tej dwójki na przyszłość są z jednej strony jasne, z drugiej nie. Tak jak pisałam we wcześniejszej recenzji, bardziej polubiłam Nico. Bronagh ma trochę bardziej wybuchowy charakter, ale przeczytanie tej części sprawiło, że trochę lepiej rozumiem tę dziewczynę.

Oczywiście styl, w jakim została napisana ta część jest taka sama jak wczęśniejszy tom. Lekki i zabawny ton, który sprawia, że książkę czyta się szybko. Jeśli podobał wam się pierwszy tom myślę, że i ten bestseller będzie czymś fajnym, co pozwoli podejrzeć jeszcze przez chwilkę, to co się dzieje u Dominica i Bronagh.

2017/11/13

On zdobywa to, czego pragnie – recenzja książki #268 – L.A. Casey „Bracia Slater. Dominic”
Sięgając po serię od L.A. Casey wiedziałam, że przepadnę i przeczytam obie książki, które mam na półce. Oczywiście ostrzeżenia były dla mnie tylko zachętą, a Dominic zdecydowanie skradł moje serce.

Ostatnio Wydawnictwo Kobiece tylko i wyłącznie plusuje u mnie, jeśli chodzi o książki, ponieważ te oznaczone hasztagiem #niegrzeczneksiążki, bardzo mi się podobają. Po wypadku samochodowym Bronagh, jest bardziej ostrożna i stroni od towarzystwa ludzi. Powodem jest strach przed ponownym odrzuceniem i zranieniem. Jedyną osobą w jej życiu, z którą jest w bliskich stosunkach jest jej siostra, ale do czasu, ponieważ na jej drodze pojawia się on... Dominic – intrygujący, a za razem irytujący. Dziewczyna nie widzi jego pojawieniu się czegoś nadzwyczajnego i po prostu go ignoruje. Niestety, takie zachowanie działa na mężczyzn i zamiast sobie odpuścić oni pragną udowodnić sobie, jak i kobiecie, która ich odtrąca, że popełnia wielki błąd. Czy Bronagh ugnie się pod urokiem przystojnego Nico?

Autor: L.A. Casey
Tytuł: Dominic
Seria: Bracia Slater #1
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 486

„Bracia Slater. Dominic” to mocna książka, która może wprowadzić niektórych w odrętwienie. Zazwyczaj narzekam na przekleństwa i wulgarność, która jest w książkach, ale w tym przypadku jakoś, przymróżyłam na to oko. Oczywiście tę wulgarność każdy definuje inaczej. Spodobało mi się to jak ta historia została nakreślona i byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się losy tej dwójki. Przeczuwałam pod skórą, że zdarzy się coś, co mnie zaskoczy. Bohaterów nie da się nie lubić, choć muszę przyznać, że bardziej polubiłam Nico. Czasami Bronagh mnie denerwowała swoim niezdecydowaniem, ale tak śmiałam się przy niektórych sytuacjach, a poczucie humoru też w takich książkach jest ważne.

W głównej mierze jest to opowieść o dwójce ludzi, którzy bronią się rękami i nogami przed miłością. Ta miłość, o której mówię, jest też niedojrzała. Z resztą trudno jest też budować cokolwiek, skoro jak w przypadku głównej bohaterki nie ma się zaufania do nikogo. Relacja, która łączyła Dominica i Bronaght była bardzo specyficzna, ale i też mi się podobała. Była trudna do rozgryźnięcia, a po cichu też kibicowało się bardzo mocno. Z resztą my kobiety, czasem potrzebujemy właśnie takich niedoskonałych powieści, aby odpocząć. Mnie osobiście seria Braci Slater, bardzo się podobała i przeczytam jej kolejne części.

Książka idealna na jesienne wieczory, dla kobiet tych czytających New Adult, ale i tych starszych. Jeśli szukacie powieści mocnych, z odrobiną wulgaryzmów i ostrego romansu to myślę, że ten bestseller wam się spodoba.

2017/11/09

Cudowna i wzruszająca, ale i pełna refleksji... – recenzja książki #267 – Jeff Zentner „Goodbye Days”
Ta książka była dla mnie druzgocąca. Ścisnęła moje serce tak mocno już na samym początku, że czułam się rozbita. Nowość od Wydawnictwa Jaguar, to jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w roku 2017.

W dzisiejszym świecie, każdy z nas korzysta ze smartfonów i tabletów. Jesteśmy podłączeni do świata wirtualnego i bardzo łatwo komunikujemy się z innymi ludźmi, gdy są daleko od nas. „Goodbye Days” porusza temat, który jest bardzo często spotykany w tych czasach. To też zmieniło życie głównego bohatera – Carvera Briggsa. Był on szczęśliwym nastolatkiem. Jego kumple go rozumieli, mieli swoje tematy i pasje. Chłopcy szystko o sobie wiedzieli. Niestety pewnego wieczoru wszystko się zmieniło, ponieważ Carver czekając na swoich przyjaciół, którzy mieli go odebrać z pracy, nie pojawili się, a na sms'a, którego im wysłał, również nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Okazało się, że jego najlepsi przyjaciele mieli wypadek, a sam Carver został oskarżony o spowodowanie tego wypadku.

Autor: Jeff Zentner 
Tytuł: Goodbye Days\
Wydawnictwo: Jaguar
Strony: 429

Oczywiście można byłoby się przyczepić do fabuły, że niby dlaczego oskarżono nastolatka o to, że spowodował wypadek, skoro nawet go tam nie było. Jednak wydaję mi się, że chodziło bardziej o pokazanie problemu, z jakim niekiedy można się spotkać. Że są tacy ludzie na świecie, którzy, mimo że prowadzą samochód łapią za telefon, gdy ktoś dzwoni, a tym samym są nie ostrożni. Tyle emocji, jakie ma w sobie ta powieść, to tego nie da się tak prosto opisać. Na początku czuje się przygnębienie, później trochę radości, a na sam koniec, jest się zupełnie kimś innym i patrzy się na tę opowieść zupełnie inaczej.

W „Goodbye Days” podobało mi się to, jak autor przedstawił swoich bohaterów. Już od samego początku, ba linijki polubiłam Carvera. Przykro mi było, gdy wystosowane wobec niego oskarżenie tak na niego wpłynęło. Ponadto rówieśnicy także go nie oszczędzali, a najbliżsi jego zmarłych kumpli, polegali na nim, żeby nie czuć tej straty, jaką ponieśli. To było takie trudne do zrozumienia i przyznaję, chciało mi się niejednokrotnie płakać. Z kolei jego siostra – Georgia to urodzona wojowniczka. Nieważne, co mówili i jak zachowywali się inni, ona zawsze stawała po stronie brata. W każdym momencie, jaki tylko był, wspierała go. I gdyby nie ona, to nie wiem, czy chłopak w ogóle by sobie poradził, ponieważ w niektórych moementach nie wierzył w nic.

Powieść napisana jest bardzo fajnym stylem i czyta się ją przyjemnie, ale jej emocjonalność potrafi rozbić czytelnika na łopatki. Ból, utrata i cierpienie, łączą się tutaj ze wspomnieniami. Ponadto pojawiają się też inne uczucia, które jak można twierdzić są nie na miejscu, ale jednak szczęście czy miłość, stają się dopełnieniem. Ta książka pokazuje też prawdę, z którą czasem my ludzie sobie nie radzimy.

Czy polecam wam „Goodbye Days”? Oczywiście. To przepiękna opowieść, która jest druzgocąca i łamie serce, ale jest to historia o nadziei, sprawiedliwości i prawdzie. Bo czasem jesteśmy postawieni przed takimi trudnymi sprawami, ale ta książka to też nauka, że zawsze można dać sobie radę.

2017/11/06

CzaroMarownik 2018. Magiczny kalendarz – recenzja #266
Już jakiś czas temu dzięki Ani z bloga Chaos Myśli, dostałam cudowny kalendarz na rok 2018. To był cudowny prezent urodzinowy, któremu postanowiłam poświęcić teraz troszkę więcej uwagi. Ta recenzja będzie inna niż zwykłe, ponieważ kupię się tylko na niektórych aspektach, a poniżej pokażę kilka zdjęć, jakie pstryknęłam, mimo okropnego światła w pokoju. Także do rzeczy. Ja od zawsze mam przy sobie jakiś zeszyt, kalendarz bądź dziennik. To jest ta rzecz bez której moja torebka by nie istniała. Otóż otrzymałam piękny, wykonany z najwyższą dbałością kalendarz na rok 2018.

Dla mnie osobiście „CzaroMarownik” nie ma żadnych minusów. Każdy dzień ma bardzo dużo miejsca na zapiki, a do tego wyraźne daty, wykaz imienin, fazy księżyca, opis znaków zodiaku i złotych myśli czy podpowiedzi, których jest bardzo dużo. Dla mnie osobiście to strzał po prostu w dziesiątkę, jak nie w dwunastkę!

Dla mnie ten kalendarz to będzie coś nowego w 2018 roku, co bardzo chętnie odkryję. Myślę, że każda z nas znalazłaby w nim, coś czego szuka. I szczerze, to z niecierpliwością czekam, aż będę mogła w końcu w nim coś zapisać. Z pewnością, przyniesie mi to wiele frajdy!






2017/11/04

Zarażają czytaniem całą Polskę!
Czytaj PL to największa akcja czytelnicza w kraju,
a być może także i na świecie

W 2017 roku akcja jest obecna aż w 22 miastach Polski, a także w 1000 szkół ponadpodstawowych na terenie całego kraju. Po raz pierwszy akcja przekracza też na taką skalę granice państw – jej plakaty trafiły do 10 Miast Literatury UNESCO na całym świecie, w tym do dalekiego Dunedin w Nowej Zelandii. Akcja ma charakter bezpłatnej wypożyczalni bestsellerowych e-booków i audiobooków. Aby wziąć w niej udział, należy pobrać aplikację mobilną Woblink i przy jej pomocy zeskanować kod QR umieszczony na jednym z blisko 7000 nośników na terenie całego kraju. Kod QR jest kluczem do wirtualnej biblioteki, w której można znaleźć takie hity, jak superprodukcja „Korona śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej, „Shantaram” Gregory’ego Davida Robertsa, „Księżniczka z lodu” Camilli Läckberg, „Miasto Archipelag” Filipa Springera, „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena czy „Wstydź się!” Jona Ronsona. To kolejny wyjątkowy rok w historii akcji Czytaj PL: w ramach akcji „Upoluj swoją książkę”, organizowanej z inicjatywy Instytutu Książki, plakaty akcji, umożliwiające bezpłatny dostęp do bestsellerowych e-booków i audiobooków, trafią także do 1000 szkół ponadpodstawowych na terenie całego kraju. Honorowy Patronat nad akcją objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Akcja Czytaj PL jest od początku realizowana jako element programu Kraków Miasto Literatury UNESCO.

Czytać i słuchać bestsellerowych książek można równo przez 30 dni. Umożliwiają to organizatorzy akcji: Krakowskie Biuro Festiwalowe, operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO, i Woblink – największa w Polsce platforma z e-bookami. Organizowana i rozwijana od 5 lat akcja Czytaj PL nie byłaby możliwa bez współpracy z jej partnerem strategicznym: Instytutem Książki, największymi wydawcami w kraju, a także z partnerującymi jej miastami.  

Więcej o akcji pod tym linkiem.

2017/11/01

Przeznaczone nam było roztrzaskać się o skały... – PRZEDPREMIEROWA recenzja książki #265 – Brittainy C. Cherry „Siła, która ich przyciąga”
Już od pierwszych stron, książka Brittainy chwyciła mnie tak mocno za serce, że walczyłam tylko ze sobą, aby się nie rozpłakać. A to było naprawdę trudne zadanie.

Będę zawsze to powtarzać, że Brittainy C. Cherry to moja najulubiona pisarka po wsze czasy. Jej najnowsza książka z serii żywioły to najpiękniejsze zakończenie, jakie mogli wyobrazić sobie czytelnicy. To piękna i pełna miłości historia. Lucy i Graham to dwa zupełne przeciwieństwa. Ona urocza, pełna nadziei kobieta, która zawsze stanie po stronie najbliższych. Jej serce przepełnione jest miłością, a najmniejsza drobnostka, jak np. padający deszcz, to dla niej szczęście. Graham to z kolei bohater skryty, który nie wie co to nadzieja, miłość. Jest nieczułym mężczyzną, ponieważ będąc małym chłopcem, był świadkiem takich obrazów, które ukształtowały właśnie w taki sposób jego światopogląd.

Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Siła, która ich przyciąga
Seria: Żywioły #4
Wydawnictwo: Filia
Strony: 380

W dniu pogrzebu ojca, Graham spotyka Lucy – szaloną hipiskę, kwiaciarkę, która bardzo szybko i bez większych przeszkód potrafiła rozszyfrować ból Grahama. Mogłoby się wydawać, że ich spotkanie to czysty przypadek i już nigdy się nie spotkają. A jednak. Gdy żona Grahama, bez słowa zostawiła jego i ich córeczkę, która walczyła o życie w szpitalu, w jego życiu ponownie pojawiła się Lucy. Dobro dziewczyny oraz czyste serce, sprawia z każdym dniem, że Graham zaczyna dostrzegać u siebie zmiany. Ale czy ta miłość ma szansę na to, by mogła zakwitnąć? Co się stanie, gdy wypowiedziane niegdyś słowa przez najbliższych to kłamstwa?

Moża powiedzieć, że historia przedstawiona przez Brittainy C. Cherry to coś co można przewidzieć i każdy zna zakończenie, mimo że jeszcze go nie przeczytał. Jednak trzeba to przyznać, że autorka potrafi wzbudzić takie emocje, o których trudno jest zapomnieć. Przeczytałam tę opowieść z wielkim zaangażowaniem i można powiedzieć z sercem na dłoni. Uwielbiam styl pani Cherry i uwielbiam też to jak potrafi przekazywać te ważne dla nas prawdy. Miłość, poświęcenie i przeznaczenie to jedno, ale oprócz tego potrafi też przedstawić, żal, ból, stratę i kłamstwo. Jednak nie zapomina o charakterze człowieka – o tym, że on też się zmienia. Od pierwszych chwil pokochałam tę opwieść, a Lucy Grahama i Talon jako ten piękny obrazek, możnaby powiesić na ścianie, żeby przypominał o tym, że warto walczyć o wszystko.

„Siła, która ich przyciąga” to przepiękna historia, chwytająca za serce. Jestem kilka chwil po przeczytaniu tej lektury i od razu siadłam do napisania recenzji. Rzadko mi się to zdarza. Zazwyczaj mam tak, że muszę trochę przemyśleć to, co chcę napisać. Tym razem, jak widać moje emocje są tak silne, że mogę powiedzieć tylko jedno. Jeśli nie czytaliście książek tej autorki, czas nadrobić zaległości. Ta seria potrafi człowiekiem wstrząsnąć, ale za każdym razem przypomina o miłości i nadzieji, którą nosimy w naszych sercach.

2017/10/30

Przejmująca, pełna prawdy historia o poszukiwaniu akceptacji i miłości – recenzja książki #264 – Jennifer Niven „Podtrzymując wszechświat”
Ta lektura dała mi wiele do myślenia. To nie tylko historia o nastolatkach, którzy chcą zawojować świat, to coś więcej. To historia o poszukiwaniu samego siebie, akceptacji innych oraz miłości.

„Podtrzymując wszechświat” to książka, która sprawiła, że pani Niven skradła moje serce i przekonała, że warto sięgać po jej inne powieści. Historia jest trudna, ale została przedstawiona w lekki i tak wspaniały sposób, że nie sposób się od niej oderwać. Tę książkę, po prostu trzeba przeczytać. Musiałam też dać sobie chwilę czasu, żeby uporządkować wszystkie myśli, aby opowiedzieć o niej kilka słów.

Autor: Jennifer Niven
Tytuł: Podtrzymujac wszechświat
Wydawnictwo: Bukowy Las
Strony: 407

Libby Strout nie miała łatwego życia. Strata mamy tak bardzo odcisnęła się na jej życiu. Dziewczyna zamknęła się w sobie i w ścianach swojego pokoju, gdzie zajadała wszystkie smutki. Libby, poprzez zajadanie smutków, bardzo przytyła i została tym samym nazwana "najgrubszą nastolatką w Ameryce". Dopiero ta sytuacja pozwoliła jej w pewien sposób, zrozumieć, że musi zmienić swoje życie. Po terapii, którą przeszła postanawia też wrócić do szkoły, ale nie wydaje się to takie proste, ponieważ nikt nie zapomniał kim jest, a filmik zamieszczony w Internecie z interwencji, w której wyburzono ścianę jej domu, by można było jej pomóc, nie ułatwia sprawy. Pewnego dnia dziewczyna na swojej drodze, poznaje Jacka – popularnego chłopaka, który też skrywa w swoim życiu jeden mały sekret. Przez wypadek, który miał w dzieciństwie, nie jest w stanie rozróżniać twarzy, bliskich mu osób. Ta dwójka uczęszczając wspólnie na terapię, gdzie oboje równie sfrustrowani i wściekli na świat, powoli zauważają, że wiele ich łączy, a spędzając czas razem doskonale się rozumieją i nie czują się tak odtrąceni przez innych.

To jedna z tych nowości, którą czytałam z wielkim skupieniem i zrozumieniem. Byłam ciekawa jak autorka poradziła sobie z przedstawieniem nieakceptacji własnej osoby oraz nietolerancji ze strony innych. Głównych bohaterów polubiłam od razu, a ich poczucie humoru, bardzo sarkastyczne i światopogląd bardzo mi się spodobało. Myślę, że przedstawienie powrotu Libby do szkoły, nie mogło zostać inaczej pokazane. Czytając książkę czuje się tą niepewność oraz złość, że wszyscy wciąż pamiętają i ciągle próbują żyć tamtą nieszczęsną sytuacją. Z perspektywy Libby, sprawa wyglądała zupełnie inaczej i "najgrubasza dziewczyna w Ameryce", miała powody do tego, by uciec z tamtąd jak najszybciej. Jacka też polubiłam, mimo że na początku starał się być neutralny. Jednak biorąc udział w głupiej zabawie licealnej, trafił podobnie jak Libby na terapię.

„Podtrzymując wszechświat” to książka, która już od pierwszych stron porywa i nie sposób, jak już wspomniałam się od niej oderwać. To opowieść o nastolatkach, ale nakreśla bardzo poważne tematy, takie jak nietoleracja ze strony innych oraz brak akceptacji własnej osoby. Z tymi tematami, jakie poruszyła autorka, praktycznie spotkać możemy się każdego dnia. Styl jakim została napisana ta powieść jest po prostu idealny. Ponadto okładka jak i oprawa graficzna, która jest w środku jest piękna i zachęca, by sięgnąć po tę książkę.

Jeśli szukacie lektury opowiadającej o tematach, które dotyczą nastolatków, bądź szukacie książki z morałem, który sprawia, że po odłożeniu książki wciąż myślicie o niej. To myślę, że „Podtrzymując wszechświat” jest idealną lekturą. Zachęcam i polecam, bo to niby prosta książka, ale pokazuje, że niewarto oceniać ludzi, tylko przez pryzmat tego, że są inni i wyróżniają się w społeczności, w której funkcjonują.

2017/10/27

ZAPOWIEDŹ | Jeff Giles „Na krawędzi wszystkiego”
„Przygotuj się! Świat Niziny jest zdradziecki… Świetnie napisana, mocna opowieść – będziesz jej więźniem do ostatniej strony!” Peter Jackson, reżyser m.in. „Władcy Pierścieni” i „Hobbita” o książce „Na krawędzi wszystkiego”.

Szczęście i cierpienie, światło i ciemność – dwa światy i ludzie na ich krawędzi
Zoe i Iks żyli w dwóch światach i nigdy nie mieli się spotkać.
Ale się spotkali.
Tylko jak mają być razem, gdy oba światy sprzysięgły się przeciwko nim?

Jakby tego było mało, szukając brata podczas burzy śnieżnej, Zoe zostaje brutalnie zaatakowana i widzi coś, czego nie powinna widzieć. I kogoś. Nazwała go Iks.
Zoe nie wie, że to łowca głów. Tajemniczy, przystojny i nękany losem, którego nie rozumie, pracuje na zlecenie lordów z Niziny – mrocznego i brutalnego miejsca, w które trafiają najgorsi szubrawcy. Tym razem przyszedł po bandytę, który zaatakował dziewczynę.
Iks i Zoe nigdy nie mieli się spotkać. Łowcy z Niziny nie mogą ujawniać się nikomu poza swymi ofiarami. Iks, by uratować Zoe, łamie wszystkie zasady Niziny. I ponosi brutalne tego konsekwencje.

Beznadzieja, samotność i ból – Iks zna tylko to. Zoe pokazuje mu, że może być inaczej. Kiedy X i Zoe dowiadują się więcej o ich swoich światach, zaczynają zadawać pytania o przeszłość, własny los i swoją przyszłość. Ale wyrwanie Iksa z Niziny i przecięcie więzów przeszłości, które pętają Zoe, będzie od obojga wymagać konfrontacji z własną ciemną stroną.


Zoe ma 17 lat, zwariowaną matkę wegankę, młodszego brata z ADHD i prawdziwą przyjaciółkę. Ma też za sobą trudny rok, kiedy tragicznie zmarł jej ojciec, a zaprzyjaźniona para staruszków z sąsiedztwa zaginęła bez śladu.


2017/10/22

Gorące uczucie, od którego nie ma ucieczki – recenzja książki #263 – Katy Evans „Ladies Man”
Uwielbiam Katy Evans. Nigdy mnie nie zawodzi, a każdy z bestsellerów, pozostawia niedosyt. Cóż mogę więcej dodać we wstępie? Chyba tylko tyle, że i tym razem się tak stało.

Tahoe to mężczyzna, to ten typ mężczyzny, którego powinno się omijać szerokim łukiem. Znajomość z nim może przysporzyć kobiecie wiele problemów – w tym złamane serce. Można go podsumować jednym zdaniem: To mężczyzna na jedną noc... To wie też Gina, która wraz ze swoją przyjaciółką Wynn, wybrała się na imprezę urodzinową Tahoe'a. Gina ma jeden cel, naprawić to, co zrobiła na ślubie ich przyjaciół, tylko że tym razem to on jej odmawia. Ale czy to jest koniec? Oczywiście to nie ponieważ mimo jego odmowy to i tak Tahoe jest zawsze blisko Giny.

Autor: Katy Evans
Tytuł: Ladies Man
Cykl: Manwhore #4
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 370

Jakbym określiła Tahoe'a? Jest to bardzo intrygujący bohater, którego można kochać i nienawidzić jednocześnie. Jest bezczelny, arogancki, niekiedy bardzo złośliwy, ale z drugiej strony potrafi być czuły i opiekuńczy. Nie wiedząc czemu on sam ukrywa się i uważa, że bycie w porządku facetem, który jest troskliwy to coś niewłaściwego i niemęskiego. Trudno jest też zrozumieć jego postępowanie, ale kiedy już przedrzecie się przez jego kilkanaście warstw (jak u cebuli), zobaczycie, że miał swoje powody, by być właśnie takim bad boy'em. Z kolei Gina jest teraz wyraźniejsza niż we wcześniejszych tomach. To dobra przyjaciółka, ale była też bardzo zagubiona. Rozumiem, że bała się ponownego cierpienia i złamanego serca, ale to jak traktowała Trenta w ogóle mi się nie podoało. Chociaż z drugiej strony można byłoby ją trochę zrozumieć. Szukała czegoś na siłę, bo wiedziała, że ona i Tahoe nigdy nie będą razem, choć pasują do siebie jak dwie połówki pomarańczy. Łączyła ich tylko specyficzna przyjaźń.

Co do stylu pani Evans w „Ladies Man” to nie mogę się do niczego przyczepić, ponieważ uwielbiam jej lekki styl oraz tę swobodę, z jaką przechodzi między wątkami. Książkę przeczytałam w jeden wieczór, a końcówka sprawiła, że wciągnęłam się na tyle, że mogę tylko powiedzieć jedno... Czekam z niecierpliwością na następną część, która ma premierę 14 listopada.

2017/10/17

Mówią, że kiedy się zakochasz... – recenzja książki #262 – Sandra Nowaczyk „Friendzone”
Aby zrecenzować książkę autorstwa Sandry Nowaczyk, nie mogłam się jakoś przemóc. Okładka głosi, że to pierwsza książka polskiej Estelle Maskame i raczej powinno być dobrze, a jednak dla mnie nie do końca.

Nie rozumiem jednej rzeczy, dlaczego porównuje się polskie książki, do zagranicznych książek.
Pani Maskame, fakt jest znana dzięki serii DIMILY i jedni ją kochają, drudzy nienawidzą, ale naprawdę porównanie „Friendzone” do tak znanej serii, według mojej opinii było błędem. Tak samo sądzę o serii Kronik Jaaru, które dziwnym trafem zostały porównane do Harry'ego Pottera. Jednak dziś nie o tym...

„Friendzone” przeczytałam dzięki akcji Book Tour zorganizowaną przez Książkowy Świat (za co serdecznie dziękuję!) i przeleciałam przez tę książkę jak burza. Trochę się śmiałam i byłam zauroczona tą historią z początku, ale potem, jakoś ten pozytywny aspekt upadł i było tylko gorzej. Miałam wrażenie że czytam dobrze znaną mi historię z filmów, ubraną w inne słowa i podobne sytuacje. Możecie się śmiać ale dosłownie tak się czułam. Tatum i Griffin to przyjaciele, którzy przyjaźnią się od małego i znają się bardzo dobrze. Traktują jak rodzeństwo i w sumie nic nie może zmienić tak silnej i trwałej relacji. Czyżby? Oczywiście, że tak... Jeden taniec na balu maskowym zmienia wszystko, ponieważ z pozoru nieznajomi, okazują się być, najbliższymi. Przez co wszystko staje się trudniejsze do ułożenia i tysiąc razy boleśniejsze.
Co można zrobić, by uratować przyjaźń, która już prawdopodobnie nigdy nie będzie taka sama?

Autor: Sandra Nowaczyk
Tytuł: Friendzone
Cykl: Friendzone #1
Wydawnictwo: Feeria Young
Strony: 408

Niestety przykro jest mi to mówić, ale przed Sandrą Nowaczyk jeszcze dużo pracy, by być naszą polską Maskame. Serię Dimily pulubiłam, choć też do wielu rzeczy mogłabym się przyczepić, ale „Friendzone” to jeszcze nie to. I to nie to, że nic w niej nie jest dobre, tylko moim zdaniem ta książka jak i seria, może stać się jeszcze diamentem. Jeśli oczywiście autorka przemyśli sprawę i być może coś zmieni?

Oś czasu... miałam wrażenie, że nikt nie zadał sobie wiele trudu, by się nad tym zastanowić, a niestety, bieg wydarzeń kuleje. Co jest niekiedy katastrofalne. I niestety głównej bohaterki również nie polubiłam, ponieważ oczywiście Tatum to typowa nastolatka, której życie upływa na beztrosce. Niczym nie musi się przejmować, aż do wydarzeń, które mają miejsce po balu maskowym... Dla-cze-go? Dlaczego dopiero po balu maskowym, czytelnik ma okazję przekonać się, kim naprawdę jest ta dziewczyna i poznaje jej wszystkie skrywane leki i emocje? Dziewczyna nie radzi sobie przez, co często wybucha i unika kontaktu z Griffinem. Nie podobało mi się to, ponieważ brakowało mi próby poradzenia sobie z tą sytuacją. W zamian dostałam zamkniętą w sobie szarą myszkę, która pogorszyła wszystko sto razy bardziej. Z kolei jej przyjaciel Griffin to chłopak, który był uroczą i zabawną postacią i trochę lepiej radził sobie z emocjami i z tą całą sytuacją, jaka nastała. Był bardziej spokojniejszy niż Tatum, ponieważ nie uważał, że powstał jakiś duży problem. Przecież i takie rzeczy zdarzają się w życiu.

Mimo negatywnej opini, nie skreślam tej serii, brońcie, bo jestem tego zdania, że trzeba dawać szansę młodym autorom, aby pisali, skoro chcą to robić. Jednak „Friendzone” wymaga zastanowienia się, co warto zostawić, a co wywalić i zapomnieć, że takie wątki i zachowania miały miejsce. Mam nadzieję i to wielką, że kontynuacja będzie lepsza. Kibicuje Sandrze i trzymam za nią kciuki, ponieważ mało który autor zaczynał w tak młodym wieku i myślę, że z czasem może zaskoczyć swoich czytelników.

2017/10/15

Historia nie zawsze sądzi sprawiedliwie... – recenzja książki #261 – Demet Altınyeleklioğlu „Sułtan”
Panią Demet Altınyeleklioğlu znam już bardzo dobrze i wiedziałam, że sięgając po jej najnowszą książkę, będę zadowolona. Uwielbiam powracać do tego przepięknego świata.

Za każdym razem, kiedy zaczynam czytać książki autorstwa Demet, wiem, że dostanę historię, bajkową, ale z drugiej strony nierówną walkę, intrygi i nieoczekiwane zwroty akcji, który może zmienić moje zdanie o bohaterach lub sprawach w kilka sekund. Już wiem jak wygląda walka o tron, gdzie każda faworyta marzy o tym by urodzić chłopca. Ponieważ to daje jej możliwość walki o to, by to właśnie ona w przyszłości została Valide Sutan. Ci którzy zapragną sięgnąć po „Sułtana” przeniosą się w świat, w którym prawo jest zupełnie inne, a język turecki, może się komuś spodobać.

Autor: Demet Altınyeleklioğlu
Tytuł: Sułtan
Wydawnictwo: Wielka Litera
Strony: 588

Mehmet Zdobywca umiera, a na tron wstępuje książę Bajazyd, ale to nie jedyny książę, którego poznajemy, ponieważ jest jeszcze Dżem – najmłodszy z synów, który przez swoją matkę i innych, staje się dosłownie marionetką w rękach, aby czyjaś ambicja i chęć władzy została zaspokojona. Jednak znając już historię tego wspaniałego rodu, wiem jedno, tutaj ambicja i robienie dosłownie wszystkiego by osiągnąć władzę to jak podpisanie na siebie wyroku śmierci. Oczywiście autorka świetnie radzi sobie z przedstawieniem historycznych faktów, ale nie pozostawia też sobie małego pola do popisu, żeby połączć to z fikcją literacką. Każdy bohater jest specyficzny i można go kochać i nienawidzić jednocześnie (to jest mój odwieczny problem, kiedy sięgam po książki Demet). 

Książka bardzo mi się podobała, choć patrząc na to z drugiej strony, od zawsze podobał mi się tamtem świat i kultura, więc tym bardziej cieszę się, że możemy być bliżej tego świata. W „Sułtanie” oraz innych książkach pani Demet, miłość łączy się z nienawiścią, rozpacz ze szczęściem, a śmiech niekoniecznie oznacza coś dobrego. Najlepsze jest to, że te wszystkie emocje nie potrafią być przedstawione oddzielnie, ponieważ i tak, ciągle coś nieoczekiwanego coś się dzieje.

Książka jest idealna dla wszystkich fanów Wspaniałego Stulecia oraz tych, którzy zaczytują się w powieściach historycznych. Zapewne gdybym czytała książki tej autorki jedna za drugą nie byłabym aż tak nią zauroczona. Oczywiście język i styl nie należą do najprostszych, ponieważ autorka zachowała klimat tamtej epoki, ale jeśli wczytamy się w historię, to jesteśmy w stanie do niej przywyknąć. Plus okładka, która bardzo mi się podoba.