2016/11/30

Bardzo długi i wyczepujący powrót do domu - recenzja książki #171 - Saroo Brierley „Lion. Droga do domu”
Kiedy napisała do mnie pani z propozycją zrecenzowania książki, bardzo się ucieszyłam. Wcześniej miałam okazję widzieć zwiastun ekranizacji i bardzo mi się on spodobał. Jeśli ktoś kiedykolwiek oglądał „Sumdoga milionera z ulicy”, to tym bardziej nie przejdzie obojętnie obok historii, która tym razem wydarzyła się naprawdę.

Saroo mając pięć lat zostaje sam na dworcu kolejowym. To właśnie tego dnia całe jego życie się zmienia, ponieważ przez to wszystko wsiada w pociąg, który rozdziela go z rodziną na dwadzieścia pięć lat. Zdezorientowany i wystraszony budzi się półtora tysiąca kilometrów od domu, w Kalkucie. Nikt nie potrafi mu pomóc, a sam chłopiec tygodniami stara się przeżyć na nieznanej przez niego ziemi. Następnie trafia na policję, a później do specjalnego ośrodka dla dzieci. Jednak tutaj jego droga się nie kończy, ponieważ nie wiedząc gdzie jest jego rodzina chłopiec zostaje przekazy do ośrodka adopcyjnego. Dzięki temu Saroo zyskuje nową rodzinę i przeprowadza się do Australii, gdzie wychowywać go będzie rodzina Brierley.


Autor: Saroo Brierley
Tytuł: Lion. Droga do domu
Cykl: -
Wydawnictwo: Znak
Strony: 271

Mimo nowej rodziny, miłości i pomocy ze strony przybranych rodziców, chłopczyk i tak tęskni za swoimi wspomnieniami. To właśnie dwadzieścia pięć lat później, mając już trzydziestkę na karku Saroo postanawia odnaleźć swoją zagubioną rodzinę. Jednak nie jest on już taki bezradny i zdezorientowany ponieważ Internet i portale społecznościowe ułatwiają mu odnalezienie zgubionego szczęścia. Postanawia wrócić tam skąd pochodzi i odnajduje swoją rodzinę.

„Lion. Droga do domu” to książka oparta na faktach opisana przez głównego bohatera. Czyta się ją szybko i jest bardzo ciekawa. Idealna dla osób, które zaczytują się właśnie w takich reporterskich relacjach, które mają w sobie wiele emocji i przeżyć. Będąc fanką reportaży i książek napisanych na faktach czułam się jak ryba w wodzie, ponieważ brakowało mi takiej literatury od dłuższego czasu. Po przeczytaniu ej pięknej historii mam jeszcze większą ochotę wybrać się do kina, by zobaczyć te wszystkie piękne obrazy, które sobie wyobraziłam. Ta książka oprócz historii, którą napisało życie, to jeszcze lekcja dla każdego z nas. To po trochu pokora i wiara. Siła i determinacja w tym, by wyznaczone cele osiągać, mimo że przeciwności losu jest wiele. W przypadku Saroo to wszystko się opłaciło. Przeżył on wiele, ale również nie poddał się, by odzyskać to co utracił.

Czy polecam tę książkę? Oczywiście. Jeśli szukacie nie tylko lekkiej i romantycznej literatury, ale i takiej, która może niekiedy nami wstrząsnąć to myślę, że „Lion. Droga do domu” jest odpowiednią lekturą, by po nią sięgnąć. Ilość stron nie jest duża, więc spokojnie można ją przeczytać w jeden zimny wieczór z kubkiem herbaty obok.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova!

2016/11/28

Chodź pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko - recenzja kolorowanki #170 - „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”
Harry Potter jest znaną i lubianą serią czytelniczą na całym świecie. Sama lubię tę serię choć muszę przyznać, że bardziej ekranizacje przypadły mi do gustu. Kolorowanka to coś nowego dla mnie, ponieważ wcześniej nie miałam czasu, by poświęcić choć chwili na taką rozrywkę. Teraz wiem, że częściej będę sięgać po takie sposoby odpoczynku.

Kolorowanka jest pracą zbiorową o wymiarach A4, więc jest to duża wersja dla osób, które uwielbiają spędzać czas kreatywnie. Książka, która ma w sobie różne typy kolorowanek. Niektóre to sceny wyciągnięte prosto z filmu, a inne bardziej szczegółowe, które powiązane są z tematem Harry'ego Pottera i tego co działo się przed tym, gdy ten młody zdolny czarodziej miał w rękach książkę Newta. Muszę przyznać, że dawno niczego nie kolorowałam i miałam z początku problem, bo nie wiedziałam od czego zacząć... miałam dylemat! A gdy już się w końcu zdecydowałam mniej więcej wychodzi mi to tak:



Czy polecam Wam kolorowankę? Tak, zwłaszcza jeśli jesteście fanami Harry'ego Pottera lub jeśli szukacie dobrego sposobu na relaks. Myślę, że to świetny sposób na spędzenie nudnego wieczoru, a przy okazji pobudzicie swoją wyobraźnie. To też świetne przypomnienie sobie tego, jak kiedyś za dzieciaka malowało się na potęgę takie cudowności. Oczywiście nie musicie się obawiać o to czy wyjdziecie za linię, przecież chodzi o zabawę, a ona pozwala nam odczuć odrobinę szczęścia!

Autor: praca zbiorowa
Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Cykl: -
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Strony: 80 







Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska! 


2016/11/26

Każda decyzja może zmienić wszystko - recenzja książki #169 - Lisa de Jong „Kiedy wszystko się zmienia”

„Mawiają, że ci, z którymi warto walczyć, warci są tej walki”.

„Kiedy wszystko się zmienia” to drugi tom z cyklu Rains. Opowiada historię Emery i Drake'a, których przyszłość jest determinowana przez wydarzenia z przeszłości. Na pozór dwa charaktery, które do siebie nie pasują, a w rzeczywistości to ostatni element układanki, by wszystko w końcu zaczęło się układać.

To moje drugie z spotkanie z panią Lisą de Jong i muszę przyznać, że uwielbiam spotykać się z nią przy kawie. Opowiada niesamowite i bardzo szczere historie, które dotykają ludzkiego serca. Książka jest świeżynką w dziale nowości i musicie to wiedzieć... z niecierpliwością czekam na ostatni tom tego wspaniałego cyklu - „Kiedy pozostaje żal”.

W drugiej części cyklu Rains, spotykamy się z Emery i Drake'm, którzy bezustannie walczą o swoją przyszłość z przeszłością. Ona cicha i spokojna pragnie być jak najlepsza na studiach. Sama walczy z tym, że gdy była mała jej matka odeszła i została sama z ojcem. Z kolei Drake jest rozgrywającym w studenckiej drużynie futbolowej. Trzeba przyznać, jest świetny, ale nie wiadomo do końca czy to jest jego marzenie, czy też jego ojca. Jego historia jest równie przykra jak Emery, przez co tych oboje świetnie się rozumie.

Autor: Lisa de Jong
Tytuł: Kiedy wszystko się zmienia
Cykl: Rains #2
Wydawnictwo: Filia
Strony: 383

Los przecina drogi Emery i Drake już pierwszego dnia, ale ich pierwsze spotkanie nie należy do tych przyjemnych. Później dzięki małemu zrządzeniu losu muszą oboje zrobić projekt na zajęcia. Pewnie sobie pomyślicie: *to nie może przynieść nic dobrego* - odpowiem - i tak, i nie. To co jest złe, zawsze może zmienić się w coś dobrego, a jeśli naprawdę się chce zawalczyć, można wygrać wszystko. Coś na wzór pierwszego cytatu, który zamieściłam u samej góry recenzji.

„Zaufanie. Łatwo zaufać, lecz łatwiej zostać zranionym. Pozostaje pytanie, czy równie łatwiej odzyskać to zaufanie”.

Chyba przy „Kiedy pada deszcz” mówiłam o tym, że Lisa de Jong ma ogromny talent. Potrafi prosto i bez żadnych wielkich słów nakreślić historię, którą można odczytywać w każdym kierunku. Wystarczy zamienić tylko imiona albo pewne rzeczy i możemy zobaczyć siebie? Lubię takie powieści, w których jest napisana prawda, walka i determinacja o lepsze jutro. Bohaterowie wykreowani w bardzo realistyczny sposób, wyjęci z naszego świata i wstawieni w ramy książki. Nigdzie nie brakuje uczuć i emocji, niekiedy bardzo sprzecznych. Trzeba mieć niezwykły talent, by potrafić tak pisać i przekazywać wartości, których potrzebujemy.

Podsumowując „Kiedy wszystko się zmienia” to piękna opowieść o szukaniu własnego szczęścia i własnej osobowości, którą mogliśmy zgubić w przeszłości. To poradzenie sobie z demonami i nauka na przyszłość, że nie trzeba zgadzać się na coś co nam nie odpowiada. To sztuka zaufania, wybaczania i walki. Miłość jest krucha, to prawda, ale kiedy naprawdę się czegoś chce, nic nie może stanąć nam na przeszkodzie.

Przeczytaj recenzję pierwszego tomu.

Odwiedź moje media społecznościowe:
Facebook
Instagram


2016/11/17

Nadzieja jest zawsze, a przyjaźń to największy skarb - recenzja książki #169 - Sara Pennypacker, Jon Klassen „Pax”
Z pozoru wydaje się książka jest prosta i nie wniesie nic do naszego życia. Skierowana wyłącznie do młodszego czytelnika, ale „Pax” potrafi zaskoczyć. Piękna, urocza i wzruszająca opowieść o nadziei, prawdziwej przyjaźni i oddaniu. Miłości, bólu i stracie. Wcale nie jestem zdziwiona, że jest porównywana do znanego wszystkim „Małego księcia”. Uważam, że obie te książki posiadają pewną magię, którą czasem czyta się między wierszami.

Muszę zacząć tymi słowami. To przepiękna historia o prawdziwej przyjaźni małego chłopca, który uratował życie liskowi, nadając mu imię Pax. Od tamtego czasu obaj bohaterowie są nierozłączni, a gdy życie sprawia, że los postanawia ich rozdzielić to życie już nie jest takie samo, jak wcześniej. Ojciec Petera musi iść do wojska, a tym samym chłopiec zostaje oddany pod opiekę dziadka. Niestety Pax nie może z nimi jechać i ojciec chłopczyka postanawia oddać liska tam gdzie został znaleziony. Do lasu. Zostają rozdzieleni, ale chłopak już pierwszej nocy bez swojego czworonożnego przyjaciela zdaję sobie sprawę, że musi po niego wrócić. Czy wszystko skończyło się dobrze? Co zrobił Peter i jak poradził sobie tytułowy Pax w nowej rzeczywistości?

Autor: Sara Pennypacker, Jon Klassen (ilustracje)
Tytuł: Pax
Cykl: -
Wydawnictwo: IUVI
Strony: 296

Cieszę się, że przeczytałam tę książkę i przyznam się, że nie sądziłam, że wzbudzi we mnie tyle różnych emocji. Myśląc o książce Sary Pennypacker na moje serce wylewa się morze miłości. Rzadko trafia się na takie książki, które potrafią w tak prosty sposób wzbudzić czytelnika. To nie jest książka skomplikowana, to bardzo prosta powieść mówiąca o tym co najważniejsze - o życiu. Jak wspomniałam we wstępie piękna, urocza i wzruszająca opowieść o nadziei, miłości, tracie i przyjaźni. To też historia o walce ze swoimi słabościami. W głównej mierze zależy od nas jak ją odbierzemy. Na powieść Sary Pennypecker można spojrzeć z różnych perspektyw i każda pokaże nam coś innego. Wszystko to ma taką siłę w emocjach, że ciężko jest wrócić i nie myśleć o tej książce po przeczytaniu. Podobne uczucia kiedyś wzbudził we mnie „Mały książę”, choć wiem, że niektórzy mają zupełnie inne zdanie na temat tej książki i całej opowieści.

Ponadto styl jest lekki i przyjemny w odbiorze, dzięki czemu lektura sama ucieka nam z rąk. Lubię tak napisane książki, bo człowiek nie męczy się, by przebrnąć przez  treść. Opowieść pisana jest z perspektywy dwóch bohaterów, co wydaję mi się świetnym sposobem na przekazanie emocji. Zarówno Pax, jak i Peter przeżywali swoje wewnętrzne rozterki. Należy też wspomnieć o ilustracjach, które dla książki stworzył Jon Klassen. Są one przepiękne i tworzą niesamowite dopełnienie opowieści. Dzięki temu widzimy jacy są bohaterowie, mimo że czujemy to podczas czytania tej powieści. Autorka skupiła się na nich bardzo skrupulatnie i z wyczuciem. Nic więcej nie należy mówić, tylko polecać, by inni po nią sięgnęli.

 „Pax” to książka, która bez zastrzeżeń może uzyskać miano NOWEGO „Małego księcia”. To dobre oderwanie się od tego co nas otacza i zastanowienie się nad wszystkim. To bardzo emocjonalna historia, która potrafi wstrząsnąć. Oczywiście można się przyczepić co do schematu, że autorka mogła się zainspirować, być nawet podobna do klasyku, ale książka warta uwagi. Mnie urzekła, a serce rosło, gdy ją czytałam. Z pozoru najprostsze książki przynoszą nam odpowiedzi, których nikt się nie spodziewa. Serdecznie polecam i sami zobaczcie o czym mówię.

ZA KSIĄŻKĘ BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU IUVI!

2016/11/11

Zaskakująca i urocza - recenzja książki #168 - Kasie West „Chłopak z sąsiedztwa”
Z początku wydawało mi się, że powieść jest mdła i bez polotu. Po prostu zwykła historia, bez fajerwerków. Myliłam się, ponieważ pod koniec zostałam zaskoczona w bardzo pozytywny sposób. Prosta i lekka fabuła sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Napisana w podobnym tonie jak pierwsza książka tej autorki - „Chłopak na zastępstwo”.

Kasie West ma talent do pisania lekkich i pięknych historii. Stała się moją ulubioną autorką i liczę na to, że nie tylko te dwie książki, które możemy znaleźć w dziale nowości zostaną wydane w Polsce. „Chłopak z sąsiedztwa” opowiada historię Charlie Reynolds, która wychowała się wśród samych facetów i jak sama o sobie mówi, jest chłopczycą, której daleko do tych wszystkich normalnych dziewczyn. Charlie ma trzech braci i tego czwartego, który jest ich sąsiadem. Tworzą razem zgraną paczę. Grają w piłkę, kosza i nie w głowie im miłości czy flirty. Pewnego dnia, kiedy to Charlie znowu dostaje mandat, a jej ojciec postanawia wyciągnąć konsekwencje. Całe życie dziewczyny powoli ulega zmianie. Musi znaleźć pracę i odpracować mandaty, ponadto oprócz tego dręczą ją koszmary, których sama nie może zrozumieć. A jedynym ukojeniem są nocne rozmowy przy płocie z Bradenem.

Autor: Kasie West
Tytuł: Chłopak z sąsiedztwa
Seria: -
Wydawnictwo: Feeria Young
Strony: 341

Każdy bohater w tej opowieści jest inny i dzięki temu każdy z nich jest barwny, ale opisany w bardzo prosty sposób Braci głównej bohaterki łączy jedno. Troszczą się o swoją siostrę jak tylko potrafią i to samo tyczy się Bradena, który nie wyobraża sobie życia bez niej, a trzeba to zaznaczyć, że jego życie również nie należy do najłatwiejszych. To co urzeka w tej powieści to jest jej prostota, która pozwala dość szybko rozgościć się czytelnikowi. Książkę czyta się jednym tchem, kiedy już wejdzie się w to właściwe rozwinięcie akcji to nie da się odłożyć tej książki tak po prostu. Wspominałam już o tym. Na początku książka wydawała się mdła, a co dostałam? Bombę, która mnie zaskoczyła w bardzo pozytywny sposób. Samo przedstawienie głównej bohaterki jako chłopczycy, która ma lepsze docinki od facetów, czy zafascynowanie sportem. Kasie West nie zapomniała przy tym, by dodać jej trochę rumieńców i zrobić z niej dziewczynę mimo wychowania i charakteru.

Wątek miłosny można powiedzieć, że jest na pozór prosty, ale i skomplikowany. Gdy już mamy nadzieję na to, że u Charlie wszystko się ułoży i miłość zapukała do jej drzwi, spotyka nas rozczarowanie. A potem co? Zazdrość i niezrozumienie chłopaka, który sam ją odtrącił! Oczywiście spodziewałam się, że w końcu dojdzie do happy end'u, ale musiałam na niego czekać!

Podsumowując „Chłopak z sąsiedztwa” to książka urocza i zaskakująca, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Lubię książki, które wywołują u mnie tak silne emocje! Książka dla każdego, przy której można odpocząć po ciężkim dniu w szkole czy w pracy. Przy tej powieści nie ma możliwości, by można było się nudzić. Śmieszne dialogi, wartka akcja i uczucia, o których trzeba się wiele nauczyć. Na przykład tego, by mówić o nich głośno. Z całego serca polecam.


2016/11/07

Recenzja #167 - Kasie West „Chłopak na zastępstwo”
Czytając tę książkę od początku do końca miałam uśmiech na twarzy, a przyznaję, że brałam tę książkę w ciemno i nie patrzyłam jak jest wysoko oceniona i czy ma pochlebne opinie. Do jej przeczytania zachęciła mnie okładka i... tytuł. Chłopak na zastępstwo? Brzmi ciekawie i intrygująco... i wiecie, co? Nie żałuję. To był strzał w dziesiątkę.

Myśląc o książce autorstwa Kasie West uśmiecham się, ponieważ jej opowieść jest ciekawa barwna, a wszystkie dialogi napisane z humorem i lekkością. Dawno nie spotkałam się z takim lekkim piórem u pisarza, co sprawia, że czytając skaczemy z rozdziału na rozdział. Cóż, po prostu ciężko się oderwać. O czym jest powieść? Otóż, Gia jest znaną i lubianą dziewczyną w liceum, która ma świetne przyjaciółki i starszego od siebie chłopaka, którego niebawem ma przedstawić swoim przyjaciółkom. Mogłoby się wydawać, że nic przykrego ją nie spotka, ale jednak w dniu balu maturalnego jej partner zrywa z nią i zostawia na pustym parkingu. Dziewczyna oczywiście nie chce wyjść na kłamczuchę, że zmyśliła sobie owego chłopaka i decyduje się na ryzykowny krok... Proponuje przypadkowo spotkanemu chłopakowi aby poszedł z nią na bal, ku jej zdziwieniu nieznajomy się zgadza... Czy niewinna zamiana miejsc i zastępstwo, to nic wielkiego? Czy kłamstwo ma krótkie nogi? I co jedna mała zamiana zmieniła w życiu bohaterów?

Autor: Kasie West
Tytuł: Chłopak na zastępstwo
Seria: -
Wydawnictwo: Feeria Young
Strony: 400

Muszę przyznać, że od samego początku fabuła mnie zaskoczyła, ponieważ czytelnik od razu dostaje rozwiniętą fabułę. Sam pomysł wydawał mi się banalny i myślałam, że bohaterowie nic nie wniosą, będą prości i nieskomplikowani. Jednak czytając powieść widzimy jak Gia się zmienia i zauważa jak zapatrzoną w siebie osobą była. Niewinna sytuacja z zastępczym chłopakiem, powoduje, że kolejne sytuacje niby wymuszone, wyglądają na taki bieg zdarzeń. O ile główną bohaterkę polubiłam i jej zastępczego chłopaka, tak nie mogę powiedzieć o przyjaciółkach Gii, które moim zdaniem nawet nie miały jej za kogoś bliskiego. Najbardziej denerwowała mnie Jules zarozumiała dziewczyna, która robiła wszystko, by zaszkodzić Gii. Wylewam na tę dziewczynę wiadro pomyj, bo tylko na to zasługuje. I na miejscu głównej bohaterki na pewno nie pozwoliłabym sobie na takie traktowanie. Chociaż z drugiej strony, dzięki takiemu obrotowi spraw Gia przeszła przemianę wewnętrzną i przewartościowała trochę swój świat na wielki plus.

„Chłopak na zastępstwo” to urocza książka, która w lekki i prosty sposób pokazuje, że wszystko zależy od nas, że jedno małe kłamstwo, mimo że przez niektórych przynosi same szkody, to tak naprawdę jest wszystkim czego potrzebowaliśmy. Pewnie zastanawiacie się do czego zmierzam. Otóż do zaobserwowania prawdziwych ludzkich zachowań, bo tak naprawdę nie tylko pseudo przyjaciółki zawiniły, ale i rodzina głównej bohaterki. Jej brat to kawał chama i nie wiem czy na miejscu Gii przyjęłabym takie przeprosiny. Z miłą chęcią wrócę raz jeszcze do tej książki. To taka historia, o której chce się pamiętać. Nie tylko wywołała uśmiech, ale i pozostawiła po sobie trwały ślad.

2016/11/04

Recenzja #166 - Rainbow Rowell „Nie poddawaj się”
Z Rainbow Rowell zaczynam mieć coraz większy problem, nigdy nie czuję się dość usatysfakcjonowana jej twórczością. Jej najnowsza książka „Nie poddawaj się” to nic innego jak przeniesienie wątku, który można było poznać dzięki „Fangirl”.

Sama nie wiem jak to określić, dla mnie to po prostu opowiadanie, które grało pierwsze skrzypce w innej powieści. W „Fangirl” bohaterka pisała własne opowiadanie o Simonie Snow. I w nowej książce Rowell niby coś nowego o czarodziejach z ciekawymi wątkami, ale z drugiej strony... taki trochę Potter w nowej odsłonie.

Główny bohater Simon jest czarodziejem i rozpoczyna ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów Watford. Niestety nie uważa siebie za kogoś dobrego, tak jak inni wszyscy. Do tego jego dziewczyna go zdradza z jego największym wrogiem, a on sam staje przed wieloma ciężkimi wyborami, które zmieniają wszystko w jego życiu. Oczywiście w całej tej historii o Simonie i jego największym wrogu jest bardzo dużo magii. Rąbek tego wszystkiego był ukazany w „Fangirl”, prostej, lekkiej powieści, która była lukrowata, jakby ktoś na nią wysypał wszystkie zebrane cukierki z Halloween. Jeśli ktoś jest fanem właśnie tej książki, myślę, że kontynuacja (bo tak w sumie można nazwać „Nie poddawaj się”) z pewnością się spodoba. I jedynym co mi się podoba w tej powieści jest wątek homoseksualny, który uważam za bardzo duży plus, bo nadaje tej powieści całkiem odmienny charakter, choć w części.

Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: Nie poddawaj się
Cykl: -
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Strony: 508

Rainbow Rowell jest lubiana w Polsce i jej książki według mojej skromnej opinii są poprawne. „Nie poddawaj się” jest napisane lekko i przejrzyście, tak jak „Fangirl”. Bohaterowie są szablonowi, bardzo prości, według mnie bardzo przewidywalni. Charakteryzują ich konkretne cechy osobowości, które przekładają się na ich uczucia i wyrażanie własnego zdania. Książka nie jest zła, ale mnie nie zaskoczyła niczym. Czytało mi się ją szybko i mogę ją zaliczyć do tego typu książek, które nie wymagały ode mnie większego zaangażowania się w powieść. Rowell pisze wprost do swojego czytelnika, bez głębszych refleksji. Myślę, że książka przypadnie do gustu jej czytelnikom i znów będą mogli wrócić do opowieści, które mogli zaczerpnąć w pierwszej powieści gdzie pojawia się bohater Snow.

Inne recenzje książek autorstwa pani Rowell, które możecie znaleźć na moim blogu:


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

 

2016/11/01

Podsumowanie miesiąca | październik 2016
Nie sądziłam, że uda mi się przeczytać tyle książek w październiku. Biorąc pod uwagę to, że miałam naprawdę urwanie głowy, jestem zadowolona. Udało mi się nawet odpocząć i poczytać w zaciszu. To pozwoliło mi by naładować akumulator na miesiąc listopad! Planuję by w tym nadchodzącym miesiącu przeczytać ciut więcej niż w tym. Mam nadzieję, że się uda. A jak u Was minął czytelniczy październik? 


Najlepsza książka w tym miesiącu to Fobos.
Natomiast najsłabsza to Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?

Za książki serdecznie dziękuję:







Oprócz dziewięciu przeczytanych książek, udało mi się obejrzeć film pt. Planeta Singli. Lekka i bardzo fajna polska komedia romantyczna. Oczywiście rozpoczął się też nowy sezon The Walking Dead i pierwszy odcinek okazał się być mocnym i bardzo dobrym początkiem. Oby następne były tak dobre.