2016/07/03

OUTCAST. TOM 1. ROZDZIAŁ 9



Nie wiem ile czasu jego wrzaski trwały, ale dość długo awanturował się pod drzwiami. Walił i kopał, jakby mu coś te biedne drzwi zrobiły. Ja nie wiem, co on sobie myśli, że niby, co? Otworzę je jak gdyby nigdy nic i go wpuszczę? Niedoczekanie. Podeszłam bliżej by przysłuchać się czy ktoś jest jeszcze na korytarzu.
– Gdy tylko otworzysz te drzwi zobaczysz, co się będzie działo — wyszeptał do siebie i jeśli myślał, że umknie to mojej uwadze, to się myli. Groźby są przecież karalne.
Nie puszczę mu tego płazem, tych wszystkich słów, które powiedział Carlowi. Jeszcze nie wie, kim jestem. Dowie się w bardzo niedługim czasie albo inaczej, już dostał namiastkę tego jak wygląda prawdziwe życie Eveline Thomson. To inna definicja niż wszystkim mogłoby się to wydawać. Oduczę go mówienia tego, co mu ślina na język przyniesie. Nie będę spokojna, co to, to nie! Jestem gorsza niż Denis rozrabiaka, ot, co!
Usiadłam na podłodze opierając się o drzwi.
– A ty, co robisz? — to był Vincent — Odprawiasz modły przed jej pokojem o miłość? — drwił sobie z niego. — Ammm, pokocha mnie, aaam, pokocha mnie — powtarzał.
– Spierdalaj — syknął Chris — spierdalaj, bo nie ręczę za siebie!
– Carl! — chłopak zamiast dać mu spokój zawołał tego, którego tak nie lubiłam.
– Czego?! — ryknął chłopak.
– Kącik modłów, spójrz — loczek nie przestawał się śmiać.
Lubię go za taki wredny charakter.
– Amm… niech mnie pokocha — znów zaczął — am…
– Czy możecie się łaskawie ode mnie odpierdolić? — mogę sobie tylko wyobrazić jak czerwony ze złości jest Chris. Jeśli zaraz nie przestaną, to zapewne się pozabijają. Cóż za kabaret! Dawno się tak nie ubawiłam, jak dzisiaj.
– Nasza przebojowa koleżanka nie dopuści cię do swojego serca, a ty jeszcze sprawiłeś, że już nigdy się od niej nie uwolnimy — powiedział z przekonaniem Carl. — Bez odbioru, nie chce słuchać o tej wariatce — głośne trzaśnięcie drzwiami było znakiem, że chłopak zwinął swoje żagle do portu.
Ktoś cicho zapukał do drzwi.
– Eveline — to był Chris. — Otwórz.
Nie zareagowałam.
– Proszę cię otwórz drzwi i porozmawiajmy.
Niech pozna moje zlitowanie. Podniosłam się z podłogi i przekręciłam klucz w drzwiach. Otworzyłam je, a chłopak osunął się całkowicie na parkiet uderzając o nią.
– Mogłaś mnie uprzedzić, że otwierasz! — ryknął łapiąc się za tył głowy.
– Nie ma problemu… zawsze mogę je zamknąć — odpowiedziałam mu tym samym tonem.
Nic już nie odpowiedział tylko stanął przede mną spoglądając mi głęboko w oczy, od razu odwróciłam się do niego plecami. Patrząc w jego zielono– niebieskie oczy widziałam to, co do niego czułam, a ja musiałam przed tym uciec jak najdalej stąd.
– Jasnowidzem nie jestem i nie wiedziałam, że będziesz oparty o moje drzwi do mojego pokoju Panie Rozwścieczony — powiedziałam to trochę ciszej, a on zamknął drzwi do pokoju.
Chris złapał mnie za ramiona i obrócił w swoją stronę.
– Co to jest? — spytał wyciągając przed siebie rękę, trzymał w niej swoje koszulki.
– No a nie wiesz, co to jest? — spytałam głupio. — Przecież to są koszulki.
– Jakie? — zadał kolejne pytanie.
– Gorzej ci, Chris? — wiedziałam, o co mu chodzi. — Granatowe?
– Granatowe — przyznał — a jakie powinny być?
– Granatowe?
– Białe — poprawił mnie. — Pomijając fakt, że to podobno było twoje pranie.
– Naprawdę? — wzruszyłam ramionami. — Ale są granatowe, nie widzisz? Może okulary by ci się przydały. Na starość bardzo często szwankuje nam wzrok.
– Co ty zrobiłaś? Okłamałaś mnie.
„Okłamałaś mnie” wielkie mi halo, on mnie też i jesteśmy kwita, ale coraz mniej ta zemsta dawała mi jakąkolwiek satysfakcję. Może naprawdę go zabolały źle zafarbowane koszulki, w końcu faceta nie ogarniesz. Jest gorzej skonstruowany niż konstrukcja cepa.
– Jeśli taka jesteś dobra w pomaganiu to lepiej żebyś już nic nie robiła — wycedził blondyn, a ja osłupiałam.
Chyba się nie przesłyszałam? Znowu mnie obraził, więc miarka się przebrała Lalusiu, zaraz usłyszysz prawdę, o której nawet byś nie wyśnił. Bawisz się ze mną w otwarte karty, dobrze i proszę cię bardzo. Joker wygrywa i to ja jestem tym jokerem. Wygrywam to rozdanie czy ci się to podoba czy nie. Z komedii białych męskich koszulek męskich przechodzimy w tragizm. Tak, tak… bo od zawsze fascynował mnie teatr.
– Miły jesteś wiesz? — uśmiechnęłam się słodko. — Zwłaszcza, że ja „jestem po prostu kolejną dziwną dziewczyną w waszym życiu” — uśmiech nie schodził mi z twarzy.
On wyraźnie pobladł.
– Jak to było, niech ja sobie to przypomnę — umilkłam na moment — no kurde zapomniałam. Chris może pamiętasz jak to leciało? — spojrzał na mnie z wielkimi oczyma jak spodki. — A już wiem! „Zakochanie byłoby najgorszą rzeczą, jaką mógłbyś zrobić względem tej wariatki. Odpowiedziałeś mu: Carl nie rozśmieszaj mnie, proszę cię”. Chcesz coś dodać?
Był zmieszany i nie wiedział, co mi odpowiedzieć. Zdezorientowany biedny Christoph, ale mi ciebie nie szkoda. Przecież, co mógł mi odpowiedzieć? Wyprzeć się wszystkiego, byłoby to bardzo słabe zagranie z jego strony. Nie spodziewał się tego wszystkiego, zwłaszcza tego, że ja to usłyszałam prawie przypadkiem. Wgięło go totalnie i jestem ciekawa czy cokolwiek postanowi coś odpowiedzieć. Jakich argumentów użyje, aby nie pogorszyć jakże swojej beznadziejnej sytuacji? No właśnie.
– To nie tak — wymamrotał w końcu. — Nie wiem, co powiedzieć, po prostu — pokręcił głową z niedowierzania. Postanowiłam mu przerwać.
– Jest ci tak głupio, że nie masz dobrych argumentów żeby się bronić — objaśniłam mu jak ja to widzę — więc sędzia orzeka wyrok, a że ma on dzisiaj bardzo zły humor nie zdziw się jak skaże cię na 100 lat pójścia do kicia.
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Ja na jego miejscu wcale bym się nie cieszyła.
– Uznaję Chrisa za winnego! — krzyknęłam donośnie. — Mam nadzieję, że oskarżony bierze na siebie całą winę — ciągnęłam dalej. — Eveline Thomson, chcesz coś dodać? — zadałam sobie sama pytanie. — Ależ oczywiście — uśmiechnęłam się do niego, a on patrzył na mnie zdezorientowany. Podeszłam do niego bliżej — czy jesteś zadowolony? — uderzyłam go w twarz. Chłopak złapał się za prawy policzek.
– Nie jestem — przyznał.
– Dlatego ja nie mam obowiązku przepraszać cię za to, że zniszczyłam twoje koszulki — słysząc to Christoph momentalnie złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie.
– Czyli to zemsta?
Zaśmiałam się.
– Gdyby to była zemsta uwierz mi pakowałbyś swoje manatki — skłamałam.
– Nie wierzę! — patrzył na mnie wkurzony. — Kłamiesz! Wredna kłamczucha! Wiem, że ci się podobam! — wypalił.
– Ty mi? — prychnęłam poddenerwowana. — Nigdy w życiu!
– Tak, podobam ci się!
Zaczęłam się śmiać ze zdenerwowania, bo powiedział prawdę, która była głupia. On mi się podobał, każdy jego centymetr ciała. Uśmiech i oczy. Mogłabym patrzeć na niego i nie zamykać oczu. Patrzeć i podziwiać to jak bardzo cieszę się, że pojawił się w moim życiu. Chris już chciał coś dopowiedzieć, aby mi dopiec, ale go ubiegłam i zatkałam mu usta ręką.
– Założę się, że mamy widownię pod drzwiami — wyszeptałam, aby zmienić temat. — Czekają na spektakl, więc dajmy go im.
– O czym ty znowu bredzisz, mała? — zmarszczył czoło ze złości.
– Wiesz założę się, że ten Carl to plotkar numer jeden i chce dać mu nauczkę, że cudzych rozmów się nie podsłuchuję. Słyszałam jak ci dogryzali i o „kąciku modłów o miłość do mnie”. Według Carla jestem szurnięta i brakuje mi piątej klepki.
Chłopak zrozumiał, o co mi chodzi, a ja znowu się od niego odsunęłam kierując się w stronę drzwi i złapałam za klamkę. Na mój znak Chris znowu powtórzył prawdziwe stwierdzenie.
– Nie zaprzeczaj, podobam ci się!
– Och Laluś, Laluś — śmiałam się — niestety, ale nie jesteś w moim typie, niestety — oznajmiłam mu z rozkoszą.
– Nie? — udał zdziwionego.
– Wiesz, podoba mi się… — zawahałam się jeszcze, bo nie wiem czy czasem nie zaczynam igrać z ogniem — CARL! — z ostatnim moim słowem nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi na oścież. Tak jak przypuszczałam, tak też się stało. Naszym oczom ukazała się cała czwórka chłopaków. Z szeregu wyszedł Carl.
– Ty naprawdę masz niepokolei w głowie! — wrzasnął donośnie, a my wszyscy zaczęliśmy się z niego śmiać. — TO NIE JEST ZABAWNE! — ton jego głosu się nie zmieniał. Miałam wrażenie, że mówi coraz wyższym zdesperowanym głosem.
– Widzisz, pokarała cię twoja własna broń. Nigdy więcej nie nazywaj mnie wariatką, bo popamiętasz i dowiesz się przy okazji gdzie te słynne raki zimują — uśmiechnęłam się słodko. — Przedstawienie skończone, można się rozejść.
– Niestety, ale my musimy porozmawiać — odpowiedział mi Christoph — bez publiczności — zastrzegł.
Poczekał aż chłopaki wyjdą z pokoju, a on sam zamknął drzwi przekręcając klucz w zamku. To się nie działo naprawdę, on nie mógł przebywać ze mną w jednym pomieszczeniu dłużej niż pięć minut. To może skończyć się tylko katastrofą.
Zakochaniem.

1 komentarz:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*