2016/07/06

OUTCAST. TOM 1. ROZDZIAŁ 10




Będąc w nim w jednym pokoju czułam jak narasta między nami napięcie i to dziwne uczucie pożądania, które mną zawładnęło. On wpatrywał się we mnie z takim spokojem na twarzy, że bałam się odetchnąć by nie zniszczyć tego pięknego obrazka. Blondyn podszedł do mnie bliżej i ujął moją lewą dłoń przykładając ją do miejsca gdzie biło jego serce.
– Co ty robisz? — wyszeptałam skołowana.
– Chcę się dowiedzieć, jaka będzie twoja reakcja — odpowiedział mi łagodnie. — Powiedziałaś mi, że nic do mnie nie czujesz, a ja mam wrażenie, że mnie okłamałaś.
– Przecież nie kłamałam, powiedziałam prawdę Chris — upierałam się przy swoim zdaniu.
– Sprawdźmy — nachylił się do mojego ucha i wyszeptał. Czułam jego ciepły oddech na szyi.
Jego serce biło tak szybko, a ja już byłam pewna, że zaraz dojdzie do czegoś, co nie może się wydarzyć. Z tego względu, że nie może i tyle, taki jest mój powód. Za dużo się między nami wydarzyło. Zrobiłam krok w tył, ale Chris nie dawał za wygraną. Koszulki, które cały czas trzymał zaciśnięte w dłoni rzucił w kąt pokoju, a mnie samą przyciągnął do siebie. Objął mnie mocno w pasie, gdzie jego prawa ręka powędrowała na moją talię, a lewą pogładził mnie po policzku i podniósł głowę, którą opuściłam by uniknąć jego spojrzenia.
Bałam się go.
Jego usta delikatnie dotknęły moich, a kiedy mnie pocałował odwzajemniłam jego gest. W tym samym momencie jednak przypomniałam sobie, co powiedział o mnie rozmawiając z Carlem i wyrwałam się z jego objęcia. Piękna bajka się skończyła tak jak prysła bańka mydlana.
– Nigdy więcej tego nie rób — wyszeptałam bezgłośnie.
On tego nie usłyszał, tylko znów mnie do siebie przyciągnął. Tym razem jego pocałunek był bardziej namiętny, zachłanny i taki pełen miłości, choć tak naprawdę nie wiedziałam, czym jest miłość. W końcu nikt mnie nie nauczył kochać. Mimo że to wszystko mi się bardzo mi się podobało, nie mogłam pozwolić by to dalej trwało. Jednym sprawnym ruchem uderzyłam go w prawy bok, a on momentalnie złapał się za uderzone miejsce.
– Kto całusami wojuje, od całusów ginie — powiedziałam pewnie — i zapamiętaj sobie, nigdy, powtarzam nigdy więcej tego nie rób! — byłam stanowcza.
– Chciałaś tego. Powiem więcej, podobało ci się, bo zareagowałaś tak gwałtownie — triumfował nade mną i miał rację. — Eveline nie oszukuj samej siebie.
On w pewien sposób się ze mnie śmiał, bo trafił w mój czuły punkt. To takie nie w porządku z jego strony.
– Daruj sobie — podniosłam tak wysoko głos, jak tylko mogłam. — Zrobiłeś swoje, czego jeszcze chcesz! — krzyczałam. — Powiedziałeś też, więc teraz won! — wskazałam mu drzwi. — Ja mam jedną zasadę. Jedną jedyną i będę się jej trzymać — chciałam wyjść jakoś z twarzą z tej całej sytuacji, ale chyba nie dam rady.
– Od, kiedy ty masz jakieś zasady? — wyśmiał to. — Ty przecież nie masz zasad — drwił sobie ze mnie.
– Nie zakochuję się w takich gościach jak ty — czekałam na jego reakcję.
I choć to powiedziałam nie do końca czułam, że powinnam. Tak naprawdę nie wiem, dlaczego to zrobiłam, chyba chciałam go zranić. Czy nie zakochuje się w takich gościach jak on? Sama nie wiem… przecież nigdy tak naprawdę nie byłam zakochana.
Podobno miłość to największa zaraza, jaka może dopaść człowieka, więc muszę się jej strzec, bo jeden ruch w niewłaściwą stronę i zatracę się w tym. To tylko spowoduje jedno — przestanę istnieć. Nie ma lekarstwa na miłość i człowiek traci głowę, dosłownie, a potem serce po rozstaniu zostaje wyrwane i zabrane z tamtą osobą, która odeszła. Także nie mogę się zakochiwać w kimkolwiek, bo wystarczy mi już złego na całe moje życie, jakie mi pozostało.
Ale czy ja jestem zakochana od pierwszego wejrzenia w Chrisie?
Nie wiem, ale jedno wiem na pewno.
Nigdy nie będzie to realne.
Nigdy.

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super opowiadanie, mogłabym wiedzieć kiedy pojawią się kolejne rozdziały?

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*