2016/06/22

OUTCAST. TOM 1. ROZDZIAŁ 8




Kiedy wróciliśmy do domu, Chris wziął mnie na ręce i wniósł po schodach na piętro. Staliśmy przed pokojem w milczeniu, spoglądając sobie prosto w oczy. Postanowiłam mu podziękować z wspólnie spędzony wieczór, który okazał się bardzo miły. Chyba zacznę brać pod uwagę propozycję jego menadżera czy kim on tam był w sprawie wyjazdu. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił mój gest. To był jedyny moment, w którym mogłam dać mu buziaka w policzek. Tak też zrobiłam. Chyba bardzo go tym zdziwiłam.
– Dziękuję ci — wyszeptałam tym samym próbując nie patrząc w jego oczy, lecz Chris był szybszy i złapał mnie za podbródek i podniósł głowę do góry. –  Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, przepraszam.
– Nie przepraszaj — również wyszeptał — polecam się na przyszłość, pamiętaj — ucałował mój policzek. –  Śpij dobrze.
Poczułam jak na moich policzkach pojawia się rumieniec.
Nie czekając ani chwili otworzyłam drzwi i zostawiłam Chrisa samego na korytarzu. Nie mogłabym spędzić z nim kolejnej sekundy. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia i nic nie mogło tego zmienić. Jednak jestem świadoma tego, że ta miłość nigdy się nie zdarzy i muszę o niej w tej samej sekundzie zapomnieć. To, że byłam w nim zakochana i być może sama mu się podobałam nie dawało mi gwarancji, że tam gdzie pojedziemy on nie ma kogoś. Jeszcze się okaże, że ma narzeczoną i za trzy miesiące bierze ślub. Aby nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi myślami na temat prywatnego życia blondyna postanowiłam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy, więc stwierdziłam, że mimo późnej godziny pójdę się zapytać Christopha czy mają jakieś książki do poczytania w domu.
Podeszłam do drzwi jego pokoju i miałam do nich pukać, ale usłyszałam zażartą kłótnię między nim, a resztą chłopaków. Przystawiłam ucho do drzwi i tym samym zaczęłam podsłuchiwać, o czym sobie rozmawiają.
– Jezu, ale wy jesteście wredni i nic nie kumaci! –  wrzasnął Chris takim głosem, że podskoczyłam ze strachu. –  Co wy ode mnie do cholery chcecie!
Wnioskuję, że musieli długo rozmawiać, bo chłopak naprawdę nie zachowywał się miło. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to nieładnie podsłuchiwać, ale nie dowiedzą się o tym, więc co mi szkodzi?
– Długo cię z nią nie było.
– Że, co proszę? –  odpowiedział im zirytowany.
– Jak było na randce z naszą nową współlokatorką?
Randce? Tak chyba one nie wyglądają, a może jednak? Sama nie wiem, czy chciałabym żeby to była randka.
– Jakiej randce do cholery? W głowach wam się poprzewracało czy w dupach? –  wrzasnął na nich.
– Powiedz mi blondasku — to mówił Carl tym swoim cynicznym i podłym głosikiem. Ten jego wredny uśmieszek też się pewnie pojawił na jego twarzy — podoba ci się Eveline?
O tyle, że znałam tę odpowiedź. Laluś sam mi powiedział, że mnie lubi, więc nie sądzę by powiedział o mnie coś złego. Nie okłamałby mnie.
– Jest ładna, miła, nawet da się ją tolerować, ale proszę cię — zaśmiał się Chris — nie przesadzaj. To tylko kolejna dziewczyna w całym naszym dziwnym, ale bardzo wygodnym życiu.
Nie wierzyłam w to, co słyszę. Co on mówił? Okłamał mnie?
– Czyli nic, a nic?
– Nic a nic.
Przytaknął, a w mojej głowie zaczęło odbijać się to jak echo. Echo, które trafiło wprost do serca. Dla niego byłam nikim, kimś na chwilę, jakąś panienką na pięć minut. Nikim. Momentalnie do moich oczu napłynęły łzy i postanowiłam stamtąd zniknąć.
– Ale wiesz panie Laluś, ona jedzie z nami do Niemiec — Carl dalej coś do niego mówił i choć nie chciałam tego słuchać jakaś część mojego serca nakazywała mi wiedzieć wszystko, tak na zaś. Na wszelki wypadek.
– Nie nazywaj mnie tak! –  warknął do niego wściekły. –  Po drugie wiesz, co postanowił Mark, nie możemy się z tym nie zgodzić — mówił mu — nie wiem, dlaczego tak bardzo was to interesuje — westchnął. –  Wybaczcie mi, ale na pewno już wszystko wiecie i możecie już iść.
– Zakochanie byłoby najgorszą rzeczą, jaką mógłbyś zrobić względem tej wariatki.
– Carl nie rozśmieszaj mnie, proszę cię.
Byłam głupia, że brałam jakoś pod uwagę cokolwiek między nami. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Ale znienawidziłam od pierwszego usłyszenia. Zamiast usłyszeć pierwszą piosenkę czegoś w przyszłości. Dobiegła mnie melodia ostatniej piosenki tej niespełnionej miłości. Nie czekając ani chwili dłużej wróciłam do swojego pokoju. Nie chciałam, aby mnie zobaczyli. Ich niewiedza będzie moim plusem. Kiedy znalazłam się w pokoju nie miałam już siły by podejść do łóżka, więc osunęłam się na ziemię opierając plecami o drzwi. Rozpłakałam się jak wtedy, gdy ostatni przyszli rodzice w moim życiu jednak zrezygnowali z adopcji. Choć to, co teraz usłyszałam bolało mnie jeszcze bardziej.
Nie sądziłam, że Chris będzie w stanie się tak zachować. To znaczyło jedno. Wszystko, co mówił i robił było jednym wielkim kłamstwem pisanym przez duże K. I niestety przez to wszystko Laluś znalazł sobie nowego wroga numer jeden. Jeszcze pożałuje wszystkiego, a najbardziej tych wszystkich swoich słów, jakie dziś wypowiedział na mój temat. Tak bardzo się pomylił, co do mojej osoby i ja mu to udowodnię. Będzie przepraszał mnie na kolanach za wszystkie krzywdy, obiecuję. Nie rozumiem jak można być takim cynicznym człowiekiem. Niby taki uśmiechnięty rozgadany koleś, który nie jest w stanie skrzywdzić nikogo. Z drugiej strony zagubiony i niewiedzący, czego chce od życia. Ta jasne. W ogóle teraz nie wierzę w nic, z czego mi się zwierzył. Chyba będę musiała mu pomóc by w końcu ściągnął tę maskę i zobaczył swoje prawdziwe odbicie w lustrze. „Idealna maska” — kłamliwa szuja. Tyle w tym temacie. Dla mnie nie ma czarno– białych obrazków, są tylko białe albo czarne. Niestety.
– Jeszcze mnie nie znasz i nie wiesz, jaka potrafię być upierdliwa — uśmiechnęłam się przez łzy. — Jeszcze nie wiesz, do czego mogę być zdolna. Słodka zemsta? O tak! Jaka trucizna? Najboleśniejsza! Zaboli cię tam gdzie powinno. Gdzie? Prosto w serce!
W nocy przez to wszystko nie mogłam spać przekręcałam się z boku na bok i zasnęłam dopiero o 6. Cały czas myślałam o tym, co powiedział blondyn. Przez to wszystko chciało mi się tylko wyć. Jego słowa były najgorszą prawdą, jaką kiedykolwiek od kogoś usłyszałam. Bolało mnie wnętrze, bo myślałam, że w jakiś sposób jestem ważna. Jedyna osoba, jaką darzyłam sympatią powiedziała, że ma mnie za nic i tak naprawdę: „jestem, bo jestem”. Skoro jestem, bo jestem, to nie rozumiem, dlaczego tak mi się zwierzał, kiedy byliśmy na spacerze... a ja głupia jeszcze chciałam mu pomóc.
Kłamał patrząc mi prosto w oczy.
Nigdy mu tego nie wybaczę.
Kiedy się obudziłam było już po 9. Poranna toaleta, która zajmowała mi zaledwie 15 minut, przy moim obecnym stanie zdrowia przedłużała się do nieskończoności. Wychodząc z pokoju nie słyszałam, aby ktokolwiek się tłukł u góry czy na parterze. Wyglądało na to, że zostawili mnie samą w domu. Bardzo dobrze się złożyło, bo będę mogła wcielić w życie mój nowy plan. Stojąc przed drzwiami do pokoju Chrisa, jeszcze się wahałam, ale kiedy przypomniałam sobie, co powiedział i jak mnie to zabolało zapomniałam o jakichkolwiek wątpliwościach.
Będąc już w środku podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Moim oczom ukazały się równo ułożone ciuchy kolorami. Złapałam za idealnie poskładane białe koszulki i narzuciłam sobie je na ramię, wyszłam z pokoju.
Powoli zeszłam ze schodów, na parter i skierowałam się do łazienki, w której stała pralka. Może moja zemsta jest bardzo dziecinna, ale będę czuła się usatysfakcjonowana tym, co zrobię. Do bębna pralki wrzuciłam koszulki, które zabrałam z jego pokoju i dorzuciłam jeszcze tam spodnie dżinsowe, które powinny zabarwić na odpowiedni kolor te śnieżno–białe zapewne jego ulubione ubrania.
– Żegnaj biały kolorze — zatriumfowałam, kiedy nastawiłam program. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Byłam dumna z mojego pomysłu. — Teraz najmodniejszy w modzie jest granatowy — zaśmiałam się.
Wychodząc z łazienki usłyszałam przekręcający się klucz w drzwiach. Do domu wszedł Chris. Był zdziwiony tym, że jestem na dole, choć w sumie to dziwne zachowanie z jego strony.
– Co robisz Eveline? — spytał.
– To chyba ja powinnam zapytać ciebie, co tutaj robisz? — odpowiedziałam pytaniem na pytanie. — Ja byłam nastawić sobie pranie. Gdybyś mógł mnie zawołać, gdy skończy się prać albo jeszcze lepiej rozwiesić, to byłabym wdzięczna.
– Źle się dziś czuję — wyjaśnił — a co do prania to nie ma problemu.
– Dziękuję — uśmiechnęłam się słodko. — Pójdę się położyć. Noga coraz mniej mnie boli, ale jednak powinnam ją oszczędzać. Pranie tak za 30 minut powinno być gotowe, bo nastawiłam szybszy program.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze z moim planem to za te już nie całe pół godziny blondyn wpadnie do mojego pokoju jak oszalały zwierz lub psychicznie chory człowiek. Zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam sobie odtwarzać muzyki by zagłuszyć to jak będzie na mnie wrzeszczał. Zaczęłam sobie śpiewać, żeby się uspokoić. To był dobry pomysł, aby mu się tak odpłacić i już.
Długo nie musiałam czekać na jego reakcję, mimo że śpiewałam to słyszałam jak woła do mnie za drzwi.
– Eveline! — krzyczał. — Otwórz te cholerne drzwi! — kopał w nie. — To wcale nie są twoje ubrania! Co ty zrobiłaś z moimi koszulkami! Do jasnej cholery, otwieraj! Wiem, że tam jesteś! — to jego nawoływanie było jak mówienie do próżni.
Śpiewałam.
– …ale moje sny nie są tak puste…
– Eveline, otwórz drzwi!
– …jak wydaję się moja jawa…
– Eveline!
– Moje godziny są samotne...
– Jasna cholera!
– Moja miłość jest zemstą, która nigdy nie jest wolna.

Nigdy nie będzie wolna, ponieważ zostałam uwięziona.

2 komentarze:

  1. Nie miałem pojęcia, że piszesz opowiadanie ;) Nie zostaje mi nic innego, jak tylko cofnąć się do pierwszego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, zdarzyło mi się napisać opowiadanie, które składa się z 4 tomów. Teraz je poprawiam i postanowiłam pokazać światu :D Tylko muszę jeszcze sformatować właściwie poprzednie rozdziały, aby ładnie się komponowały :D :)

      Usuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*