2016/06/30

Recenzja #129 - Roman Dziewoński „Irena Kwiatkowska i znani sprawcy”
W końcu jestem po sesji. Nie mogłam doczekać się tego dnia kiedy będę mogła odłożyć wszystkie notatki i zająć się czytaniem i prowadzeniem bloga. Czuję, że trochę go zaniedbałam, a jakby tego było mało gdzieś wyparowała moja karta ze zdjęciami i jestem trochę jak bez ręki, bo nie będę mogła pokazać dokładnie jak książka się prezentuje i jaka jest śliczna. Panią Irenę doskonale pamiętam i znam. To ulubiona aktorka mojej mamy. Ponadto to przecież znana wszystkim Kobieta Pracująca, która żadnej pracy się nie boi. Była wspaniałą, utalentowaną, kochaną i bardzo mądrą kobietom.

Autor: Roman Dziewoński
Tytuł: Irena Kwiatkowska i znani sprawcy
Seria: -
Wydawnictwo: Szelest
Strony: 375

Jeśli myślicie, że książka to tylko biografia o Irenie Kwiatkowskiej to niestety, ale muszę was rozczarować, ponieważ to zupełnie coś innego. To nie tylko biografia, która przybliża nam życiorys pani Ireny, ale i spora ilość informacji o jej twórczości. Autor w mistrzowski sposób napisał tę biografię, ponieważ przez to lekkie pióro książkę czyta się niezmiernie szybko. I choć jestem osobą, która nie mogła uczestniczyć w jakiś sposób w rozwoju kariery pani Ireny, to moi rodzice już mogą trochę bardziej się wypowiedzieć na ten temat. To właśnie dzięki nim wiem, w których serialach grała i co najważniejsze, chętnie je oglądałam. Mówię tutaj o kultowych serialach takich jak: „Czterdziestolatek”, „Wojna domowa” czy „Zmiennicy”. Każdy z nich ma swój indywidualny styl i widać w nich tak jak zostało to opisane w książce jaką kobietą była pani Kwiatkowska. Słynny cytat kobiety pracującej, chyba więcej nie muszę pisać?

Oprócz biografii, na której oparł się autor czytamy o wypowiedziach i tekstach artystki. Mamy odniesienie do wielu spraw, które były dla niej w życiu ważne. Nie miałam też większego problemu z odróżnieniem kiedy autor wtrąca swoje trzy grosze, a kiedy czytamy np. wypowiedzi autorki. Dzięki takim małym zabiegom wprowadzonym w książkę wydaje się ona bardziej atrakcyjna i ciekawsza. Podobało mi się, że jej kariera została ukazana z każdej możliwej strony, dzięki temu możemy zauważyć jak ta praca jest ciężka i nie takimi pięknymi różami została usłana. Wiele z tych informacji nie naruszały prywatności co jest wielkim plusem, ponieważ ostatnio kiedy czytałam podobną książkę biograficzną czułam się zniesmaczona. Autor pisząc sylwetkę tej przecudownej kobiety przemyślał wszystko i ułożył każdą informację tak by była to logiczna i spójna wypowiedź na ten temat.

„Irena Kwiatkowska i znani sprawcy” to bardzo dobra książka, która z pewnością spodoba się tym, którzy kochają polskie kino. Książka na pewno trafi w gusta osób, które są nieco starsze ode mnie bądź są w wieku moich rodziców. Jest to ciekawa lektura która jest jedną wielką inspiracją, która pokazuje, że wszystko w życiu jest możliwe jeśli bardzo się tego chce. I mimo że pani Ireny nie trzeba przedstawiać, to uwierzcie, że po przeczytaniu tej książki będziecie mocno zdziwieni tak jak ja.

P.S. Moja mama powiedziała, że mi ją zabiera i nie odda. Coś czuję, że lektura pochłonie ją do reszty :)

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Szelest!

2016/06/22

OUTCAST. TOM 1. ROZDZIAŁ 8



Kiedy wróciliśmy do domu, Chris wziął mnie na ręce i wniósł po schodach na piętro. Staliśmy przed pokojem w milczeniu, spoglądając sobie prosto w oczy. Postanowiłam mu podziękować z wspólnie spędzony wieczór, który okazał się bardzo miły. Chyba zacznę brać pod uwagę propozycję jego menadżera czy kim on tam był w sprawie wyjazdu. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił mój gest. To był jedyny moment, w którym mogłam dać mu buziaka w policzek. Tak też zrobiłam. Chyba bardzo go tym zdziwiłam.
– Dziękuję ci — wyszeptałam tym samym próbując nie patrząc w jego oczy, lecz Chris był szybszy i złapał mnie za podbródek i podniósł głowę do góry. –  Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, przepraszam.
– Nie przepraszaj — również wyszeptał — polecam się na przyszłość, pamiętaj — ucałował mój policzek. –  Śpij dobrze.
Poczułam jak na moich policzkach pojawia się rumieniec.
Nie czekając ani chwili otworzyłam drzwi i zostawiłam Chrisa samego na korytarzu. Nie mogłabym spędzić z nim kolejnej sekundy. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia i nic nie mogło tego zmienić. Jednak jestem świadoma tego, że ta miłość nigdy się nie zdarzy i muszę o niej w tej samej sekundzie zapomnieć. To, że byłam w nim zakochana i być może sama mu się podobałam nie dawało mi gwarancji, że tam gdzie pojedziemy on nie ma kogoś. Jeszcze się okaże, że ma narzeczoną i za trzy miesiące bierze ślub. Aby nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi myślami na temat prywatnego życia blondyna postanowiłam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy, więc stwierdziłam, że mimo późnej godziny pójdę się zapytać Christopha czy mają jakieś książki do poczytania w domu.
Podeszłam do drzwi jego pokoju i miałam do nich pukać, ale usłyszałam zażartą kłótnię między nim, a resztą chłopaków. Przystawiłam ucho do drzwi i tym samym zaczęłam podsłuchiwać, o czym sobie rozmawiają.
– Jezu, ale wy jesteście wredni i nic nie kumaci! –  wrzasnął Chris takim głosem, że podskoczyłam ze strachu. –  Co wy ode mnie do cholery chcecie!
Wnioskuję, że musieli długo rozmawiać, bo chłopak naprawdę nie zachowywał się miło. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to nieładnie podsłuchiwać, ale nie dowiedzą się o tym, więc co mi szkodzi?
– Długo cię z nią nie było.
– Że, co proszę? –  odpowiedział im zirytowany.
– Jak było na randce z naszą nową współlokatorką?
Randce? Tak chyba one nie wyglądają, a może jednak? Sama nie wiem, czy chciałabym żeby to była randka.
– Jakiej randce do cholery? W głowach wam się poprzewracało czy w dupach? –  wrzasnął na nich.
– Powiedz mi blondasku — to mówił Carl tym swoim cynicznym i podłym głosikiem. Ten jego wredny uśmieszek też się pewnie pojawił na jego twarzy — podoba ci się Eveline?
O tyle, że znałam tę odpowiedź. Laluś sam mi powiedział, że mnie lubi, więc nie sądzę by powiedział o mnie coś złego. Nie okłamałby mnie.
– Jest ładna, miła, nawet da się ją tolerować, ale proszę cię — zaśmiał się Chris — nie przesadzaj. To tylko kolejna dziewczyna w całym naszym dziwnym, ale bardzo wygodnym życiu.
Nie wierzyłam w to, co słyszę. Co on mówił? Okłamał mnie?
– Czyli nic, a nic?
– Nic a nic.
Przytaknął, a w mojej głowie zaczęło odbijać się to jak echo. Echo, które trafiło wprost do serca. Dla niego byłam nikim, kimś na chwilę, jakąś panienką na pięć minut. Nikim. Momentalnie do moich oczu napłynęły łzy i postanowiłam stamtąd zniknąć.
– Ale wiesz panie Laluś, ona jedzie z nami do Niemiec — Carl dalej coś do niego mówił i choć nie chciałam tego słuchać jakaś część mojego serca nakazywała mi wiedzieć wszystko, tak na zaś. Na wszelki wypadek.
– Nie nazywaj mnie tak! –  warknął do niego wściekły. –  Po drugie wiesz, co postanowił Mark, nie możemy się z tym nie zgodzić — mówił mu — nie wiem, dlaczego tak bardzo was to interesuje — westchnął. –  Wybaczcie mi, ale na pewno już wszystko wiecie i możecie już iść.
– Zakochanie byłoby najgorszą rzeczą, jaką mógłbyś zrobić względem tej wariatki.
– Carl nie rozśmieszaj mnie, proszę cię.
Byłam głupia, że brałam jakoś pod uwagę cokolwiek między nami. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Ale znienawidziłam od pierwszego usłyszenia. Zamiast usłyszeć pierwszą piosenkę czegoś w przyszłości. Dobiegła mnie melodia ostatniej piosenki tej niespełnionej miłości. Nie czekając ani chwili dłużej wróciłam do swojego pokoju. Nie chciałam, aby mnie zobaczyli. Ich niewiedza będzie moim plusem. Kiedy znalazłam się w pokoju nie miałam już siły by podejść do łóżka, więc osunęłam się na ziemię opierając plecami o drzwi. Rozpłakałam się jak wtedy, gdy ostatni przyszli rodzice w moim życiu jednak zrezygnowali z adopcji. Choć to, co teraz usłyszałam bolało mnie jeszcze bardziej.
Nie sądziłam, że Chris będzie w stanie się tak zachować. To znaczyło jedno. Wszystko, co mówił i robił było jednym wielkim kłamstwem pisanym przez duże K. I niestety przez to wszystko Laluś znalazł sobie nowego wroga numer jeden. Jeszcze pożałuje wszystkiego, a najbardziej tych wszystkich swoich słów, jakie dziś wypowiedział na mój temat. Tak bardzo się pomylił, co do mojej osoby i ja mu to udowodnię. Będzie przepraszał mnie na kolanach za wszystkie krzywdy, obiecuję. Nie rozumiem jak można być takim cynicznym człowiekiem. Niby taki uśmiechnięty rozgadany koleś, który nie jest w stanie skrzywdzić nikogo. Z drugiej strony zagubiony i niewiedzący, czego chce od życia. Ta jasne. W ogóle teraz nie wierzę w nic, z czego mi się zwierzył. Chyba będę musiała mu pomóc by w końcu ściągnął tę maskę i zobaczył swoje prawdziwe odbicie w lustrze. „Idealna maska” — kłamliwa szuja. Tyle w tym temacie. Dla mnie nie ma czarno– białych obrazków, są tylko białe albo czarne. Niestety.
– Jeszcze mnie nie znasz i nie wiesz, jaka potrafię być upierdliwa — uśmiechnęłam się przez łzy. — Jeszcze nie wiesz, do czego mogę być zdolna. Słodka zemsta? O tak! Jaka trucizna? Najboleśniejsza! Zaboli cię tam gdzie powinno. Gdzie? Prosto w serce!
W nocy przez to wszystko nie mogłam spać przekręcałam się z boku na bok i zasnęłam dopiero o 6. Cały czas myślałam o tym, co powiedział blondyn. Przez to wszystko chciało mi się tylko wyć. Jego słowa były najgorszą prawdą, jaką kiedykolwiek od kogoś usłyszałam. Bolało mnie wnętrze, bo myślałam, że w jakiś sposób jestem ważna. Jedyna osoba, jaką darzyłam sympatią powiedziała, że ma mnie za nic i tak naprawdę: „jestem, bo jestem”. Skoro jestem, bo jestem, to nie rozumiem, dlaczego tak mi się zwierzał, kiedy byliśmy na spacerze... a ja głupia jeszcze chciałam mu pomóc.
Kłamał patrząc mi prosto w oczy.
Nigdy mu tego nie wybaczę.
Kiedy się obudziłam było już po 9. Poranna toaleta, która zajmowała mi zaledwie 15 minut, przy moim obecnym stanie zdrowia przedłużała się do nieskończoności. Wychodząc z pokoju nie słyszałam, aby ktokolwiek się tłukł u góry czy na parterze. Wyglądało na to, że zostawili mnie samą w domu. Bardzo dobrze się złożyło, bo będę mogła wcielić w życie mój nowy plan. Stojąc przed drzwiami do pokoju Chrisa, jeszcze się wahałam, ale kiedy przypomniałam sobie, co powiedział i jak mnie to zabolało zapomniałam o jakichkolwiek wątpliwościach.
Będąc już w środku podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Moim oczom ukazały się równo ułożone ciuchy kolorami. Złapałam za idealnie poskładane białe koszulki i narzuciłam sobie je na ramię, wyszłam z pokoju.
Powoli zeszłam ze schodów, na parter i skierowałam się do łazienki, w której stała pralka. Może moja zemsta jest bardzo dziecinna, ale będę czuła się usatysfakcjonowana tym, co zrobię. Do bębna pralki wrzuciłam koszulki, które zabrałam z jego pokoju i dorzuciłam jeszcze tam spodnie dżinsowe, które powinny zabarwić na odpowiedni kolor te śnieżno–białe zapewne jego ulubione ubrania.
– Żegnaj biały kolorze — zatriumfowałam, kiedy nastawiłam program. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Byłam dumna z mojego pomysłu. — Teraz najmodniejszy w modzie jest granatowy — zaśmiałam się.
Wychodząc z łazienki usłyszałam przekręcający się klucz w drzwiach. Do domu wszedł Chris. Był zdziwiony tym, że jestem na dole, choć w sumie to dziwne zachowanie z jego strony.
– Co robisz Eveline? — spytał.
– To chyba ja powinnam zapytać ciebie, co tutaj robisz? — odpowiedziałam pytaniem na pytanie. — Ja byłam nastawić sobie pranie. Gdybyś mógł mnie zawołać, gdy skończy się prać albo jeszcze lepiej rozwiesić, to byłabym wdzięczna.
– Źle się dziś czuję — wyjaśnił — a co do prania to nie ma problemu.
– Dziękuję — uśmiechnęłam się słodko. — Pójdę się położyć. Noga coraz mniej mnie boli, ale jednak powinnam ją oszczędzać. Pranie tak za 30 minut powinno być gotowe, bo nastawiłam szybszy program.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze z moim planem to za te już nie całe pół godziny blondyn wpadnie do mojego pokoju jak oszalały zwierz lub psychicznie chory człowiek. Zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam sobie odtwarzać muzyki by zagłuszyć to jak będzie na mnie wrzeszczał. Zaczęłam sobie śpiewać, żeby się uspokoić. To był dobry pomysł, aby mu się tak odpłacić i już.
Długo nie musiałam czekać na jego reakcję, mimo że śpiewałam to słyszałam jak woła do mnie za drzwi.
– Eveline! — krzyczał. — Otwórz te cholerne drzwi! — kopał w nie. — To wcale nie są twoje ubrania! Co ty zrobiłaś z moimi koszulkami! Do jasnej cholery, otwieraj! Wiem, że tam jesteś! — to jego nawoływanie było jak mówienie do próżni.
Śpiewałam.
– …ale moje sny nie są tak puste…
– Eveline, otwórz drzwi!
– …jak wydaję się moja jawa…
– Eveline!
– Moje godziny są samotne...
– Jasna cholera!
– Moja miłość jest zemstą, która nigdy nie jest wolna.

Nigdy nie będzie wolna, ponieważ zostałam uwięziona.
Recenzja #128 - Lauren Oliver „Panika”
Moja sesja trwa, ale już w czwartek do Was wracam i obiecuję, że recenzje będą pojawiać się częściej. W wakacje planuję przeczytać wiele książek, a „Panika” autorstwa Lauren Oliver zamknęła moje wyzwanie - Przeczytam 52 książki w 2016 roku. Muszę przyznać, że obawiałam się tej książki, ponieważ moje wcześniejsze spotkanie z autorką nie zakończyło się zbyt optymistycznie, jednak „Panika” bardzo mnie zaskoczyła i dalej nie mogę się nacieszyć, jak fabuła książki jest oryginalna. Czym jest panika i co ze sobą niesie? Najważniejsze: jakie sytuacje sprawiają, że ten stan może być niebezpieczny?

Autor: Lauren Oliver
Tytuł: Panika
Cykl: -
Wydawnictwo: Otwarte
Strony: 360

Panika to nic innego tylko gra, w którą grają uczniowie liceum, szkoły do której uczęszcza Heather. Mimo jej wcześniejszych zapewnień, że nie chce brać udziału w tym całym przedsięwzięciu, w końcu i tak znajduje się w tym kręgu kibicując swojej przyjaciółce. Na domiar złego spotyka tam swojego byłego chłopaka z obecną dziewczyną, co skutkuje tym, że dziewczyna w przypływie emocji decyduje się wziąć udział w grze. I mogłoby się wydawać, że samo wystartowanie w grze to istny napływ negatywnych emocji, ale niestety nie. To z pojawieniem się pierwszych zadań pojawia się przypływ paniki, którą trzeba od siebie odsunąć, przejść przez granicę własnej wytrzymałości i wygrać, by nie stracić tego o co się walczy. Jednak, jak wiadomo zwycięzca może być tylko jeden i każdy zrobi dosłownie wszystko by wygrać, w końcu to gra. A dla każdego z uczestników to szansa na zmianę życia na lepsze.

Po złej przygodzie z trylogią Delirium byłam mieszanie nastawiona do tej książki. Recenzje i opinie innych czytelników sprawiły jednak, że dałam szansę nowej powieści Lauren. Powieść okazała się strzałem w dziesiątkę albo i jeszcze lepiej, bo nie czytałam jej kilka dni, ale kilka godzin. Rzadko kiedy udaje mi się, że tak się wyrażę zjadać książki, więc zaliczam tę lekturę do moich ulubionych. Akcja nie była nudna, była dobrze wyważona i ciężko było się oderwać od czytania. Fabuła przemyślana i dobrze dopracowana. Kreacje bohaterów spójne i zaskakujące. Pomysł na taką powieść bardzo oryginalny, w którym to nastolatkowie naginają i walczą z własnymi słabościami. Po prostu dla mnie bomba! A dodając do tego jeszcze fakt, że sama mogłabym wystartować w takim konkursie tylko bardziej rozbudził moje wyobrażenie o tej powieści. Dosłownie.

Jeśli ktoś obawia się, że książkę czyta się ciężko muszę wyprowadzić was z tego błędu. Została ona napisana lekkim językiem, a pióro Lauren od czasu trylogii Delirium bardzo się poprawiło. Do tego ten wachlarz emocji, że tak naprawdę do końca nie wie się co w nas uderzy. Nie widziałam jakiś dużych wad w tej książce. Szczerze mogę ją polecić i stwierdzam, że przeczytałabym coś podobnego, ponieważ dobrze bawiłam się w tej grze. Wciągająca, ale i pouczająca, a rzadko kiedy na pierwszy rzut oka widać takie cechy i przesłanie z niej bijące.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję księgarni TaniaKsiazka.pl

2016/06/15

Recenzja #127 - Alyson Noel „Niezrównani”
Książka zainteresowała mnie dzięki swojej okładce. Czułam w kościach, że to musi być dobra książka i... nie pomyliłam się. Pochłonęła mnie do reszty i nie mogłam się od niej oderwać. Dodam coś jeszcze. Wprost nie mogę doczekać się kontynuacji tej serii. Jestem ciekawa co będzie dalej. Autorka pozostawiła mnie w najgorszym z możliwych scenariuszy, ponieważ mam tyle pytań, a nie mogę poznać odpowiedzi! Niewybaczalne.

Autor: Alyson Noel
Tytuł: Niezrównani
Seria: Beautiful Idols (tom 1)
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Strony: 334

Czy sława może być na wyciągnięcie ręki? Hm... zależy jak kto na to patrzy. Jedno jest pewne o niej marzy na pewno wiele osób. Sunset Boulevard najlepiej ogląda się w ciemnych okularach. Jeśli jakimś cudem uda nam się dostać na listę VIP-ów to nie wszystko. Przed nami otwierają się bowiem drzwi do innego świata w Los Angeles. Wszyscy młodzi ludzie o tym marzą, a oni sami są stylowi i bogaci. Tym co może być niepokojące to, to, że już możesz nigdy się z niego nie wyrwać. Tak mniej więcej brzmi pierwsza część opisu, która została dodana na tył okładki. Zaintrygowani? Autorka Alyson Noel zdziwiła mnie swoim pomysłem na historię. Znalazłam w tej książce inne schematy, jak również to, że mogłam wraz z każdym rozdziałem słuchać jednej wybranej piosenki, która służyła za tytuł! To była niesamowita zabawa połączona z czytaniem.

Bohaterami tej książki są trzy postacie: Layla - blogerka pisząca o celebrytach. Tommy - chłopak z dwoma marzeniami: chęć grania w zespole i odnalezienie ojca oraz Aster, która pragnie być sławną. Na pozór trzy różne charaktery i osobowości, ale łączy je jeszcze więcej. To właśnie te wszystkie różne pragnienia, marzenia, chęć odnalezienia i zetknięcia się z rozczarowaniem powoduje, że ich świat łączy się ze sobą. Do tego wszystkiego należy dodać, że weszli oni do kręgu wybrańców i trafili na listę VIP w Los Angeles. Wszystko dzięki niejakiej Madison Brooks, która jest gwiazdką Hollywood. Co się działo w życiu bohaterów oraz ile musieli poświęcić by wejść na szczyt i doświadczyć tego o czym marzą i pragną?

Muszę przyznać, że „Niezrównani” mimo że to pierwsza część tej trylogii to bardzo silna pozycja i warta uwagi. Mam wielką nadzieję na to, że nie rozczaruję się kolejnymi tomami. Zwłaszcza, że to już nie chodzi tylko o fabułę, ale o fakt, że autorka skupiła się na tym by pokazać swoim czytelnikom prawdziwych bohaterów z krwi i kości. Dodała trochę niepewności, ale i zaskoczenia do tego wszystkiego co się działo na kartkach tego tomu. Dzięki temu, że książka napisana jest lekkim piórem, czyta się ją szybko i nie zauważa się tego, że niedługo dochodzimy do końca. Ja książkę czytałam na jednym z wykładów w piątek. Wykład trwał niecałe dwie godziny, a ja byłam już po połowie książki. Rozdziały same się czytały. Plus tak jak wspomniałam - tytuły rozdziałów to nic innego jak teksty piosenek.

Z niecierpliwością czekam na kontynuację tej trylogii. Ta seria ma potencjał i ja pokładam całą swoją nadzieję, że okaże się jeszcze lepsza w kolejnym tomie. Końcówka prosta, nieskomplikowana pokazująca obraz tego co będzie dalej. Ale niekiedy jest tak, że coś tak bardzo przewidującego staje się nieprzewidywalne i na początku kolejnego tomu wszystko obraca się o 180 stopni. Książkę polecam każdemu, kto szuka książek lekkich i na kilka wieczorów by odetchnąć. Wydaje mi się, że  „Niezrównani” autorstwa Alyson Noel jest idealną propozycją na letni wieczorny odpoczynek. 

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

2016/06/11

Recenzja #126 - Naomi Moriyama, William Doyle „Japonki nie tyją i się nie starzeją”
Lubię czytać takie książki, które są lekkie, przyjemne i miło spędza się przy nich sobotnie popołudnie. Książka „Japonki nie tyją i się nie starzeją” jest właśnie taką pozycją i mimo że autorka zaznacza iż jest to poradnik to podkreśla również, że nie chce nikomu nic nakazywać. Uważa, że japońska kuchnia wpływa na zdrowie, a gdy raz się jej spróbuje to można się w niej zakochać. Szczerze przyznam, że nigdy jeszcze nie próbowałam tej kuchni, ale po przeczytaniu tego poradnika nie dość, że moja wiedza podniosła się na temat tej dziedziny, to dodam jeszcze, że spróbowałam coś sama zrobić dzięki prostym przepisom, które są zamieszczone w książce.

Autor: Naomi Moriyama, William Doyle
Tytuł: Japonki nie tyją i się nie starzeją
Cykl: -
Wydawnictwo: MUZA SA
Strony: 286

Nie zaliczyłabym tej książki jako typowy poradnik, których jest bardzo wiele na polskim rynku i możemy znaleźć dosłownie książkę na każdy temat. Autorka, która jest narratorem w „Japonki nie tyją i się nie starzeją” bardzo lekko opisuje swoje życie, wspominając dzieciństwo,  podkreśla jak ważne jest zdrowe odżywianie i w bardzo prosty sposób podkreśla to jaki na świecie jest problem z otyłością. Gdzie przy tym zestawieniu Japonia wypada najlepiej na świecie. Praktycznie można stwierdzić, że kraj ten nie wie co to otyłość, w porównaniu np. z USA. Według autorki i sama się z tym zgadzam powodem tak niskiego procentu otyłości jest ich japońska kuchnia, która opiera się nie tyle o produkty, ale o wielkość porcji i jedzenie o jak najbardziej stałych porach dnia.

Jeśli ktoś jest fanem japońskiej kuchni na pewno wskazówki go nie zaskoczą, ale np. nowe przepisy czy rady mogą być przydatne. Z kolei dla osób ciekawych myślę, że wiele informacji może być ciekawych i zaskakujących - tak jak dla mnie. Jestem mile zaskoczona tą pozycją i bardzo mi się podobała. Myślę, że główny zamiar autorki by zainteresować innych tą częścią świata udał się jej. Ponieważ jestem zainspirowana i nie zamierzam poprzestać, a raczej mam zamiar zgłębić moją wiedzę i dowiedzieć się więcej. Kuchnia japońska opiera się głównie na rybach, warzywach, ryżu, soi, herbacie czy owocom. Książka bogata jest w wiele przepisów i zapewniam was wiele przypraw czy składników, które wykorzystuje się w tej kuchni są świetne i nie smakują źle. Sama kiedyś się obawiałam, ale jak to moja mama powiedziała: „pierwsze koty za płoty”.

Oprócz świetnego wykładu na temat sytuacji w Japonii książka zwraca również uwagę na to, że to my sami decydujemy o naszym zdrowiu i to od nas zależy co zjemy na drugie śniadanie: hamburgera z maka czy może sałatkę albo owoc. I tu nie chodzi o to, żeby przerzucać się na tę kuchnię jeśli chcemy zmienić nawyki żywieniowe, tylko o to by czasem zwracać większą uwagę na to i w miarę możliwości zmieniać złe nawyki. To na pewno nam nie zaszkodzi, a niekiedy może bardzo pomóc.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję księgarni TaniaKsiążka.pl

2016/06/05

Recenzja #125 - Jessica Park „To skomplikowane. Julie”
Najgorsze w tej recenzji jest to, że nie mogę powiedzieć za dużo. Muszę pilnować się z tym co chcę zdradzić. Wszystko co zostało opisane w tej książce osobiście dla mnie jest bardzo delikatne i prowadzi do epickiego zakończenia. Szok. Bardzo mi się podobało, jestem zachwycona, że opis jedno, a moje uczucia drugie. Moja ocena tej książki jest wysoka. I mam szczerą nadzieję, że gadanie trochę na około Wam się spodoba i zainteresujecie się „To skomplikowane. Julie” autorstwa Jessici Park.

Autor: Jessica Park
Tytuł: To skomplikowane. Julie
Cykl: -
Wydawnictwo: OMG Books
Strony: 315

Główną bohaterką jest Julie, która przyjeżdża do Bostonu by rozpocząć studia. Niestety jej pierwsze godziny w mieście nie są szczęśliwe. Dziewczyna nieoczekiwanie zostaje bez dachu nad głową, a co za tym idzie jej próba usamodzielnienia się nie powodzi się tak jakby tego chciała. Na szczęście jej mama ma plan awaryjny i z pomocą Julie przychodzi przyjaciółka jej matki ze studiów. Dzięki temu dziewczyna ma i dach nad głową, ale i... no właśnie, co? Julie zauważa, że rodzina Watkinsów ma jakiś problem, a sami go zbagatelizowali i postanowili żyć jakby się nic nie stało. Przecież sama bohaterka zostaje tam tylko do czasu, gdy nie znajdzie sobie jakiegoś lokum.

Jednak ten problem, o którym wspomniałam nie jest problemem. Rodzina Watkinsów skrywa więcej tajemnic niż mogłoby się wydawać. Kłamstwa są tutaj dopracowane do perfekcji, a Jessica Park przemyślała całą fabułę książki. Czytając niby nic, a jednak na końcu moje emocje. Nie potrafię tego opisać, bo musiałabym powiedzieć co mnie tak poruszyło. Nie chce tego robić jednak, bo wiem, że popsułabym wszystko tym, którzy mają w planach tę powieść. Samo przedstawienie głównej bohaterki jako trochę niezdecydowanej i niedojrzałej bardzo mi się podoba. Jej początkowe oraz późniejsze naiwne zachowanie mi nie przeszkadza. Na swój sposób charakterem podbudowała całą fabułę tej książki. Myślę, że bez tego nie byłoby takiego klimatu jaki zaserwowała nam autorka. A co do wątku miłosnego jest on niezmiernie ciekawy i jakoś nie miałam żadnych obaw, jeśli o niego chodzi. Po raz pierwszy czytało mi się to wszystko z wielką przyjemnością.

Od strony technicznej Jessica Park napisała książkę lekkim i bardzo wciągającym stylem. Podkreślić należy, że potrafi bawić się emocjami czytelników, tańczyłam jak mi zagrała. Dopełnieniem tego wszystkiego jest śliczna okładka, oczy tej dziewczyny są tak przepiękne, że nic tylko brać i czytać. Żałuję, że nie mogę więcej nic powiedzieć. Niestety nie chce niszczyć nikomu tego odkrywania co jest takiego niezwykłego i fajnego w tym co napisała autorka. Wszystkich, których znam i czytali tę książkę są ze mną zgodni. Zakończenie, a raczej końcówka to miazga i cieszę się, że to wszystko miało takie zakończenie, a nie inne. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Znak Literanova!

2016/06/04

Recenzja #124 - Mia Sheridan „Stinger. Żądło namiętności”
Moje kolejne spotkanie z Mią Sheridan uważam za udane. Choć powiem szczerze, że tej książki się trochę obawiałam. Zastanawiałam się jak bardzo będzie wpasowywał się w erotyk, ale na szczęście książka została w taki sposób, że wszystko ładnie się ze sobą łączy. Nic nie jest przesadzone i można naprawdę zatracić się w tej lekturze. Jeśli czytaliście inne powieści tej autorki musicie się przygotować na to, że przygotowała ona zupełnie coś innego, trochę bardziej dorosłego?

Autor: Mia Sheridan
Tytuł: Stinger. Żądło namiętności
Cykl: Stinger (tom 1)
Wydawnictwo: Septem
Strony: 404

Książka podzielona jest na narrację dwuosobową. Poznajemy zarówno świat Carsona, jak i Grace. To teraz bardzo częsty zabieg wykorzystywany przez wielu autorów. Niekiedy ubogacający całą powieść, a czasem po prostu jest to niepotrzebna zapchaj dziura. Bohaterów poznajemy z dniem kiedy pojawiają się oni w Las Vegas. Grace Hamilton jest studentką prawa i melduje się w jednym z hoteli by uczestniczyć w wykładach z okazji Międzynarodowego Zjazdu Studentów Prawa. Z kolei Clarson Stinger pojawia się w tym samym miejscu, ponieważ ma uczestniczyć w zjeździe fanów porno. Przypadek? Zdecydowanie. To właśnie podczas tych dwóch różnych konferencji bohaterowie wpadają na siebie i tak od tego przypadkowego spotkania rodzi się między nimi GORĄCY romans. Tak, tego nie można zarzucić autorce, że potrafi budować napięcie i te wszystkie emocje, które się w tobie gotują są jak wulkan. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchną. To wielka niewiadoma, ale za to właśnie cenię jej twórczość.

Jeśli jednak myślicie, że to wszystko co opisałam to niestety, ale muszę was rozczarować, ponieważ ta książka to nie tylko namiętne sceny seksu, czułych słówek. To też zbudowanie silnych charakternych bohaterów, którzy doskonale wiedzą czego chcą. Sceny opisane z wyczuciem i delikatnością. Czytasz książkę i w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że jesteś już poza połową. Robi ci się przykro, bo niedługo koniec, ale z drugiej strony czujesz taki niedosyt, że zapominasz o tym i czytasz dalej. Na końcu zaś dziwisz się dlaczego już koniec. W niektórych scenach czułam takie rumieńce i zapierałam dech, że czułam się jakbym jechała rollercosterem skrajnych uczuć. Brawo Sheridan!

Uwielbiam męskie postacie stworzone przez autorkę. Widać, że tworząc zarówno silnego zdecydowanego mężczyznę, nie zapomniała o tym by pokazać jego wyobrażenie na temat kobiet. W pewnym seansie jakąś jego wrażliwość, co sprawia, że jest on bardziej tajemniczy i pociągający. Z kolei Grace była też bardzo ciekawa, pokazała jej przemianę i to, że czasem warto coś zmienić. Urocza i kto by powiedział, że potrafi być jak kocica.

Podsumowując  „Stinger. Żądło namiętności” to książka warta uwagi. Z pewnością przyciągnie i nie pozwoli na długo o sobie zapomnieć. Autorka już od pierwszych stron zbudowała takie napięcie akcji, że nie można przejść obok tej książki obojętnie. Nie mogę się doczekać kolejnych książek tej autorki, a gdy tylko pojawi się kontynuacja „Stinger. Żądło namiętności”, to będzie ona pierwszą książką w kolejce do przeczytania.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Septem!

Podsumowanie miesiąca | maj 2016
Przyszedł maj! Maj(ka). Czy maj należał do udanych? Muszę stwierdzić, że tak. Mimo że przeczytałam tylko sześć książek, to były one bardzo ciekawe i wywołały u mnie łzy. Kiedyś na pewno do niektórych wrócę. Dobre historie warto przeżywać kilkakrotnie czyż nie? A jak u was z czytaniem w maju? Co czytaliście i co moglibyście mi polecić?

  • Estelle Maskame, Czy wspominałem, że cię potrzebuję?, Wydawnictwo Feeria; RECENZJA
  • Jennifer Donnelly, Saga ognia i wody. Wielki błękit, Wydawnictwo Zielona Sowa; RECENZJA
  • Kiera Cass, Syrena, Wydawnictwo Jaguar; RECENZJA
  • Kiera Cass, Korona, Wydawnictwo Jaguar; RECENZJA
  • Mia Sheridan, Calder. Narodziny odwagi, Wydawnictwo Septem; RECENZJA
  • Gregory David Roberts, Shantaram, Wydawnictwo Marginesy; RECENZJA

Za możliwość zrecenzowania niektórych książek bardzo serdecznie dziękuję: