2016/03/30

Recenzja #112 - Ernest Cline „Armada”
„Armada” to inna książka. Książka z gatunku SF, która bogata jest w każdą najmniejszą cząstkę tego świata. Mamy tutaj nawiązanie do powieści, filmów, gier, które nawiązują do walki ze złem, która zagraża życiu na Ziemi lub kosmosie. Wszyscy fani tego gatunku, powinni zostać usatysfakcjonowani. Mnie osobiście bardzo się ta książka spodobała. Może dlatego, że po obejrzeniu wszystkich części „Gwiezdnych wojen” wciąż było mi mało? Z pewnością. Książka jest świetna, a ja uwielbiam grać w gry komputerowe. Może nie jestem jakąś maniaczką, ale w dobrą grę, by wziąć udział w przygodzie to zawsze jestem chętna. Jak myślicie czy główny bohater poradził sobie ze wszystkim co zostało przed nim postawione?

Autor: Ernest Cline
Tytuł: Armada
Cykl: -
Wydawnictwo: Feeria
Strony: 442

Głównym bohaterem powieści jest Zack, który jest fanem gry „Armada”, ale i nie tylko. Ten osiemnastoletni chłopak to także miłośnik fantastyki i mimo wcześniejszej niechęci bardzo chce poznać swojego nieżyjącego ojca, który był fanem tego wszystkiego czym zajmuje się Zack. Ojciec jest dla niego tak jakby tajemnicą, ponieważ zginął w wypadku mając 19 lat. Według niektórych ojciec chłopaka był szalony, bo doszukiwał się on wielkich spisków, który łączył twórców gier z rządem. Zack zaintrygowany wszystkim tym co udało się ustalić jego ojcu postanawia sprawdzić ile prawdy w tym co zostało przez niego zapisane. A kiedy dostrzega na niebie statek kosmiczny, który pochodzi z „Armady”. Tym bardziej zaczyna rozmyślać o wszystkim, a to co odkryje będzie tylko ułamkiem tego, co go zaskoczyło. Czy Zack postradał zmysły? Czy potrafi odróżnić fikcję od rzeczywistości? Co odkrył i jak bardzo zmieniło to jego życie?

To moje pierwsze spotkanie z autorem Ernestem Clinem i mam przeczucie, że nie ostatnie. Myślę, że poszukam jeszcze innych książek tego autora w najbliższym czasie. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak Ernest Cline poradził sobie z fabułą „Armady”. Widać, że sam jest zafascynowany science-fiction. Wszystkie odwołania do filmów, seriali, gier czy książek, to naprawdę piękne. Aż miło się czyta, kiedy ma się wrażenie, że ktoś odwalił kawał dobrej roboty. Oprócz dobrze skrojonej powieści ta książka to skarbnica wiedzy na temat sci-fi. Osoby, które uwielbiają takie klimaty na pewno będą czuli się jak ryby w wodzie, co do osób, które nie mają o tym bladego pojęcia, może być różnie. Ponieważ albo pokochacie albo nie. Dla mnie to coś wspaniałego, a główny bohater skradł moje małe serce.

Wielkim atutem książki jest tutaj wykreowanie bohaterów i fabuły. Pierwszy raz spotkałam się z takim zabiegiem literackim. Gra, która została przełożona na rzeczywistość. Kto jak nie geeki są w stanie uratować świat. Świat przedstawiony w książce jest bardzo rzeczywisty. Nie jest to coś oderwane od naszego świata. Powiem szczerze, kto wie może nawet prawdopodobne? „Armada” to książka, która nadaje się by ją zekranizować. Książka młodzieżowa, odwołująca się do klasyków kina „Gwiezdnych wojen”, „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” czy „Żołnierze kosmosu”. I pomyśleć, że tydzień przed rozpoczęciem mojej przygody z „Armadą”na zajęciach z Metodologi Badań Literatury miałam właśnie o tym gatunku zajęcia.

Nie mogę powiedzieć, że jest o łatwa lektura, ponieważ te wszystkie informacje są bardzo ważne. Co jest niezmiernie ważne jeszcze w tej książce to to, że mimo rozmyślań bohatera, sami mimowolnie analizujemy te wszystkie wydarzenia. Po części stając się kolejnym geekiem w tej całej tajemnicy. Polecam tę książkę ze względu na przedstawiony w niej świat. Jest to ciekawa lektura, która zabiera nas naprawdę w inny świat. Dla mnie osobiście - dziewczynie, która ma na co dzień styczność z literaturą - takie studia. Było to niezapomniane przeżycie i przeanalizowanie treści literackiej pod tym kątem. Książka trafi do gustu fanom sci-fi, gier komputerowych.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Księgarni PanTomasz.pl

Razem z Księgarnią mam dla Was niespodziankę w postaci rabatu 10% na zakupy! Polecam i zachęcam!
http://pantomasz.pl/armada-cline-ernest,p332700,c

2016/03/27

[PRZEDPREMIEROWO] Recenzja #111 - Mia Sheridan „Bez słów”
Nie wiem od czego mam zacząć. Każde słowa, którymi mogłabym zacząć tę recenzję wydają mi się nieodpowiednie. Ta książka, to wulkan emocji, ludzkich pragnień. To szczera historia o tym, że prawdziwa miłość może pojawić się zawsze, w najbardziej zaskakujących i najtrudniejszych zakrętach życiowych. Zarówno Bree jak i Archer wypełnili pustkę, która w nich była. Naprawili skrawki rozdartych wczorajszych dni własnego życia. A pomogło im w tym zrozumienie, troska i miłość. W skrócie brak mi słów, jeśli chodzi o tę powieść. Płakałam, przeklinałam w niektórych momentach. Po prostu tak się nie robi. Już dawno nie czułam tylu emocji. „Bez słów” autorstwa Mii Sheridan to książka warta uwagi pod każdym, dosłownie każdym kątem.

Autor: Mia Sheridan
Tytuł: Bez słów
Seria: -
Wydawnictwo: Otwarte
Strony: 384
Premiera: 30 marca 2016


Zaczytałam się w tej opowieści bez pamięci. Nie wątpię w to, że jeszcze do niej wrócę i jestem pewna, że polecę ją każdej mojej koleżance. Zwłaszcza tym, które uwielbiają takie historie. TOP 5 roku 2016? Możliwe, wszystko przede mną. Głównymi bohaterami powieści są Archer i Bree. Każde z nich przeszło bardzo wiele w swoim życiu i chcą na swój sposób uciec od przeszłości. W przypadku Bree Prescott jest to przyjazd do małego miasteczka, w którym ma nadzieje odnaleźć ciszę i spokój, której bardzo potrzebuje. Z kolei Archer to chłopak, który po wypadku odciął się od świata i ludzi. Żyje w samotności, któremu przyklejono etykietkę pustelnika. Pewnego dnia los krzyżuje ich życia ze sobą i spotykają się. Bree jest wyraźnie zainteresowana mężczyzną, który jak jej się wydaje, nie zwrócił na nią uwagi. Gdy dowiaduje się, że Archer nie mówi, chce za wszelką cenę mu pomóc, co z kolei nie podoba się przystojnemu i zamkniętemu w sobie chłopakowi. Co spotkało Bree, a co Archera? Czy dziewczyna zdoła się przedrzeć przez wszystkie warstwy i nauczy go ponownie cieszyć się życiem? Co z ich uczuciem i czy ma ono jakiekolwiek szanse na to by przetrwać? Niestety to tylko ułamek pytań, na które ja znam odpowiedź, ale nie mogę wam o nich opowiedzieć, bo zepsułabym wszystko.

Bohaterowie. Wykreowanie Bree nie było dla mnie czymś zaskakującym, z kolei Archer, to postać literacka, która nie była mi dotąd znana w ogóle. Jego wszystkie uczucia, które były ukryte jak w skrzyni zamkniętej na kłódkę, a klucz wyrzucono. Nieświadomość, a zarazem jego strach przed światem wydały mi się seksownymi i intrygującymi cechami. Ból, szczerość, ale i lęk skradły moje serce, zdecydowanie mogłabym się znaleźć na miejscu głównej bohaterki. Mężczyzna prawdziwy, choć jego definicja wydaje się być nieidealna. To jednak w tej nie idealności, tkwi całe piękno i prawdziwość świata. Mia Sheridan postarała się by w przypadku tej dwójki jak i reszty bohaterów pokazać wachlarz emocji i charakterów. Faktycznie spotykamy się tutaj z klasycznym schematem – skrzywdzeni, zakochani, bezwzględni. Ale takie właśnie jest ludzkie życie. Składa się właśnie z takich elementów, a życie każdego z nas jest niekiedy niesprawiedliwe i pełne rozczarowań. Zwłaszcza jeśli ludzie czegoś nie rozumieją, a pośród to całe nieporozumienie wkradło się kłamstwo.

„Bez słów” to książka, która opowiada o miłości prawdziwej, która narodziła się z bólu. To miłość spotykana, ale rzadko, ponieważ jest bardzo trudna i naprawdę trzeba chcieć, by budować na gruzach tego co zostało nam zabrane w przeszłości. Archer i Bree to bohaterowie przesiąknięci bólem po stracie. To bohaterowie walczący o lepsze jutro. Wspólne. A książka fenomenalna, trzymająca w napięciu, pełna emocji. Zaopatrzcie się w chusteczki, jeśli jesteście wrażliwi. Z pewnością się przydadzą. I dodatkowo muszę zaznaczyć, że: „jeszcze tylko jeden rozdział”, nie zadziała. „Bez słów”, to narkotyk w czystej postaci. Polecam!

Książkę przeczytałam dzięki akcji tajemnego Book Tour'a oraz bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za możliwość uczestnictwa w nim!

2016/03/25

Recenzja #110 - Virginia Boecker „The Witch Hunter. Łowczyni”
Okej. W końcu nie mogę narzekać, mój ulubiony motyw książkowy spełnił wszystkie moje oczekiwania i powiem coś więcej, rozbudził chęć dalszego pochłonięcia tej historii. A tu bum, koniec i nie wiem co będzie dalej, bo po raz pierwszy mimo że książka nie kończy się dialogiem. Zakończyła się dla mnie zwykłym prostym stwierdzeniem. Nie zdradzając nic. To chyba gorsze od tego dialogu, który czytałam ostatnio w „Klejnocie”.

Autor: Virginia Boecker
Tytuł: The Witch Hunter. Łowczyni
Cykl: Łowczyni #1
Wydawnictwo: Jaguar
Strony: 396

Szesnastoletnia Elizabeth jest królewską łowczynią czarownic w Anglii. Jej zadaniem jest tropienie i łapanie osób, którzy praktykują magię. Jest jednym z nielicznych łowców czarownic, którzy jak na swój wiek są bezwzględni i utalentowani w tym co robią. Niestety ktoś wrabia dziewczynę w to, że sama praktykuje zakazane czary i zostaje aresztowana i skazana na śmierć. W takich historiach nigdy nie wiadomo, z której strony nadejdzie pomoc. Przecież każdy może zdradzić każdego bądź wróg czyha za każdym rogiem. W tym przypadku z pomocą nie przychodzi przyjaciel dziewczyny – Caleb, tylko Nicholas Perevil – najpotężniejszy mag w królestwie. W zamian za pomoc w uratowaniu jej życia, proponuje dziewczynie układ, w którym to ona będzie musiała pomóc jemu. Czy Elizabeth przystała na propozycję Nicholasa? Czy zaufa swojej intuicji i uda jej się osiągnąć zamierzony cel? Co z przyjaźnią i tym, że musi się ukrywać? Muszę przyznać, że myślałam iż nic mnie nie zaskoczy na tyle żebym w pewnym momencie nie mówiła: „ale dlaczego?”. Niestety. Kiedy już wszystko powoli się wyjaśniało, coś wyskakiwało jak królik z kapelusza i mąciło zaprowadzony spokój. Od samego początku polubiłam główną bohaterkę. Jej determinacja i wiara we własne możliwości to coś co uwielbiam w tego typu bohaterkach. Dodajmy, że jest waleczna i nie boi się zaryzykować własnego życia. Z kolei Caleb, jej przyjaciel od początku wydał mi się dziwny. Moje przeczucie mnie nie zawiodło i tak jak myślałam, tak też się z nim stało.

„The Witch Hunter. Łowczyni”, to dobrze napisana historia, która jest debiutem autorki. Nie tylko znajdziemy w tej książce elementy z samego gatunku, ale i romans, który przypadł mi do gustu i naprawdę kibicuję Johnowi i Eli! Książkę czyta się szybko i jednym tchem. Wszystko zostało przemyślane i autorka opisując Anglię z szesnastego stulecia chyba nie mogła lepiej nakreślić tamtego czasu. Uwielbiam motyw magii i czarownic w książkach. Ciągle brakuje mi takich powieści. Chłonęłabym je bez pamięci! Czy polecam tę książkę? Jak najbardziej! Znalazłam w tej książce to czego szukałam. Nie mogę doczekać się następnych tomów i będę ich wypatrywać z niecierpliwością.

2016/03/19

Konkurs!

Cześć! 
Postanowiłam z okazji wiosny zorganizować dla Was konkurs. Myślę, że nagroda Wam się spodoba, zwłaszcza, że książka swoją premierę miała w lutym 2016 roku. Mimo że 21 jest za tydzień, stwierdziłam, że skoro puka do naszych okien i drzwi już wcześniej. To mogę zorganizować i takie wydarzenie.

REGULAMIN
1. Organizatorem konkursu jest MajkaBloguje.blogspot.com. Właścicielka bloga nie czerpie z konkursu żadnych korzyści.
2. Konkurs zostanie rozstrzygnięty poprzez losowanie. Wygrywa jedna osoba!
3. Zwycięzca zostanie podany na stronie facebookowej bloga.
4. Konkurs trwa od 19.03.2016 - 10.04.2016 r. Wyniki zostaną podane kilka dni po zakończeniu się konkursu.
5. Zwycięzca konkursu ma dwa dni, żeby wysłać dane adresowe potrzebne do wysyłki.
6. Aby wziąć udział należy:
  • podać swój adres e-mail (do kontaktu)
  • być publicznym obserwatorem bloga MajkaBloguje.blogspot.com
  • polubić stronę Facebook'ową bloga >tutaj<
Jak powinno wyglądać zgłoszenie?
  • Zgłaszam się/Ja chcę/Wybierz mnie!, etc.
  • Obserwuję bloga pod nickiem: ...
  • Obserwuję na fp jako: ...
  • Mój adres e-mail: ...
6. Zgłaszać się mogą tylko osoby posiadające adres korespondencyjny na terenie Polski!
7. Jeśli do konkursu zgłosi się mniej niż 20 osób, to zostanie on anulowany.
8. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późn. zm.).
9. Zastrzegam sobie prawo do zmian w niniejszym regulaminie w każdym momencie.
10. Biorąc udział w konkursie wyrażasz zgodę na regulamin i powyższe podpunkty.

Będzie mi miło gdy udostępnicie link!

Powodzenia! ;-)

2016/03/15

[PRZEDPREMIEROWO] Recenzja #109 - Elisa Albert „Od urodzenia”
Zastanawialiście się kiedyś nad tym czym tak naprawdę jest macierzyństwo i jak kobieta znosi ciążę. Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba; niby o tym wiedziałam, ale wiele matek opowiada, że ten wyjątkowy czas jest najpiękniejszy w całym ich życiu. Na pewno i nie mogę się z tym spierać, ale mam wrażenie, że niekiedy nie mówi się o drugiej stronie medalu, która jest ciężka i nacechowana wieloma emocjami, których czasem nie da się wziąć przez pryzmat różowych okularów. „Od urodzenia” to książka, która pokazuje, że kobieta, pozostawiona sama sobie może sobie nie poradzić. Potrzebuję wsparcia i zrozumienia, a co najważniejsze pomocy.

Autor: Elisa Albert
Tytuł: Od urodzenia
Cykl: - 
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 271
Premiera: 29.03.2016

Bohaterką, która nam o wszystkim opowiada jest Ari. Żona Paula, który jest od niej starszy o piętnaście lat.  To nie tylko żona, studentka, która pragnie napisać swój doktorat, to także mama rocznego chłopca o imieniu Walker. Mimo że od porodu minął już rok, kobieta nie jest szczęśliwa z tego powodu. Swój poród uważa za coś zupełnie innego. Wiadomym jest, że poród naturalny jest inny niż ten od cesarskiego cięcia. Ari niestety doświadczyła tego drugiego, a co za tym idzie to dla niej okropne wspomnienie; wypchnięcia z niej dziecka, dochodzenie do siebie po takim zabiegu i wszystko co jest z tym związane. Totalnie inna definicja macierzyństwa, jakie kiedyś jej się zdawało być. Kobieta nie cieszy się z tego faktu, że jest mamą, ale kiedy oddaje dziecko pod opiekę tęskni za nim. Jest zmęczona życiem codziennym, ciągłą monotonnością. Brakuje jej tego co miała wcześniej, czyli większej swobody, czas na cokolwiek. Doktorat jak sama określa to jedna wielka pomyłka i wyłącznie wymówka żeby odetchnąć. Najgorsze w tym obrazie przedstawionym przez Ari jest to, że to prawdziwy obrazek nie tylko jej, ale i innych matek na świecie. Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba i rzadko mówi się o jego ciemniejszych stronach. Jednak mimo że to ciężki kawałek chleba warto wspomnieć o plusach. Dziecko to oczko w głowie, jest się za nie odpowiedzialne, kocha się je bezwarunkowo i co najważniejsze bezpieczeństwo, którym chce się obdarować tę małą istotkę by nie stała się jej krzywda.

Bohaterka nie chce ani zepsuć obrazka macierzyństwa i ciąży, ani też go przesłodzić. Mówi jak jest, czasem używa wulgaryzmów. Moim zdaniem niekiedy jest to przesadzone, ale to moje zdanie. Muszę powiedzieć, że ta książka wywołała u mnie mieszane uczucia. Sama nie wiem czy cieszę się, że przeczytałam tę książkę. Niestety nie mogę powiedzieć też do kogo trafi ta książka, a do kogo nie. To musicie same ocenić, ponieważ to nie jest różowy, ani czarny obrazek tego co czeka wiele z nas. To prawda zamknięta w słowach, które czasem mogą nas zaszokować. Macierzyństwo to instynkt, który budzi się w nas wraz z zajściem w ciążę. Książkę czyta się szybko. Ari to konkretna babka, która mówi jak jest. Szczera do bólu. I jeśli nie przeraża was szczerość może ktoś z was po nią sięgnie i zmierzy się z obrazem pozostawionym w książce.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

 

2016/03/13

Pogaduchy u Aguchy TAG cz.2

 
Modna książka – powieść, którą wszyscy znają, bo jest na topie

Książka od kuchni – książka, która pokazuje jakąś dziedzinę życia od zaplecza
Ile jesteśmy w stanie znieść bólu fizycznego i psychicznego, aby wydostać się z sytuacji bez wyjścia? Joe Simpson przeżył wypadek, kiedy ze złamaną nogą wpadł do szczeliny. Ponadto wydostał się z niej i powrócił do obozu ostatkiem swoich sił. Wola życia, wytrwania i walki.
 

Krzywe Recenzje – książka kiepsko napisana, przy której się męczyłeś



Nowe horyzonty – książka, która zmieniła Twój światopogląd
Może nie tyle zmieniła, co wzmocniła to co zaczęłam w sobie zmieniać, kiedy byłam po wypadku. Po przeczytaniu obu tych książek, zrozumiałam co jest ważne. Wiara we własne możliwości, nadzieja, że nie wszystko stracone i walka do upadłego, ponieważ nikt nie może mówić mi, że mi się nie uda. Tylko ja jestem, tą która może to zrobić.
  
Po Książkach Mam Kaca – książka, po której miałeś kaca książkowego

Sebastian Czyta - książka, przez którą zarwałeś nockę

Blue Kuba Books - ulubiona książka z elementem koloru niebieskiego
 
Magia książek - książka z okładką, która oczarowała cię od pierwszego zobaczenia

Waniliowe Czytadła - książka, która pięknie "pachniała"
Jeśli chodzi o emocje, bez dwóch zdań, te książki nimi pachniały.
 
 
Viktolandia - ulubiona powieść z dzieciństwa
 

Books Culture - ulubiony klasyk literatury

Moje spojrzenie na kulturę - ulubiona ekranizacja książki
 

As Kier - szczęśliwy traf, książka, która nie zapowiadała się dobrze, a okazała się być przyjemną lekturą

Subiektywne recenzje - książka, o której masz odmienne zdanie niż inni

MajkaBloguje - ulubiony blog książkowy
 
Zakątek Czytelnika - najlepsze miejsce do czytania
Najbardziej lubię czytać na dywanie w moim pokoju. Jest mięciutki i wygodny.
 
Książkowy świat - pokaż swoją biblioteczkę
Powstanie post poświęcony mojej biblioteczce, wiec zobaczycie ją z bliska i w ładniejszym kadrze. Post jest już w przygotowaniu :)
 
 

2016/03/12

Recenzja #108 - T. R. Richmond „Prawda o dziewczynie”
Ta książka cię zaskoczy, a wszyscy fani „Zaginionej dziewczyny” na pewno docenią tę książkę, która była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Odkrywanie kart przy czytaniu tej powieści było tysiąc razy ciekawsze niż gra. „Prawda o dziewczynie” to thriller psychologiczny, który opiera się w głównej mierze na emocjach. To już kolejna książka z tego gatunku w moich rękach w tym miesiącu i muszę przyznać, że czuję się zafascynowana tym gatunkiem. Historia nietuzinkowa, przedstawiona w odmienny sposób niż dotychczas. Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję, by przekonać się co w niej takiego odmiennego.

Główną bohaterką powieści jest Alice Salmon, zwykła dziewczyna, która po ostatniej imprezie ze znajomymi nie wraca do domu. Okazuję się, że Alice uległa nieszczęśliwemu wypadkowi, jej ciało zostaje wyłowione z rzeki. I mogłoby się wydawać, że to jest koniec tej opowieści, bo co tu niby opowiadać, skoro dziewczyna była pijana i nie uważała, być może sama się zabiła? Jest ciało, jest tajemnica, którą trzeba rozwiązać. Dojść do wniosków, czy Alice stała się ofiarą wypadku czy może młoda dziennikarka została zepchnięta i gdzieś czai się morderca? Niestety finał tej powieści jest mi znany, ale nie mogę o nim opowiedzieć, bo co mielibyście czytać. Potrzebna wam tajemnica i chęć dowiedzenia się, co Jeremy Cooke odkrył. Warto zaznaczyć, że w tę sprawę bardzo zaangażował się ten bohater, który prowadzi śledztwo, zbiera materiały i próbuje sam odpowiedzieć sobie na pytanie: co się stało Alice Salmon?

Autor: T. R. Richmond
Tytuł: Prawda o dziewczynie
Cykl: -
Wydawnictwo: Otwarte
Strony: 396

To co było dla mnie dużym zaskoczeniem w książce był układ. Brak w niej rozdziałów, gdzie z ułożonego układu zdarzeń przechodzimy do wyjaśnienia. O całym życiu Alice, jej rodziny, przyjaciołach, pracy dowiadujemy się z fragmentów wielu różnych zapisków. Wymienić tutaj mogę artykuły prasowe, notatki policyjne, listy, posty i komentarze zamieszczone na różnych portalach, smsy, maile. Autor w bardzo dobry sposób usytuował miejsce innego bohatera jako głównego narratora tej opowieści. Profesor Cook, który znał ofiarę można powiedzieć, że pisze książkę w książce i przyznam, że to co zostało przede mną odkryte wywarło na mnie nie małe wrażenie. Jeśli mam być szczera, to bardzo mi się spodobało, że T.R. Richmond postawił na takie przedstawienie fabuły. Dzięki temu książka jest ciekawsza, a sama historia wciąga nas w wir. A czytanie postów z Facebooka, Twittera czy artykułów prasowych pozostawia pewien niedosyt. W moim przypadku skutkowało to tym, że nie mogłam oderwać się od czytania i odkrycia prawdy. Prawda w tym przypadku może mieć różne oblicze. I niekoniecznie to co przedstawiają nam ludzie, jest takie samo, gdy skonfrontuje się to z plotkami, statusami na portalach społecznościowych czy mailach.

Alice była dla mnie bohaterką, która od początku była dla mnie chodzącą tajemnicą. Miała wiele różnych zachowań, które niekiedy same sobie przeczyły. To jaka była dla rodziny nie było tym samym jak przedstawiała się w Internecie na swoim blogu lub postach na swoich kontach społecznościowych. Powierzchownie była zwykłą dziewczyną. Jednak jej wnętrze skrywało więcej niż mogło nam się wydawać. „Prawda o dziewczynie” to powieść godna uwagi. Posiada ona prostą fabułę, ale to inne elementy składają się na mocniejsze akcenty w tej książce. Autora podziwiam za wybranie takiej formy napisania powieści. W tej książce i to jest pewne zaskoczy cię ludzka psychika, to ona jest tutaj głównym ośrodkiem tego, dlaczego, jak i po co? Książka skierowana dla osób, których ciekawi zagadkowa fabuła lub taki gatunek książek. Serdecznie polecam!

Za książkę z całego serca dziękuję Wydawnictwu Otwartemu!

2016/03/10

Opis książki „Armada”
To książka, która od dawna mnie intryguje. Jestem jej bardzo ciekawa i cieszę się, że dzięki uprzejmości Księgarni PanTomasz.pl uda mi się przeczytać tę książkę. Gdy tylko dostanę książkę, na pewno zabiorę się za jej przeczytanie i podzielę się z Wami jej opinią. Pod spodem zamieszczam podstawowe informacje o książce. Przy okazji publikacji recenzji będę miała dla Was małą niespodziankę, więc bądźcie czujni i oczywiście ZAPRASZAM WAS DO ZAJRZENIA NA STRONĘ KSIĘGARNI ORAZ POLUBIENIA JEJ NA STRONIE FACEBOOKOWEJ.



Tytuł: Armada
Autor: Ernest Cline
Wydawnictwo: Feeria Young
Data premiery: 13.01.2016 r. 
Opis: Zack Lightman to prawdziwy mistrz w jednej z gier wideo. Całe popołudnia spędza w symulatorze, latając dronem i walcząc z kosmicznymi wrogami Sobrukai. Pewnego dnia za jego oknem pojawia się statek powietrzny żywcem wyjęty z ulubionej Armady. Czyżby Zack całkiem odkleił się od rzeczywistości? To z pewnością halucynacje… 
Gdy jednak nazajutrz na dziedzińcu ląduje supernowoczesna jednostka powietrzna Earth Defense Alliance, a ze środka wychodzą mężczyźni w garniturach i okularach przeciwsłonecznych, wirtualny świat Zacka nagle nabiera całkiem realnych kształtów, a fikcyjne zagrożenia zyskują rzeczywistą postać. Okazuje się, że stworzenie gry było elementem misternego planu rządowego, mającego na celu wyszkolenie kadry pilotów dronów, które miały zostać użyte w starciach z siłami wroga. 
– Czyli oni, ci obcy, naprawdę mają Glewie? I Wiwerny? – pyta Zack. – A także Drednoty, Pajęczaki i Bazyliszki – one wszystkie naprawdę istnieją – zapewnia agent. Wygląd, uzbrojenie, zdolność manewrową, taktykę i strategię kosmicznych przeciwników oparto na istniejących pierwowzorach. 
Przygotowując się do objęcia dowodzenia statkiem, Zack odkrywa prawdę o sobie oraz swojej przeszłości, w tym zaangażowanie w całą misję nieżyjącego od kilku lat ojca. Zdaje sobie sprawę, jak niewiele dzieli ludzi od zguby. Wyścig z czasem musi nabrać tempa, w przeciwnym razie Ziemię czeka zagłada.

Czytaliście już „Armadę”?