2015/12/18

OUTCAST. TOM I. Rozdział 6

 
Rozdział 6

Chłopacy zjawili się dopiero wieczorem. Ja cały dzień się obijałam, ale postanowiłam się jakoś odwdzięczyć za wszystko. Dlatego ugotowałam kolację i nakryłam ładnie do stołu.
–Co tak ładnie pachnie? – usłyszałam Patricka. – Dawno nie czułem tak cudownego zapachu. Kiedy będziemy jeść? – wszedł do kuchni, a ja się zaśmiałam.
–A wróciliście wszyscy i w jednym kawałku?
–Oczywiście Piękna! – ucałował mnie w policzek. – W końcu jakaś normalna kolacja!
–Cieszę się, że mogłam sprawić, że ktoś się uśmiechnął.
W tym samym momencie, w którym to powiedziałam do kuchni wszedł Christoph z jakimś mężczyzną. Wytarłam ręce w ścierkę i podeszłam bliżej patrząc z niepokojem to na nieznajomego mi mężczyznę, to na Chrisa. Nie ukrywam, że przez myśl przebiegło mi miliony myśli wraz z tą, że zaraz wylecę z stąd w podskokach.
–To jest właśnie Eveline – blondyn przedstawił mnie.
–Miło mi cię poznać. Jestem Mark Dollar – uścisnął moją dłoń. – Nie mogę uwierzyć, że tutaj jest czysto – mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu w zdziwieniu. – Dawno nie widziałem tutaj takiego porządku.
–Nie lubię gotować, kiedy jest nieporządek – wyjaśniłam. – No i oczywiście jest pan zaproszony na kolację, będę miała okazję się odwdzięczyć za pomoc, którą ofiarowali mi chłopcy – powiedziałam spokojnie, a to było bardzo odmienne zachowanie jeśli o mnie chodzi. – Tylko Chris – zwróciłam się do blondyna – niech któryś z was dostawi miejsce dla kolejnego gościa.
–Ja to zrobię – usłyszałam za swoimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam bruneta z lokami na głowie – a tak w ogóle żebyś wiedziała, jestem Vincent.
–Chris, Patrick, Carl, Vincent i...
–Daniel, ale mów mi Danio – usłyszałam głos tego piątego z przedpokoju.
–Tak naprawdę to mamy tutaj trzech Chrisów – powiedział Patrick. – Ja i Carl mamy na pierwsze imię Chris. Ale żebyśmy nie mieli pomyłek przybraliśmy swoje drugie imiona.
–Dobrze wiedzieć – skinęłam głową – a teraz zapraszam do stołu – wskazałam przejście do jadalni.
–Panie przodem – powiedział Mark – i tak jeszcze spytam się ciebie Eveline, to ty zrobiłaś taką pobudkę Izzy'emu?
O matulu, to teraz mi się oberwie.
–Eveline... – weszłam w słowo Chrisowi, który najwidoczniej chciał mnie wydać.
–Ja przepraszam! Ja nie mogłam inaczej! Oni wcale siebie nie szanują, mają wszystko gdzieś. Chciałam zrobić coś niekonwencjonalnego, w sumie taka już jestem. Nie chwytam się standardowych metod, ale naprawdę nie chciałam tego tak załatwiać. Po prostu się zdenerwowałam – tłumaczyłam. – Nienawidzę jak ktoś mówi mi jedno, a potem jednak to olewa i jeszcze udaje, że wszystko jest w porządku. Wylecę stąd za to przewinienie?
Mark położył swoje ręce na moich ramionach.
–Spokojnie, dobrze zrobiłaś. Po raz pierwszy ktoś im pokazał, że trzeba szanować wszystko dookoła – zaśmiał się.
–A już się bałam – zaczęłam się śmiać – całe moje szczęście! Uff!
–Dziękuję, a teraz przejdźmy do jadalni i zjedzmy kolację. Przy okazji szczerze porozmawiamy, dobrze?
Szczerze? Ciekawe co ma na myśli. Nie mogę się przyznać do niczego. No chyba, że on o wszystkim wie. To zmienia wszystko i tak czy siak jestem ugotowana. Nie mogłam się sprzeciwić, więc skinęłam głową na znak, że się zgadzam. Przeszliśmy do jadalni, Chris pomógł mi usiąść do stołu. Usiadł obok mnie.
–Bardzo ładnie pachnie – powiedział Carl. – Więc musi być smaczne.
–Uważaj bo może dodała tam trutki na szczury specjalnie dla ciebie – powiedział rozbawiony Patrick, a ja zaczęłam się śmiać.
–To nie jest zabawne! – oburzył się chłopak. – Chcę zacząć wszystko z nią od początku, a wy znowu zaczynacie...
Myślałby go kto, że naprawdę chce zacząć ze mną od początku byśmy się nie kłócili. Uwierzyłabym w jego szczere intencje gdybym nie była głupia, ale znam takie osoby jak on i jestem przekonana, że to część jego gry względem mojej osoby aby się odegrać za to co zrobiłam mu dzisiaj rano.
Wbiłam widelec w sałatkę i zajęłam się jedzeniem. Wszyscy milczeli, a to nie było dla mnie przyjemne, ponieważ w bidulu nie było mowy o tym aby jakikolwiek posiłek zjeść w spokoju. Obawiałam się tej szczerej rozmowy, o której mówił Mark. Wiem, że nie był zły za to co zrobiłam, ale to nie przeczy niczemu, że może zmienić zdanie, lub wymyślić coś równie okropnego. Nie mogę nic zrobić tylko i wyłącznie pozostało mi jedno – spokój. Wszystko w rękach Boga, obiecał mi, że będzie mnie chronić od złego.
A czy moje zdanie na temat chłopaków się zmieniło? Nie, dalej uważam, że są jacyś dziwni. Wystarczy popatrzeć na Chrisa. Jest przystojny i ma zniewalający kolor oczu, w których to mogłabym się zatracić. Jest miły i kochany, ale i tak mam wrażenie, że skrywa więcej niż może mi się wydawać. Powiadają, że każdy ma swoją ciemną stronę. Jednak nie mogę tego powiedzieć o tym drugim – Izzy na niego wołają. Jednym słowem, żal mi go. Jakoś nie mogę się do niego przekonać, nigdy w życiu nie spotkałam wredniejszej osoby ode mnie. Z kolei z Patrickiem czuję się dobrze. Jesteśmy do siebie podobni – oboje uparci z charakteru, ale także z wyglądu. Im dłużej mu się przyglądam mam wrażenie, że znałam go wcześniej.
–Eveline, chłopcy opowiadali mi co się stało i dlaczego to się wszystko stało i na wstępie chciałem ci powiedzieć, że bardzo mi przykro – w końcu odezwał się Mark i przerwał tę dziwną ciszę, która panowała w pokoju.
–Naprawdę już o tym zapomniałam – szepnęłam w jego stronę. – Gdy tylko wyzdrowieje obiecuję, że wrócę tam skąd przyszłam. Tak będzie najlepiej.
–Chodzi o to, że nie musisz nigdzie wracać, ponieważ zostaniesz z chłopakami. Wszystko już załatwiłem – uśmiechnął się do mnie, a po plecach przeszedł mnie dreszcz i zaczęłam się denerwować. – Nie chcę tłumaczyć tego wszystkiego od początku, bo na to przyjdzie jeszcze czas, ale chcę żebyś wiedziała, że wyjedziesz z nami. To znaczy ze mną, moją żoną i chłopakami do Niemiec. To co mieliśmy do załatwienia tutaj zostało już załatwione, więc nic tu nas nie trzyma.
–Eee, że co proszę?! – byłam zszokowana tą wiadomością. – Ja tutaj jestem tylko na doczepkę i nie mogę nigdzie jechać.
–Dlaczego?
Byłam przerażona. Jak to dlaczego? Dlaczego?! Bo ja uciekłam z domu dziecka, dlatego! Wpadłam teraz jak śliwka w kompot. Chociaż z drugiej strony skoro oni wyjeżdżają za kilka dni, to te kilka dni pomoże mi abym mogła stąd uciec.
–To nic wielkiego – w końcu coś powiedziałam – po prostu będę tęsknić z moimi rodzicami – skłamałam. – Nie mogę jechać, zresztą nie jestem waszą rodziną.
–Chłopcy stwierdzili, że chcieliby abyś jechała – odpowiedział Mark. – Zwłaszcza Christoph, to jemu powinnaś podziękować, że wpadł na taką propozycję – odwróciłam głowę w stronę chłopaka, a on zrobił się czerwony jak burak.
Nie wiem co tutaj się wyrabia, ale mam wrażenie, że moje życie właśnie zostało zaplanowane przez piątkę facetów i ich opiekuna. Kimkolwiek był dla nich Mark.
–Że Lalusiowi mam podziękować? – palnęłam, na co reszta wybuchła głośnym śmiechem. To chyba chodziło o jego nową ksywkę jaką mu nadałam. Przecież była słodka.
–Fajne przezwisko – zwrócił się do niego Carl.
–Zawsze będziesz mogła wrócić do domu, ale chciałbym żebyś pojechała razem z nami. Mam dla ciebie pewną propozycję, ale o tym chciałbym już porozmawiać na miejscu, kiedy będziemy w Berlinie. – Mark dalej nie ustępował w swoim postanowieniu. – Wszystko już załatwiłem, więc chodzi tylko o to byś ty wyraziła chęci.
–Zastanowię się, dobrze?
Mark przystał na moją propozycję. Tutaj nie było mowy o tym bym gdziekolwiek jechała, ponieważ najprawdopodobniej już mnie szukano. To tylko ten mały kruczek, który nie jest istotny. Jednak intrygowała mnie ta inna sprawa, o której będę rozmawiać z nim będąc już w Niemczech. Nie miałam tak naprawdę domu, ale ta namiastka przez całe moje życie jakoś dzielnie mi ją zastąpiła.
–Pójdę do siebie odpocząć – oznajmiłam. – Miło było pana poznać i gdy tylko coś postanowię powiem o tym chłopakom.
Odeszłam od stołu i powoli poszłam w stronę schodów prowadzących na piętro. Kiedy już znalazłam się w pokoju i zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie. Jechać z nimi czy nie jechać? Oto jest pytanie. Ale w sumie to przecież i tak w końcu się dowiedzą, że uciekłam. To nie jest jakaś Bóg wie jaka duża tajemnica. Co ja wtedy zrobię będąc z dala od domu? Będę musiała wziąć sobie misia w teczkę i pójść na wycieczkę. Po Niemczech, by już nigdy mnie nie znaleźli.
Idealny pomysł.
Ktoś zapukał do drzwi, a ja podskoczyłam ze strachu.
–Kto tam? – odezwałam się.
–To ja – wyszeptał Chris.
Szybkim ruchem ręki poprawiłam swoje włosy, które opadły mi na czoło i otworzyłam mu drzwi.
–Wejdź – uśmiechnęłam się do niego, po czym podeszłam do łóżka i usiadłam na jego skraju.
–Jeśli nie chcesz to nie musisz przyjmować oferty Marka – podszedł bliżej mnie, siadając obok – ja tylko chciałem żebyś... – chciał mi wszystko wytłumaczyć, ale położyłam palec na jego ustach.
–Ciicho... nic już nie mów – szybkim ruchem pocałowałam go w policzek, a on nieśmiało się uśmiechnął. – Dziękuję ci – wyszeptałam.
–Nie musiałaś tego robić – był speszony sytuacją.
–Ale chciałam.
Nic nie odpowiedział tylko spojrzał mi prosto w oczy. Poczułam jak po moich plecach przechodzi mnie dreszcz. Nie wiem kiedy, ale odwróciłam swój wzrok od niego. Nie byłam w stanie patrzeć w jego oczy, które pokochałam gdy spojrzałam w nie po raz pierwszy. Naprawdę to była miłość od pierwszego wejrzenia, a ja się przecież nie zakochuję. W jego oczach można było zobaczyć wszystko, co tylko bym chciała. Były tak przenikliwe, że aż było to poniekąd przerażające. Każde uczucie, jakie skrywał w sobie było schowane na samym dnie jego serca. Czułam to. Troska, nieśmiałość, smutek, ból, bezpieczeństwo i miłość. To wszystko się ze sobą łączyło i było widoczne dla moich oczu, a może mojego serca? Naprawdę go polubiłam. Chyba najbardziej ze wszystkich, którzy należą do tej dziwnej, ale bardzo zabawnej paczki przyjaciół.
–Wyjazd mamy za kilka dni – przerwał naszą piękną ciszę, która między nami panowała wymyślając chyba najgłupszy początek jakim rozpoczął tę przerwaną rozmowę.
–No tak – wyjąkałam speszona.
Znowu zaczęliśmy milczeć. Miałam ochotę westchnąć, że znowu to się stało. Miałam ochotę go pocałować, ale nie mam na tyle w sobie odwagi żeby to zrobić. Za to patrzyłam w jego oczy i w sumie w jakimś ułamku rekompensowało mi to wszystko.
–Może masz ochotę na spacer? – szepnął nagle, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. – Wiem, że jesteś kontuzjowana – wskazał na nogę – ale niedaleko jest park i tam moglibyśmy usiąść na ławce.
–No... dobrze – odpowiedziałam w końcu – tylko daj mi pięć minut, przebrałabym się.
–Będę czekać na dole – powiedział do mnie i wstał podchodząc do drzwi. – Do zobaczenia – uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
Nie wiem czy to był dobry pomysł, ale muszę chyba na chwilę wyjść. Przemyślę to i owo, a przy okazji może dowiem się czegoś więcej o nim samym. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że Chris skrywa jakąś wielką tajemnicę. Jeśli chodzi o skrywanie uczuć byłam Mistrzynią. Tak jak byłam Mistrzynią w Wykrzykiwaniu Prawdy. To nas ze sobą łączyło. Tajemnice i mam nadzieję, że uda mi się dowiedzieć o co może chodzić.

0 komentarze:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*