2015/12/11

OUTCAST. TOM I. Rozdział 5

Rozdział 5
–Widzę Patricku, że nasza księżniczka obraziła się na nas za to, że chcieliśmy dla niej jak najlepiej – mówił blondas. – Nie żebym się skarżył, ale trochę wdzięczności za pomoc nam się należy, nie uważasz?
Próbowałam udawać, że nie słyszę jego słów, ale jak na złość musiał mieć rację, a ja nie zachowuję się właściwie. Opiekunki w domu dziecka z pewnością skarciłyby mnie za takie zachowanie. A Chris jak na złość zaczął mówić to jeszcze raz, co skutkowało tym, że weszłam mu w słowo i postanowiłam się wytłumaczyć.
–Bo wy! – podniosłam głos. – O nic was nie prosiłam, a teraz muszę wam oddać pieniądze za moje dwie nowe koleżanki – wskazałam na kule – ogólnie za wszystko oddać, bo za to zapłaciłeś – westchnęłam zrezygnowana.
–W ogóle się tym nie przyjmuj, bo nie ma o czym mówić – uśmiechnął się.
–Dla ciebie jest to normalne, ale dla mnie nie jest i nie chcę słuchać tego, że nie mam się tym w ogóle nie przejmować. Oddam za wszystko czy tego chcesz czy nie.
–Przypominam ci, że nie masz pracy.
Och i znowu sprowadził mnie na ziemię, czyli to prawda, że niebo nie jest dla Idiotek. Zmarszczyłam brwi. Zirytował mnie po raz kolejny, nie chcąc pozostać mu dłużną w jego poczynaniach względem mojej osoby. Jeśli woli być dla mnie wredny i na każdym kroku przypominać mi w jakiej beznadziejnej sytuacji się znalazłam, to dobrze. Też potrafię taka być.
–Laluś o to się nie martw, znajdę sobie coś – chciałam mu dogryźć, a Patrick wybuchnął śmiechem. – Stul dziób Cukiereczku – dodałam wystawiając mu język, na co Chris również parsknął śmiechem. – Tak macie racje to jest naprawdę zabawne, pośmiejmy się razem dlaczego nie? Ahahaahahaha – mówiłam z ironią w głosie.
–Czyli nie potrafisz być inna.
O nie znowu się zaczyna. Będziemy wałkować temat mojego zachowania przez kolejne pięćdziesiąt lat. Dobrze, że nie przyjdzie nam się razem zestarzeć, bo chłopak miały tylko i wyłącznie pod górkę. W sumie zaczęłam się zastanawiać nad tym dlaczego on tak bardzo chce wiedzieć co jest powodem takiego, a nie innego zachowania. Nigdy nie umiałam być taka jak wszyscy. Inność to moje drugie imię.
–A jaka twoim zdaniem powinnam być i czego mi niby brakuje?
–Taka normalna, ufna i wdzięczna – zaśmiał się.
–Tłumaczyłam ci to. Mam swoje mniejsze i większe powody.
–To prawda mówiłaś mi, że masz swoje powody, ale nigdy ich nie wyjawiłaś – odpowiedział mi.
–Nie wiem kim ty jesteś, ale jeśli jesteś psychoanalitykiem to wiesz co? Kuku na muniu. Jesteś świrologiem i takie tam – dogadywałam aby nie drążył tego tematu. – Może minąłeś się z powołaniem. Przemyśl to.
–Jesteś naprawdę przekomiczna – skomentował.
Christoph zaparkował na podjeździe. Nie wiem gdzie oni znowu mnie wywieźli, ale tym razem na pewno zacznę krzyczeć, że zostałam porwana. Nie minęła sekunda, a Chris otworzył mi drzwi od samochodu i podał rękę żeby mi pomóc przy wysiadaniu.
–Dziękuję – wyszeptałam.
–Tak lepiej – posłał mi swój uśmiech.
–Ale ja chciałabym żebyś mnie zawiózł w inne miejsce – jęknęłam, kiedy zorientowałam się, że jesteśmy przed ich domem. – Bardzo dużo mi pomogliście, więc nie mogę dłużej nadwyrężać waszej dobroci serca.
–Ojj przestań już marudzić Lala, bo zaczynasz być męcząca i denerwująca – rzucił Patrick. Popatrzyłam się na niego zszokowana jego słowami i w tym samym momencie podskoczyłam do niego na jednej nodze łapiąc go za koszulkę.
–Coś ci się nie podoba Cukiereczku? Jeśli nie chcesz stracić tego ładnego wizerunku wymuskanego kolesia, na którego wszystkie panny lecą, to radzę powstrzymać swoje komentarze na temat mojej osoby w całej rozciągłości. Czy miałoby się to tyczyć wyglądu lub charakteru – warknęłam przez zęby.
–Ej no, bo mi koszulkę rozciągniesz!
–A co mnie to obchodzi. Hę? – odepchnęłam go od siebie po czym skierowałam się w stronę wejścia do domu. Przy drzwiach czekał na mnie Chris, śmiał się z sytuacji, która przed chwilą miała miejsce.
–Widzę, że tobie nikt nie podskoczy – powiedział i otworzył mi drzwi.
Podpierając się na moich dwóch nowych koleżankach weszłam do domu. W przedpokoju czekała już na mnie reszta domowników. Patrzyli na mnie, a ja się nieśmiało uśmiechnęłam. Nie jestem przyzwyczajona do takiego zbiegowiska. A może oni nigdy w swoim życiu nie widzieli dziewczyny i dlatego tak się zachowują. Przecież to nie jest normalne. Czerwona lampka Eveline! Uciekaj stąd póki czas, bo będzie źle. Tutaj nie czeka cię nic dobrego. Niebo jest gdzie indziej, choć ono nie istnieje zwłaszcza dla Idiotek.
–Wróciłaś do nas – odezwał się koleś z dredami.
–Szkoda, że ty tutaj jesteś. Myślałam, że jesteś wytworem mojej wyobraźni.
Podszedł bliżej mnie.
–Z łaski swojej odsuń się ode mnie i nie dotykaj mnie – uniosłam ręce do góry puszczając kule, które upadły na podłogę. – Czy byłaby możliwość abym mogła usiąść, bo boli mnie noga – zwróciłam się do Chrisa, zmieniając tym samym temat.
Skinął głową i podniósł moje laski.
–Twój pokój jest na piętrze. Będziesz miała swoją łazienkę – wyjaśnił, pomagając mi wejść po schodach na piętro. – Mam nadzieję, że ci się spodoba. Pokój jest duży i myślę, że bardzo dziewczyński.
„Dziewczyński”, a ja miałam wrażenie, że oni nigdy nie widzieli dziewczyny na oczy. Kiedy znalazłam się w pokoju i Chris zostawił mnie samą, rozejrzałam się po nim i blondas miał rację, był bardzo dziewczyński. Ściany były szare, a meble białe. Duża szafa z lustrem, duże wygodne łóżko, puchaty pasujący do koloru ścian dywan. Komoda i toaletka. Tak jakby wszystko na mnie czekało całe życie. Westchnęłam. Szkoda, że będę tutaj góra dwa dni. Położyłam się na łóżku aby odpocząć. Jednak mój odpoczynek nie był taki prosty, bo patrząc się bezczynnie na sufit cały czas myślałam co będzie dalej. Mój Boże dlaczego mnie na nich skazałeś? Nie rozumiem tego ani trochę. Przecież oni są jak dzieci ślepe we mgle. Niby są dla mnie mili, ale mam wrażenie, że to jakaś okrutna gra pozorów i nie wiem czy powinnam się z tego cieszyć. Nie wiem co jeszcze masz na myśli robiąc mi to wszystko, ale niech ci będzie. Niech ci będzie wszystko, tylko chroń mnie dalej od złego i pozwól być szczęśliwą.
Ktoś zapukał do drzwi.
–Proszę – wyszeptałam półgłosem.
W drzwiach pojawił się Chris, który uśmiechnął się do mnie. Wszedł do środka i zamknął cicho drzwi.
–Jak się czujesz? – zapytał podchodząc bliżej łóżka.
–Trochę mnie boli, ale nie jest najgorzej – odpowiedziałam speszona.
Blondyn usiadł na łóżku i położył swoją rękę na moich dłoniach. Cieplej zrobiło mi się na sercu. Milczał przez moment, a ja patrzyłam się bez żadnego mrugnięcia w jego oczy. Uwielbiałam te oczy, taka była prawda i nie mogę zaprzeczać.
–Rozmawialiśmy z menadżerem zespołu – wyszeptał – i ustaliliśmy, że nie możesz teraz wrócić do domu, zwłaszcza, że to stało się z naszej winy – wskazał na nogę w szynie. – Zostaniesz u nas do czasu, kiedy z nogą nie będzie lepiej – dzięki tej wiadomości w moim sercu zamieszkała nadzieja – ale jest jeden warunek – zastrzegł. – Musisz wykazać chęci i być dl... – nie dałam mu możliwości dokończenia jego wypowiedzi, ponieważ mocno go do siebie przytuliłam.
–Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!
–Zgadzasz się na takie warunki i będziesz traktować nas z szacunkiem? Nie chce sytuacji tej sprzed kilku godzin. Zrozum my naprawdę nie chcemy dla ciebie źle – powiedział stanowczo. – Chyba nie muszę ci tego przypominać?
Pytanie za milion punktów. Będę potrafiła być miła?
–W takim razie oczekuje tego samego – nie wiedząc co odpowiedzieć postanowiłam postawić im taki sam warunek.
–Umowa stoi – zaśmiał się – a teraz przepraszam cię, ale muszę iść się położyć, bo rano musimy bardzo wcześnie wstać, a godzinę też mamy późną. Także życzę ci spokojnej nocy.
–A, o której godzinie? – zatrzymałam go w drzwiach.
–5:30.
–To wcześnie – przyznałam mu rację. – Dobranoc Christoph – pożegnałam się z nim, a on zamknął drzwi.
~
Ten sen był okropny, powtarzał się od czasu do czasu, a ja nie rozumiałam sensu dlaczego to wszystko mi się śni. Stałam na środku peronu w niebieskiej sukience i trzymałam za rękę chłopczyka, który był tego samego wzrostu co ja. Przed nami kucała kobieta – blondynka. Nic nie mówiła tylko płakała. Jej śliczne jasne włosy opadły na chude ramiona, a oczy miała zielone. Takie jak moje. W pewnym momencie kobieta bardzo mocno nas przytula, szepcząc: „przepraszam”.
–Nie przepraszaj mamusiu – powiedział chłopczyk. – Kiedy wrócimy do domu? – pytał.
Nic nie odpowiadając na to pytanie zaczęła odchodzić od nas. Zostawiając nas samych na pustym peronie. Razem z tym chłopakiem wyciągaliśmy do niej ręce, ale ona nie wracała. Nie mogliśmy jej dosięgnąć, a potem ona znikła. A my płakaliśmy.
Kiedy się przebudziłam byłam zalana potem i oddychałam bardzo ciężko. Nie lubiłam tego uczucia, które za każdym razem było takie samo. Miałam ochotę płakać jak taka mała dziewczynka i nie przestawać. Tulić tego chłopaczka – może to mój brat i nie pozwolić aby mnie z nim rozdzielono. Zaczęłam płakać na samą myśl o tym, że to mógł być ktoś, kto był moją rodziną. Ten sen był moim koszmarem na jawie. Niespełnionym marzeniem, za którym bezustannie gonię popełniając te same błędy.
Spojrzałam na zegarek, który stał na stoliku nocnym, była godzina 5.50, a ja nie słyszałam żeby ktoś się tłukł po domu, a nie wierzę, że oni potrafią zachowywać się cicho. Zsunęłam się z łóżka i powoli kuśtykając poszłam do łazienki. Tam przemyłam twarz zimną wodą i zajęłam się poranną toaletą. Kiedy wróciłam do pokoju na zegarku była 6:20. Postanowiłam sprawdzić, czy jestem sama w domu i wyszłam na korytarz. Wydawało się, że jestem sama, ale dla pewności podeszłam do pierwszych lepszych drzwi i je otworzyłam.
Niestety, ale nie byłam sama, a to znaczyło jedno, że chłopaki zaspali. Westchnęłam ciężko. Co by tu zrobić żeby nauczyć ich punktualności? Nie wiem kim są, ale ich praca musi być ważna. Wróciłam się do swojego pokoju i od razu skierowałam się łazienki. Z półki ściągnęłam kubek, a z szafki, która była pod umywalką wyciągnęłam małe wiaderko, do którego wlałam lodowatą wodę. Nie wiedziałam tylko jak się z tym wszystkim zabiorę i jedynym pomysłem jaki wpadł mi do głowy było zostawienie kul.
Znów otworzyłam drzwi tego samego pokoju do którego wcześniej zaglądałam. Ostrożnie i po ciuchu weszłam do pokoju. Na łóżku spał chłopak z dredami, którego szczerze nie lubiłam. Podeszłam do łóżka spojrzałam na niego i wpadł mi do głowy jeszcze lepszy pomysł. Nie muszę ich wszystkich budzić, wystarczy, że on jeden zostanie ukarany za wszystkich. Wzięłam wiaderko do rąk i nachyliłam nim tak, że cała jego zawartość wylała się jego głowę. To było takie zabawne, kiedy zrywając się z łóżka spadł na podłogę.
Zaczęłam się głośno śmiać.
–Kurwa mać, gorzej ci?! – wrzasnął na mnie.
Uśmiechnęłam się do niego słodko, dodając:
–Dzień dobry Księżniczko.
Po tych słowach skierowałam się do wyjścia. Nie chciałam być obok niego. Był gorzej niż zdenerwowany, a jak wiadomo nigdy nie wiadomo co takiemu strzeli do głowy.
–Evvvvveline! – usłyszałam będąc już na korytarzu. – Nie przeżyjesz tego!! – wybiegł na korytarz.
–Ojeej księżniczka się nie wyspała, no przykro mi – spojrzałam na niego z politowaniem, a on ruszył wściekły w moim kierunku. – Nie zbliżaj się do mnie ty nienormalny człowieku! – krzyknęłam donośnie.
–Co się do cholery dzieje!? – usłyszałam głos Chrisa, który stał za moimi plecami. To był idealny moment żeby odegrać swoją rolę życia.
–Chrissss! – odwróciłam się i wtuliłam w jego ramiona. – On mnie chce zabić, a to przecież nic takiego. Chciałam tylko żebyście już wstali – złapałam go mocno i zaczęłam się wtulać. – Zobaczcie, która jest godzina – powiedziałam smutnym głosem – przecież mówiłeś, że musicie wcześnie wstać, a jest już prawie siódma.
–Zaspaliśmy – jęknął blondas.
–Co nie zmienia faktu do jasnej cholery, że oblała mnie wodą! – odezwał się kumpel Chrisa.
–Wcale nie! Nie zwalaj na mnie tej swojej winy, pewnie sam się oblałeś i chciałeś żebym stąd odeszła. Mam umowę z Chrisem i nie złamałabym jej – powiedziałam głośnym i zdecydowanym głosem. – On kłamie, a ja mogę przysiąc na mały palec!
–Wyjaśnimy to potem – oznajmił spokojnym głosem Christoph. – Teraz musimy się zbierać do radia.
Chłopak wyplątał się z mojego uścisku i spojrzał mi głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się nieśmiało do niego, a on także odwzajemnił to uśmiechem.
–Poradzisz sobie?
–Tak. Jeśli tylko będziesz mnie chronić, to będę bezpieczna.
–Dobrze – skinął głową. – Porozmawiamy później, dobrze?
Odpowiedziałam mu uśmiechem, kiedy Chris zniknął i zamknął się w swoim pokoju na korytarzu zostałam tylko ja i ten dureń.
–Jeszcze z tobą nie skończyłem – powiedział przez zęby.
–Ja z tobą też – uśmiechnęłam się słodko i poszłam w stronę schodów żeby zejść do kuchni i zjeść śniadanie. Chłopaki w bardzo ekspresowym tempie zebrali się do wyjścia. Oczywiście nie obyło się bez wyzwisk i oskarżania, że to nie tego wina, że zaspali.
–Mogłaś nas obudzić jakoś normalniej – usłyszałam tego chłopaka, którego potraktowałam lodowatą wodą. Podniosłam głowę znad gazety i uśmiechnęłam się do niego.
–Mogłam, ale tego nie zrobiłam – wzruszyłam ramionami. – Masz z tym problem kolesiu, którego nie lubię?
–Mogłabyś zwracać się do mnie po imieniu – syknął wściekły – Carl.
–Dla mnie możesz być nawet Bradem Pittem, wiesz? A i tak nie będę zwracać na ciebie najmniejszej uwagi, bo cię nie lubię – uśmiechnęłam się znów. – To w waszym interesie powinno leżeć czy wstaniecie do radia czy nie. Każdy tu mówi mi o szacunku, a ja mam wrażenie, że wy sami nie jesteście w stanie potraktować siebie poważnie i z jakąkolwiek rozwagą.
–Odezwała się ekspertka od dobrego traktowania ludzi – zakpił.
–Nic na to nie poradę, że zachowujecie się jak dzieciaki z podstawówki lub przedszkola. Zawsze tak będzie, jeśli nie zaczniecie siebie szanować. A ja raczej nie wyglądam jak niania i nią nie jestem, prawda? – zapytałam się go, a on nic nie odpowiedział.
Koło tego całego Carla stanął Chris.
–Nie jesteś nianią i nikt nie chce żebyś nią była – oznajmił za kolegę. – Carl na pewno zmieni swoje postępowanie względem ciebie, a ty zagwarantujesz mu, że również będziesz zachowywać się lepiej.
Przystałam na taką propozycję i kiwnęłam głową.
–Izzy jedźmy, bo Mark nam i tak zmyje głowę za to, że zawaliliśmy ten wywiad – zwrócił się do kolegi. – A my porozmawiamy później. W pokoju na toaletce położyłem ci pieniądze jakbyś chciała zamówić coś do jedzenia i proszę cię uważaj na siebie. Oszczędzaj nogę. Wieczorem porozmawiamy na spokojnie wszyscy razem. Miłego dnia Eveline – uśmiechnął się do mnie po czym razem z Carlem wyszli z kuchni, a później z domu. I takim oto sposobem zostałam sama.

0 komentarze:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*