2015/12/04

OUTCAST. TOM I. Rozdział 4

Rozdział 4
Siedziałam naburmuszona ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. Wiadome było, że nie będę się do nich odzywać, ale zastanawiałam się gdzie jedziemy. Co jakiś czas Patrick odwracał się do mnie patrząc na mnie ze spokojem. Nie musiałam na nich patrzeć żeby widzieć jak się śmieją ze mnie pod nosem. Mimo że denerwowało mnie to niemiłosiernie, zagryzałam zęby i język aby nie palnąć żadnej głupoty. Naprawdę byli niekumaci w niczym, wystarczyłoby gdyby odwieźli mnie do domu. Nieważne jaki by był. To był mój dom.
Przeszło ci już? – usłyszałam pytanie z ust Chrisa.
Nie przeszło mi i nie przejdzie – wybełkotałam wściekła patrząc przez okno samochodu na ulice, które przejeżdżaliśmy.
Fajnie – odrzekł, a ja podniosłam wzrok widząc jak w lusterku strzela do mnie swój wredny uśmiech. Pewnie myślał, że nie zauważę tego wrednego, a jakże seksownego uśmiechu jaki mi posłał. Prowadził samochód z wielkim opanowaniem. Nie było mowy żeby cokolwiek go wyprowadziło z równowagi, ja też nie i to było pewne.
Bo ten kretyn – zaczęłam sama mówić do siebie – gdy otworzył drzwi, ja upadłam na podłogę – wzięłam głęboki oddech – i oczywiście nikt się nie zapytał, ba nie zauważył czy nic mi nie jest – dopiero zaczynałam swoją długą, wylewną i wyczerpującą odpowiedź. To to coś, co uwielbiałam najbardziej. – Zajęci sobą wymalowani, wymuskani kolesie – rzuciłam wściekła – a, że mieliście mnie w czterech literach żeby nie wyrażać się gorzej, to sobie poszłam. Przecież jestem wyrzutkiem, jedną z nich, kimkolwiek one są!
Spokojnie Eveline. Wdech i wydech – śmiał się ze mnie. – Jesteś okropna i nie do zniesienia. Czasami.
Udałam, że nie słyszę jego uszczypliwości co do mojej osoby.
Wow! Zapamiętałeś moje imię! Jestem pod wielkim wrażeniem, lecz takiego kochanego, dobrego chłopaka nie udawaj, gdyż to do ciebie nie pasuje – objaśniłam mu tą jakże prostą kwestię jego życia. – Wy wszyscy jesteście tacy sami. Jakby was kserokopiarka odbiła pięć razy. Po prostu niczym się nie różnicie – pokręciłam głową z niedowierzania i własnej irytacji nad własną osobą i losem, ale nie mogłam im tego powiedzieć, bo nie dali by mi spokoju aż do śmierci.
Chyba moje słowa go zabolały, ponieważ już nic nie odpowiedział tylko skupił się na jeździe samochodem. Mimo że próbowałam cały czas go sprowokować on próbował mnie nie słuchać i widziałam w lusterku jak walczy ze sobą aby nie wrzasnąć na mnie. Tak szczerze to jego zachowanie względem mojej osoby działało mi z jednej strony na nerwy. Przecież każdy zwracał uwagę na to, co do niego mówię i jak się zachowuje. Jakim sposobem on stał się wyjątkiem od tej reguły. Nie ma żadnego wyjątku i ja się oto postaram. Nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła, a jak wiadomo ja sobie tak łatwo nie odpuszczam. Ja nie mogę? Proszę was. Przecież to jest oczywiście, że mogę. Nikt nigdy mi tego nie bronił i nigdy nie zabroni. Taka już jestem, koniec kropka.
Chicago nocą według niektórych było uważane za puste nie mające serca miasto. Patrząc na nie z samochodu, którym jechałam zaczynałam mieć takie samo zdanie na ten temat. Wcześniej nie miałam okazji wychodzić o tak późnej porze. Nie mogłam nawet o tym wspomnieć, bo pani Kate lub Anastasia były wstanie mnie znowu napomnieć, że nie rozumiem co się do mnie mówi. W wielu kwestiach byłam nieustępliwa i bardzo uparta. Spojrzałam na Cukiereczka (Patricka), taka ładna nowa ksywka, skoro Christoph jest Lalusiem. Cukiereczek był jakiś inny, bardziej spokojny, choć nasze pierwsze spotkanie było bardzo dziwne. Miałam poczucie, że nie uda mi się z nim wygrać, bo on ma taki sam charakter jak ja. Z nim mogłam rozmawiać. Wydawał mi się bardziej szalony niż ten tu prowadzący w opanowaniu blondas o zielononiebieskich oczach.
Możecie włączyć radio? – zwróciłam się do nich.
Christoph nacisnął guzik. Miałam nadzieję, że stacja, którą ustawił nie będzie grała samych tandetnych piosenek, które to niczym się od siebie nie różnią. To co teraz grają w radiu to jeden wielki szajs, którego świat jeszcze nie widział. Czasem było mi szkoda moich pięknych uszu dla takiego szwarc mydła i powidła.
Dziennikarz radiowy zapowiedział kolejną piosenkę. Słyszałam o tym zespole, ale nigdy nie wsłuchiwałam się w jego piosenki. Denerwowały mnie takie zespoły. Rosły jak grzyby po deszczu, a piosenki, które śpiewali były po prostu niczym więcej jak kopiuj – wklej z inną ścieżką melodii. Chris pod głosił i wsłuchiwał się w piosenkę. Jeśli jest przygłuchy to niech sobie kupi aparat słuchowy. Westchnęłam. Jeśli zaraz tego nie przyciszy to ja będę potrzebowała jego aparatu. Co to w ogóle jest? Jaki to gatunek muzyczny. To bardziej przypomina jęki wyjęte nie wiadomo skąd... tak zdecydowanie nie preferuje w takiej muzyce.
Zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu. Rozejrzałam się, ale nie poznawałam tego miejsca. Może przyjechaliśmy do domu, w którym wcześniej byłam? W końcu myślał, że wyjechałam z rodzinnego domu aby być bardziej samodzielna. Chris wysiadł z samochodu i zaraz otworzył drzwi od mojej strony. Podał mi rękę, spojrzałam mu w oczy i nie mając większego wyboru musiałam skorzystać z jego propozycji.
Ale to nie jest wasz dom – popatrzyłam to na jednego to na drugiego chłopaka.
Jesteś bystra i spostrzegawcza, brawo Eveline. Czegoś nauczyli cię w szkole – dogryzł mi Patrick.
Wystawiłam mu język. I dopiero teraz zauważyłam napis, który świecił neonem po moich oczach: „Pogotowie ratunkowe”. Przełknęłam ślinę z przerażenia. To nie mogła być prawda. Moje kłamstwo ma jednak krótkie nogi? Nie. Nie. Nie. Nie. I jeszcze raz nie.
Ale ja nie wiem czy mam ze sobą moje wszystkie dokumenty – wymyśliłam coś na szybko. Przecież musiałam się jakoś ratować. – A po drugie ja tam nie wejdę! – wzbraniałam się. – Raz mi wystarczy w wieku ośmiu lat. Okazało się, że mam wyrostek robaczkowy i trafiłam do szpitala – chciałam uciec, zacząć biec, ale byłam kontuzjowana. – Mi–a–ałam wtedy operację i nie chcę mieć kolejnej. To jedno mi wystarczyło... a nogą się nie przejmujcie to nie jest nawet złamanie. Na pewno nie – znowu poczułam się jak mała przestraszona dziewczynka, kiedy znowu pani Kate z przykrością musiała mi powiedzieć, że jednak nie będę miała nowego domu. Pamiętam, że gdy byłam mniejsza miałam 4 albo sama nie wiem już ile lat nie byłam sama. Ale panie z domu dziecka zawsze mi mówiły, że wymyśliłam sobie przyjaciela żeby się nie czuć sama. Nie wiem ile było w tym prawdy, ale na wspomnienie o tych rozmowach, że to nie było nic wymyślonego robi mi się strasznie przykro i tęsknie niemiłosiernie.
Chris z Patrickiem zaczęli się głupio do siebie uśmiechać. To nie wróżyło niczemu dobremu. Pewnie wpadli na ten sam plan, dam sobie rękę uciąć, że mieli jakiś plan. Przecież oni są niezrównoważeni psychicznie.
Cameron – Chris rzucił wymowne spojrzenie koledze i dokładnie w tej samej chwili złapali mnie za ramiona podnosząc do góry. Zaczęłam krzyczeć, ale oni nie zwracali na to uwagi. Żadne moje sprzeciwy nie były ważne, po prostu poszliśmy sobie w stronę wejścia pogotowia. Serial pod tytułem: „Superbohaterowie i wyrzutek”. Odcinek pierwszy. Skoro myślą, że udało im się mnie zaciągnąć do tego budynku to niedoczekanie ich.
Postawcie mnie na ziemi! – byłam wściekła.
Pewnie moje zachowanie nie było odpowiednie bo inni ludzie którzy znajdowali się w środku popatrzyli na mnie zszokowani moim zachowaniem. Zapewne uznali mnie za niezrównoważoną psychicznie chorą kobietę, która jest gorsza niż małpa. Ale jak mam być szczęśliwa i zadowolona skoro każdy robił wszystko tylko nie to co mi by odpowiadało. Posadzili mnie na krześle. Z jeden strony usiadł Chris, a z drugiej mój drugi ochroniarz – Cukiereczek. Po niedługim czasie, kiedy nie było kolejki do rejestracji Christoph podszedł i zaczął opowiadać wszystko po kolei.
Dobry wieczór pani, Christoph Warner – przywitał się słodko. – Chciałbym zapisać tę młodą i niezadowoloną damę. Eveline... – odwrócił się w naszym kierunku uśmiechając się do mnie. – Jak masz na nazwisko?
Współpracuj – szepnął Patrick.
Ani mi się śni.
Jakoś – odpowiedziałam obrażona. – Niczyj interes, skoro nie pamiętasz twój problem.
–Eveline Thomson – nie dał poznać po sobie, że go zdenerwowałam. A jak się okazało on doskonale wiedział jak mam na nazwisko. Może już wszystko o mnie wiedział? Nachylił się do pielęgniarki, która spisywała wszystko szepcząc jej coś na ucho. Dziewczyna się zaśmiała.
Zaraz mu zrobię krzywdę. Obiecuję. Nie przeżyje tego. Obiecuję. A wszyscy zgromadzeni na pogotowiu będą świadkami.
–Dziękuję za informacje, proszę usiąść lekarz zaraz Państwa przyjmie – czerwonowłosa pielęgniarka posłała do niego szczery szeroki uśmiech. Zrobiła jeszcze te swoje maślane oczka... jakby się w nim zakochała od pierwszego wejrzenia.
Ale taka miłość nie istnieje. Zwłaszcza od pierwszego wejrzenia.
Ja się nigdy nie zakocham.
Ze złości nabrałam powietrza w płuca, a kiedy chłopak znowu obok mnie usiadł postanowiłam przemówić i spróbować znowu zaprotestować.
–Powtórzę ci ostatni raz Lalusiu – nie będę nigdzie szła. Jeśli chcesz to mogę ci to zdanie przeliterować drukowanymi literami.
–Eveline uspokój się proszę cię i nie zachowuj się jak mała rozkapryszona dziewczynka – syknął. – Nie jesteś na zewnątrz by zachowywać się jak w swoim naturalnym środowisku – skarcił mnie, a do tego obraził. Gdyby wiedział, że jestem wyrzutkiem nie mówiłby tego. Mimo wszystko to był szczyt chamstwa z jego strony, że to powiedział. Miałam ochotę ukręcić mu łeb. Żeby się zaraz nie okazało, że lekarz będzie mu bardziej potrzebny niż mnie.
–Tu są chorzy ludzie – mówił dalej spokojnym i opanowanym głosem, choć widać było w jego oczach smutek.
–Zamknij się już – syknęłam zaciskając zęby ze złości. – Nikogo nie prosiłam o to by mnie tutaj przywieziono. Moja prośba była zupełnie inna – poniosłam się z krzesła i mimo cholernego, okrutnego bólu zaczęłam iść w stronę drzwi.
–Gdzie ty się wybierasz? – wycedził wściekły przez zęby.
–Do stumilowego lasu kretynie.
Spojrzał na mnie wymownie, wiedziałam, że właśnie stracił do mnie resztki swojej cierpliwości. Nie będę zaprzeczać, że właśnie o to mi chodziło. O jego brak cierpliwości co do mojej osoby. Mówiłam, że mi się uda, więc jestem z siebie dumna jak nigdy. Stanęłam przed drzwiami, które się otworzyły. Uśmiechnęłam się do niego wrednie.
–Wr–rracaj – warknął przez zęby.
–A, jeśli nie to co? – powiedziałam słodkim głosem jak miód. Wiedziałam, że niemiłosiernie działa mu to na nerwy. Znalazłam słaby punkt mojego wybawcy. Lalusia, tatusia.
–Wracaj! – powtórzył.
–Nie.
Przekroczyłam próg, a drzwi automatycznie się za mną zamknęły. Zaczęłam podskakiwać, bo stanie na nodze nie należało do najprzyjemniejszego uczucia. Powiedziałam im wyraźnie przed budynkiem, że nie potrzebuje pomocy. Z resztą nie chce żeby za mnie płacili, bo potem nie będę miała jak tego zwrócić. Nie pozwolę sobie na to, dlatego nie będę go słuchać. Jestem panią swojego losu, księżniczką własnej bajki. I nikt nie ma prawa decydować za mnie co powinnam zrobić. Zwłaszcza, że nie wiedzą, że tak naprawdę uciekłam i nie mam kochającej rodziny.
Ktoś złapał mnie za ramię i mocno ścisnął. Przestraszona odwróciłam się za siebie i zobaczyłam Christopha, który był wściekły.
–Puść mnie, to boli! – próbowałam się wyrwać. – Puszczaj mnie!
–Cholera jasna! Czy ja się niejasno wyraziłem? Mówię w innym języku niż ty czy jaki kij?
–Tak! Po chińsku, a ja mówię po duńsku. Czy do ciebie nie dotarło, że ja nie potrzebuje pomocy, bo poradzę sobie sama. Z resztą nie chce być wam nic dłużna. Po prostu wrócę do domu.
Zaczął się śmiać.
Uczyniłam to samo, a on widząc to zamilkł i złapał mnie za ręce.
–Eveline to dla twojego dobra – powiedział łagodnie. – Jeśli coś poważnego ci się stało musisz pozwolić żeby to sprawdzili, a potem odwiozę cię na autobus, zawiozę do rodziców. Obiecuję.
–Nie czuję potrzeby obmacywania przez jakiegoś starego dziada.
–Wyrażaj się – znów powiedział do mnie tym samym gniewnym tonem co przedtem.
–Dobrze tatusiu – odburknęłam – ale ja nigdzie z tobą nie pójdę.
–Nie będę się ciebie pytał o zdanie młoda damo! – przysunął mnie do siebie po czym podniósł do góry i przerzucił przez ramię. Znowu. Weszliśmy do poczekalni, ale tym razem siedząc pośrodku Laluś jak i Cukiereczek trzymali mnie za ramiona. Nie odzywali się do mnie ani słowem.
–Wiecie, co wam się przyda? – przerwałam tę ciszę, a oni na mnie spojrzeli. – Psychiatra. Jesteście niezrównoważeni psychicznie. Równie dobrze mogę zacząć krzyczeć, że zostałam przez was porwana, kiedy wracałam do domu.
–Ani mi się waż cokolwiek mówić, bo marny twój los – wycedził Chris.
Pielęgniarka wyczytała moje imię i nazwisko. Chris wyszeptał mi w tym czasie do ucha.
–A teraz wejdziemy tam jak cywilizowani ludzie i lekarz stwierdzi co ci się stało.
A teraz wejdziemy tam jak dzicz i lekarz stwierdzi co mi się stało – wyszeptałam pod nosem.
–Czy ty zawsze musisz być taka niemiła i opryskliwa – myślałam, że tego nie usłyszał.
–Muszę. Życie mnie tego nauczyło, że muszę uważać na takich Lalusi jak ty.
Nic już nie odpowiedział tylko wziął mnie pod rękę i poszliśmy do gabinetu lekarza, gdzie za biurkiem siedział starszy gruby mężczyzna. Mój adwokat – tak adwokat. Wszystko mu opowiedział, a ten zlecił od razu prześwietlenie i jakieś badania. Kiedy wróciliśmy ze wszystkim okazało się, że mocno skręciłam kostkę i zostanie założona szyna na co najmniej 3 tygodnie. Z przykazaniem abym oszczędzała nogę, trzymała ją u góry i odpoczywała. W przeciwnym razie mogę naderwać sobie ścięgna i będzie potrzeby zabieg. Wszystkiego dowiedziałam się dzięki Chrisowi. Nie byłam uradowana tym cudownym faktem, który zdarzył się w moim życiu, ponieważ byłam wobec nich dłużna przysługę. Nigdy się od nich nie uwolnię, więc pozostaje mi tylko jedno – nie odzywać się albo powiedzieć im prawdę, że tak naprawdę zwiałam z domu dziecka. Na pewno od razu by mnie tam zawieźli i miałabym święty spokój.

4 komentarze:

  1. Nie wiedziałam, że piszesz powieść. Muszę powiedzieć Ci, że jestem pod wrażeniem: budowania napięcia, stylistyki i poprawności językowej. A mówi Ci to polonistka więc możesz być z siebie zadowolona :)
    Wracam do poprzednich rozdziałów i tym samym kieruję pytanie (na które być może znajdę odpowiedź w prologu, a może nie...) dlaczego wybrałaś dla bohaterów "niepolskie" imiona :P ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to, kiedy wpadłam na pomysł pisania tej opowieści od razu do głowy uderzyło we mnie Eveline Alison Thomson i Christoph Warner. Próbowałam to zamienić, ale nie było to tym co chciałam. Kiedy myślałam o Ev, wiedziałam hmm... co ona chce powiedzieć? Trochę to dziwne, ale weszła we mnie ona tak jakbym od zawsze ja nią była :)

      Usuń
    2. Czyli utożsamiasz się z nią trochę kreując jej postać??

      Usuń
    3. Można powiedzieć, że wiele uczuć, które ona ma i to w jaki sposób postrzega np. zrozumienie, inność czy to jaka jest wrażliwa jest częścią mojego serca. Więc tak, mogę powiedzieć, że to co przytrafiło się Eveline to trochę moje uczucia :)

      Usuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*