2015/12/26

OUTCAST. TOM 1. ROZDZIAŁ 7


Rozdział 7
Mimo że szłam o kulach i bardzo dobrze sobie radziłam, widziałam, że Chris i tak w jakiś sposób mnie asekurował. Szliśmy oświetloną ulicą, która wydawała się wymarła. Żadnych samochodów i ani jednej żywej duszy. Tylko ja i on. Idąc w stronę wspomnianego przez niego parku szliśmy w milczeniu. Przeszliśmy przez drogę. Nie wiedziałam, co mam mówić, więc wolałam być cicho tak jak on. Przypuszczam, że on też nie za bardzo wiedział co mi powiedzieć. Nie żebym była zawiedziona, ale myślałam, że może będzie to jakaś ekscytująca i zabawna rozmowa. W końcu sam mi ją zaproponował, a to do czegoś zobowiązuje, prawda? Jednak Laluś milczał jak zaklęty...
–Kiedyś... – powiedział do mnie, ale zamilkł w tym samym momencie, jakby pożałował swojego pierwszego słowa.
Spojrzałam na niego i postanowiłam usiąść na ławce obok, której właśnie przechodziliśmy.
–Kiedyś było inaczej. Tak spokojniej. Dzisiaj nie czuję już tego, co kiedyś – dokończył.
Miałam naprawdę wiele pytań do niego. – O co ci chodzi, bo nie rozumiem? Mówisz to do mnie, czy sama nie wiem?
Ale zdecydowanie mówił to do mnie.
–Dziś jestem coraz bardziej zmęczony, szukam czegoś innego. Czegoś co wypełni moją pustkę. Czegoś lepszego od... – znowu zamilkł.
Jak Bóg mi świadkiem zaraz go zamorduję za to, że nie potrafi dokończyć żadnego zdania. Na dokładkę, żeby brzmiało ono sensownie i bym wiedziała o czym on do mnie mówi.
–Od...? – postanowiłam go pociągnąć za język, może mi coś powie.
–Niepotrzebnie to powiedziałem – wyszeptał. – Zapomnij o tym. To już nie jest ważne – odwrócił się ode mnie plecami, jakby chciał ukryć przede mną łzy. Poczułam się dziwnie i na dodatek zrobiło mi się bardzo smutno.
–Nie! – sprzeciwiłam się. – Poczekaj i nie uciekaj ode mnie – złapałam go za rękę. – Odpowiedz proszę. Nie mogę patrzeć na to, że jesteś taki przybity tutaj, a w gronie kumpli tego nie okazujesz. Jesteś inny, jakiś bardziej wyluzowany, zabawny. Nie widać, aby coś cię męczyło. A jednak... Dlaczego mi to wszystko mówisz? Dlaczego akurat mnie? – odwrócił się znowu do mnie twarzą i spojrzał prosto w moje oczy.
–Bo oni tego nie zrozumieją. Nie będą w stanie zrozumieć mojej przeszłości, która była najokropniejszym momentem w moim życiu – wyjaśnił. – I tylko z własnej winy zgotowałem sobie taki los. Taką, a nie inną przeszłość. A dlaczego tobie to mówię? Sam nie wiem – wzruszył bezradnie ramionami. – Może dlatego, że nie znamy się dobrze? I nie znasz mnie na tyle, żeby od razu mnie skreślić. Nie wiesz jaki byłem kiedyś, a kim się stałem. Nie znasz mnie dobrze.
Mimo że blondas miał rację to i tak mnie to zabolało.
–Ale czasem lepiej jest się wygadać komuś kogo mało się zna, bo ten ktoś patrzy na to wszystko obiektywnie – kontynuował swoje wyjaśnienia.
–A mogę chociaż wiedzieć jaki rodzaj pustki odczuwasz? Znam to uczucie. Z jakiego to powodu? – zapytałam się go, choć było widać, że strasznie się waha by cokolwiek powiedzieć. Tak jakby stąpał bo bardzo kruchym lodzie, a każdy kolejny krok przybliżał go do wielkiej katastrofy.
–Jestem sam, nie mam rodziny – znaczy mam, ale nie mamy ze sobą kontaktu. Nie chcą mnie znać, albo inaczej. Wybrałem to wszystko z przymusu. Odciąłem się od przeszłości. Nawet praca, którą mam nie daje mi już jakiejkolwiek satysfakcji i mam ochotę stąd uciec jak najdalej.
Osłupiałam ze zdziwienia na to co do mnie mówi. Laluś nie lubi tego czym się zajmuje? Mój Laluś, ten sam Laluś, który zawsze jest taki uśmiechnięty i miły dla wszystkich i mam tutaj w szczególności na myśli samą siebie. Teraz stoi przede mną i mówi mi jaki jest przybity, i że nie wie, co ma zrobić, bo nic go tak naprawdę nie cieszy? Daje mi do zrozumienia, że potrzebuje kogoś, z kim mógłby być i poczuć się kochanym, bo jego własna rodzina go nienawidzi. Nie jestem pewna czy moje wszystkie myśli są dobre, ale tak wnioskuję z jego wypowiedzi. Z drugiej strony nie chcę na niego naciekać by mi wszystko opowiadał, bo potrafię sobie wyobrazić jakie to może być bolesne. Lepiej jest czasem komuś pozwolić na to by sam doszedł do wniosku czy chce o czymś powiedzieć. Jeśli Christoph kiedyś będzie chciał mi powiedzieć to będę najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, że powierzył mi swoją małą–wielką tajemnicę. Mam też wrażenie i chyba to będzie prawdziwe stwierdzenie, że on nie docenia tego co ma i tego ile w życiu osiągnął. Wiele osób z pewnością chciałoby być na jego miejscu. Może jestem głupia, ale wolałabym być na jego miejscu. Tak naprawdę nie mam nic, oprócz swojego gadulstwa i dogadywania wszystkim na każdym kroku, a już najbardziej oddałabym wszystko, aby mieć swoją kochającą rodzinę.
Wszystko przychodzi z czasem.
Może i mi się poszczęści.
Może.
Miłość też przychodzi z czasem.
Ta prawdziwa, zawsze.
–Nie wiem co ci doradzić – westchnęłam – ale wiem jedno. Musisz po prostu wybrać i stwierdzić, co jest dla ciebie najważniejsze. Jeśli nie czujesz siły na coś, co kiedyś dawało ci radość, to się wycofaj. Tylko pamiętaj, że taka szansa, którą ty otrzymałeś, zdarza się raz na milion lat albo i rzadziej. Wiele osób o niej marzy.
–Jesteś inna. Patrzysz na to wszystko chłodnym okiem. Nie oceniasz mnie, mówisz tylko to co zauważyłaś nie bojąc się o tym powiedzieć. Jesteś szczera i dlatego cię ludzi. Może kiedyś opowiem ci o sobie więcej, ale jak na razie nie potrafię o tym mówić. Nie umiałbym dobrać odpowiednich słów abyś nie pomyślała o mnie tak jak wszyscy inni, że jestem potworem.
–Jeśli będziesz chciał to kiedyś mi o wszystkim opowiesz. Nie musisz jeśli nie chcesz – wzruszyłam ramionami. – Przeszłość już zawsze nią pozostanie, więc nie jest taka ważna. Ważniejsza od niej jest teraźniejszość, bo to w niej żyjemy, a ta z kolei kreuje naszą przyszłość.
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
–Bardzo często mówisz to co ci ślina na język przyniesie – odpowiedział mi – nie sądziłem jednak, że będziesz w stanie pomóc mi wszystko zrozumieć.
–A ty za to jesteś skryty jak czekoladki w pudełku. Nigdy nie wiadomo, na co się trafi. Taka chodząca tajemnica z ciebie.
Zaczął się śmiać.
–Ato dowaliłaś teraz do pieca, że aż zgasnął – mówił przez śmiech, a jego chichot był boski, kochany i słodki. Przypominał mi rechot żaby. Dosłownie!
–Od dzisiaj będę cię nazywać Pan Żabcia – również zaczęłam się śmiać tylko, że z niego.
–Wolę Laluś – zaprotestował.
–Pan Żabcia, Laluś przed państwem – powiedziałam bardzo głośno.
–Wariatka!
–Tak to ja – zaczęłam się śmiać. – Normalnie, okrutnie lubię cię – powiedziałam do niego i dopiero po kilku sekundach spostrzegłam się, że swoje myśli powiedziałam na głos.
–Mówisz, że mnie lubisz? – był zaskoczony.
–No, bo ty jesteś inny… – chciałam się jakoś wytłumaczyć, ale sama nie wiedziałam co mam mu dokładnie powiedzieć. Lubiłam go. Nawet trochę bardziej niż powinnam, ale tego nie mogłam mu powiedzieć. To było zakazane. – …bo ci twoi kumple mnie nie lubią i nie chcą mnie tam.
–To nieprawda – szepnął. – Oni tylko inaczej to okazują.
–Jasne, jasne... – jakoś mnie tym nie przekonał. – Zwłaszcza Carl kocha mnie miłością wielką i jedyną. Po prostu zakochał się od pierwszego wejrzenia – przewróciłam oczami niezadowolona tym, że próbuje mnie przekonać do czegoś co nie było prawdą.
–Ale przecież wy się bardzo kochacie – znowu się ze mną drażnił.
Popatrzyłam na niego błagalnym spojrzeniem, aby dać mu do zrozumienia, że nie bawią mnie jego słowa w żaden sposób.
–Żabciu w innym życiu!
–No faktycznie, łabędziem musiałabyś być – dodał.
–Ooo jeszcze, czego! – Zaprotestowałam. – Byłabym za piękna dla niego. Ja w ogóle jestem dla niego za fajna żebym była jego dziewczyną. Musiałabym upaść na głowę, stracić pamięć. Cokolwiek, aby się z nim umówić. Odrzuca mnie na samą myśl gdybym miała go pocałować.
Chris o mało nie położył się ze śmiechu na ziemi.
–Wyobrażasz sobie to… – spójrz.
Pokazałam mu kierunek, w którym ma patrzeć.
–Nie potrafię sobie tego wyobrazić – w dalszym ciągu się śmiał. – Ty i Carl Helsby. Carl Helsby i ty to się równa mieszanka wybuchowa, czyli ja i reszta chłopaków tracimy dom nad głową – skomentował.
–Miłość na śmierć i życie – miałam łzy w oczach.
–Dokładnie!
–To chodź idziemy do domu – zaczęłam znów iść tak jak przystało na człowieka, a nie wpół zgięta ze śmiechu. – Nie mogę Chris! Przez ciebie mam go teraz przed oczami i naszą „wielką miłość”.
–Sama zaczęłaś!
Tak to prawda. Jeden zero dla Żabci.
–Oj no dobra – machnęłam ręką. – Nie doszukuj się aż takich szczegółów.
–No ładnie, ładnie. Powiem mu o tym.
–Nie waż się nic mu mówić – stanęłam mu na drodze.
Spojrzał mi głęboko w oczy.
–Bo? – Droczył się.
–Bo jak powiesz to ja ci włożę palce do ciepłej wody jak będziesz spał. I się posikasz!
–Obiecuje milczeć jak mysz kościelna – powiedział podnosząc dwa palce do góry. – Nic mu nie powiem. To będzie nasza mała tajemnica. Moja i twoja.
Tajemnica moja i twoja.
Jedna z wielu zapewne, jaka jeszcze wydarzy się w naszym życiu.

4 komentarze:

  1. Haha, jaka groźba! Bo wsadzę Ci palec do wody, jak będziesz spał!
    Fajnie napisany rozdział, ale zastanawia mnie zmiana czcionki w trakcie. To wariacja dla oczu, więc może następnym razem postaraj się tego uniknąć, prooooszę?

    Dość długo nie było mnie w książkowej blogosferze, ale jestem i życzę wesołych świąt! Zapraszam też na mojego bloga i nową recenzję :)
    www.przerwa-na-ksiazke.blogspot.com

    Buziaki,
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziękuję, że zwracasz uwagę bo nie zauważyłam tego :)

      Usuń
  2. Zapraszam do siebie, nominowałam Cię do mojego pierwszego tagu: http://ksiazka-od-kuchni.blogspot.com/2015/12/agatha-christie-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*