2015/11/06

OUTCAST. TOM I. Prolog

Okładka zastępcza. Niedługo pojawi się właściwa.
Po wczorajszym wielogodzinnym przemyśleniu jednej kwestii dotyczącej mojego pisania i wiercenia dziury w brzuchu, że powinnam pisać, powinnam wrócić z moim pierwszym opowiadaniem - w końcu zdecydowałam się na powrót i zacząć na nowo publikować poprawioną wersję opowiadania z cyklu: MOJE PRZEZNACZENIE - TOM 1 „Niebo nie dla Idiotki”. Dodatkowo Nita poruszyła moje serce tłumacząc, że na forach dziewczyny o mnie pytają, a ja zniknęłam bez słowa wyjaśnienia. Otóż zrobię to teraz żeby rozwiać wszystkie wątpliwości. Nie znudziło mi się pisanie, to opowiadanie czy wyczerpały mi się pomysły (mając napisane IV tomy, to nie jest możliwe). Po prostu nie miałam czasu, dużo spraw mi się nawarstwiło jednocześnie i wena jakoś opuściła mnie na dobre pół roku - . - a nie chciałam pisać niczego na siłę, bo nigdy nie jest to dobre rozwiązanie. Wolę w ogóle nie pisać nawet przez rok, żeby potem wrócić ze zdwojoną siłą.

Czy będą zmiany w całej historii? Oczywiście, może nie bardzo widoczne, ale kilka rzeczy się zmieni. Jak wiadomo każdy kto pisze zmienia się, zmienia się jego styl - poprawia się. Ja kiedy zaczynałam pisać miałam jakieś pojęcie, ale nie takie jak teraz. Co jeszcze takiego istotnego. Może też to, że imiona i pewne zdarzenia mają nowy - według mojej oceny lepszy kształt. Mam nadzieję, że pokochacie Eveline na nowo, tak jak ja ją kocham. Pisząc ją zawsze wkładam w nią całe moje serce, wyciągając czasem siebie do wierzchu. To moje małe piękne dziecko i mam nadzieję, że przypadnie i Wam do gustu.

Dlaczego publikuję je tutaj, a nie na starym adresie? Stary adres istnieje i może niedługo znowu ruszy, nie wiem. Powiem szczerze, że łatwiej mi jest operować na jednym adresie, który po prostu ma karty i odpowiednie miejsce na blogu. To opowiadanie znajdziecie w SPISIE TREŚCI u góry bloga w zakładce OUTCAST.

Tyle tytułem wstępu ;-)

Prolog 
Są wspomnienia, których nie chcemy pamiętać. Wspomnienia, które na samą myśl zabierają nam całe złudne szczęście, którym żyliśmy. Nikt nie chce pamiętać tego co złe. Bardziej chce mieć możliwość wymazania tego jak kredę z tablicy po skończonej lekcji angielskiego. Cokolwiek. A, co z moimi wspomnieniami? Nie mam ich, nie chcę pamiętać. Ale jednak one wracają, każdej nocy, kiedy zostaję sama i spoglądam przez okno. Widzę jakie mogłam mieć inne życie, ale nikt mnie nie pokochał. Widzę jak koniec scenariusza mojego życia, zawsze był taki sam. Skazana na samotność, skazana tylko na siebie. Bo przecież Niebo nie jest dla Idiotek... 
-Oddaj mi go! - krzyknęła mała dziewczynka o brązowych oczach i bujnych pofalowanych włosach, które wpadały w czerń choć były ciemnobrązowe. Miała zaledwie pięć lat, a i tak wiele rozumiała, o wiele za dużo... wiedziała, że kiedyś ktoś ją w końcu pokocha i zabierze do domu nazywając córeczką. Wierzyła też w to, że po raz pierwszy powie tak proste, a zarazem piękne słowo: „mamo”.
Złudne marzenia, okropne wspomnienia. W tamtym okresie mojego życia w to wierzyłam. Miałam jakąkolwiek nadzieję, wierzyłam w swoje przeznaczenie. Nie byłam wyrzutkiem. Pamiętam jak patrzyłam na koleżankę, której imię zatarło mi się w pamięci i wydarłam jej zabawkę z rąk, dodając, że się myli i na pewno ktoś mnie pokocha. Zawsze mi dogryzała i nie lubiła. Powtarzała, że nikt takiej okropnej i kłopotliwej dziewczynki nie będzie chciał. 
Oczy pełne smutku i łez. 
-To mój miś - powiedziała. 
-Ja też chcę się pobawić - odpowiedziała jej koleżanka. Jednak brunetka jej nie usłuchała, przytuliła się do pluszaka i odeszła od niej nie słuchając jak ta znowu powtarza, że jest niechcianym dzieckiem. Płakała, ale nie pokazywała tego swojej małej rywalce, musiała być silna. Przecież wierzy w to, że ktoś przyjdzie i powie, że to ona jest ich wymarzoną córeczką. 
I co? Dalej stoję w tym samym pokoju z tą różnicą, że już nie płaczę, nie mam pluszaka i co najważniejsze nie wierzę w te głupstwa, w które kiedyś chciałam wierzyć. Zamiast mieć rodzinę, o której mówiono i o dziwo w nią wierzyłam, to spędziłam w bidulu całe moje dzieciństwo. Do osiemnastego roku życia. Wróć. Faktycznie nie mam jeszcze osiemnastu lat, ale uciekam stąd i nie mam zamiaru wracać. Tak będzie lepiej, jeśli zniknę... może wtedy przestanę być wyrzutkiem. Przestanę się tak czuć i będę jaśniejsza od gwiazd, silniejsza od każdej blizny jaką posiadam w sercu.

6 komentarzy:

  1. Kocham! Kocham! Kocham! <333 Smutno się zaczyna..Biedna dziewczyna której nikt nie chciał smutne to bardzo :( Jeszcze ta ucieczka...Ty wiesz ja ja się bardzo cieszę że wróciłaś i w końcu wena ci powróciła :D Ahhh już nie mogę doczekać się następnych rozdziałów :D Buziaki :*** <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, ta historia chodziła za mną od pewnego czasu, ale nie mogłam znaleźć tej iskry, która by mnie ku temu popchała. A tu proszę :D

      Usuń
  2. U mnie potrzeba pisania również dojrzewa... tylko ciągle wyganiam ją do kąta bo inne ważniejsze rzeczy się pojawiają, albo brak weny. Zapowiada się ciekawie, smutno, ale mocno. Mam wrażenie, że bije z tego fragmentu jakaś siła;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siła, o której nikt nawet nie ma pojęcia :D
      Tylko ja XD :)

      Usuń
  3. Świetny prolog, chce się czytać dalej. ^^

    http://virutite.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*