2015/11/27

OUTCAST. TOM I. Rozdział 3


Rozdział 3

 
Szłam chodnikiem w stronę moich dobrych i złych wspomnień. Tak uciekałam, że wracam z podkulonym ogonem szybciej niż myślałam. Niestety, ale muszę tam wrócić, nie mam innego wyjścia. Wrócę i dopracuję swój plan ucieczki, ale znając moje szczęście, to pani Kate uziemi mnie na kolejne milion lat. Do tego należy dodać, że usłyszę pogadankę o nieodpowiedzialności, którą znam na pamięć. Nigdy nie zmienia się schemat tej rozmowy, a słowa, które słyszę są takie same jak zawsze.
Jak mogłaś być tak nie odpowiedzialna! Ile razy trzeba ci tłumaczyć jedno i to samo? Czy ty nie rozumiesz dziecko, że to wszystko co robimy to dla twojego dobra? Ja wiem, że nie możesz pogodzić się z tym losem, który cię spotkał, ale nie możesz powodować, że sama sobie robisz krzywdę. Po każdej burzy wychodzi słońce i szczęście w końcu i do ciebie zaglądnie.
Ta jasne, myślałby kto... i ciekawe, kto mi to szczęście położy na złotej tacy. Pewnie sama wróżka zębuszka. Yhyyym.
Ledwo co mogłam iść. Noga strasznie mnie bolała, a do tego torba nie ułatwiała mi zadania. Narzekanie to kolejna cecha, która determinuje moją specyfikę. Dobrze, że dzisiaj jest dzień, w którym mogę narzekać. Marzyłam by znaleźć się w swoim małym pokoju, pójść pod prysznic, przebrać się w piżamę i pójść spać. Odpocząć, a co najważniejsze zapomnieć ten okropny wieczór i spotkanie. Godzina na zegarku tylko mi przypominała, że powinnam jak najszybciej znaleźć się w domu. Było grubo po 22, a ja wałęsałam się to tu, to tam po mieście. Doskonale pamiętam przestrogi wychowawczyń, że spacery są fajne, ale nie o tej porze.
A ci kolesie?
Banda niewyżytych dzieci myśląca tylko i wyłącznie o zabawie. Myślałam, że w tym wieku jest się kimś normalnym, a tu proszę, masz babo placek, placek zakalec. Przez to wszystko co się stało nie chce ich widzieć. Dobrze, że już ich nie spotkam. Po prostu tak będzie najlepiej. Z resztą nie sądzę, by zauważyli, że w ogóle zniknęłam. Widać było jak na dłoni, że są bardzo skupieni na sobie. I nieważne kim byli. Nawet bogami, nikt nie dał im prawa tak się zachowywać.
Co mnie w ogóle podkusiło żeby tam iść?
Może dlatego to wszystko się stało, bo wydawało mi się, że głos Christopha był taki kochany i uroczy przez telefon? Faktycznie był dla mnie miły, czego nie mogę powiedzieć o jego koledze, który nawet mnie nie przeprosił za to, co mi zrobił. Tak, już nigdy tam nie wrócę. Idealne rozwiązanie jeśli chodzi o tę cudowną piątkę. Placek zakalec, a tak się zarzekałaś, że umiesz gotować i piec.
Westchnęłam z rozpaczy. Miałam ochotę zapłakać nad własną osobą. Nad własną głupotą. Czego ja się spodziewałam? Przecież każdy jest taki sam. Każdy człowiek jest podły i już. Nie można nikomu ufać w dzisiejszym świecie. Tę hierarchię nieufności zaczęłabym od moich kochanych do szpiku kości rodziców. W moim życiu nic nie jest miłe, zawsze pod górkę i na dodatek zawsze muszę wpakować się w jakieś tarapaty.
Z rozmyślań wytrącił mnie kolejny upadek tylko tym razem bardziej bolesny. Znów poczułam ból w kostce, a zaczynało być tak pięknie i już się do niego przyzwyczaiłam. Podniosłam głowę patrząc przed siebie i zobaczyłam, że chłopak powoli podnosi się z ziemi.
Uważaj jak chodzisz – zwróciłam mu uwagę – a najlepiej to kup sobie okulary ślepoto ruska! – patrzył na mnie zszokowany moimi słowami, ale to nie był koniec, miałam naprawdę zły dzień, a jeszcze gorszą noc. – Śpieszy ci się gdzieś? To zwolnij! Ten ktoś nie zając, nie ucieknie.
Zgadłaś! – wrzasnął na mnie i to teraz ja się zdziwiłam, że ktoś potrafi mieć podobny temperament do mnie – Ten ktoś ucieknie i tyle, już zapadła się pod ziemię albo jak kamień w wodę. Nazywaj to jak chcesz! – odburknął mi tym samym tonem, a ja mu się dokładniej przyjrzałam.
Nie był wysoki, taki mojego wzrostu. Młody, być może i w moim wieku. Blondyn, a jego oczy były bardzo podobne do moich. Ciemnozielone szafiry jak to mówiły panie w domu dziecka, w których widać cały smutek i niesprawiedliwość świata.
Może pomógłbyś mi tak wstać, a nie patrzysz się na mnie jak w obraz – powiedziałam do niego troszkę grzeczniej, a on podał mi rękę. Zagryzłam wargi z bólu i stanęłam z nim twarzą w twarz. Teraz to dobrze zauważyłam dokładniej. Jego oczy, one były takie jak moje, a zimny a zarazem ciepły dreszcz przeszedł mnie po plecach.
Kogo szukasz? – zapytałam speszona odwracając wzrok by nie patrzeć na jego twarz.
Dziewczyny.
Wow, naprawdę? – parsknęłam śmiechem. – Nie pomyślałabym, że szukasz dziewczyny, zwłaszcza o takiej godzinie – to miała być uszczypliwa uwaga, ale on niestety zbagatelizował moje słowa i pokręcił głową z niedowierzania.
Brunetka. Taka mojego wzrostu – pokazywał – ubrana w jasnożółtą sukienkę w kwiatki, narzucona skórzana kurtka, a do tego żeby było zabawniej miała założone fioletowe trampki – wiedziałam kim ona jest.
Zaczęłam się głupkowato uśmiechać i nie mogłam uwierzyć w jego brak inteligencji. Chłopak dalej nie zwracał na mnie uwagi i na to, że zaczęłam mu pokazywać palcami na samą siebie jak ostatnia kretynka. On dalej swoje. A jak wiadomo nieładnie jest pokazywać palcami.
Miała spięte włosy do góry, do tego torbę bądź plecak. Nie widziałaś jej może?
Boże, ale naprawdę? Naprawdę? Zaczęłam się śmiać. Ten dureń nie był spostrzegawczy. Był poruszony poszukiwaniami, a ja dalej się głośno śmiałam. Cóż mi pozostało, na to nie było rady. Mogłabym mu powiedzieć od razu, że to mnie szuka, ale wpadłam na lepszy pomysł.
Widziałam – powiedziałam dumnie dalej się śmiejąc.
Chłopak błagalnym spojrzeniem prosił mnie o to abym wskazała mu drogę, dokąd udała się jego zguba. Opanowałam swój śmiech i odwróciłam głowę aby znowu spojrzeć w jego oczy, które były takie jak moje.
Jak ci na imię? – grałam na zwłokę.
Patrick – wyszeptał podając mi rękę, uścisnęłam ją delikatnie. – To jak powiesz mi gdzie widziałaś tę dziewczynę. Naprawdę bardzo mi się śpieszy, a ona jest ważna – wyjaśnił, po czym dodał pośpiesznie – to znaczy nie dla mnie, ale dla kolegi – zawstydził się. – Z resztą za dużo mówię.
Widzę, że nie jesteś spostrzegawczy – wybełkotałam, a on zmierzył mnie wzrokiem z góry do dołu.
To ty! – złapał mnie za ramię i szarpnął w swoją stronę. – Idziemy! – zakomunikował. – Wszyscy cię szukają, a ty z premedytacją udajesz, że coś wiesz i na dodatek to wszystko cię bawi. Nieładnie tak.
Hola, hola Cukiereczku – wyrwałam się. – Ja nigdzie z tobą nie pójdę! – musiałam się postawić, to że przyznałam się kim jestem nie znaczyło, że chciałam tam wracać.
Ale to mnie nie obchodzi! – znowu mnie złapał szarpiąc w swoją stronę. Tym razem przeżyłam szok i poczułam okropny ból, który przeszedł mnie w kostce. Nachyliłam się i złapałam się za nogę, po czym jęknęłam bardzo donośnie i upadłam na Patricka. – Moja kostka – zaczęłam płakać. – Matko kochana, ale boli – chciałam opanować ból, który mną zawładnął – a ty ze mnie złaź zboczeńcu!
Ale to ty na mnie leżysz – skwitował.
A no tak, to ja.
Faktycznie.
Ja.
Tylko był jeden problem nie mogłam się podnieść i w dalszym ciągu płakałam. Głupia chora sytuacja, głupia noga i oni... Patrick jakoś wygramolił się spod mojego ciężaru i przykucnął nade mną kładąc swoją dłoń na moim ramieniu.
Co ci się stało? – zapytał troskliwie.
Twój durny kolega, to mi się stało – odrzekłam na jego pytanie. – Nawet nikt mnie za nic nie przeprosił.
Kultura wymaga, aby odpowiadać na zadawane nam pytania. Proszę cię, współpracuj – westchnął zrezygnowany – i nie wyrażaj się tak źle o ludziach – upominał mnie.
Znalazł się nauczyciel żeby mnie pouczać, co mogę, a czego nie mogę – pomyślałam sobie – myślałby go, kto...
Znalazł się nauczyciel – jęknęłam wypowiadając swoje myśli na głos. Byłam zrozpaczona tym wszystkim co się dzisiaj stało i naprawdę było mi wszystko jedno co się teraz stanie. Nawet mogę się do wszystkiego przyznać, tylko po to aby odwiózł mnie do domu dziecka. – Ty mi nie będziesz mówił, co ja mam robić, a czego mam sobie nie robić. Jeśli chcesz sobie wiedzieć co mi się stało w kostkę, to twój problem. Nie odpowiem na żadne twoje pytanie zrozumiałeś? Chcę tylko wrócić do domu – powiedziałam wyszeptując powoli ostatnie zdanie.
Chyba nie usłyszał, bo nawiązał do mojego wcześniejszego stwierdzenia.
Nie?
Nie! – zapewniłam go. – I wiesz, co jeszcze? Możesz się ode mnie odczepić, bo ja nie prosiłam, żeby mnie zgłosić do programu: „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.
Popatrzył się na mnie wkurzony po czym wstał i zaczął ode mnie odchodzić, a ja nie mogłam uwierzyć, że jest zdolny do tego by zostawić mnie na środku chodnika w nocy, niebezpiecznej okolicy. On chyba sobie w tym momencie żartował.
Eeeeej! – krzyknęłam do niego, kiedy był kawałek ode mnie. – Nie zostawiaj mnie tutaj!!! – krzyczałam. – Nie zostawiaj mnie – zaczęłam płakać – nie ch–ch–cę być sa–a–a–ma – zaciągałam się. Mój niewyparzony język w niczym mi nie pomógł tylko pogorszył sprawę. On naprawdę sobie idzie i mnie zostawia. – PATRICK! PRZEPRASZAM! – wychlipałam zapłakana.
Blondyn stanął i odwrócił się w moją stronę. Śmiał się szyderczo. Triumfował, że złamał tak niezależną i bardzo wyszczekaną osobę. Wrócił się do mnie i z błogim uśmiechem pomógł mi wstać. Postanowiłam, że nie będę się już w ogóle odzywać i po prostu pozwolę aby mi pomógł, a potem już nasze drogi na zawsze się rozejdą.
Tylko nie krzycz – zaznaczył i wziął mnie na ręce. – Pójdziemy do parku, jest niedaleko. Usiądziesz sobie i tam poczekamy na pomoc. Przecież nie możesz zostać z taką kontuzją. Z tego co mówił Christoph wyjechałaś z rodzinnego domu – uśmiechnął się, a ja zamrugałam ze zdziwienia. Uwierzył w każde moje słowo. To dobrze, będę mogła wrócić do swojego starego życia i nikt nie pozna mojego sekretu.
Kiedy usiadłam w parku na ławce, Patrick usiadł obok mnie i wyciągnął z kieszeni kurtki telefon. Wybrał jakiś numer i zadzwonił. Mówił dość szybko, nieskładnie mówiąc tylko nawę parku i ulicy, przy której się znajdowaliśmy. Po skończonej rozmowie spojrzał na mnie i podał mi chusteczkę abym obtarła zapuchnięte policzki od płaczu.
Bardzo cię boli? – spytał.
Trochę – wyjęczałam zmęczona.
Jedynym co starałam się zrobić to unikanie jego wzroku, który był dla mnie najgorszym przekleństwem. Dziwnie było patrzeć w oczy takie same jak twoje i na dodatek widzieć w nim wszystko, co kiedyś uważało się za zagubione, ale jakimś cudem i w jednej sekundzie się to odzyskało. Oparłam głowę na jego ramię, a on mnie otulił. Nawet nie wiem kiedy, ale przysnęłam.
Eveline – usłyszałam jego głos. Mówił do mnie spokojnie i z opanowaniem. – Eveline – powtórzył moje imię – chyba jest bardzo wycieńczona przez ból – szeptał.
Moje serce biło mi jak oszalałe ze zdenerwowania, strachu i... sama nie wiem jak mogę określić to trzecie uczucie, które mi towarzyszyło.
Twoja buntowniczka – zaśmiał się Pat. – Myślałem, że doprowadzi mnie do czarnej rozpaczy w pewnym momencie. Jest bardzo uparta.
Otworzyłam oczy. Chris kucał trzymając swoje ręce na mojej dłoni i uśmiechał się do mnie. W jego oczach znów rozbłysł ten sam promyk, który już widziałam. To, że chce mi pomóc. Nie mogłam patrzeć na niego, było mi wstyd. Mimo że sugerował mi, że chce się wkręcić do ich domu, bo jestem jedną z nich. Jakąś fanką czegoś kim oni byli.
Cameron, proszę cię zostaw nas na chwilę samych – powiedział Chris, a chłopak posłuchał go jak małe posłuszne dziecko. – Dlaczego uciekłaś i nie poczekałaś?
Każdy cię tak słucha? – spytałam się go.
Nie każdy – odrzekł – a teraz odpowiedz na moje pytanie.
Niepojęte – pokręciłam głową.
Eveline...
Tak? – uśmiechnęłam się do niego.
Co ci się stało w nogę? – westchnął.
Nie chce o tym mówić – odpowiedziałam. – Przestało mnie już boleć, więc proszę cię odwieź mnie tylko w jedno miejsce.
Czyli mi nie powiesz?
Nie! I powtórzę to jeszcze raz to, co powiedziałam tamtemu – wskazałam na Patricka. – Nie prosiłam się, aby mnie zgłoszono do programu, który leci w telewizji w każdy piątek w paśmie popołudniowym.
Chyba go zdenerwowałam, bo wyprostował się po czym złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię.
Nie będę tego słuchać! Jesteś uparta jak osioł!
Nie waż się mnie dotykać – zaprotestowałam. – Postaw mnie na ziemi!
Nic sobie nie robił z moich wrzasków i niezadowolenia. Jakbym to, co mówiła w ogóle do niego nie docierało. Razem z Patrickiem podeszliśmy do samochodu, do którego mnie wpakował i zatrzasnął drzwi.
To jest porwanie! Zgłoszę to na policję! – darłam się na nich w samochodzie kiedy już jechaliśmy ulicami miasta. Ale oni mnie ignorowali. Nie mieli zamiaru się do mnie odzywać. Dlatego postanowiłam też się do nich nie odzywać. Ani słowem się już nie odezwę albo nie nazywam się Eveline.

3 komentarze:

  1. *-* Mogłabym to czytać w kółko i nawet w kwadraty. Naprawdę świetne opowiadanie.

    http://virutite.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć, jestem z TT i dopiero zaczynam historię z twoim blogiem..ale od razu mówię-zakochalam się- zawsze wiedzialam,ze nie jestem jaką dobrą "Pisarką" ,tworzylam ot tak, dla przyjemności..ale sadzilam,ze jest ok..teraz zdaje sobie sprawę,ze twój blog w porownaniu z moim to cudo Genialnie piszesz i mimo,ze jestem na początku, to fabuła naprawdę porywająca, zazdroszczę ;D i gratuluję życząc dalszej weny :)
    Na penwo jeszcze nie raz tu zajrzę a tymczasem zabieram się za czytanie dalszych rozdziałów

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*