2015/11/20

OUTCAST. TOM I. Rozdział 2

Cześć Kochani!

Dziękuję, za wszystkie wiadomości prywatne i za komentarze. Kolejny rozdział przed Wami i życzę miłego czytania! :)


Rozdział 2 
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy, te diamenciki, które miały w sobie dobro samą radość życia. Zazdrośniłam mu tego. Ile bym dała żeby czuć się podobnie. Wszystko. Chrisa zmieszało, kiedy usłyszał moje słowa wyraźnie to widziałam, a  jest osobą, która nie potrafi kłamać. Jego twarz mówiła wszystko - wziął mnie za wariatkę - albo - co gorsza wyczuł, że moje życie to jedno wielkie kłamstwo. Dla niego też byłam wyrzutkiem, przybłędą, której nikt nie chce. Widział we mnie osobę, która chce wykorzystać sytuację dobrego życia. To nie tak... po prostu tylko w połowie nazwałabym to wykorzystaniem jego dobroci serca. Z drugiej strony nie miałam wyjścia, bo albo pozostało mi kłamstwo albo wrócić tam skąd przyszłam. A ja nie chciałam tam wracać. 
-Zobaczymy co da się zrobić - powiedział spokojnie, powodując tym samym, że nie zgasił nadziei, która była w moim sercu. 
Może nie wszystko stracone? 
-Gdzie twoi koledzy? - zmieniłam temat. 
-Poszli do kina, a ja jakoś nie miałem na to ochoty - wyjaśnił - a po drugie ciągle ktoś dzwoni i pyta o pracę u nas. Zazwyczaj to są fanki, które chcą się do nas zbliżyć i zamieszkać z nami - mówił to tak swobodnie, a ja już wiedziałam o co mu chodzi. Byłam bystra chociaż nie widać tego tak po mnie. - No sam nie wiem - wzruszył ramionami - mają różne pomysły - to była aluzja do mnie, jak bum cyk cyk. 
A więc to tak, ja do niego z sercem - w połowie z kłamstwami, a on do mnie z insynuacją, że jestem jedną z nich. Jakąś głupią fanką. Eveline... zabieraj swoje manatki stamtąd. On ci to zasugerował dobitnie i wybitnie. Zwijaj żagle, to nie ten statek. 
-Znaczy się, że ja niby też?! - nie mogłam sobie tego podarować i ryknęłam na niego wściekła. 
Popatrzył na mnie zaszokowany tym jak się zachowałam. Poznaj moją dziką, nieposkromioną naturę Idioto. 
-Nie!!! - zaprzeczył podnosząc głos tak samo jak ja. 
Nie chciałam go jednak słuchać. Zwerwałam się z kanapy patrząc na niego zawiedziona jego zachowaniem. Kurczę, a miało być tak pięknie. Jednak nie było mowy o powaleniu na łopatki, nogi, kolana, stopy. Na cokolwiek, Nawet na serce - żadnego powalenia. Zawał serca z miłości od pierwszego wejrzenia też nie wchodził w grę. 
-Wiesz, co Lalusiu? - uśmiechnęłam się do niego wrednie. - Ja nawet nie wiem kim wy jesteście, a ty mi z jakimiś fankami wyjeżdżasz jak królik z kapelusza! Twoje sugestie są zbędne w tym momencie. Dziękuję i dowidzenia - złapałam za torbę, która leżała na sofie. Pewnym zdecydowanym krokiem poszłam w stronę wyjścia. Nie miałam ochoty przebywać z nim w jednym pomieszczeniu.  
Koniec miłości. 
-No poczekaj, no! - był zdenerwowany. -Nie to miałem na myśli. 
Nie słuchałam go. Gbór. Już chciałam otworzyć drzwi, ale on złapał mnie za rękę przyciągając mnie do siebie, że wpadłam w jego ramiona. Speszona tą sytuacją bałam się mu spojrzeć w oczy. Jego serce biło tak spokojnie i równomiernie. Czułam się przy nim bezpiecznie. Podniósł mój podbrudek do góry patrząc w moje oczy spokojnie, tak z troską. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Czułam się przy nim bezpiecznie. 
Tak blisko tego i d e a l n e g o mężczyzny. 
Wspaniały. 
Cudowny. 
Przystojny. 
Tylko mój. 
Obudź się Thomson! Na jakim ty świecie żyjesz? Której orbicie, jakiej galaktyce! On jest Idiotą. Właśnie zasugerował jakąś bujdę wyssaną prosto z palca, a ty wpadasz w jego ramiona. Bądź trzeźwa! Pijani z miłości źle kończą, a ty faceta znasz od kilkudziestu minut. Bądź poważna. Moje wewnętrzne ja mną wstrząsnęło. 
-Nie dotykaj mnie! - warknęłam na niego, wyrywając się jednocześnie z uścisku blondyna. 
Złapałam za klamkę za drzwi i chciałam je otworzyć. 
-Gdzie ty idziesz dziewczyno!? - był przestraszony. 
Witaj w moim świecie, a ja ci zaraz odpowiem. 
-Tam gdzie nie ma takich nadętych ludzi jak ty - oznajmiłam dumnie i pewnie. - I żegnam. 
Szarpnęłam klamką w swoją stronę, ale w tym samym momencie ktoś od zewnętrznej strony bardzo mocno szarpnął drzwiami. Ta siła momentalnie spowodowała, że puściłam tę cholerną klamkę i upadłam na podłogę z wielkim hukiem gruchocząc sobie kości. 
-Christoph, żałuj, że cię nie było - usłyszałam głos uradowanego chłopaka, kiedy już stanął w przedpokoju i mogłam go zobaczyć, jedyne co rzuciło mi się w oczy to, to jak jego dredy podążały za jego ruchami. Wyglądał jakby miał ADHD. Kolejny burak do kolekcji. W co ja się wrąbałam? Co za ludzie, ale czy to na pewno ludzie? Nie... to warzywniak pełen buraków i cebulaków. Czas stąd iść gdzie pieprz rośnie. Zabieram się stąd. 
Przeklnęłam swój los, w który sama się wpakowałam, a pięcioro par oczu zaczęło się na mnie patrzeć. Przewróciłam oczami, bo było to naprawdę komiczne. Z drugiej jednak strony pięciu nieziemskich facetów - poprawka - czterech, bo ten z dredami jest średni, patrzyli we mnie jak w obrazek i miałam nieodparte wrażenie, że po raz pierwszy widzą dziewczynę. Eksponat. Oczywiście żaden z piątki dżentelmenów nie pomógł mi wstać, więc sama to zrobiłam. Stanęłam przed nimi dumnie, ale czułam, że boli mnie kostka. Wiem, że mogłabym im o tym powiedzieć, ale nie mam na to najmniejszej ochoty. Muszę się od nich uwolnić raz na zawsze. 
-Kto to jest? - zapytał chłopak z dredami spoglądając na Lalusia. 
-Fanka? - w głosie piskliwego bruneta, który miał bujną falę loków na głowie zabrzmiało to tak jakby był niewyżyty czy coś w innym guście. 
-Palanci - wybełkotałam wściekła na nich za wszystko. 
-O i jaka zarozumiała ta fanka - odezwał się dredowy facet. 
-Żadna fanka! - zaprzeczyłam. - Już tłumaczyłam temu tutaj - wskazałam na Chrisa palcem - że nie wiem kim wy jesteście i nie mam zamiaru wiedzieć! Nigdy nie byłam, nie będę i co najważniejsze nie chce być waszą fanką! 
-Może byś coś powiedział, a nie stoisz jak ten słup soli - do Lalusia odezwał się kolega. 
-To jest Eveline - przestawił mnie. 
-Ładne imię - uśmiechnął się do mnie szyderczo. 
-Stul się - warknęłam. - Jakoś twoje imię mnie średnio interesuje. 
Zamiast mi coś odpowiedzieć, na co w głębi serca liczyłam. Dredowy facet odwrócił się do Christopha i zaczął z nim o czymś rozmawiać. Żaden z nich nawet nie zapytał jak się czuję i czy nic mnie nie boli. Ciekawe czy jakbym dalej leżała na tej ziemi i czekała na jakąkolwiek pomoc to czy bym ją dostała? Rozmawiają sobie w przedpokoju dziewczyno, a ty byś sobie leżała jak leżysz na tej podłodze. Umrzyj nawet, jeśli to by ci miało w czymś pomóc. 
Zdenerwowało mnie to bo nie lubię takiej ignorancji, więc mimo bólu postanowiłam wyjść skoro nawet nie zwracali na mnie większej uwagi. Uciekanie mam we krwi, tylko nie sądziłam, że już pierwszego dnia będę musiała to zrobić. Zniknąć im z oczu - to był mój cel. Już wolę poszukać pracy gdzie indziej. Zmywak będzie lepszy od tego małpiego gaju. Naprawdę.

0 komentarze:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*