2015/11/28

Nieidealna: Początki bywają trudne

Bycie idealnym, czy to określenie w ogóle jest prawdziwe? Czy można dążyć do czegoś co tak naprawdę nigdy nie zostało osiągnięte? Nienaganna sylwetka, świetna praca, wymarzony partner... wymieniać można bez końca ile takich rzeczy w mniemaniu ludzi określa tę cechę. Ale jak to jest z tą idealnością? I czy czasem nie lepiej być nieidealnym, aby czuć się dobrze samym ze sobą?

Nieidealna. Taka jestem piękna. Nie zawsze tak myślałam. Kiedyś wiem, że byłam osobą, która wszystko musiała mieć zapięte na ostatni guzik. Perfekcyjność w pełnym wydaniu. A każda poranna myśl zaczynała się od tego samego wyrażenia: powinnam, ale lista była zdecydowanie dłuższa. Kiedy każdego ranka stawiałam sobie cele wiedziałam, że będę musiała włożyć w to dużo pracy. Teraz też to robię, ale bardziej spokojnie. Aby nie dopadały mnie chwile zwątpienia i niechęci. Dzięki wielu sprawom, które zmieniły moje życie stałam się nieidealną idealnością samej siebie, co spowodowało również to, że inaczej spojrzałam na świat. Oczami, które pozwoliły mi po prostu znaleźć moją prawdziwą osobowość. Pewnie wszyscy, którzy to czytają zastanawiają się dlaczego to piszę. Wyjaśnię to nieco później ;-). W końcu to będzie cykl, a nie mogę zdradzać wszystkich swoich tajemnic na samym początku. Czyż nie?

Początki bywają trudne. Moje początki oprę na początkach moich marzeń teraz mało istotnych, bo zamieniłam je na coś innego. Z przymusu, ale no cóż życie bywa zaskakujące. Miałam kiedyś idealny plan na życie i myślałam, że nic nie może mi go zepsuć. Teraz już wiem że szukanie idealnych rzeczy nigdy nie przynosi w stu procentach pozytywów. Dlaczego? Bo czasem to nieidealne znaczy lepsze. Co przekreśliło moje wcześniejsze plany? Kontuzja kolana. Nie lubię o tym mówić, bo doskonale wiecie, że są niektóre rany, które mimo iż się zabliźniły w pewien sposób zawsze będą nam przypominać o czymś co uwielbialiśmy. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że moje życie legło w gruzach. Ciężko jest się pogodzić z myślami i słowami lekarza, który oświadcza nam, że będzie ciężko odzyskać cokolwiek ze wcześniejszego życia. Tak. Jestem niepełnosprawna, ale nie winię nikogo. Z początku winiłam siebie. Nie mogłam wielu rzeczy sobie wybaczyć, ale tak jak w tytule: początki bywają trudne. Po chwilach zwątpienia we własne możliwości zaczęłam o siebie walczyć. Kiedy się okazało, że nie można tego dostatecznie wyleczyć postanowiłam znaleźć nowego lekarza. Trafiłam na wspaniałych ludzi i zyskałam nową wiarę. Lekarz, który teraz prowadzi moje leczenie mówi, że jeśli naprawdę się przyłożę mogę osiągnąć sprawność. Oczywiście po dziewięciu operacjach nie gwarantuje wszystkiego, ale jeśli efekt będzie mnie zadowalał, będę dumna z tego, że niczego sobie nie odpuściłam. Rehabilitanci też wierzą we mnie, a ten sukces musi być obustronny.

Dlaczego o tym mówię? Bo niedawno spotkałam się z sytuacją, w której usłyszałam jak moja koleżanka powiedziała do swojego chłopaka, który na jego nieszczęście nabawił się kontuzji. Że jeśli podda się operacji nie będzie mieć szansy aby spełniać swoje marzenia. BZDURA! Nie można takich rzeczy mówić! Po pierwsze, bo zdrowie jest najważniejsze, a po drugie bez zdrowia to prawda nie spełni swoich marzeń. I koło się zamyka. Dlaczego? Bo kontuzja mimo że teraz nie dokucza z pewnością będzie się pogłębiać. Zabieg operacyjny nie jest żadną przyjemnością (i nie przypomina operacji z serialu Na dobre i na złe), ale jeśli zachodzi taka potrzeba i lekarz gwarantuje nam, że wszystko po operacji będzie w porządku trzeba spróbować. Do odważnych świat należy i takie tam, nie muszę tych wszystkich regułek przypominać. Początki w leczeniu i późniejszej rehabilitacji są trudne, ale jeśli czegoś się naprawdę chce to można to osiągnąć. Bardzo często, przytaczam swój przykład, że można mieć dużo jeśli się czegoś chce. Nie warto niszczyć swojego zdrowia za cenę marzeń, które i tak stracimy. Mogłam w przeszłości nic z kontuzją nie robić. Wiem też, że na pewno teraz byłabym w gorszej sytuacji i nie tańczyłabym tak czy siak. Pamiętajcie: każde marzenie jest do osiągnięcia jeśli tylko robimy to z głową, by te kupony szczęścia nie zostały odcięte z dnia na dzień i pozostawiły tylko myśl, a co byłoby gdybym podjął inną decyzję?

3 komentarze:

  1. W sieci tak bardzo brakuje pozytywnych tekstów, doskonale zapełniłaś tę lukę. Masz rację, marzenia można spełnić zawsze, tylko czasem trzeba je zweryfikować i dostosować do obecnych warunków. Gratuluję Ci tego, że mimo przeciwności potrafiłaś walczyć. Brawo Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie zdarzenia losowe budują naszą wytrzymałość i kreują psychikę :) Choć zdaje się nam, że ją naruszają to jednak to co się w niej dzieje ma wymiar pozytywny.
    Ale trzeba wierzyć, trzeba chcieć, pokazać język życiu, wypiąć się na niepowodzenia.
    Coco Jambo i do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele osób niepełnosprawnych (i to w stopniu znacznym) udowadnia, że nie ma barier nie do pokonania. Jest dużo trudniej, dłużej i wymaga często to o wiele więcej wysiłku niż dla człowieka sprawnego, ale w każdej dziedziny każdy człowiek da sobie radę. :) Pomaga w tym zarówno otoczenie danego człowieka, jak również nowoczesna technika. Jednak nikt - czy to człowiek w pełni sprawny czy nie - nie osiągnie niczego bez samozaparcia i woli walki. :)

    OdpowiedzUsuń

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*