2015/06/08

Recenzja #49 - Richard Paul Evans „Kolory tamtego lata”



Okładka
Naprawdę nie wiem, co ma w sobie takiego Evans, ale jego książki są po prostu magiczne. Kolejna wspaniała historia do kolekcji. Pamiętam mój zachwyt książkami „Obiecaj mi” i „Stokrotkami w śniegu”, powiem jedno: tą także mogę wpisać na listę: „do przeczytania”, mojej przyjaciółce Anecie – kochana twoje „must have” z mojej półki tylko się wydłuża.

Wszystkich ciekawych mojej recenzji zapraszam do rozwinięcia!




Wszystkie historie Evansa są wspaniałe, ale ta jest inna. Wyróżnia się na tle innych przytoczonych przeze mnie tytułów. Książka bowiem jest zapisem autentycznych wydarzeń, których to autor dowiedział się z rozmowy przy basenie z pewną kobietą – Elianą. Historia o pięknej miłości, uczuciu ktore nie jest jednym wielkim wybuchem emocji. Uczucie prawdziwe, rozkwitające jak pąki róż, opisane zmysłowo i ciekawie, w moim odczuciu z nutą tajemniczości.

Włochy. Przepiękny kawałek nieba ukryty na Ziemi, pragnę go kiedyś odwiedzić. Właśnie w tym kraju mieszka Eliana wraz z mężem i dzieckiem. Jednak nie jest szczęśliwa jakby się to mogło wydawać. Mąż ciągle jest w rozjazdach, a co za tym idzie, w ogóle nie poświęca uwagi ani jej ani ich choremu dziecku. Bez wsparcia męża jest zdana tylko i wyłącznie na samą siebie. Wszystko jest nie tak jakbyć powinno. Koleżanki powinny jej zazdrościć wspaniałego życia, a tak naprawdę mąż nie zwraca nawet uwagi na jej potrzeby i pragnienia. Żadna ścieżka w tym małżeństwie nie jest usłana różami.

Pewnego dnia w życiu głównej bohaterki pojawia się nowy mężczyzna – nie jest on Włochem, na całe szczęście. A to, dlatego iż nowy mężczyzna w życiu Eliany pomaga jej zrozumieć, a także zmienia jej spojrzenie na mężczyzn. Plusem nowej znajomości jest także to, że Eli nie jest już osamotniona ze swoimi problemami. Jednak muszę przyznać, że, mimo iż „Pan-nie-jestem-Włochem-czyli-możesz-mi-zaufać”, tak naprawdę nie wzbudził mojej sympatii na samym początku. Oczarował? Może troszkę, tak jak bohaterkę książki, ale jego małomówność w pewnych momentach była dla mnie zbyt irytująca. Ja już znam odpowiedzi na wszystkie pytania, które sobie stawiałam, kiedy czytałam tę książkę. Jednak nie mogę niczego zdradzić, gdyż zepsułabym niespodziankę – kolejna, jaką zaserwował nam Evans.

Bez zwątpienia mogę powiedzieć tak jak na początku mojego wpisu, że „Kolory tamtego lata” to całkowicie inaczej napisana historia miłosna. Historia, która wciąga nas w swoje wydarzenia od pierwszych kartek. Książkę czyta się bardzo szybko, kolejne rozdziały po prostu chłoniemy pragnąc dowiedzieć się, co będzie dalej. Czy polecam książkę? Tak. Choć z początku nie byłam przekonana, ponieważ początkowe rozdziały wydały mi się nudne. Ale mi jak zwykle na początku musi się coś wydawać i mylne są te pierwsze wnioski. Cieszę się, że nie odłożyłam tej książki na półkę tylko „zmęczyłam ją”. Opowieść Evansa, która wydarzyła się naprawdę wbiła mnie w fotel. Polecam ją każdemu, a najbardziej tym, którzy się wahają bądź przeczytali pierwsze rozdziały i są rozdarci czy czytać dalej czy pozostawić ja bez echa. Powtarzam bez cienia wątpliwości naprawdę warto ją przeczytać.

*zdjęcie: tumblr.com

0 komentarze:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*