2015/03/02

Recenzja #42 - Stephenie Meyer „Zmierzch”

Czy Zmierzch autorstwa Stephenie Mayer jest warty zachodu i przeczytania? Pierwsza część bestsellerowej sagi wypadła słabo. Tak bardzo słabo, że nawet światło nie blednie. Czy coś w tym guście. Nie zachwyciła mnie wcale, choć przyznam się, że przeczytałam dwie kolejne. Moje odczucia? Różne. Kolejne recenzje, również pojawią się na blogu. Zapraszam do rozwinięcia. 

Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Isabella Swan, która przeprowadziła się z ojcem do małego miasteczka. Poznaje tam tajemniczego, a zarazem przystojnego Edwarda. Okazuje się, że chłopak posiada nadludzkie zdolności. Nasza Isabella jest nim oczarowana, pragnie poznać wszystkie jego sekrety, nie zdając sobie sprawy z tego, że grozi jej niebezpieczeństwo. Kim jest Edward? Chwila grozy... wampirem,  (to wielki skrót tej historii).

Podobno saga Zmierzch jest światowym fenomenem. Ja niestety nie widzę tego fenomenu nigdzie. Ekranizacji  nie będę komentować, bo z dwojga złego chyba zostanę przy książkach. Toż mi wybór. Nie dziwię się sobie, że nie przepadam za wampirami, choć inna książka, o której wspominałam na blogu, przypadła mi do gustu. To jest nowość!  Recenzja w bliżej nieokreślonym terminie. (Tak wiem zalegam praktycznie ze wszystkim ;c) Zmierzch kojarzy mi się z wielkim boom, jeżeli chodzi o Pięćdziesiąt twarzy Greya. Nie czytałam książek, ale coś mi się wydaje, że jest to w podobnym guście, tylko tutaj zamiast wampira mamy mężczyznę, o którym podobno marzą wszystkie kobiety. Czy aby na pewno? Tak na marginesie, powielane schematy nudzą! :)

Ale wróćmy do Zmierzchu. Edward w książce został przedstawiony jako: przystojny, inteligentny, niedostępny, tajemniczy, szarmancki, odpowiedzialny, zachowywał się tak, że niczego nie można mu zarzucić. Chodzący ideał, którego każdy szuka ze świecą. Irytowało mnie niemiłosiernie, że nie mogłam dostrzec żadnych jego wad. Miałam wrażenie, że te jego wszystkie zalety, zaraz sama sobie przekształcę na wady aby zachowywać chociaż drobnostki rzeczywistości. Zdziwiło mnie także to jak był zapatrzony w Bellę. Zakochany po uszy wampir, gdzie ta miłość to nierealne dla mnie uczucie. Nie znalazłam w niej odrobiny czegoś co przykuwa moją uwagę, jeśli chodzi o to uczucie. Miłość jest piękna, ale taka miłość to dla mnie nie miłość. Przeciętna dziewczyna niewyróżniająca się niczym, pojawiająca się z dnia na dzień w miasteczku. Która pierwszego dnia kradnie serce przepięknemu najbardziej podziwianemu chłopakowi w szkole. Schematycznie nierealne zdarzenie i szczerze powiem, że nigdy bym nie chciała wymarzyć sobie takiego spotkania. Gdybym była taką Bellą, która podobno ma siedemnaście lat, a zachowuje się na trzynaście zastanowiłabym się trochę. Czy to trochę nie dziwne, że stałam się obiektem, który przykuł aż tak dużą uwagę? Każdego dnia ktoś się przeprowadza. To przecież normalne.

Dlatego uważam, że porównanie sagi Zmierzch do zekranizowanego Greya to jeden i ten sam twór. W promocji nie zadziałała wspaniała historia, która powala na łopatki. Tylko reklama i dobrze wyważona kampania reklamowa. Muszę przyznać, że w książkach tkwi potencjał, jednak dialogi w pierwszej części są bardzo banalne i jedynym co najbardziej podoba mi się w tej książce jest okładka. Tu nie mam nic do zarzucenia. Jedna z lepszych okładek, jakie udało mi się zobaczyć w moim życiu.

*zdjęcia tumblr.com

0 komentarze:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*