2015/02/26

Recenzja #41 - Cecelia Ahern „P.S. Kocham Cię”
Z książką zetknęłam się jakiś czas temu, ale jakoś wyleciało mi to z głowy, żeby napisać recenzję. Dzisiaj jednak przeglądałam książki i oprzytomniałam. Ledwo patrzę na oczy, ponieważ choroba mnie dopadła (a myślałam, że mi przeszło). Uggh. W poniedziałek będę w szpitalu, więc muszę napisać recenzje na czas kiedy mnie tutaj nie będzie, plus jakieś podsumowanie lutego. Nie przeczytałam tych książek za wiele. Ale jednak nie zostałam z niczym. Także tym lepiej dla mnie. Ciekawych recenzji P.S. Kocham Cię, zapraszam do rozwinięcia. 

2015/02/23

Recenzja #40 - Sherry Argov „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?”
Zołza = Jędza? Czy jestem, tytułową zołzą? Nie wiem. Natomiast pewnym jest, iż po przeczytaniu tego poradnika wiadomo, że zołza nie jest jędzą ani wredną nieczułą kobietą. To raczej jej niezależność. Ja sięgnęłam po tę książkę dzięki mojej przyjaciółce Katarzynie. Oczywiście nie biorę jej jako wzór, patrzę na nią z przymrużeniem oka. Poradnik, to porada, która nie musi być w 100% trafna. Tylko niektóre jej części okazują pewne zależności. Czy warto być zołzą? Zapraszam do rozwinięcia. 

2015/02/18

Liebster Blog Awards
Serdecznie dziękuję za nominację Ewie! Uwielbiam LBA, a teraz praktycznie nie mam czasu na to aby napisać jakąś dłuższą notkę, ponieważ, całe dnie mam zajęte. Przed południem jadę na rehabilitację i wracam wieczorem. Zaczęłam we wtorek, czyli wczoraj i szczerze mam dość, a gdzie tutaj do 10 marca. Kawał czasu. Najbardziej męczące są te dojazdy, bo przesiadam się z jednego do drugiego autobusu i to taka radosna wycieczka. O tyle fajnie, że mam czas na czytanie i praktycznie skończyłam Akademię Wampirów. Recenzja na dniach. Z kolei wieczór szykuje mi się przy filmie Teoria wszystkiego. Zobaczymy czy jest dobry i jego ocena świadczy o naprawdę świetnej kinematografii. Pragnę zaznaczyć, że w niniejszej nominacji, nominuję każdego komu spodoba się ta forma!

2015/02/15

Beautiful day
Walentynki minęły, a ja z pewnością będę je wspominać bardzo miło, (dziękuję!) Dzień traktowany troszkę normalnie, z kilkoma wyjątkami. Naprawdę świetnie się bawiłam i jestem pewna, że wiele takich dni się powtórzy i nie będą potrzebne do tego walentynki. Jeśli chodzi o prezent, to postawiłam na rozwiązanie z kopertami. Zrobiłam ich 14 na każdą okazję z przykazaniem, że niewolno ich otwierać wszystkich na raz. Co to byłaby za zabawa gdyby wszystko otworzyć i dowiedzieć się co jest w środku. Tak chociaż rozłoży się to w czasie i będzie więcej uśmiechu i zaskoczenia!

Tyle o walentynkach, reszta zostanie moją słodką tajemnicą! A co do reszty organizacji na blogu, muszę pomyśleć o tym którą książkę zrecenzuje jutro bądź za dwa dni. Szczerze to nie mam czasu nawet żeby czytać. Wspomniałam w poprzedniej notce, że mam licencjat na głowie i to jest jakieś utrapienie. Zwłaszcza ten pierwszy rozdział, który jest nudny i monotonny. Zaczynam się zastanawiać czy na pewno dobry temat obrałam. Pomocy! A u Was co ciekawego się wydarzyło. Muszę nadrobić wszystkie blogi, bo od dwóch dni trochę ich się nazbierało :) Pozdrawiam gorąco i udanej niedzieli, zabieram się za czytanie! :)

2015/02/12

Recenzja #39 - Ryszard Kapuściński „Dałem głos ubogim”
Ryszard Kapuściński, autor mojego życia. Będę to powtarzała zawsze, ilekroć sięgnę po jego kolejną książkę. Dałem głos ubogim to książka, która jest m.in zapisem ostatniego spotkania Ryszarda Kapuścińskiego ze studentami Uniwersytetu w Bolzano. To kolejna książka, którą odebrałam bardzo osobiście i miałam wrażenie, że uczestniczę w tych wykładach. Naprawdę wyjątkowa relacja z ostatniego spotkania wielkiego reportażysty z młodzieżą. Zazdroszczę im, że mogli spotkać się z nim za jego życia. To musiało być wspaniałe przeżycie i nauka. Ryszard Kapuściński zawsze pokładał wielkie nadzieje w młodzieży. Uwielbiał z nią rozmawiać i stawiał na przyszłość, która będzie ich udziałem. Ponieważ oni zmienią świat.

Książka Dałem głos ubogim to podsumowanie myśli wobec Innego (Ten inny). Ukazanie tego na czym powinien skupić się dobry dziennikarz, aby pracował nad swoim warsztatem. By można było powiedzieć, że uprawia on wysokie dziennikarstwo, zdefiniowane przez Kapuścińskiego. Zaczytując się w jego tekstach mam nieodparte wrażenie, że był naprawdę wspaniałym człowiekiem, który wpisał swój zawód w życie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że znajdą się tacy, którzy uważają inaczej, ponieważ w ojczyźnie Ryszard Kapuściński nie był aż tak bardzo ceniony. Jednak dla mnie to autor mojego życia i cieszę się niezmiernie, że trafiłam na jego książki i zdecydowałam się na czytanie. To naprawdę przyjemne historie oraz problematyka, która w dzisiejszym świecie warta jest poznania.

Majka
*zdjęcie pochodzi ze strony google.com

2015/02/09

Valentine's Day #2 - Zostałam swoją własną Walentynką
14 luty zbliża się wielkimi krokami, już puka do moich drzwi. Jedni przygotowują się do romantycznych kolacji ze swoją drugą połówką, a drudzy ćwiczą przed lutrem wyrażenie: nienawidzę Walentynek. Cieszę się, że to święto wcale mnie nie obchodzi. Szczerze to go nie lubię i uważam, że codzienne wypowiadanie uczuć jest zdrowsze niż większe okazywanie go właśnie w takim dniu. 

2015/02/07

2015/02/06

2015/02/05

Recenzja #37 - Colleen Hoover „Losing Hope”
Czy jesteście już po lekturze Hopeless? Jeśli tak, to wiecie jaka jest to historia i może niektórych z Was chwyciła mocno za serce. Trzymając je jak mokrą gąbkę, po czym wycisnęła jak gdyby nigdy nic, a łzy spływały po Waszych policzkach bez ostrzeżenia. Ja tak miałam. Myślałam, że potrafię przewidzieć tę książkę. Jednak zaszokowała mnie jej końcówka. Mimo że, pierwszy tom przeczytałam dość spory czas temu (RECENZJA) to i tak dziś znów popłakałam się na LOSING HOPE.

2015/02/04

Jakby to było gdyby...
No właśnie! Jakby to było gdybym nie musiała znowu iść do szpitala? Właśnie, no właśnie nie wiem. Dziś okazało się, po wcześniejszej kontroli u lekarza, że kość przy kolanie jeszcze się nie zrosła. Oporna! Zostałam zakwalifikowana do mało inwazyjnego zabiegu (tak powiedziano), aby pobudzić moje komórki zrostowe (prawie się na tym nie znam). Co wskazało jednoznacznie na to, że z rehabilitacji 17 lutego nie tyle co nici, ale dalej będzie to na zasadzie większej uwagi żeby niczego nie zruszyć. Zależało mi żeby wziąć się jakoś konkretniej za ćwiczenia. Okazuje się, że muszę poczekać. Jak pech to pech, ale optymista (ja) zawsze nosi w kieszeni nadzieję, nawet kiedy pech śmieje mi się w twarz. O ja mu jeszcze pokażę! :)

Książki, które planuję zrecenzować na ten miesiąc. Mam nadzieję, że mi się uda! Lubię wyzwania:

1. Richard Paul Evans - Kolory tamtego lata;
2. Colleen Hoover - Losing Hope;
3. Sara Shepard - Pretty Little Liars - X Bezlitosne;
4. Asia Greenhorn - Winter;
5. Cristina de Stefano - Oriana Fallaci;
6. Jarosław Sokół - Czas honoru;
7. Gillian Flynn - Zaginiona dziewczyna;
8. Richelle Mead - Akademia wampirów I;
Ponadto doliczam do tego e-book Szukając kopciuszka Colleen Hoover; 

Mam nadzieję, że plan zrealizuję, kilka książek już skończyłam, więc wystarczy czekać na recenzję. Pozdrawiam serdecznie i do następnej notki!
Miłego dnia :*

2015/02/02

Zamieniam wady na zalety


Czasem w życiu zdarza się, że plany, które mieliśmy, muszą ulec zmianie. I nie chodzi mi tutaj o plany związane z imprezą, gdzie planowaliśmy spotkać się ze znajomymi w pubie przy piwie. Mam tutaj na myśli swój życiowy pomysł, który sprawia, że mimo braku sił, staramy się do niego dążyć za wszelką cenę. Też posiadałam taki koncept, ale musiałam z niego zrezygnować. Powodem tego była choroba, która uniemożliwiła mi dalsze podążanie do niego, choć na początku było obiecywane, że to nie przekreśli tego, co mam już założone. Jednak po pierwszej operacji kolana, okazało się inaczej, wdały się komplikacje i następna operacja, potem była konieczna kolejna i kolejna. W sumie było ich pięć, a działo się to na przełomie 2010 i 2011 roku. Ciężkie zderzenie z rzeczywistością, uświadomiło mi, że z wielkich marzeń nici i często to boli, ale mimo tego postanowiłam sobie, że wada, którą jest moja niepełnosprawność, nie przekreśli mojego życia i znajdę inny cel, być może lepszy. Bardziej realny, który nie będzie tylko zastępcą, tylko światłem, które pozwoli na nowo uwierzyć w marzenia. 

Muszę przyznać, że nigdy nie czułam się akceptowana w pełni. Nie choruję na niepełnosprawność, nie jestem skazana na to, co najgorsze i kończąc liceum zakładałam nowe cele, które z perspektywy czasu wydają mi się bardziej odpowiednie do mojej osobowości. Każda wada, jaką widzę, zamieniam na zaletę w różny sposób. Nie mam żalu do nikogo o to, co się stało. Już nie, z początku byłam wściekła, ale nauczyłam się, że zaakceptowanie tego, pomoże mi w życiu. Nie jestem niepełnosprawną wśród pełnosprawnych. Czuję się w 100% taka sama jak inni, mimo że nie każdy akceptuje czyjąś słabość, a wiadomo, że każdy jakąś posiada. Niewolno przekreślać nikogo tylko z powodu jego mniejszej lub większej wady, bo nigdy niewiadomo, co może nas spotkać następnego dnia.  

Jestem przyzwyczajona do swojego życia i nie muszę go zmieniać, ale pojawiła się szansa, że być może uda mi się wrócić do takiej sprawności, która nie będzie tak bardzo widoczna jak ta obecna. Przeszłam kolejną operację, a nawet dwie, byłam na rehabilitacji, która okazała się ciężkim kawałkiem chleba. I powie to każdy, kto miał do czynienia z dłuższą niż dwa tygodnie walką o własne zdrowie. Cieszę się, że mam przy sobie osoby, które mnie dopingują abym sięgała po to „niemożliwe”. A jak to powiadają, niemożliwe staje się możliwym, jeśli bardzo się tego chce. Nie wstydzę się mojego schorzenia, to mnie ukształtowało, pozwoliło stać się tą osobą, którą jestem teraz. 

Będąc na oddziale rehabilitacyjnym jakiś czas temu, poznałam tam ludzi, których nie zapomnę (o niektórych nie można zapomnieć, oczyWiśnie)! Spotkanie tych osób to było kolejne wspaniałe doświadczenie, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że pokora, której musiałam się nauczyć, po tych wszystkich sytuacjach ze zdrowiem, kiedy było kiepsko. Dała mi siłę. Uczyłam się spokoju, studiowałam cierpliwość dobre dwa lata, sukcesywnie krok po kroku zmieniając swoją osobę wewnętrznie i zewnętrznie. Oczywiście zmiany zewnętrzne dało się zauważyć od razu. Te drugie były cięższe, które potrzebowały większego wkładu, w naprawę swojego „ja”. A ostatnio od bardzo wspaniałej i mądrej osoby usłyszałam: „To dzięki moim pacjentom uczę się pokory i tego, że cały czas trzeba o siebie walczyć. Nie zawsze ten, co ma wszystko jest szczęśliwy, bo mając wszystko, zarazem ma się nic”. 
Efekt Domina, wiadomo :).

Chciałabym powiedzieć również, że osoba, która wiele wynosi ze swojego postępowania wcześniejszego może mieć problem na początku z przyznaniem się do błędu przed samym sobą. Wiecie, co? Uważam, że warto, bo to przynosi nam same korzyści, mimo że na początku się tego nie widzi. Trzeba walczyć o siebie, a lepiej tego nie zrobimy zaczynając od błędów. Wtedy dowiemy się, czego nie robić, by osiągnąć inne ważne dla nas cele, które nazwaliśmy sobie swoimi indywidualnymi celami życiowymi. A co z ludźmi, którzy nie akceptują cię, bo jesteś Inny? Nie warto się przejmować, bo każdy człowiek jest Inny, Europejczyk, i nie-Europejczyk, osoba niepełnosprawna i pełnosprawna. Każdy i nie można temu w żaden sposób zaprzeczyć.

2015/02/01

KSIĄŻKOWE PODSUMOWANIE STYCZNIA
W tym miesiącu przeczytałam dużo ciekawych książek, ale kolejny miesiąc zapowiada się równie obiecująco. To za sprawą kilku książek, na które czekam od ponad pół roku, więc nie mogę się doczekać kiedy zacznę o nich trajkotać, tudzież pisać. Choć nie wykluczam mówienia o książkach. Myślałam, że uda mi się w styczniu przeczytać Zaginioną dziewczynę, jednak miałam kilka spraw na głowie i krótsze książki okazały się wybawieniem. 

Wiele z tych książek stało się moimi ulubionymi. Z resztą nie lubię czytać tego co mnie aktualnie nie interesuje. Rzadko mi się to zdarza. Na ten miesiąc mam już przeczytane 2 książki, a jestem w trakcie czytania kolejnej. Planuję koleją recenzję książki Ryszarda Kapuścińskiego - Dałem głos ubogim, recenzję: Zaginionej dziewczyny, Obiecaj mi, Kolory tamtego lata, Trzy metry nad niebem, Winter, Losing Hope (!), Szukając kopciuszka (!); 

Życzę udanej niedzieli! :*