2014/11/23

Kilka zasad, które dotyczą dziennikarstwa – recenzja książki #19 – Ryszard Kapuściński „To nie jest zawód dla cyników”
„Dziennikarzowi przyświeca zawsze ten sam cel: informować, zaznajamiać czytelnika z faktami, pokazywać, kształcić. Tak, aby mógł on zrozumieć otaczający go świat”, piszę w swojej książce Ryszard Kapuściński. Zetknęłam się z jego książkami, między innymi, dlatego, że będę pisała pracę licencjacką na podobny temat. Stwierdziłam, że moim oparciem może zostać pan Ryszard Kapuściński. Mogę stwierdzić, że mój wybór okazał się być dobrym posunięciem, a ja dowiedziałam się czegoś więcej na temat pracy dziennikarza i nie tylko. Zaznaczając, że to dopiero pierwsza pozycja tego autora. 

„To nie jest zawód dla cyników” to zapis wykładów i rozmów dotyczących dziennikarskiego fachu. Książka została przełożona na język polski. Wcześniej ukazała się tylko w dwóch innych językach – hiszpańskim i włoskim. 

W książce znajdziemy wszystko tak naprawdę. Przede wszystkim w tej pozycji są wypisane wartości towarzyszące osobie, która chce zostać dziennikarzem. Jest opisany proces tego jak zmieniło się dziennikarstwo oraz dlaczego to się stało. Według Kapuścińskiego żeby zostać świetnym dziennikarzem trzeba na początku być dobrym człowiekiem. W tej pracy nie ma miejsca na cynizm. 

„Cynizm to cecha nieprzystająca do dziennikarstwa. Cynizm to cecha niegodna człowieka, cecha, która automatycznie wyklucza z dziennikarstwa. Mówimy tu tylko o wielkim dziennikarstwie, bo to jedyne, którym warto się zajmować, a nie o tej odrażającej jego formie, z którą często mamy do czynienia.”

Trzeba mieć wyczulone zmysły, szukać rozwiązania gdzie indziej, jeśli nie możemy ich znaleźć tam gdzie aktualnie jesteśmy. Wychodzić poza ramy, ciągle się kształcić. Bez ciągłej nauki i podążania nie można mówić o prawdziwym dziennikarstwie. Sam autor książki zestawia ze sobą dwa rodzaje pracy w tym zawodzie, ukazując tym samym skutki. Będąc studentką dziennikarstwa dużo wyciągnęłam z tej lektury. Czytało mi się ją bardzo szybko, a treść była dla mnie budująca. Pokazała mi tak naprawdę ile muszę jeszcze nad sobą popracować, aby móc mówić, że pracuję, jako dziennikarz, który nie obniża jej formy. Lekcja, którą z pewnością zapamiętam na bardzo długo.

2014/11/21

Przez 365 dni – recenzja książki #18 – Demi Lovato „Bądź swoją siłą”
Demi Lovato, to dla mnie wspaniała wokalistka, z mocnym silnym opanowanym głosem. Przeżyła w swoim życiu bardzo dużo, ale nie poddała się. Walka z chorobą, o wewnętrzne i zewnętrzne "ja" w świecie, jest dla mnie pewnym wyznacznikiem. Każdy z nas walczy każdego dnia, o siebie, lepsze jutro, czasem być może świat. Codziennie czytam jej myśli i czuję się lepiej. Mimo że do końca roku jeszcze kawałek postanowiłam już teraz napisać recenzję o tej książce. Będą to bardzo osobiste przemyślenia, ale jednak moim zdaniem obrazujące tę pozycję. 

Perfekcja nie istnieje, to my - ludzie stwierdziliśmy, że można dążyć do perfekcji. Często przez takie rozumowanie można bardzo sobie nabrudzić w życiorysie. Każdy patrzy na kolorowe pisemka, chce być podobny, bo tak pognał świat do przodu. Liczy się wygląd, pozycja. Wartości skryte w sercu schodzą na dalszy plan. Czasem wystarczy się zatrzymać i popatrzeć na to co wokół nas się dzieje. Nie mieć przysłowiowych klapek na oczach i zacząć patrzeć sercem.


Autorka książki Demi Lovato miała problemy z odżywianiem się i samookaleczeniami. Leczyła się i wyszła na prostą. Nie ukryła się z tym i opowiedziała swoją historię. Ja zetknęłam się z nią w programie, który wyemitowała stacja MTV (Demi Lovato: Stay Strong). Jeśli chodzi o książkę, to wracając do niej codziennie, widzę, jak zmienia moje spojrzenie na pewne sprawy. Zwykłe słowa przypisane do danego dnia sprawiają, że zaczynam się zastanawiać nad swoim wewnętrznym ja, przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Codzienne podpowiedzi, względem szczęścia, radzenia sobie z problemami, miłością, smutkiem, są dla mnie pewnym drogowskazem, którym podążam. Sama przecież prowadzę podobny dziennik, który ma swój cytat, opisanie co można zrobić i cel jak to osiągnąć. To samo jest w książce Demi. We wstępie czytamy krótką notkę wprowadzającą. Uważam, że ludziom potrzebne są takie drogowskazy, które popychają nas do tego, by zmienić coś w swoim życiu gdy nie wiemy co zrobić. Wiele razy złapałam się na tym, że po przeczytaniu znajdowałam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. 

Jeśli także szukacie jakiegoś drogowskazu, który was poprowadzi, to książka Demi, może wam w tym pomóc, chociaż jak wiadomo nie musi. To od was zależy czy sięgniecie po tę pozycję. Ja nie żałuję. Lubię uczyć się własnej ciszy w sercu i cierpliwości. Ona popłaca, a kiedy czeka się na coś z cierpliwością, dostaje się naprawdę dużą nagrodę.

2014/11/17

Jeszcze nie dostałyście tego, na co zasłużyłyście – recenzja książki #17 – Sara Shepard „Zepsute”
Zebrałam wszystkie książki, które w ostatnim czasie przeczytałam i zaczęłam spisywać w końcu recenzje. Nie mogę pisać o tych, które teraz czytam, skoro mam te dawno temu przeczytane i niezrecenzowane. Dziś zapraszam was na kolejną część z serii Pretty Little Liars - Zepsute.

Piąta część serii wciągnęła mnie bardzo szybko. Zważając na wydarzenia jakie miały miejsce we wcześniejszej części, kończąc ją miałam w rękach Zepsute. Akcja naprawdę ruszyła z kopyta i w końcu coś większego się stało, a bohaterki stały się dla mnie bardziej realne. Każdy rozdział, był ciekawy, zaskakiwał, przyprawiał o dreszcze, intrygował. Na to właśnie czekałam od bardzo dawna w tej serii.
 
A. zostało w końcu złapane, nasze Kłamczuchy mogły odetchnąć i ich życie mogło wrócić do normy. Już nikt się nad nimi nie znęcał, nie wysyłał denerwujących wiadomości. Cała sprawa stała się nieważną. A sekrety pięknych dziewczyn z Rosewood dalej mogły pozostać sekretami bez obawy, że ujrzą światło dzienne. Idealnie, przecież w końcu o to chodziło, prawda? Jedyną rzeczą, która je jakoś zbija dalej z tropu to wspomnienia, które nie dają o sobie zapomnieć. Przecież to co wydarzyło się zaledwie kilka miesięcy temu, dalej jest żywe mimo że główna sprawczyni już dawno nie żyje. Nasza przepiękna idealna i bezwzględna Alison dalej żyje, ale na całe szczęście dziewczyny w końcu zdają sobie sprawę z tego, kim była naprawdę panienka DiLaurentis. Czekałam na to, kiedy dziewczyny przejrzą na oczy, bo bardzo nie lubię postaci Ali, kojarzy mi się z najgorszą zmorą z koszmarów, potworem lub klaunem, których bardzo nienawidzę i przyprawiają mnie o zawrót głowy, dreszcze i niechęć.
 
Oskarżony o morderstwo Ali, nie został skazany, ale okazuje się, że po pewnym czasie znika, tak jakby rozpłynął się we mgle lub przepadł jak kamień w wodę. Jest to kolejna tajemnica, która w moim przypadku spowodowała tym, że po V części zaczęłam czytać VI. 
Wracając jednak do Zepsutych, to bohaterki są dalej takie same. Nie ma tutaj jakiejś większej zmiany. Hanna dalej jest piękna i kopią Alison. Spencer, staje się czarną owcą w rodzinie, pada nawet podejrzenie, że nie jest prawowitą wnuczką. Co to oznacza? Bardzo wiele i ten wątek był dla mnie wielkim zaskoczeniem, który niesamowicie trzymał mnie w niepewności i niedosycie. Emily po raz kolejny zmienia swoje życie. Trochę tak jakby wracała do punktu wyjścia i niepotrzebnie buntowała się wcześniej. Natomiast Arii nadal podobają się starsi mężczyźni, na domiar złego zastanawiam się dlaczego musi być to ktoś, kto jest facetem jej matki Ellie?

Podsumowując Zepsute, to naprawdę dobra pozycja, porównując ją z poprzednimi częściami, dla mnie najlepsza z tych, które do tej pory przeczytałam. 

A wy czytaliście już tę serię? Co o niej sądzicie? Czytacie dalej, czy odpuściliście sobie ją po jakimś tomie? 
Pozdrawiam!

2014/11/16

To życie jest trudne – recenzja książki #16 – Gayle Forman „Zostań, jeśli kochasz”
Cześć :) Dziś w notce recenzja książki If I Stay. Tak naprawdę z niczym się nie wyrabiam i mam straszną obsuwę. Projekt na studia leży i płacze, nie mogę znaleźć na niego koncepcji jak go dokończyć, nauki jeszcze więcej. Sama nie wiem, w co ręce włożyć, ale jakoś na czytanie nigdy nie brakuje mi czasu. Zapraszam!

Główną bohaterką jest 17-letnia Mia Hall, która ma do podjęcia bardzo poważą decyzję w swoim życiu. W tragicznym wypadku samochodowym, giną jej rodzice i młodszy braciszek. A Mia tkwi w stanie dziwnego zawieszenia. Widzi wszystko, co dzieje się wokół niej, tzn. jak zachowują się jej najbliżsi, a ona sama musi podjąć decyzję o tym, co ma zrobić. W końcu ma dwa wyjścia, albo walczyć o życie i pozostać albo poddać się i umrzeć. Ten dylemat rozstrzyga się spleciony z retrospekcjami i uczuciami innych bohaterów.

„Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne.”

Zostań, jeśli kochasz to książka, która bez zwątpienia pochłonęła mnie całą od pierwszych stron. Przeczytałam ją w zaledwie kilka godzin. Kupując ją miałam także na uwadze ekranizację, która pojawiła się jakiś czas temu, a ja, jako mol książkowy, pierwsze wolę przeczytać książkę, a potem złapać się za ekranizację. Zapewne wrócę do tej książki jeszcze wiele razy ze względu na historię, którą bardzo cenię, a także na to jak jest uduchowiona i przekazuje to, co w życiu każdego człowieka jest najważniejsze.
Akcja książki trwa 24 godziny, poszczególne rozdziały mają przypisaną konkretną godzinę. W ciągu tego czasu nasza główna bohaterka i narratorka będzie wszystko opisywała i wspominała. Spodobał mi się ten zabieg, który wymyśliła sobie autorka książki. To dla mnie wielki plus!

Mia jest cichą i nieśmiałą dziewczyną, która gra na wiolonczeli (terminologia z muzyki poważnej wpleciona w książkę, kolejny duży atut tej książki). Wędrując z Mią po kartach jej wspomnień poznajemy także jej przyjaciółkę – Kim oraz chłopaka – Adama. Również dowiadujemy się więcej o relacjach Mii z rodziną. Autorka potrafi grać na uczuciach czytelnika, doskonale dobrane sytuacje, uczucia, tak, aby pobudzały odpowiednie ośrodki w mózgu. W książce brak jakiś szalonych zwrotów akcji, wielkich kłótni rodziców, romansów i innych takich podobnych rzeczy, jakich teraz pełno, ale mogę was zapewnić, że jest to ciepła bardzo przejrzysta i szczera historia o miłości, rodzinie, przyjaźni.
Moją sympatię wzbudził Adam – chłopak Mii. Ich miłość według mnie odbiega od tych młodzieńczych miłości, została pokazana ona bardzo dojrzale i na poziomie. Nie ma w niej zdrad, jakiejś wielkiej czasem niekończącej się dramy. Tutaj raczej są rozmowy, o tym, co ich czeka i sposobie ich rozwiązania. To też wielki atut. W sumie zaczynam się zastanawiać czy są jakieś minusy dla mnie. Ach tak, tytuł, ale tego nie da się zmienić i bardzo mnie to nie razi. Choć chyba wolałabym tytuł z pierwszego wydania książki. Utwór nie jest długi – 248 stron, ale naprawdę czyta się ją dość szybko.

„Czasem człowiek dokonuje w życiu wyboru, a czasem to wybór stwarza człowieka”

Podsumowując, szczerze polecam wam książkę Zostań, jeśli kochasz. Historia niezwykłej, ale bardzo pięknej szczerej młodzieńczej miłości, która ma swoje wzloty i upadki, opowiada także o przyjaźnie i rodzinie. Może nam się wydawać, że to banał, banałem poganiany, prawda? Ale podkreśla ona także, że życie jest bardzo cenne i tak naprawdę bardzo trudne. Warto przeczytać tę pozycję. Zachwyci, wzruszy, zatrzyma nas abyśmy pomyśleli o tym, co nas otacza i może zmienili jakoś swoje życie? Kto wie…

Dajcie mi znać w komentarzach, czy przeczytaliście książkę i jakie były wasze odczucia po przeczytaniu. A może zachęciłam was do przeczytania?