2014/07/29

Dotyk to taki ludzki odruch, jesteś tego pewien? – recenzja książki #7 – Tahereh Mafi „Dotyk Julii”
Pamiętam to, jakby działo się to dopiero wczoraj. Przeglądałam wtedy strony na youtube.com – zobaczyłam podpis: „Dotyk Julii – zapowiedź”. Zaciekawiło mnie to, więc kliknęłam i od razu przeniosłam się w inny świat. Na początku nic na mnie nie zadziałało, ale później z każdą sekundą jakieś niewyjaśnione mrowienie na plecach. Tak to musi być dobra książka, jeśli zapowiedź tak na mnie działa! Moja intuicja wcale mnie nie zawiodła.

Bohaterką książki jest siedemnastoletnia Julia, która jest przeklęta, ma niesamowity dar. Jej dotyk zabija, dotyk to jej siła. Jest narzędziem zniszczenia, Będzie walczyć o miłość. Nikt jednak nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija.


Co zrobilibyście gdybyście nie mogli poczuć czyjegoś dotyku? To nie jest na pewno przyjemne uczucie, bo przecież każdy z nas chce czuć bezpieczeństwo i miłość. Zabierając jeden z podstawowych ludzkich odruchów człowiek czuje się odtrącony, a przecież jest on zwierzęciem stadnym i na dłuższą metę w samotności będzie czuć się coraz gorzej. Julia ma dar – niesamowity dar, który staje się jej przekleństwem. Jej ciało jest zatrute, a ona jest śmiercionośna. Konsekwencją, jeśli zdecydowałaby się na dotyk by kogoś pocieszyć, objąć jest śmierć tej osoby, a to nie jest miłe. Przez to Julia czuje się osamotniona jak i zła na siebie, bo musi uważać, aby nikogo nie skrzywdzić. Wydaje się proste, nie? Po prostu trzymaj się z daleka od wszystkich. Ale co zrobić, jeśli ma się tak dobre serce jak główna bohaterka i to wyzwanie staje się bardzo trudne?
„Moja skóra pulsuje czyimś życiem, a ja nienawidzę tego uczucia. Nienawidzę siebie za to, że sprawia mi ono przyjemność. Cieszę się wyrażeniem, że mam w sobie więcej życia, nadziei i ludzkiej mocy, niż sądziłam, że to możliwe. Ból tego człowieka sprawia mi przyjemność, o którą nigdy nie prosiłam.”

W wieku czternastu lat została wywieziona z domu do szpitali, przychodni gdzie na końcu trafiła do miejsca dla obłąkanych ludzi. Nikt nie chciałby takiego życia. Potrafię sobie mniej więcej wyobrazić, jakie uczucia towarzyszą temu, kiedy siedzi się w przychodniach i szpitalach, bo w swoim życiu też miałam dużo do czynienia z takimi instytucjami. To strasznie człowieka dobija i denerwuje, że ciągle ktoś próbuje znaleźć, bądź pomóc na to by schorzenie nie było odczuwalne. W przypadku Julii nie potrafili znaleźć odpowiedzi na to, dlaczego bohaterka nie może zaznać czyjejś bliskości…

Mimo wszystko Julka jest nadal sobą, wrażliwa i dobra, choć jej życie nie jest usłane różami, nie jest pięknym snem tylko koszmarem, w którym musi żyć. Walczy z bezwzględnymi przywódcami Komitetu Odnowy, którzy chcą wykorzystać jej moc, aby zawładnąć światem. Julka się buntuje, po raz pierwszy w życiu i zaczyna walczyć lecz nie sama, bo z osobą, którą kocha...

Książkę czytałam z zapartym tchem. Jest to jedyna w swoim rodzaju książka, która wywarła na mnie takie odczucia. Nie mogłam sama opisać tego, co dzieje się w moim wnętrzu. Każdą stronę chłonęłam w bardzo szybkim tempie, a jak dotarłam do ostatniej strony żałowałam, że nie ma II części czegokolwiek abym nie musiała na razie kończyć przygody z Julią. Fabuła jest ciekawa bogata w intrygi. Losy bohaterów: Adama, Julii. Warnera, (jego w szczególności polubiłam, sama zastanawiam się, dlaczego mimo wszystko bardziej on przypadł mi do gustu niż np. Adam... Może charakter?) Muszę przyznać, że każdy bohater w książce mimo wszystko jest oryginalny i wyjątkowy – każdy miał swoje oddzielne cechy, które go charakteryzowały w sposób różniący się od bohaterów w innych książkach, jakie udało mi się przeczytać.

Mam też nadzieję, że w „Sekrecie Julii” znajdę odpowiedzi na pytania, których nie udało mi się ustalić, kiedy czytałam „Dotyk Julii”. Książka jest dobra. Napisana lekkim bardzo przyswajalnym dla nas językiem. Forma przedstawienia myśli Julii oraz przekreślone zdania, wyrazy wprawiają w stan zaintrygowania. Odczuwamy to, co czują bohaterowie. To niesamowite! Wielki plus. Nie lubię, kiedy książki mają ciężki język i zamiast przyjemności z czytania odkładamy książkę na półkę mówiąc do siebie: „kiedyś znów do ciebie wrócę”.

Podsumowując. Książka jest bardzo dobrze napisana i wciąga od pierwszego zdania. Jeśli chcesz przeżyć przygodę Julii na własnej skórze, serdecznie polecam. Plusem także dla książki jest to, że nie jest ona jednotomowa. Zdradzę, że mam już na półce II część i gdy skończę tą, którą zaczęłam niedawno do recenzji, sięgnę po „Sekret Julii”. Coś czuję, że się nie zawiodę!

2014/07/22

...za to bez ciebie nie byłoby nieba – recenzja książki #6 – R.P. Evans „Stokrotki w śniegu”
Leżąc w szpitalu moja sąsiadka wspomniała o książce „Stokrotki w śniegu”. Postanowiłam, że gdy tylko wrócę do domu zamówię ją sobie przez Internet i przeczytam. Minęło 4 godziny, a ja miałam wrażenie, że tylko kilka chwil. Tak się wczytałam, że straciłam rachubę czasu. „Stokrotki w śniegu” okazały się być niesamowitą lekcją, jakiej każdy z nas może doświadczyć. A mianowicie chodzi mi o drugą szansę dla nas samych. Zawsze możemy zmienić swoje postępowanie, jeśli tylko naprawdę tego chcemy.

Tak było z głównym bohaterem książki – Jamesem Kierem. Przez wiele lat jest nieczułym, bezwzględnym, bez uczuć człowiekiem. Tak go odebrałam. Nie patrzył na nic. Krzywdził innych, aby zdobyć korzyści tylko dla siebie. Zostawił żonę i syna, który go znienawidził. Oczywiście jego lista przewinień była długa i nie były to małe przewinienia. Pewnego dnia w gazecie przeczytał nekrolog, który zawiadamiał o jego śmierci. Pomylono innego Jamesa Kiera z nim. Wiadomość o jego śmierci nie tylko pojawiła się w lokalnej gazecie, ale także w Internecie i telewizji. Był on bardzo wpływowym człowiekiem. Jego śmierć ucieszyła wiele osób, które „po jego śmierci” mogły spokojnie wypowiedzieć się na temat jego osoby. W tym gronie nie zabrakło jego najlepszego przyjaciela, jak i żony. Dowiedział się jak ludzie go postrzegają, co o nim myślą, były to gorzkie słowa, ale prawdziwe. Jedyną osobą, która wierzyła w niego i siłę miłości, była Sara – jego żona. James po przeczytaniu tylu negatywnych komentarzy postanowił się zmienić. Coś drgnęło jego wnętrzem, ale czy można wszystko zacząć od nowa i zmienić swoje życie wynagradzając wszystkie krzywdy?

„Stokrotki w śniegu” to historia, która niejednokrotnie może znaleźć swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Przybliża losy ludzi, którzy pod wpływem złych emocji, sytuacji życiowych stają się nieszczęśliwi tak bardzo aż swoją osobą zrażają do siebie innych. Wiadomo, że do takiego obrotu spraw nie trzeba wiele i raz źle wypowiedziane słowo może zniszczyć wszystko, a chęć osiągnięcia czegoś za wszelką cenę by udowodnić komuś coś przysłania nam prawdziwy obraz i gubimy się we wszystkim.

Dla mnie ta książka była świetna, przeczytałam ją w jeden wieczór. Znalazłam w niej wiele wzruszenia, nadziei i co najważniejsze prawdziwej miłości. Pokazała, że jednak doceniając to, że kochamy i jesteśmy kochani można tak naprawdę czuć się szczęśliwym człowiekiem. Bo człowiek na dłuższą metę nie zniesie samotności, ponieważ jest przyzwyczajony do tego by żyć w stadzie. Odnalezienie własnej drogi w życiu też może nie być takie trudne, a na szczere
„przepraszam” z głębi serca nigdy nie jest za późno.