2014/06/26

Zaplątana Maja #4: Punktualność
Siedzisz w poczekalni szpitala i czekasz aż lekarz zacznie przyjmować swoich pacjentow. Spoglądasz na zegarek, 9:59 i jaki wniosek? Od jakiś 14 minut powinieneś być już w gabinecie. Nie jesteś... I Masz ochotę wyjść, bo czekanie Cię usypia, a zdenerwowanie daje górę i wygrywa batalię o wszystko.
Tak, właśnie siedzę w poczekalni i wiecie, że nawet kawa mi nie pomaga. Mój żołądek ze zdenerwowania kurczy się i rozszerza. Ratunku! Ja naprawdę się boję tego co powie mi lekarz. Czy zakfalifikuje mnie do zabiegu, czy będę musiała poczekać i uspokoić serducho. A jeśli już pójdę na zabieg w lipcu, to czy będę w gipsie? Szczerze to nie dziękuję, ale postoje. Wolę jechać do Okuninki, niż gotować się w gipsie rzecz jasna z gorąca. Niestety znając moje szczęście będę w gipsie, bo ja to mam szczęście i to zawsze na opak. :)
P.S: A Internety wiedzą najlepiej...
#okropnie #brakInternetów #jakżyć? 

2014/06/21

Zaplątana Maja #3 Egzaminów czas
Od 7:45 jestem na uczelni. Egzaminów czas, ale jakoś mi nie idzie... Wątpię, że zaliczyłam egzamin, na który dość długo się uczyłam. CPP i CPT nie dla mnie, niestety. Teraz siedzę z Natalią na wykładzie ze Współczesnych mediów na świecie i się nudzimy ;d
Uczę się angielskiego, ale zaraz włączę jakąś grę by przetrwać do przerwy.
Trzymajcie kciuki za kolejne dwa zaliczenia dziś, a po niedzieli recenzja książki :)

2014/06/19

Zaplątana Maja #2


Tak znów jestem Zaplątaną Majką... Wszystko na ten tydzień się nawarstwiło. A mianowicie zaliczenia, egzaminy, projekty. Nie mam już siły, aby dokończyć projekt z Technik reklamy, a to dopiero początek. Teraz zadaję sobie pytanie dlaczego dopiero teraz się za to zabieram? Wcześniej nie miałam na to czasu? Fakt... ja zazwyczaj mam najlepszą motywację do działania gdy mam mniej czasu. Myślę, że zapewne uda mi się to zrobić kosztem innych rzeczy takich jak np. sen. Dochodzi do tego jeszcze nauka na egzamin, kilka zaliczeń i angielski. W planach mam zaliczyć wszytko na 5. Nie wiem czy uda mi się to dopiąć. Na razie mam oceny wyższe niż 3. Szansa na to by mieć stypendium naukowe jest zawsze, ale wszystko zależy od tego jak te egzaminy i zaliczenia w ten weekend mi pójdą. Trzymajcie kciuki! 

Po sesji mam w planach pojechać gdzieś. Potem sprawy związane ze szpitalem na pewno nie będę miała czasu, do tego pewnie jeszcze coś po drodze się znajdzie by to załatwić, więc 30 czerwca w poniedziałek jakiś cel sobie znajdę. Niedaleko mnie, ale żebym mogła odpocząć i zregenerować siły, przed tym najważniejszym czasem dla mnie. 
Wiecie cieszę się na ten zabieg... chociaż niektórym może wydawać się dziwne. Operacja jest dla mnie szansą na to by wrócić do pełnej sprawności i nie mieć problemów z chodzeniem. Lekarz jednak zastrzega, że nie może mi tego obiecać w 100%, ponieważ mój przypadek jest dość mocno skomplikowany. Nie nastawiam się, że uda im się doprowadzić mnie do tego co było kiedyś, ale wierzę, że i tak bardzo dużo to poprawi i przykurcz w kolanie nie będzie powracał tak często. Może w końcu kupię szpilki po tak długim czasie, choć nie lubię w nich chodzić? Kto wie... :) 

Przepraszam za jakość zdjęcia, ale zostało zrobione telefonem :)

Piękna noc i techniki reklamy... wracam do pracy.
Dobranoc!

2014/06/17

Dobry "i"

W piątek o godzinie 14:00 z całym moim tobołkiem wybrałam się pociągiem w stronę Dębicy i tam razem z moim kompanem w wyprawie wybraliśmy się w Beskid Niski. A mianowicie w stronę Krempnej. Dotarliśmy pod wieczór, odpoczęliśmy, poszliśmy do knajpy, obejrzeliśmy mecz, wróciliśmy, poszliśmy spać. Rano wybraliśmy się na Wysokie. Myślałam, że będę miała problem z wejściem, ale jednak dałam jakoś radę. Myśląc, że to nie dla mnie, pomagała mi myśl: Nie po to przyjechałaś by schodzić w połowie drogi, no Maja uda ci się! Zawsze ci się udaje, osiągniesz swoje cele, tylko się nie poddawaj. I to powtarzanie pomogło mi wejść. A kolano miało swoje akcje, ale przed zabiegiem to była ostatnia szansa, aby wejść na Wysokie. Dlatego bagatelizowałam jego jakieś próby nawiązania ze mną kontaktu. Po zbiegu muszę tam wrócić i spróbować jeszcze raz wejść przy okazji zahaczając o kilka innych miejsc. To jest przeze mnie nieodkryte miejsce, więc mogę jeszcze raz jechać.

Z Wysokiego zeszliśmy dość szybko, ponieważ pogoda zaczęła się psuć, więc zrobiliśmy kilka zdjęć i powędrowaliśmy na dół. Było po południu, a byliśmy głodni, wybraliśmy się coś zjeść. Pojechaliśmy do Rymanowa Zdroju, bo czego nie? Zawsze kiedy jestem w miejscu blisko Rymanowa muszę do niego pojechać. Uwielbiam Rymanów i to jak jest tam pięknie. Zawsze ładuje we mnie miliony pozytywnej energii. Magiczne miejsce. Wróciliśmy pod wieczór, ja padłam więc spałam przez chwilę, a wieczorem znów pizzeria w pobliskiej miejscowości i mecz piłki nożnej. Oglądając mecze ogarnęło mnie jakieś szaleństwo, bo wróciłam do domu i dalej oglądam mecze, jestem na bieżąco. Chyba spodobała mi się piłka nożna, ale wątpię, że w wykonaniu Polaków miałabym te same odczucia jak np. Włochy - Francja.

W niedzielę był zaplanowany powrót, ale pojechaliśmy jeszcze na Słowację po czekoladę. Błądząc po miasteczkach ukojeniem dla mnie były widoki. Kto by pomyślał, że tak niedaleko od nas znajduje się taki krajobraz. W końcu gdy dotarliśmy do jakiejś wsi - Zborov, udało nam się znaleźć sklep, który jest otwarty w niedzielę. Pamiętajcie widząc miejscowego z rowerem obok sklepu, który siedzi i czeka to dobry znak. A mianowicie, że niedługo ktoś otworzy bramę i swój interes. Tak też było w tym przypadku. Muszę też przyznać, że strasznie spodobał mi się język. Taki troszkę słodki, ale i wywołujący uśmiech na twarzy. Dobry wypowiedziane z "i" na końcu przypadło mi do gustu. Szkoda, że nie mieliśmy czasu na szersze zobaczenie Zborova, bo niedaleko położone są ruiny zamku Makowica. Ale wierzę, że to nie była jedyna wycieczka na Słowację. 
 
Podsumowując najchętniej pojechałabym jeszcze na taki weekend. Już myślę jak się wyrwać jeszcze przed operacją, ale boję się, że to już średnio mi wyjdzie. Bardzo bym chciała! No i oczywiście nie sama tylko z kimś we dwójkę, albo jakąś większą grupką.
Jeżeli chodzi o zdjęcia to one są, ale czekam, aż zostaną mi przesłane. Dodam je w osobnej notce jak tylko je dostanę. A tutaj macie relację. Przepraszam, że tak na raty, ale nie miałam swojego aparatu niestety.

Buziaczki ! :*

2014/06/09

Zaplątana Maja #1

Piękna pogoda za oknem, a ja jako Zaplątana Maja w tym tygodniu raczej nie uraczę się ową pogodą. Tyle pracy i projektów jeszcze nigdy nie skumulowało mi się na jeden dzień. Od samego rana pracuję przed komputerem albo biegam tu i tam... (tak udało mi się zahaczyć o Rzeszów, wrócić z niego i znowu zacząć tłumaczyć teksty). Co muszę przetłumaczyć? 4 teksty na język polski. Jeden jest po rosyjsku, trzy z angielskiego. O angielski się nie boję, gorzej z rosyjskim. Mam nadzieję, że rodzice mi jakoś pomogą. Książki, które będę recenzować w następnym miesiącu zostały wybrane. Podobno dostanę je w następnym tygodniu. Okazało się również, że badania które miałam robić rano w piątek zostały przesunięte na wtorek, tak więc cały tydzień spędzę w Rzeszowie. (Środa, czwartek też została zarezerwowana przez Rzeszów). Nie cieszę się w ogóle, bo w taką pogodę dzisiaj umierałam jadąc samochodem. W sumie z drugiej strony nie będę się stresować, że nie zdążę w piątek obrócić do domu i zabrać toreb na wyjazd.

Jedynym miłym akcentem na koniec tygodnia jest wyjazd. Wyjazd w Beskid Niski. Tylko ja taka Zaplątana Maja potrafię organizować sobie czas do granic wytrzymałości, bo kto jak nie ja :) Wyjeżdżamy w piątek w Beskid Niski i co dalej? Szczerze dokładnie nie jestem w stanie określić, bo cała myśl co dalej wyjdzie pewnie na miejscu. Ten wyjazd to pewnie jakaś ostatnia bądź przedostania okazja do tego aby gdzieś pojechać. Inna tli się jeszcze początkiem/środkiem lipca gdzie może uda nam się wyskoczyć na koncert Leniwca. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie sprawnie i gładko, a lekarz przychyli się do próśb jakie do niego skieruje xD. Niemiłosiernie i okrutnie czekam, na piątek, piąteczek, piątunio! Wiem, że będąc już w drodze cały stres tego koszmarnego tygodnia minie i będzie już tylko lepiej. Odpoczniemy to na pewno, choć niektórym może się wydawać, że wędrowanie nie może być odpoczynkiem, no jak? Normalnie. Ja nie lubię siedzieć w miejscu i tak jak niektóre moje koleżanki leżeć na słońcu i się opalać. Ja swoją opaleniznę łapię w ruchu. A wędrować, spacerować mogę i cały dzień. I jestem przekonana, że odpocznę :).

Na moim krótkim zestawieniu tygodnia zakończę i dodam, że z Beskidu Niskiego postaram się przywieźć jakieś zdjęcia i napisać relację. Choć siostra kręciła coś nosem, że chce pożyczyć aparat i może się okazać, że relacja nie będzie obfitować w zdjęcia z tego uroczego miejsca. Ale zobaczymy. Teraz uciekam do moich tłumaczeń! 

Have nice day! :*

2014/06/06

50 faktów o mnie




#1 Jestem molem książkowym, uwielbiam czytać książki, a najbardziej literaturę faktu i reportażu;
#2 Uczyłam się języka hiszpańskiego na pierwszym poziomie, zapisałam się na drugi poziom;
#3 Nie ma takiej siły, która mogłaby mnie tak bardzo zdemotywować do działania, jest wręcz odwrotnie, gdy coś idzie nie tak, staram się znaleźć rozwiązanie;
#4 Uwielbiam się śmiać;
#5 Mam troje rodzeństwa – starszego brata, młodszą siostrę i brata;
#6 Mój naturalny kolor włosów to mysi, który od słońca robi się złocisty;
#7 Kocham żelki;
#8 Nienawidzę rosołu, blee;
#9 Uwielbiam podróżować i zwiedzać nowe miejsca;
#10 Od najmłodszych lat marzyłam by zostać dziennikarką;


#11 Kocham taniec;
#12 Armin van Buuren , uwielbiam jego muzykę <3;
#13 Boję się pająków i podobnego robactwa;
#14 Piszę opowiadania, wiersze piosenki;
#15 Jestem bardzo kreatywna;
#16 Uwielbiam jeździć na rowerze;
#17 Kocham spać, a budzik potrafię przestawić nawet i 3 razy;
#18 Lubię czasem dostawać poranne SMSy bądź telefon – tylko jak odbieram mam bardzo zaspany głos;
#19 Jeździć pociągami, choć kiedyś niezbyt przepadałam – ich urok mnie do siebie przekonał xD;
#20 Mam 155 cm i ważę 49 kg;



#21 Jestem czasem uparta;
#22 Nienawidzę szpilek :D;
#23 Moje ulubione seriale to: One Tree Hill, Glee, PLL, Baby Daddy;
#24 Uwielbiam zupę pomidorową;
#25 Bardzo lubię oglądać filmy na faktach, reportaże – dużo ostatnio obejrzałam;
#26 Często się uśmiecham;
#27 Chcę iść do parku linowego;
#28 Chcę zrobić sobie tatuaż;
#29 Na początku blogowania nikomu nie pokazywałam moich blogów, bałam się reakcji znajomych;
#30 Marzę o tym by wydać kiedyś książkę; 


#31 Uwielbiam malować paznokcie i różne wzorki na nich;
#32 Jak muszę potrafię walczyć o swoje;
#33 Jak każda kobieta potrafię też być zazdrosna;
#34 Lea Michele moją inspiracją życiową;
#35 Nie przepadam za mięsem;
#36 Nie lubię jak nie mogę się do kogoś dodzwonić;
#37 Kocham długie spacery w miłym towarzystwie;
#38 Gdy moi przyjaciele mają problemy, swoje odstawiam na dalszy plan i staram im się pomóc;
#39 Nie lubię ranić innych, więc staram się tego nie czynić;
#40 Ostatnimi książką, jaką ostatnio przeczytałam to książka "Swoją drogą";


#41 Lubię robić zdjęcia;
#42 Chcę pojechać na jakiś dobry koncert;
#43 W planach mam wyjazd w Beskid Niski;
#44 Chciałabym zdać sesję w pierwszym terminie na studiach;
#45 Mimo studiowania dziennikarstwa i komunikacji społecznej, o której marzyłam od małego, nie lubię specjalizacji, która została otworzona;
#46 Nie oglądam telewizji za często no chyba, że serwisy informacyjne i reportażowe;
#47 Nie jadam za dużo słodyczy;
#48 Częściej od kawy, piję herbatę;
#49 W ramach odstresowania uwielbiam piec różne ciasta, babeczki;
#50 No i oczywiście jestem fanką siatkówki!

Spokojnej nocy! Pozdrawiam!

2014/06/05

Robić czy nie? Oto jest pytanie…

TAKI WZÓR WYBRAŁAM "KOCHAM ŻYCIE"

Zastanawiam się nad zrobieniem tatuażu. Kilku przyjaciół uważa, że powinnam pójść za ciosem i w końcu to sfinalizować. Ja nie chce zrobić tatuażu, bo tak. Bo mi się podoba, i tyle. Ku temu mam inny powód. Otóż, w swoim życiu przeszłam kilka poważnych operacji, kolejna przede mną z terminem dalej lub bliżej znanym, ale ta operacja, na którą czekam teraz będzie moją ostatnią operacją. Ona ma zakończyć problemy z bolącym kolanem, które od czasu do czasu bardziej lubi o sobie przypomnieć. Pomyślałam sobie, że tatuaż mógłby być zapieczętowaniem tego wszystkiego. Wybrałam już nawet idealny wzór, jeśli chodzi o motyw przewodni. Żeby chcieć zrobić tatuaż musi to być przemyślana decyzja i my musimy się dobrze czuć z tatuażem. Inną kwestią jest moja mama, która usilnie twierdzi, że gdy będę miała tatuaż to mogę się spotkać z jej złością. No właśnie. A mamy jak to mamy… są kochane, ale czasem i bardzo konsekwentne w tym, co mówią. Muszę ją na tę okoliczność przygotować. Tak chyba będzie najlepiej. A wy macie tatuaże? Macie w planach, czy uważacie, że to jest passe?  

2014/06/04

Życie pod tym kątem jest fajne


Stefan Darda – polski pisarz, autor głównie literatury grozy i fantastyki, muzyk, żeglarz. Jednym słowem człowiek o niezwykle szerokim paśmie zainteresowań. O rozpoczęciu twórczej przygody, inspiracjach oraz przyszłych planach rozmawiała MajkaBloguje.


Dlaczego tak długo zwlekał Pan z wydaniem własnych książek? Mając taki talent do pisania, taką lekkość.

Przyczyna jest bardzo prosta, ponieważ ja nie wiedziałem, że umiem pisać. Nigdy nie umiałem tego robić i tak naprawdę w wieku lat 35 napisałem swoją pierwszą rzecz prozą. A pierwsza rzecz prozą rozpoczynała się od słów „spojrzenie za płotu niemal paliło mi plecy.” I to jest pierwsze zdanie mojej debiutanckiej książki. Także to jest tak, że nie do końca proza, zawsze wierna od razu temu, czym się chce w życiu zajmować. W moim przypadku tak dokładnie było. 

Czyli napisanie tego wiersza było upustem emocji, spowodowanych sytuacją, która Pana do tego skłoniła?

W pewien sposób tak, a z drugiej strony też poezja ma to do siebie, że oprócz tego, że można wyrazić swoje emocje to można też podzielić się z czytelnikami swoimi rzeczami np., które człowieka fascynują, czyli np. zachwyt nad otaczającą przyrodą, czy coś w tym stylu. 

A jak został Pan zauważony? 

Wydaję mi się, że nie zacząłbym pisać gdyby nie było Internetu. To jest tak, że dzięki Internetowi właśnie bardzo dużej mierze wyrównują się szanse pomiędzy większymi miastami, a mniejszymi. I są różnego rodzaju portale literackie, czy u mnie rzecz biorąc artystyczne, na których można publikować próby swojej twórczości. I właśnie na tej zasadzie w moim przypadku to się zaczęło. Rozpocząłem od pisania wierszy, taki miałem trochę ciężkawy okres w życiu i tak to się jedno z drugim splotło i te wiersze się spodobały na takim jednym spotkaniu.
   
A gdzie szukał Pan inspiracji do napisania pierwszej książki? 

Zainspirowało mnie życie i to właśnie zarówno w negatywnych i pozytywnych jego przejawach, ponieważ ja wówczas, kiedy pisałem tę książkę pracowałem w miejscu, którego bardzo nie lubiłem, ta praca mnie strasznie dołowała i to pisanie było jakąś formą ucieczki od tego, co mi się bardzo nie podoba. A z drugiej strony zainspirowały mnie rzeczy, które robiłem w czasie studiów, czyli taki trochę podobny do mnie jak opisany jest w powieści „Dom na wyrębach”, fascynacja przyrodą właśnie, no i oprócz tego fascynacja kulturą ludową. W czasie studiów byłem muzykiem Orkiestry Świętego Mikołaja, taki folkowy zespół i również inspirujemy się kulturą ludową min. docieraliśmy do informacji na temat wierzeń ludowych czy spraw związanych z demonologią ludową. 

A jeśli chodzi o miejsca akcji Pana książek, to co było głównym czynnikiem, który na to wpłynął, że wybrane zostały te miejsca, a nie inne?

Jeśli chodzi o „Dom na wyrębach” to był taki pomysł związany z miejscem, który był bliski, jako klubowi turystycznemu w czasie studiów. Myśmy tam wyjeżdżali na jakieś dłuższe wyjazdy, czy na weekendy nawet, jakieś 80 km od Lublina na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim. Także tutaj miałem już materiał zarówno do obserwacji jak i do pewnych rzeczy, które opisywałem w tej książce wydarzyły się naprawdę, czyli np. obserwacja sejmików żurawi, czy spraw związanych z ornitologią, czy chociażby rzeczy charakterystyczne jak te poniemieckie cmentarzyki, które można spotkać, to, że tam meliorację Niemcy gdzieś sprowadzeni w czasach międzywojennych z okolic Poznania właśnie wprowadzili w tamtych okolicach. To wszystko ja już miałem jakby gotowe miejsce do sadzenia fabuły. Natomiast w przypadku cyklu powieściowego „Czarny Wygon” to sprawa jest trochę inna, bo początkowo planowałem osadzić fabułę tej historii nie wiedziałem czy to będzie opowiadanie, czy może uda się napisać z tego materiału książkę. Okazało się, że wyszły cztery, ale początkowo stwierdziłem, że to będą albo Bieszczady albo Beskid Niski. Właśnie te miejsca związane chociażby z przesiedleniami z Akcją Wisła, gdzie kiedyś były wioski usytuowane w tej chwili można znaleźć ilości fundamentów, jakieś stare przydrożne krzyże, czy zasypane studnie. Pomyślałem sobie, że to będzie fajna scenografia do usytuowania akcji o przeklętej wiosce. Natomiast, kiedy dowiedziałem się, że w okolicach moich rodzinnych, w okolicach Zwierzyńca na Roztoczu jest taka dolina, która w zasadzie jeszcze lepiej się nadaje. Kiedy zaczynałem zbierać materiały, okazało się, że jakieś tam legendy tego typu tam w tej wiosce ludzie sobie przekazują, więc jeszcze dodatkowo, jako: zaczynałem przygodę z turystyką właśnie od Roztocza i wiem, że to jest taki nieodkryty teren dla wielu osób, które chciałyby spędzić czas w jakimś fajnym miejscu. Pomyślałem sobie, że w ten sposób spłacę niejako swój dług wobec swoich rodzinnych stron pisząc o nich ludziom w zasadzie w całej Polsce. Jak się później okazało to był udany i fajny pomysł i cieszę się, że w ten sposób tak jak mówię pisałem o swoich rodzinnych stronach. Oprócz tego stworzyłem coś, co w jakiś sposób działa na podświadomość. Nie zakładam, że zawsze będę pisał o Lubelszczyźnie. 

Jak zareagowała Pana rodzina, znajomi na to, że zrezygnował Pan z pracy?

Pracowałem w Urzędzie Celnym także nie wiem czy gorzej czy lepiej niż korporacja, ale to znaczy tak przede wszystkim tę reakcję można podzielić na dwa etapy. Pierwszy etap jak się dowiedzieli, że napisałem książkę, bo ja się w ogóle nie przyznawałem do tego, że piszę nikomu, może dwójce przyjaciół i siostrze, bo chciałem tak jakby szczerej opinii na temat tego czy to się podoba czy nie, bo jakbym dał mamie do przeczytania to mama by powiedziała zawsze, że super. Mama nigdy nie powie: „no weź się chłopie za kopanie rowów” na przykład albo: „idź tam do biura lepiej pilnuj roboty” także to jest tak, że dopiero, kiedy zakończyłem pisanie książki, kiedy już nawet wysłałem pierwsze propozycje do wydawców przyznałem się moim rodzicom, że coś takiego przyszło mi do głowy. No i oczywiście totalny szok. Ja też dwa trzy lata wcześniej sam bym nie uwierzył w to, że będę pisał książki, ale życie jest pod tym kątem fajne min., że jest nieprzewidywalne czasami i niekoniecznie zawsze musi być ta nieprzewidywalność negatywna.

Czy spotkał się Pan z negatywnymi opiniami na temat swojej twórczości? Jak one na Pana działają, motywująco czy wręcz odwrotnie?”

Trudno się nie spotkać z negatywnymi opiniami o pisaniu swoim własnym, jeśli wydało się ileś tam książek i te książki są jakoś tam obecne zarówno w recenzjach czy właśnie w świadomości tak jakby miłośników literatury fantastycznej, grozy. Oczywiście, że się spotykam. 

A jakie są najczęstsze zarzuty, słowa krytyki?

Zarzuty są takie, jakie każdy w tym czasie potrafi sobie wyobrazić. To jest naturalne i nie sposób być twórcą czegokolwiek, jeśli nie jest się odpornym na krytykę. Aczkolwiek odporność na krytykę nie oznacza wcale nieprzyjmowanie do wiadomości. Jeżeli ja czytam krytykę i to jest stek bzdur, że albo ktoś w ogóle nie przeczytał książki do końca dokładnie albo w ogóle nie wiedział, o co w niej chodzi no to wtedy w porządku. Gorzej jest, jeśli jest coś, co można by było poprawić, bo ktoś ma rację. Ja tego typu opinie zawsze analizuję bardzo drobiazgowo. Wiadomo, że człowiek nie jest alfą i omegą może się pomylić zarówno w fabule, jeśli chodzi o jakieś drobiazgi związanym z całym tokiem np. w „Słonecznej dolinie” jest pomyłka, że w pewnym momencie jest napisane, że w danym miejscu, już nie pamiętam dokładnie jak to wygląda, że przebywa pięć osób, a za chwilę, jest cztery. Jest to akurat związane z tym, że poprawiałem tekst i poprawiałem w jednym miejscu i w drugim nie poprawiłem i tego nie wychwycił ani redaktor, ani ja drugi raz czytając, ani korektor. To są rzeczy naturalne. Takie rzeczy oczywiste, za taką krytykę jestem wdzięczny. Często czytając recenzje bardzo łatwo jest odróżnić taki typowy hejt od recenzji takiej rzeczowej i sensownej. Wydaje mi się, że mając już 5 i pół roku doświadczenia z tego typu opiniami na temat moich książek to wydaje mi się, że już potrafię w pewien sposób dosyć precyzyjnie to odróżnić.

Miał już Pan propozycje zekranizowania powieści?

Coś się koło tego kręci od czasu do czasu. Jakieś tam pomysły powstają, kontakty z reżyserami były wstępne to jest rzecz, która wymaga naprawdę bardzo dużego zastanowienia ze strony producentów, osób, które by to finansowały i jak również z mojej strony. Uważam, że lepiej jest nie ekranizować, jeśli ekranizacja jest słaba i na siłę pchać się do kina. Akurat wbrew pozorom wydaje mi się, że biorąc pod uwagę rodzaj literatury, w jakim pisze wydaje mi się, że moje książki były by trudne do zekranizowania.

Dlaczego?

W nich nie chodzi do końca o to żeby przestraszyć. Mam taką ambicję, aby pisać książki, które się dobrze czyta, jeśli ktoś oczekuje żwawej, wartkiej fabuły to sobie dostał, ale jeżeli ktoś chce tak trochę głębiej wejść to żeby dostał też taki drugi podprogowy przekaz, dotyczący rzeczy bardziej istotnych, jakiegoś stracha.

Rozumiem, że według Pana zekranizowanie książek, byłoby naprawdę dużym wyzwaniem? 

Jeśli chodzi o trudności w ekranizacji to sfilmowanie sejmików żurawi lub pejzażu, który się maluje, np. „Dom na wyrębach” rozgrywa się od lipca, taka główna oś fabuły, do stycznia i formuła toczy się w małym miejscu i właśnie otoczenie ma ogromną rolę. Jeżeli ktoś by tego nie chciał pokazać to nie dostanie ode mnie zgody na ekranizację mojej książki, bo to jest właśnie wartość tej książki. Polega to na tym, że to się właśnie rozgrywa w ciągu pół roku i facet jest trochę w takim miejscu jak ja, kiedy rzucałem robotę, że albo może porzucić swoje marzenia i uciec, gdy coś go przestraszyło w tym małym domku na odludziu albo właśnie walczyć o realizację swoich marzeń i właśnie to trwa tak naprawdę niedługo. On się nie cieszy zbyt długo tym fajnym miejscem, ale za to odkrywa takie życie, którego by nie spróbował gdyby natychmiast z stamtąd odjechał. Bez tego typu przekazu ekranizacja nie ma żadnego sensu, bo filmów o duchach i różnych strachach jest już naprawdę bardzo dużo i kolejny nie jest potrzebny. 

Co w przyszłości szykuje czytelnikom Stefan Darda?

W tej chwili trwają ostatnie prace nad ostatnim tomem „Czarnego Wygonu”, natomiast później będę miał czas dla siebie. Trzy tygodnie, bądź kilka dni.

Dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych pomysłów, natchnienia i spokoju w tworzeniu. 

Ja również dziękuję.