2014/03/18

Recenzja #2 - Joe Simpson „Zew ciszy”

„Zew ciszy” książka dokumentalna, opisana na faktach, w której czytelnik spotyka się z życiem i śmiercią, miłością do gór i utracie tej miłości. Książka o wspinaniu, lataniu, o ludziach gór. Książka o Eigerze. Autorem książki jest Joe Simpson. Jak pisze z tyłu książki: „Jeden z najlepszych pisarzy górskich młodszego pokolenia (po polsku ukazały się dotychczas dwie jego książki: Dotknięcie pustki i Gra z duchami). W najnowszej książce Zew ciszy analizuje swą fascynację górami. Pisze o własnych dramatycznych przeżyciach w górach, a także o śmierci wielu przyjaciół. Wspinaczka łączy w sobie siłę ducha i sprawność ciała, ale są też mroczne strony tego sportu, które Simpson opisuje niezwykle szczerze, zastanawiając się, czy warto ryzykować. Jednym z ostatnich wyzwań, jakie zamierza podjąć jest zdobycie północnej ściany Eigeru. Także i ta wyprawa naznaczona jest śmiercią”.

Dla sprostowania w Polsce ostatnią najnowszą jego książką jest Dźwięk grawitacji, (wszystkich książek jest 4) - nie jest to kronika własnych górskich przeżyć i przemyśleń,  tylko całkowicie fikcyjna książka o miłości. Oglądałam ją w księgarni i wiem, że jest świetna fabularnie, pełna gór, z męską siłą i kobiecą wrażliwością. Jest na liście do przeczytania.

Czytając początek nie byłam pewna, czy przekonam się do niej, jednak to uczucie szybko minęło, ponieważ przy opisie zostały wplecione sytuacje tak codzienne dla tamtego środowiska, że z każdym przeczytanym akapitem, stroną, nie mogłam się oderwać od książki. Myśli Joe są nie do zdarcia, przebicia. Jego podejście do sytuacji i odpowiedzi są genialnym środkiem, który równoważy powagę, która towarzyszy temu, co chciał on zawrzeć w tej książce. 

Można śmiało stwierdzić, że jest ona podzielona na dwie części. Pierwsze mamy opis sytuacji, a potem zmienia się dosłownie wszystko i historia pokazana jest z zupełnie innej perspektywy. Nie zapomnę na bardzo długo, jak przeczytałam końcówkę jednego z rozdziałów i czułam, że w kolejnej części nie będzie tak jak sobie to wyobrażam. O 180 stopni powędrowałam w inne miejsce i zrobiłam „kurczaka”.
-„Kurczaka”? Co to jest, do cholery? - zapytałem nieufnie.
-To jest super - facet uniósł czekan i zgiął łokieć pod kątem prostym. - Wbijasz dobrze dziób, unosisz łokieć i klinujesz go w lodzie, o tak. Widzisz?
Skinąłem głową.
-To samo robisz z drugą ręką - powtórzył ruch - i gotowe, robisz „kurczaka”. Niesamowita sprawa, koleś. Pokochasz to.
Zaczął gdakać i machać łokciami. Spojrzałem na niego, jakby postradał zmysły. Życzył nam szczęścia i radosnym krokiem pomaszerował z powrotem do swoich towarzyszy.
-„Kurczak”? - powiedziałem i spojrzałem na Raya. - Facet chyba oszalał.

Czytam, śmieję się, zadziwiam, a potem smucę, zaznaczam kolorowymi paseczkami cytaty, myśli, dialogi - i myślę. - Joe ty skurczybyku uzależniłeś mnie od siebie. Ha, tak! Idealnie trafiłam. Tak on uzależnił mnie od tego co jest dalej. Patrzę na zegarek jest 1 w nocy. Nie mogę iść spać. Wciągnęło mnie i trzymam się każdej literki, jak przy lodowej ścianie. Wbiłam czekan przekładam rękę. Nie no... na serio? Zdecydowanie!

Autor pisząc książkę chciał w pewien sposób zrozumieć siebie, swoje życie i to czym dla niego są góry - tak to odebrałam. Moim zdaniem Joe idealnie poradził sobie z tym i chciał uporać się z własnym strachem, miłością także i może żalem, śmiercią, po prostu uczuciami jakie wywołują góry.
Najbardziej jego przekonanie do tego pokazują ostatnie rozdziały, a raczej ostatni rozdział i końcówka.
Ta góra wabi ciszą wielkich wysokości; jest jak syrena, która wabi mnie z powrotem wbrew mej woli. Wiedziałem, że Ray ma rację mówiąc, że obrazy tego filmu wypłowieją z czasem, jednakże pamięć o tych dwóch chłopakach pozostała. 

Kronika skłoniła mnie do refleksji nad tym do czego dąży każdy człowiek, a co najważniejsze, jak do tego dąży. Oczywistym jest, że można coś osiągnąć w bardzo szybki sposób, ale nie zawsze jest to dobry sposób. Czasem warto pomyśleć czy warto ryzykować, na już, teraz zaraz, czy po prostu poczekać i przygotować się do tego. Mówią, że to co nam jest pisane nie zginie i prędzej czy później mimo że to odsuniemy na dalszy plan - wróci to ze zdwojoną siłą i wtedy na pewno wszystko się uda. Jeśli lubicie książki opisane na faktach albo po prostu zaciekawiłam was w jakiś sposób serdecznie polecam. Na pewno się nie zawiedziecie. Ja zaczynając czytać miałam ochotę zamknąć ją po pięciu minutach, ale po przeczytaniu jednego dialogu zaczęłam się śmiać i zamknęłam się w swoim małym świecie i czytałam z zapartym tchem mówiąc sobie w duchu: no dalej! No ruszaj! Powiedz coś co mnie rozbawi. Opowiedz jakąś historię z życia o przyjaźni. Proszę, bo nie wytrzymam!

Na koniec:
Każdy, nieważne czy to pisarz, czy też nie musi mieć cel w życiu. Tym celem jest zrozumienie ludzkiej rzeczywistości w obliczu śmierci. Śmierć istnieje tylko w obecności życia. To jest poezją tego świata. To jest właśnie jego rzeczywistość.

0 komentarze:

Na każde komentarze staram się odpowiadać albo pod postem, albo na waszych blogach, dziękuje :*