2014/03/29



Dziękuję, że nauczyłeś mnie grać w wojnę i zawsze pozwalałeś mi wygrać i podmieniałeś karty tylko po to abym się cieszyła i szeroko uśmiechała, że znowu mi się udało, że umiem w to grać. Wszyscy mówią, że mam Twoje oczy, uśmiech i w ogóle jestem taka jak Ty. Taka kopia Ciebie. Ja Twoja Najukochańsza Wnuczka, której nigdy nie odmówiłeś postawienia domku z kart mimo choroby i że Cię bolało. Dziękuję za to Mój Kochany Dziadku, że kochałeś mnie mocno i zawsze mi pomagałeś choć wiedziałeś, że doskonale dam sobie radę. Przecież jestem silna, jak Ty i zawsze będę, bo nauczyłam się tego od Ciebie. 11 lat to dużo i mam już tylko zdjęcia jak siedzę u Ciebie na kolanach, ale uwielbiam te fotografie. Widzę te wspomnienia i czuję się wspaniale, że mogłam być Iskierką w życiu takiego człowieka. Kocham Cię bardzo i wiem, że Ty to wiesz, jak ja to wiem.



2014/03/18

Recenzja #2 - „Zew ciszy”, Joe Simpson
Sama nie wiem od czego mam zacząć aby opisać Wam to co przeczytałam. Jest to książka dokumentalna, opisana na faktach, w której zostało opisane życie i śmierć, miłość do gór i utracie tej miłości. Książka o wspinaniu, lataniu, o ludziach gór. Książka o Eigerze...
Autorem książki jest Joe Simpson. Jak pisze z tyłu książki: „Jeden z najlepszych pisarzy górskich młodszego pokolenia (po polsku ukazały się dotychczas dwie jego książki: Dotknięcie pustki i Gra z duchami). W najnowszej książce Zew ciszy analizuje swą fascynację górami. Pisze o własnych dramatycznych przeżyciach w górach, a także o śmierci wielu przyjaciół. Wspinaczka łączy w sobie siłę ducha i sprawność ciała, ale są też mroczne strony tego sportu, które Simpson opisuje niezwykle szczerze, zastanawiając się, czy warto ryzykować. Jednym z ostatnich wyzwań, jakie zamierza podjąć jest zdobycie północnej ściany Eigeru. 
Także i ta wyprawa naznaczona jest śmiercią”.

Dla sprostowania w Polsce ostatnią najnowszą jego książką jest Dźwięk grawitacji, (wszystkich książek jest 4) - nie jest to kronika własnych górskich przeżyć i przemyśleń,  tylko po prostu całkowicie fikcyjna książka o miłości. Oglądałam ją w księgarni i wiem, że jest świetna fabularnie, pełna gór, z męską siłą i kobiecą wrażliwością. Jest na liście do przeczytania. Zapewne jak skończę czytać Grę z duchami, którą swoją drogą muszę kupić, bo Dotknięcie pustki już przeczytałam (kupiłam ją 14 marca 2014). Na pewno każda z książek znajdzie swoją recenzję u mnie na blogu, ponieważ dawno nie czytałam tak dobrych książek!

Wracając do Zewu ciszy...

Ja i odczucia względem tej książki? - Początek różni się od późniejszych wydarzeń jakie zostały opisane przez autora. Czytając początek nie byłam pewna, czy przekonam się do niej. Jednak to uczucie szybko minęło, ponieważ przy opisie bardzo dokładnym wplecione zostały sytuacje tak codzienne dla tamtego środowiska, że z każdym przeczytanym akapitem, stroną, kartką, nie mogłam się oderwać. Myśli Joe są po prostu nie do zdarcia, przebicia. Jego podejście do sytuacji i odpowiedzi są genialnym środkiem, który równoważy powagę, która towarzyszy temu co chciał on zawrzeć w książce. 

Można śmiało stwierdzić, że jest ona podzielona na dwie części. Przechodząc z tej, od której wychodzimy, zmieniamy późniejszy punkt i czytamy rozdziały z jakąś większą rozwagą. Zmienia się klimat sytuacji. Masakrycznie się to czuje. Nie zapomnę chyba na bardzo długo, jak przeczytałam końcówkę jednego z rozdziałów i czułam, że w kolejnej części nie będzie tak jak sobie to wyobrażam. O 180 stopni powędrowałam w inne miejsce i zrobiłam „kurczaka”.

- „Kurczaka”? Co to jest, do cholery? - zapytałem nieufnie.
- To jest super - facet uniósł czekan i zgiął łokieć pod kątem prostym. - Wbijasz dobrze dziób, unosisz łokieć i klinujesz go w lodzie, o tak. Widzisz?
Skinąłem głową. 
- To samo robisz z drugą ręką - powtórzył ruch - i gotowe, robisz „kurczaka”. Niesamowita sprawa, koleś. Pokochasz to. 
Zaczął gdakać i machać łokciami. Spojrzałem na niego, jakby postradał zmysły. Życzył nam szczęścia i radosnym krokiem pomaszerował z powrotem do swoich towarzyszy. 
- „Kurczak”? - powiedziałem i spojrzałem na Raya. - Facet chyba oszalał.

Okładka
Czytam, śmieję się, zadziwiam, a potem smucę, zaznaczam kolorowymi paseczkami cytaty, myśli, dialogi - i myślę. - Joe ty skurczybyku uzależniłeś mnie od siebie. Ha, tak! Idealnie trafiłam. Tak on uzależnił mnie od tego co jest dalej. Patrzę na zegarek jest 1 w nocy. Nie mogę iść spać. Wciągnęło mnie i trzymam się każdej literki jak przy lodowej ścianie. Wbiłam czekan przekładam rękę. Nie no... na serio? Zdecydowanie!

Autor pisząc książkę chciał w pewien sposób zrozumieć siebie, swoje życie i to czym dla niego są góry - tak to odebrałam. Moim zdaniem Joe idealnie poradził sobie z tym i chciał uporać się z własnym strachem, miłością także i może żalem, śmiercią, po prostu uczuciami jakie wywołują góry.
Najbardziej chyba jego przekonanie do tego pokazują ostatnie rozdziały, a raczej ostatni rozdział i końcówka.

Ta góra wabi ciszą wielkich wysokości; jest jak syrena, która wabi mnie z powrotem wbrew mej woli. Wiedziałem, że Ray ma rację mówiąc, że obrazy tego filmu wypłowieją z czasem, jednakże pamięć o tych dwóch chłopakach pozostała. 

Kronika skłoniła mnie do refleksji nad tym do czego dąży każdy człowiek, a co najważniejsze, jak do tego dąży. Oczywistym jest, że można coś osiągnąć w bardzo szybki sposób, ale nie zawsze jest to dobry sposób. Czasem warto pomyśleć czy warto ryzykować, na już, teraz zaraz, czy po prostu poczekać i przygotować się do tego. Mówią, że to co nam jest pisane nie zginie i prędzej czy później mimo że to odsuniemy na dalszy plan - wróci to ze zdwojoną siłą i wtedy na pewno wszystko się uda. Jeśli lubicie książki opisane na faktach albo po prostu zaciekawiłam was w jakiś sposób serdecznie polecam. Na pewno się nie zawiedziecie. Ja zaczynając czytać miałam ochotę zamknąć ją po pięciu minutach, ale po przeczytaniu jednego dialogu zaczęłam się śmiać i zamknęłam się w swoim małym świecie i czytałam z zapartym tchem mówiąc sobie w duchu: no dalej! No ruszaj! Powiedz coś co mnie rozbawi. Opowiedz jakąś historię z życia o przyjaźni. Proszę, bo nie wytrzymam!

Na koniec:

Każdy, nieważne czy to pisarz, czy też nie musi mieć cel w życiu. Tym celem jest zrozumienie ludzkiej rzeczywistości w obliczu śmierci. Śmierć istnieje tylko w obecności życia. To jest poezją tego świata. To jest właśnie jego rzeczywistość.

Buziaki!
Majka.

2014/03/17

cisza w sercu
Każda miłość jest inna. Każda miłość jest pierwsza, ale nigdy nie wiadomo czy ostatnia. Z każdą chwilą i momentem to co ją tworzy może mieć różne odzwierciedlenie. Polegamy na ludziach jak na lustrze, z każdym kolejnym spojrzeniem tworzy nas to coraz bardziej. Człowiek szuka czegoś co przytrzyma go i pozwoli w końcu złapać zatrzymany oddech. Oddech, który wstrzymał, bo zabrakło mu sił, chęci - dosłownie wszystkiego. Ten stęskniony oddech jest wynikiem bólu, cierpienia i nieufności o lepsze jutro. Mijały kolejne dni - wieczność, która przy próbach przebicia okazywała się syzyfową pracą. Teraz czujesz w swoich mięśniach, kościach - zewnętrznie, jak zmęczony był Syzyf, ale także czujesz wewnętrznie - bezradność. Na to co się dzieje, bo ile można wciąż i wciąż próbować i nic z tego nie mieć, no jak? Rok, dwa, dziesięć mija w mgnieniu oka. Odwracasz się i nie widzisz nic, oprócz siebie - wyniszczonego wewnętrznie człowieka, - każdy ruch sprawia ból, każda myśl wbija się w serce jak miliony igieł. Chcesz biec i widzisz tę drogę, ale nie wiesz jak to było, którą nogę postawić najpierw. Nieruchomy jak głaz. Jest jeden plus - przestudiowałeś ciszę, nauczyłeś się cierpliwości i choć jest ciężko trwasz w tym co sobie wypracowałeś. Może dzięki temu odnajdziesz zagubioną część siebie, którą zagubiłeś dziesięć lat temu? Może znajdziesz ją, albo ona odnajdzie ciebie? Zaczniesz biec jak wariat? Nie wiem. Człowiek to dziwna istota. Trochę tępa - przed faktem i bardzo mądra po fakcie.

2014/03/10

Liebster Blog Award - nominacja

Zostałam otagowana, nominowana do LBA.
Dla tych, którzy nie wiedzą co to takiego, małe wprowadzenie:


"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Dzięki Davis: 

http://davis-bloguje.blogspot.com/


PYTANIA:

1. Jesteś rannym ptaszkiem czy śpiochem nadzwyczajnym?
Zależy od dnia, raz wstaje bardzo wcześnie 4 rano, a następnego dnia śpię do 14 :D
2. Kiedy ostatnio płakałaś/łeś ze szczęścia?
Dawno temu, bo nie mogę sobie przypomnieć kiedy. Chociaż nie! Dziś: "Osiołki dwa" jeśli to Ci coś mówi Davis :D
4. Ulubiony smak lodów?
Bakaliowe, zdecydowanie ^.~
5.  Stopniowo czy wszystko od razu?
Stopniowo, choć czasem warto brać wszystko od razu ;P
6. Lubisz mopsy? 
Zdecydowanie, a zwłaszcza te Royal xdd
7.  Jakie jest Twoje KWC (Kosmetyk Wszech Czasów) ?
Mariza - płyn dwufazowy do demakijażu :)
  8.  Czy spełniło się Twoje największe marzenie?
Jeszcze nie, ale na pewno się spełni ^_^
  9.  Amerykański vs Australijski vs Brytyjski akcent?
Australijski jest taki inny i ciekawy :D
 
10. Twój największy strach?
Niepewność o to co będzie jutro? 
  11. Coś, co lubisz robić, choć nie jesteś w tym za dobra?
Śpiewać lubię, choć skrzeczę jak wrona xd 
NOMINUJĘ:





Moje pytania:

1. Wschód słońca, czy zachód słońca?
2. Film, do którego wracasz za każdym razem gdy jest Ci źle?
3. Gdybyś miała zabrać trzy rzeczy na bezludną wyspę, to co by to było? 
4. Blogowanie to dla mnie...?
5. Kto jest Twoją inspiracją? 
6. Książka, którą ostatnio przeczytałaś/eś?
7. Miejsce, które nie pozwala o sobie zapomnieć urzekając Cię swoim pięknem? 
8. Czy jesteś szczęśliwa/y?
9. Trzy rzeczy, które opisują Twoją osobę?
10. Lubisz się śmiać? 
11. Najzabawniejsze wspomnienie z dzieciństwa to? 





I jeszcze raz dziękuję za nominację Davis! 
Buziaki! :*

2014/03/07

Marzenie!
Peyton: Pomyśl życzenie. I umieść je w swoim sercu. Cokolwiek chcesz. Czegokolwiek chcesz.
Lucas: Masz je? Dobrze. Teraz uwierz, że to może się spełnić. Nigdy nie wiesz. Skąd następne lustro może przyjść, następny uśmiech, kolejne życzenie się spełnia.
Peyton: Ale jeśli w to wierzysz. To jest to tuż za rogiem… I otwórz swoje serce. I pomyśl o prawdopodobności tego czegoś, o jego pewności...
Brooke: Po prostu możesz dostać coś, o czym marzysz.
Nathan: Świat jest pełen magii. Musisz po prostu w to uwierzyć. Więc pomyśl sobie życzenie. Masz je?
Haley: Dobrze. Teraz w nie uwierz…Całym swoim sercem.

Pogoda na miłość zawsze będzie do mnie wracać w sercu, duchu i w jakimś dziwnym szczególe, którego nigdy nie mogę pojąć. Ten serial nauczył mnie patrzeć na wszystko z każdej strony i nie ważne co by się działo zawsze jest jakieś wyjście. Uważam, że życzenia i co najważniejsze marzenia to najważniejsza część życia człowieka. Kiedy człowiek ma coś w głowie, jakiś plan i bardzo chce coś spełnić. Udaje mu się to mimo że droga wydawała się być drogą przez mękę. 
Tak człowiek sam sobie rzuca kłody pod nogi. Nie oszukujmy się. Człowiek sam sobie je rzuca, a potem jak ostatni naiwny utwierdza się w przekonaniu, że to nie on. Czasem też zdarza się tak, że kłody rzucają inni, fakt, ale my sami sobie też je sobie podkładamy. Jak świnię. Dosłownie.
Kurczę... potykamy się o nie i niesamowicie przy tym klniemy. A raczej powinno być tak... widzisz kłodę potknij się o 10 pierwszych, ale przy 11 skocz do góry tak po prostu. Do góry. Widzisz? Udało się! 
To samo jest z marzeniami i życzeniami. Pomyśl je... masz je? Czego chcesz? Cokolwiek. Masz? To dobrze. Teraz je spełnij. Może wystarczy uśmiech, a może jakaś drobna praca, ale spróbuj. Na pewno nigdy, przenigdy się nie poddawaj!
Dziś przeczytałam notkę Honey, która napisała o swojej chorobie. Ukrywała to przed wszystkimi, aż wszystko wyszło. Ujrzało światło dzienne. Internet zawrzał, każda stacja radiowa i telewizyjna zaczęła szukać sensacji. A ona? Spokojnie wszystko wyjaśniła i mimo że jakoś średnio teraz za nią przepadam (wcześniej czytałam jej photobloga). To jednak wielkie gratulacje dla niej i niech pozostanie silna. Pokazała swoim wpisem, że ją to nie przeraża. Wyjaśniła swój początek kariery, swoją drogę i przez co musiała przejść. Naprawdę jestem wielka podziwu. Zaskoczyła mnie naprawdę pozytywnie i życzę jej duużo zdrowia! Wiem jakie jest ono ważne :) 

Dziś takie tylko tam przemyślenia, obiecuję w końcu zabrać się do pracy. Mam plan i na pewno nie zrezygnuje z jego realizacji.
Teraz czas na Glee. Tak zdecydowanie... stare Glee wróciło chociaż w części. 
Buziaczki! :*