2014/12/30

Trzydzieści trzy dziewczyny i tylko jedna może zostać królową – recenzja książki #24 – Kiera Cass „Rywalki”
Długo przymierzałam się od zakupienia książek z cyklu Selekcja Kiery Cass. Oczywiście nie przeczytałam żadnego opisu, recenzji, czegokolwiek aby stwierdzić, czy fabuła będzie mi odpowiadała. Wystarczyło, że popatrzyłam na okładki i zakochałam się w prezencji zewnętrznej, nie zastanawiając się nad wnętrzem. Zamówiłam książki i uradowana tym faktem czekałam, na przesyłkę.  To posunięcie nie było mądre z mojej strony, bo gdyby mi się nie spodobało, książki zostawiłabym na półce bez echa i recenzji. 

Wczoraj skończyłam czytać Rywalki, pierwszy tom tego cyklu. I to co się wydarzyło na stronach tej książki przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dlaczego? Otóż Rywalki to fascynująca opowieść, która pochłonęła mnie do reszty, teraz jestem w połowie tomu II i cieszę się, że mam w zanadrzu jeszcze III część, bo chyba nie potrafiłabym wytrzymać w tej niewiedzy: co jest dalej?!. Moja niecierpliwość teraz jest dla mnie nieznośna, ponieważ wydarzenia w Elicie także mnie zaskakują, ale na II tom przyjdzie jeszcze czas, zajmijmy się pierwszym. 


Fabuła powieści skojarzyła mi się z programem telewizyjnym Zostać księżniczką czy coś w tym guście, gdzie kilkanaście różnych dziewczyn z różnego otoczenia zostaje zaproszona do uczestnictwa o walkę o pierwsze miejsce - koronę Księżniczki. Jednak w powieści nie tylko nasze kandydatki walczą o koronę i lepszą pozycję w kraju, ale także o serce księcia Maxona. Na takim właśnie korpusie opierają się Rywalki: trzydzieści pięć dziewczyn pochodzących z różnych klas społecznych kraju zwanego Illèą, zbiera się by walczyć o wspomnianą wyżej koronę i serce księcia. Powiem szczerze, że takie motywy w książkach najbardziej mi się podobają. Na dodatek nie jest to umiejscowione w tym czasie, w którym teraz żyjemy, ale autorka posłużyła się fajnym zabiegiem, którym to wyprzedziła czas i sama wymyśliła przyszłość. Na dodatek zamek, cała ta otoczka wyższej klasy jest dla mnie opisana na bardzo wysokim poziomie. Czytanie było dla mnie przyjemnością, a główna bohaterka - Ami, zbuntowana nastolatka zamknięta w pałacu sprawiała, że śmiałam się z wielką radością. Nic nie mogło mnie odciągnąć od lektury. Czytałam będąc w totalnym amoku. W pewnym momencie zaczęłam zazdrościć kandydatkom Eliminacji...

...a to za sprawą Maxona, księcia, który wydał mi się bardzo interesującym mężczyzną. Dla tego bohatera najwyraźniej straciłam głowę, bo mimo wszystko przedstawienia go na początku przez główną bohaterkę Ami, czułam, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Maxon wzbudza we mnie podobne odczucia jak inny bohater książki z trylogii Dotyku Julii - Aaron. Nie potrafię powiedzieć złego słowa o tym bohaterze. Jest po prostu idealny w każdym calu, koniec kropka!


Akcja powieści jest bardzo dobrze przemyślana i nie ma w niej jakiś bardzo zaskakujących zwrotów akcji, tym lepiej, bo dla mnie przy takiej fabule lepiej żeby wszystko biegło jednostajnym rytmem. Mimo tego wspomnianego rytmu, moim zdaniem ciężko jest rozszyfrować co będzie dalej w powieści. Dzięki temu pojawienie się ulubionych bohaterów (dla mnie tego ulubionego, było rozkoszą!) Książka jest lekka i przyjemna w odbiorze. Podoba mi się to, że autorka stworzyła nowy kraj, na zgliszczach Stanów Zjednoczonych zniszczonych przez III i IV wojnę światową. Akcentowana selekcja społeczeństwa jest bardzo mocno wyraźna, ale mi akurat spodobało się to przedstawienie społeczeństwa. Uważam, że to wybiegnięcie w przyszłość, może mieć takie skutki, kto wie. Z przyjemnością kibicowałam Ami w Eliminacjach, ale także z podziwem patrzyłam jak zmienia zdanie o księciu (ulubieniec).

Najbardziej jednak frustruje mnie fakt, że nie wiem czy America zostanie narzeczoną księcia. Doprowadza mnie ta niewiedza do szału, powiem szczerze, gdyż strasznie, bym chciała i mam taką cichą nadzieję, że seria zakończy się właśnie takim finałem o jakim marzę. America i Maxon razem. Długo przyjdzie mi czekać, albo może i nie skoro czytam książki w dwa dni, żeby dowiedzieć się jak rozwiąże się ta znajomość i być może rodzące się uczucie?

Rywalki to wspaniała, niesamowita, wciągająca książka, której lektura sprawia ogromną przyjemność. Dawno nie czytałam takiej historii (ostatnio w trylogii o Dotyku Julii), dlatego też cieszę się, że jednak oczy mnie nie zawiodły i to był kolejny strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o serię książek. Z całego serca polecam wszystkim lekturę Rywalek i dodaję, ukochałam sobie księcia Maxona i stał się on wzorem idealnego bohatera książkowego.

2014/12/29

Bądź sobą! – recenzja książki #23 – Lea Michele „Piękna i Ambitna”
Pamiętam dzień w którym zapytałam się na głównym profilu Fb Wydawnictwa Feeria czy zostanie wydana ta książka, strasznie ucieszyła mnie pozytywna odpowiedź. Wiedziałam, że ta pozycja będzie najbardziej wyczekaną przeze mnie książką roku. Wydawnictwo Ferria, sprawiło mi niesamowity prezent pod choinkę! Bez dwóch zdań. 

Lea Michele jest najbardziej znana z roli Rachel Berry z serialu Glee. Występowała od dzieciństwa na deskach teatru broadwayowskiego oraz jest także piosenkarką, która wydała swoją solową płytę Louder. Po premierze zadebiutowała na czwartym miejscu listy przebojów Billboardu. Była nominowana do wielu nagród m. in. Emmy i Złotych Globów. Ambasadorka marki L'Oreal Paris. Teraz wydała książkę, bardziej poradnik, który przybliża nas do jej życia z dzieciństwa i ostatnich lat. Znajdziemy tu porady na temat urody, dobrej kondycji ciała, podejścia do własnej osoby, zdrowych potrawach, które możemy przygotować w domu. A także podejścia do pracy w Glee czy na deskach teatru.

Jej głos jest prześliczny, potrafi naprawdę śpiewać bardzo trudne piosenki, często słuchając tych występów mam ciarki na plecach. Uwielbiam jej barwę głosu. Oczywiście wiele faktów z jej życia są mi znane. Któż jak nie ja, wie na temat swojej inspiracji życiowej, co lubi i jakie są jej życiowe osiągnięcia. Inni fani zapewne też o tym wiedzą, jednak ta książka odsłania mniej znane fakty z jej życia. Tajemnice, marzenia Lei. Widać jak z dziewczyny przerodziła się w silną, wiedzącą czego chce kobietę, która przeszła w swoim wiele, aby być teraz w tym miejscu, w którym się teraz znajduje. Jest osobą, która pokazuje, że mimo ciężkich chwil potrafiła poradzić sobie z nimi, podkreślając rolę rodziny i przyjaciół. To właśnie w rozdziałach o rodzinie i przyjaciołach mogłam bardziej zrozumieć jej relacje i utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że jest ciepłą, kochaną, serdeczną i wspaniałą kobietą i gdybym miała możliwość przeżycia tygodnia z nią, dogadałabym się z nią na pewno. 

Człowiek jest interesujący tylko wtedy, gdy pozostaje w kontakcie z samym sobą. Nauczyłam się, że trzeba ufać sobie, być tym, kim się jest, i robić to, co się powinno w taki sposób, jak trzeba.


Lea uwielbia osoby o siebie walczą, a ja nauczyłam się tej siły od niej samej. Książka dzieli się na kilka rozdziałów. Opisuje w nich przeróżne sprawy. Dotyka różnych tematów, radzi, wskazuje na swoje błędy czy też chwali się tym co dało jej to, że spotkała się z Barbrą Streisand. Sytuacje z jej życia są przeróżne. Aktorka min. opisuje to jak się wychowała, jakie były początki jej kariery, a kończy na ćwiczeniach, makijażu, sposobie odżywiania albo najzabawniejszych momentach ze swoimi przyjaciółmi. Dzięki tej książce stajemy się fragmentem życia Lei, aktorka otworzyła drzwi do swojego świata, ukazując wszystko co jest dla niej ważne. Porady na temat makijażu, dbania o własne zdrowie, cerę czy dietę pokazują, że dbając o siebie możemy pomóc sobie i niepotrzebne nam są do tego drogie kosmetyki czy wyjazd do SPA. Kolejnym wspaniałym punktem w książce są zdjęcia, które obrazują treść. To według mnie wielki plus, bo dzięki temu możemy jeszcze więcej dla siebie wyciągnąć, ale i nie tylko. Bo ja na przykład uśmiechałam się szeroko widząc aktorkę z przyjaciółmi czy też aktorami z planu. Serial Glee to moje życie, w myśl motta - Nie śpię, nie jem, bo oglądam Glee, albo Glee to nie serial, to styl życia. Piękna i Ambitna to zbiór przeróżnych zdjęć, nawet tych z czerwonego dywanu. 

Pisząc tę recenzję wiem, że mogę być nieobiektywna. Słowa są dla mnie zbędne, gdyż mój uśmiech pokazuje wszystko. Ambitna to dla mnie wyjątkowa książka. Czytało mi się ją przyjemnie, lekko i z wielkim uśmiechem na ustach. Znalazłam tylko kilka (zaledwie 3 błędy), które wybaczam i uznaję, że ich nie ma. Z resztą to pierwsze wydanie i na pewno w kolejnym wydaniu zostaną one poprawione.

Lea Michele to wspaniała kobieta, która mimo swojej sławy ma wszystko poukładane i wiadomo po przeczytaniu tej książki, że nie uderzy jej woda sodowa do głowy. Książkę, natomiast polecam każdej dziewczynie, która chciałaby zmienić coś w swoim życiu, a wydaje jej się, że to niemożliwe. Zapewniam, że po przeczytaniu tej książki zmienicie zdanie, ponieważ czasem potrzebna jest nam tylko iskra, żeby zacząć błyszczeć. Fanom oczywiście też ją polecam z tego względu, że jestem tego na 200% pewna, że Wasza miłość do aktorki stanie się jeszcze głębsza, tak jak w moim przypadku.

2014/12/27

Ktoś bardzo wam bliski zna wszystkie odpowiedzi – recenzja książki #22 – Sara Shepard „Bez serca”
Pretty Little Liars - Bez serca, to już siódma część, która opowiada o Pięknych Kłamczuchach z Rosewood. Dziewczynom udało się cudem uratować z pożaru, jednak to wydarzenie bardzo silnie na nie wpłynęło. Przekonane o tym co widziały, a raczej kogo w lesie podczas pożaru. Zmienia to całkowicie życie, Arii, Emily, Hanny i Spencer, ponieważ zostają okrzyknięte Kłamczuchami miasteczka. Może im się tylko to wydawało, że widziały osobę, która od dawna nie żyje? Nie wiadomo. Natomiast przez to całe zamieszanie media zaczynają się nimi interesować, by zdobyć nowe, niepotrzebne nikomu sensacje, których i tak nie brakuje w Rosewood. Wystarczy przypomnieć sobie Piękną i Olśniewającą Alison, nieżyjącą, ale wciąż żyjącą w sercach mieszkańców i jej przyjaciółek. 

Co się zmienia u naszych bohaterek? Wiele. Jak zawsze musiała pojawić się między nimi sprzeczka, a one same działają w pojedynkę. Emily słuchając -A. wyrusza do wioski Amiszów. Nie potrafi zrozumieć sensu tej wyprawy, jednak decyduje się na rozwiązanie tej zagadki. W końcu Ali dalej jest dla niej ważną osobą. Aria po rozmowie z ojcem o duchach i innych nadprzyrodzonych sprawach korzysta z pomocy medium, ma zamiar skontaktować się z Alison. Pomysł bardzo oryginalny, ale już nic nie ma do stracenia skoro i tak jest dziwaczką. Przez przyrodnią siostrę Hanna trafia do Zacisza Addison-Srevens, gdzie ma dojść do siebie i uporać się z problemami, które towarzyszą jej od parunastu miesięcy. Natomiast Spencer odkrywa kolejne rodzinne tajemnice.

Myślałam, że VII tom nie będzie dla mnie zaskakujący. Myliłam się, jest on napisany w tonie VI części i bardzo dobrze mi się czytało tę pozycję. Końcówka też mnie zaskoczyła mimo że wydawało mi się, że wielkiego zaskoczenia nie będzie. Jak zwykle moje przekonania musiały mnie wyprowadzić w maliny, ponieważ jestem po dwóch kolejnych częściach VIII i IX. I nie dowierzam temu co się stało. Naprawdę Sara Shepard wie jak pisać, by powodować u mnie chęć czytania dalej. Tyle pytań, tak mało odpowiedzi, a XV część już na horyzoncie, bo w 2015 roku w lutym (z tego co udało mi się wyczytać w Internecie). Trzeba się sprężyć i doczytać do XIV części, by być na bieżąco. Choć mam nadzieję, że nie jest to na siłę przeciągana seria książek. 

2014/12/14

Życie to film z jednym tylko ujęciem, nie ma dubli – recenzja książki #21 – Federico Moccia „Chwila szczęścia”
Z włoskim pisarzem Federico Moccia pierwszy raz zetknęłam się przy czytaniu książki Trzy metry nad niebem. Jest uwielbiany przez czytelników, którzy cenią sobie jego powieści. Są one wyjęte z realnego życia. Opowiadają o miłości, bólu i codziennym życiu. Tematy te są oklepane, ale jednak dalej porywają nas, bo utożsamiamy się z bohaterami. Nie mogę ujmować stylu pisania pisarza, ponieważ chwyta on za serce. Jednak czytając Chwilę szczęścia, nie miałam jakoś siły na zmierzenie się z nią. Wiadomo jedne powieści są lepsze, drugie gorsze. Ta książka była dla mnie katorgą, nie miałam motywacji aby ją czytać. Dlatego tak długo zeszło mi z napisaniem tej recenzji. Ciężko było mi pozbierać jakiekolwiek myśli. Okładka jest prześliczna, ale treść pozostawiła we mnie pewien niedosyt.

Głównym bohaterem jest Nicco, który zakochany jest w swojej dziewczynie Alessii. Ich miłość jest jedyna i prawdziwa. Taka ostatnia. Jednak to tylko takie pozory, a słowa ks. Jana Twardowskiego: I nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnią, czy ostatnia pierwszą, pasują tutaj jak ulał. Związek tak pięknej na pozór miłości rozpada się i bohater cierpi. Zadaje sobie pytanie dlaczego tak się stało? Powodując, że wszystko w jego życiu wiąże się z jego eks-dziewczyną. Nie dość, że sam przeżywa swoje rozstanie, to inni także obarczają go swoimi problemami, a on jako dobry mężczyzna i głowa rodziny, pomaga, mimo że nie ma na to najmniejszej ochoty.

Nicco próbuje zapomnieć o swojej ukochanej, nauczyć się życia bez niej, ale jednak ciężko mu to wychodzi. Właśnie tutaj miałam z głównym bohaterem największy problem. Czytając książkę, ciągle były jakieś powroty do przeszłości i szczerze zaczęło mnie to bardzo irytować, gdy główny bohater nie widział nic innego poza swoją ukochaną. A wmawianie sobie, pewnych rzeczy, że zrobiła to Alessia zaczęło działać mi na nerwy. Z tej depresji, bo inaczej nie można tego nazwać, próbuje go wyciągnąć jego przyjaciel Gruby. Z różnym skutkiem, jak się okazuje. Jednak pewnego dnia spotykają dwie Polski - Anię i Paulę, tutaj Gruby uważa że jest to wspaniała sytuacja do rozwinięcia znajomości, jednak nasz zraniony bohater niechętnie do tego pomysłu podchodzi. Tu życie także zaskakuje naszego bohatera i Ania staje się jego pokrewną duszą.

Opowieść jest dobra i dobrze przemyślana, jednak dla mnie książka momentami jest zbyt nudna. Chwila szczęścia jest dobrą pozycją, ale nie poleciłabym jej. Brakowało mi w niej jakiś większych uniesień. Jakiejś zmiany bohatera, być może gwałtownej. Sama nie potrafię dokładnie tego określić, gdzie tkwi problem. Emocje w tej książce górują, a akcja? Hmm... może to ona nie nadąża za nimi. Naprawdę sama nie wiem.

2014/12/13

Każdy ma coś na sumieniu – recenzja książki #20 – Sara Shepard „Zabójcze”
Dawno nie było recenzji. Ogólnie przez moje problemy zdrowotne zaniedbuję bardzo dużo ważnych spraw. Dziś zapraszam na recenzję VI tomu Pretty Little Liars - Zabójcze. Nie będę się nad nią rozwodzić za dużo, ale wbiła mnie w fotel i czytałam ją z zapartym tchem do ostatniej strony. 

Piąta część zakończyła się tym, że Spencer dostaje SMS-a podczas imprezy charytatywnej, która odbywa się u niej w domu. Ktoś prosi ją o spotkanie. Kiedy Kłamczucha dociera na miejsce odkrywa, że znajdują się tam zwłoki Ian'a. Po kilku minutach pojawia się też reszta dziewczyn - Aria, Emily i Hanna. Te wydarzenia rozpoczynają VI tom przygód naszych ukochanych Kłamczuch. 

Dziewczyny długo się nie zastanawiają, wracają więc do domu Spencer i powiadamiają o wszystkim policjanta Darrena Wildena. Ciało jednak znika, a reputacja dziewczyn zostaje nadszarpnięta. Po tej sprawie Kłamczuchy dostają nowe wiadomości od -A i cała zabawa znowu zaczyna się od początku. Mimo że była wielka nadzieja na to, że anonimowy nadawca znudził się już w dręczenie Pięknych z Rosewood.
Oprócz wątku prowadzenia śledztwa nad sprawą morderstwa Alison, pojawiają się także inne wątki, które skupiają się na kłopotach czterech nastolatek. Emily poznaje chłopaka i zamyka za sobą homoseksualny rozdział życia. Zakochuje się w chłopaku i wydaje się być naprawdę szczęśliwą nastolatką, niż dotychczas. Hanna dalej rywalizuje ze swoją przyrodnią siostrą Kate. Uwielbiam jej determinacje, a w tej części książki stawką o jej wielkie szczęście, jest miłość.  U Arii także kolejne zmiany. Wprowadza się do nowego domu swojego ojca i jego nowej ciężarnej partnerki - Meredith. Coraz bardziej interesuje się także pewnym chłopakiem, który raz zachowuje się jakby czegoś chciał, a potem zmienia zdanie. Irytujące. Jednak największe zaskoczenie spotkało mnie u Spencer, która dostaje wiadomość od swojej biologicznej matki, która chce się z nią spotkać.

VI tom Pretty Little Liars to książka, która w porównaniu z poprzednimi częściami, dla mnie osobiście odsłania najwięcej faktów. Informacje te są zaskakujące i niezwykłe. Dowiadujemy się np. o przeszłości Jasona DiLaurentisa, Ian'a oraz Wildena. Jednak zakończenie wbija w fotel. Nie uda wam się go przewidzieć chociaż bardzo byście chcieli. To co przygotowała dla nas autorka to pikuś z tym kiedy dowiedzieliśmy się, że pierwszym -A, była Mona, uwierzcie.

2014/11/23

Kilka zasad, które dotyczą dziennikarstwa – recenzja książki #19 – Ryszard Kapuściński „To nie jest zawód dla cyników”
„Dziennikarzowi przyświeca zawsze ten sam cel: informować, zaznajamiać czytelnika z faktami, pokazywać, kształcić. Tak, aby mógł on zrozumieć otaczający go świat”, piszę w swojej książce Ryszard Kapuściński. Zetknęłam się z jego książkami, między innymi, dlatego, że będę pisała pracę licencjacką na podobny temat. Stwierdziłam, że moim oparciem może zostać pan Ryszard Kapuściński. Mogę stwierdzić, że mój wybór okazał się być dobrym posunięciem, a ja dowiedziałam się czegoś więcej na temat pracy dziennikarza i nie tylko. Zaznaczając, że to dopiero pierwsza pozycja tego autora. 

„To nie jest zawód dla cyników” to zapis wykładów i rozmów dotyczących dziennikarskiego fachu. Książka została przełożona na język polski. Wcześniej ukazała się tylko w dwóch innych językach – hiszpańskim i włoskim. 

W książce znajdziemy wszystko tak naprawdę. Przede wszystkim w tej pozycji są wypisane wartości towarzyszące osobie, która chce zostać dziennikarzem. Jest opisany proces tego jak zmieniło się dziennikarstwo oraz dlaczego to się stało. Według Kapuścińskiego żeby zostać świetnym dziennikarzem trzeba na początku być dobrym człowiekiem. W tej pracy nie ma miejsca na cynizm. 

„Cynizm to cecha nieprzystająca do dziennikarstwa. Cynizm to cecha niegodna człowieka, cecha, która automatycznie wyklucza z dziennikarstwa. Mówimy tu tylko o wielkim dziennikarstwie, bo to jedyne, którym warto się zajmować, a nie o tej odrażającej jego formie, z którą często mamy do czynienia.”

Trzeba mieć wyczulone zmysły, szukać rozwiązania gdzie indziej, jeśli nie możemy ich znaleźć tam gdzie aktualnie jesteśmy. Wychodzić poza ramy, ciągle się kształcić. Bez ciągłej nauki i podążania nie można mówić o prawdziwym dziennikarstwie. Sam autor książki zestawia ze sobą dwa rodzaje pracy w tym zawodzie, ukazując tym samym skutki. Będąc studentką dziennikarstwa dużo wyciągnęłam z tej lektury. Czytało mi się ją bardzo szybko, a treść była dla mnie budująca. Pokazała mi tak naprawdę ile muszę jeszcze nad sobą popracować, aby móc mówić, że pracuję, jako dziennikarz, który nie obniża jej formy. Lekcja, którą z pewnością zapamiętam na bardzo długo.

2014/11/21

Przez 365 dni – recenzja książki #18 – Demi Lovato „Bądź swoją siłą”
Demi Lovato, to dla mnie wspaniała wokalistka, z mocnym silnym opanowanym głosem. Przeżyła w swoim życiu bardzo dużo, ale nie poddała się. Walka z chorobą, o wewnętrzne i zewnętrzne "ja" w świecie, jest dla mnie pewnym wyznacznikiem. Każdy z nas walczy każdego dnia, o siebie, lepsze jutro, czasem być może świat. Codziennie czytam jej myśli i czuję się lepiej. Mimo że do końca roku jeszcze kawałek postanowiłam już teraz napisać recenzję o tej książce. Będą to bardzo osobiste przemyślenia, ale jednak moim zdaniem obrazujące tę pozycję. 

Perfekcja nie istnieje, to my - ludzie stwierdziliśmy, że można dążyć do perfekcji. Często przez takie rozumowanie można bardzo sobie nabrudzić w życiorysie. Każdy patrzy na kolorowe pisemka, chce być podobny, bo tak pognał świat do przodu. Liczy się wygląd, pozycja. Wartości skryte w sercu schodzą na dalszy plan. Czasem wystarczy się zatrzymać i popatrzeć na to co wokół nas się dzieje. Nie mieć przysłowiowych klapek na oczach i zacząć patrzeć sercem.


Autorka książki Demi Lovato miała problemy z odżywianiem się i samookaleczeniami. Leczyła się i wyszła na prostą. Nie ukryła się z tym i opowiedziała swoją historię. Ja zetknęłam się z nią w programie, który wyemitowała stacja MTV (Demi Lovato: Stay Strong). Jeśli chodzi o książkę, to wracając do niej codziennie, widzę, jak zmienia moje spojrzenie na pewne sprawy. Zwykłe słowa przypisane do danego dnia sprawiają, że zaczynam się zastanawiać nad swoim wewnętrznym ja, przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Codzienne podpowiedzi, względem szczęścia, radzenia sobie z problemami, miłością, smutkiem, są dla mnie pewnym drogowskazem, którym podążam. Sama przecież prowadzę podobny dziennik, który ma swój cytat, opisanie co można zrobić i cel jak to osiągnąć. To samo jest w książce Demi. We wstępie czytamy krótką notkę wprowadzającą. Uważam, że ludziom potrzebne są takie drogowskazy, które popychają nas do tego, by zmienić coś w swoim życiu gdy nie wiemy co zrobić. Wiele razy złapałam się na tym, że po przeczytaniu znajdowałam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. 

Jeśli także szukacie jakiegoś drogowskazu, który was poprowadzi, to książka Demi, może wam w tym pomóc, chociaż jak wiadomo nie musi. To od was zależy czy sięgniecie po tę pozycję. Ja nie żałuję. Lubię uczyć się własnej ciszy w sercu i cierpliwości. Ona popłaca, a kiedy czeka się na coś z cierpliwością, dostaje się naprawdę dużą nagrodę.

2014/11/17

Jeszcze nie dostałyście tego, na co zasłużyłyście – recenzja książki #17 – Sara Shepard „Zepsute”
Zebrałam wszystkie książki, które w ostatnim czasie przeczytałam i zaczęłam spisywać w końcu recenzje. Nie mogę pisać o tych, które teraz czytam, skoro mam te dawno temu przeczytane i niezrecenzowane. Dziś zapraszam was na kolejną część z serii Pretty Little Liars - Zepsute.

Piąta część serii wciągnęła mnie bardzo szybko. Zważając na wydarzenia jakie miały miejsce we wcześniejszej części, kończąc ją miałam w rękach Zepsute. Akcja naprawdę ruszyła z kopyta i w końcu coś większego się stało, a bohaterki stały się dla mnie bardziej realne. Każdy rozdział, był ciekawy, zaskakiwał, przyprawiał o dreszcze, intrygował. Na to właśnie czekałam od bardzo dawna w tej serii.
 
A. zostało w końcu złapane, nasze Kłamczuchy mogły odetchnąć i ich życie mogło wrócić do normy. Już nikt się nad nimi nie znęcał, nie wysyłał denerwujących wiadomości. Cała sprawa stała się nieważną. A sekrety pięknych dziewczyn z Rosewood dalej mogły pozostać sekretami bez obawy, że ujrzą światło dzienne. Idealnie, przecież w końcu o to chodziło, prawda? Jedyną rzeczą, która je jakoś zbija dalej z tropu to wspomnienia, które nie dają o sobie zapomnieć. Przecież to co wydarzyło się zaledwie kilka miesięcy temu, dalej jest żywe mimo że główna sprawczyni już dawno nie żyje. Nasza przepiękna idealna i bezwzględna Alison dalej żyje, ale na całe szczęście dziewczyny w końcu zdają sobie sprawę z tego, kim była naprawdę panienka DiLaurentis. Czekałam na to, kiedy dziewczyny przejrzą na oczy, bo bardzo nie lubię postaci Ali, kojarzy mi się z najgorszą zmorą z koszmarów, potworem lub klaunem, których bardzo nienawidzę i przyprawiają mnie o zawrót głowy, dreszcze i niechęć.
 
Oskarżony o morderstwo Ali, nie został skazany, ale okazuje się, że po pewnym czasie znika, tak jakby rozpłynął się we mgle lub przepadł jak kamień w wodę. Jest to kolejna tajemnica, która w moim przypadku spowodowała tym, że po V części zaczęłam czytać VI. 
Wracając jednak do Zepsutych, to bohaterki są dalej takie same. Nie ma tutaj jakiejś większej zmiany. Hanna dalej jest piękna i kopią Alison. Spencer, staje się czarną owcą w rodzinie, pada nawet podejrzenie, że nie jest prawowitą wnuczką. Co to oznacza? Bardzo wiele i ten wątek był dla mnie wielkim zaskoczeniem, który niesamowicie trzymał mnie w niepewności i niedosycie. Emily po raz kolejny zmienia swoje życie. Trochę tak jakby wracała do punktu wyjścia i niepotrzebnie buntowała się wcześniej. Natomiast Arii nadal podobają się starsi mężczyźni, na domiar złego zastanawiam się dlaczego musi być to ktoś, kto jest facetem jej matki Ellie?

Podsumowując Zepsute, to naprawdę dobra pozycja, porównując ją z poprzednimi częściami, dla mnie najlepsza z tych, które do tej pory przeczytałam. 

A wy czytaliście już tę serię? Co o niej sądzicie? Czytacie dalej, czy odpuściliście sobie ją po jakimś tomie? 
Pozdrawiam!

2014/11/16

To życie jest trudne – recenzja książki #16 – Gayle Forman „Zostań, jeśli kochasz”
Cześć :) Dziś w notce recenzja książki If I Stay. Tak naprawdę z niczym się nie wyrabiam i mam straszną obsuwę. Projekt na studia leży i płacze, nie mogę znaleźć na niego koncepcji jak go dokończyć, nauki jeszcze więcej. Sama nie wiem, w co ręce włożyć, ale jakoś na czytanie nigdy nie brakuje mi czasu. Zapraszam!

Główną bohaterką jest 17-letnia Mia Hall, która ma do podjęcia bardzo poważą decyzję w swoim życiu. W tragicznym wypadku samochodowym, giną jej rodzice i młodszy braciszek. A Mia tkwi w stanie dziwnego zawieszenia. Widzi wszystko, co dzieje się wokół niej, tzn. jak zachowują się jej najbliżsi, a ona sama musi podjąć decyzję o tym, co ma zrobić. W końcu ma dwa wyjścia, albo walczyć o życie i pozostać albo poddać się i umrzeć. Ten dylemat rozstrzyga się spleciony z retrospekcjami i uczuciami innych bohaterów.

„Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne.”

Zostań, jeśli kochasz to książka, która bez zwątpienia pochłonęła mnie całą od pierwszych stron. Przeczytałam ją w zaledwie kilka godzin. Kupując ją miałam także na uwadze ekranizację, która pojawiła się jakiś czas temu, a ja, jako mol książkowy, pierwsze wolę przeczytać książkę, a potem złapać się za ekranizację. Zapewne wrócę do tej książki jeszcze wiele razy ze względu na historię, którą bardzo cenię, a także na to jak jest uduchowiona i przekazuje to, co w życiu każdego człowieka jest najważniejsze.
Akcja książki trwa 24 godziny, poszczególne rozdziały mają przypisaną konkretną godzinę. W ciągu tego czasu nasza główna bohaterka i narratorka będzie wszystko opisywała i wspominała. Spodobał mi się ten zabieg, który wymyśliła sobie autorka książki. To dla mnie wielki plus!

Mia jest cichą i nieśmiałą dziewczyną, która gra na wiolonczeli (terminologia z muzyki poważnej wpleciona w książkę, kolejny duży atut tej książki). Wędrując z Mią po kartach jej wspomnień poznajemy także jej przyjaciółkę – Kim oraz chłopaka – Adama. Również dowiadujemy się więcej o relacjach Mii z rodziną. Autorka potrafi grać na uczuciach czytelnika, doskonale dobrane sytuacje, uczucia, tak, aby pobudzały odpowiednie ośrodki w mózgu. W książce brak jakiś szalonych zwrotów akcji, wielkich kłótni rodziców, romansów i innych takich podobnych rzeczy, jakich teraz pełno, ale mogę was zapewnić, że jest to ciepła bardzo przejrzysta i szczera historia o miłości, rodzinie, przyjaźni.
Moją sympatię wzbudził Adam – chłopak Mii. Ich miłość według mnie odbiega od tych młodzieńczych miłości, została pokazana ona bardzo dojrzale i na poziomie. Nie ma w niej zdrad, jakiejś wielkiej czasem niekończącej się dramy. Tutaj raczej są rozmowy, o tym, co ich czeka i sposobie ich rozwiązania. To też wielki atut. W sumie zaczynam się zastanawiać czy są jakieś minusy dla mnie. Ach tak, tytuł, ale tego nie da się zmienić i bardzo mnie to nie razi. Choć chyba wolałabym tytuł z pierwszego wydania książki. Utwór nie jest długi – 248 stron, ale naprawdę czyta się ją dość szybko.

„Czasem człowiek dokonuje w życiu wyboru, a czasem to wybór stwarza człowieka”

Podsumowując, szczerze polecam wam książkę Zostań, jeśli kochasz. Historia niezwykłej, ale bardzo pięknej szczerej młodzieńczej miłości, która ma swoje wzloty i upadki, opowiada także o przyjaźnie i rodzinie. Może nam się wydawać, że to banał, banałem poganiany, prawda? Ale podkreśla ona także, że życie jest bardzo cenne i tak naprawdę bardzo trudne. Warto przeczytać tę pozycję. Zachwyci, wzruszy, zatrzyma nas abyśmy pomyśleli o tym, co nas otacza i może zmienili jakoś swoje życie? Kto wie…

Dajcie mi znać w komentarzach, czy przeczytaliście książkę i jakie były wasze odczucia po przeczytaniu. A może zachęciłam was do przeczytania?

2014/09/20

Każdy ma jakąś tajemnice... – recenzja książki #15 – Tahereh Mafi „Julia trzy tajemnice”
Specjalny dodatek do bestsellerowej trylogii. Zawiera ona niezwykły dziennik Julii oraz dwie nowele, które są pisane w dwóch różnych perspektywach. Destroy me jest opowiadana przez Warnera, Fracture me - z kolei przez Adama. Nie wiem, która bardziej mnie urzekła. Jestem rozdarta, choć oczywiście należę to Teamu Warnera.

Destroy me

Warner. 
Aaron.

Wszystko rozpoczyna się kiedy Julia go postrzeliła i uciekła. Jego perspektywa jest dla mnie niesamowitym uzupełnieniem tamtych wydarzeń. W końcu mogę wejść do jego umysłu i zobaczyć jego szamotanie się ze samym sobą. Jeśli ktoś nie jest przekonany do tego bohatera myślę, że z tą częścią, wspaniałym uzupełnieniem zrozumie jego myśli, które w tamtym momencie nim kierowały. W końcu widać jego ludzką naturę, strach o Julię, jego uczucie do niej, które staje się coraz silniejsze i... jego ojca - Andersona - zwyrodnialca, który potrafi bez mrugnięcia okiem zabić wszystko co według niego jest przeszkodą do osiągnięcia celu. Nie wahałby się nawet zabić swojego syna gdyby to było konieczne.

Warner jest postacią, która mimo że w trylogii była pokazana jako silna i niezłomna osoba tak naprawdę mówi o sobie, że jest tchórzem. Widać doskonale jak na dłoni jak boi się swojego ojca, choć pojawia się też miła krótka retrospekcja na temat jego dzieciństwa, kiedy to jego ojciec jeszcze  normalny, brał go na kolana, pozwalając wyciągać wszystko z kieszeni. 
Nasz kochany bohater jest bardzo skryty.
Rozpaczliwie przypomina sobie chwile kiedy to Julia mieszkała w jego kwaterze, przeszukuje jej pokój, w którym znajduje sekretny dziennik. Ten mały zeszycik łamie jego serce na miliony kawałków. Nic nie jest w stanie wymazać już z pamięci jego ukochanej, a na dodatek jego sny są bardzo realne. Czytając je miałam wrażenie, że coś jednak w fabule nie było dopowiedziane, ale miałam ciarki jak przeczytałam, że to nie jest prawda! Że to sen, zwykły normalny sen...
Pamiętacie jak Julia zobaczyła Warnera bawiącego się z psem? Na tym kończy się perspektywa Warnera. Opisana z jego perspektywy wydaje się wyraźniejsza i dowiadujemy się czegoś, o czym nie mieliśmy pojęcia w regularnej trylogii.

Fracture me

Adam i James.

Akcja rozpoczyna się z wydarzeniami kiedy to Kenji został ranny w walce Warnera z Adamem. Oczywiście nie z powodu tego, że Julia przez przypadek go dotknęła, bo nie miała rękawiczek. Tylko dlatego, że Warner ma zdolność przenoszenia zdolności innych na siebie.
Adam jest ukazany jako kochany brat. Widać ściśle zaciśnięte relacje między nim a Jamsem. Dlatego przypisuję tę perspektywę im obojgu tak naprawdę mimo że opowiada tylko Adam. Jaki jest Adam? Troskliwy i wyrozumiały dla brata, bardzo go kocha i jest w stanie poświęcić za niego życie gdyby musiał. Również tak jak Warner szamota się z samym sobą wewnętrznie. Wie, że kocha Julię i dalej nie może zrozumieć dlaczego ona zerwała z nim. Chce znaleźć na to wszystko sposób. Martwi się o Julię i o to jak będzie w przyszłości. Nienawidzi Warnera i chce go zabić.
 
Miejsce środkowe wszystkich wydarzeń to wyjście na walkę z Komitetem Odnowy, w którym to potem Julia zostaje porwana przez ludzi Andersona. Dowiadujemy się dlaczego Kenji i Adam nie pobiegli od razu jej uwolnić. Tylko dlaczego uciekli. Także wyjaśnia się co działo się z Jamsem po tym jak Komitent Odnowy zrównał z ziemią Punkt Omega.
Po tych wydarzeniach Adam ma mieszane uczucia do Julii, uważa, że nic się jej nie stanie dlatego też mogą poczekać z jej uwolnieniem. Jednak Kenji nie daje za wygraną i wymusza na nim działanie. Rezygnacja przychodzi też bardzo szybko, bo dochodzi nagła informacja do wszystkich ocalałych o tym, że Julia nie żyje, a jak wiemy, to prawdą nie było.

Dziennik

Julia

To zbiór wszystkich myśli Julii jakie przeżywała będąc w szpitalu psychiatrycznym bądź to jak była traktowana przez innych. Zapiski odzwierciedlają także to jak bardzo na początku nienawidziła siebie za dar jaki posiada, bo go nie rozumiała. Najbardziej chyba spodobał mi się wpis z dziennika o tym jak bardzo by chciała mieć przyjaciela. Choć powiem szczerze, że każdy z wpisów miał swoje niepowtarzalne przesłanie.

Tak też zakończyła się moja przygoda z Julią. Powiem szczerze, że tak dobrej trochę wybiegającej w przyszłość historii dawno nie czytałam. Podobało mi się w tych książkach wszystko: styl pisania autorki, przekaz uczuć, przekreślone słowa, budowa zdań, ułożenie wydarzeń i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Autorka mimo swojego debiutu wykazała naprawdę bardzo wysoki poziom, choć oczywiście pierwszej części trochę brakuje - wiadomo pierwsza książka, różnie może być, jeśli wkracza się w taki świat. Świat książek i pisarstwa. Reszta trylogii była lepsza i lepsza. Ja wybaczyłam autorce jej małe niedociągnięcia, każdemu się zdarzają. Dziękuję jej za wspaniałą przygodę, w której również mogłam uczestniczyć. Z pewnością mogę stwierdzić, że nie raz wrócę do tych książek, by raz jeszcze przeżyć to wszystko z takim samym zachwytem jak za pierwszym razem.

2014/09/16

10 ulubionych książek
Książki - w moim życiu nie ma mowy o tym aby ich nie było, ponieważ są jego częścią. Uwielbiam czytać. Zawsze mam jakąś w torebce i w wolnej chwili czy to w autobusie albo uczelni podczas przerwy, czytam. Postanowiłam, że dzisiaj nie będzie typowej recenzji jak co wtorek, choć powiem szczerze, że trochę się zaniedbałam. Jednak wynagrodzę to notką o moich 10 ulubionych książkach, do których na pewno kiedyś w swoim życiu wrócę.

1. Dotyk Julii (trylogia) 
Tak zdecydowanie ta seria utkwiła w mojej pamięci na dobre. Julia przeszła niesamowitą przemianę zewnętrzną i bogatszą wewnętrzną. Nie przepadam tak bardzo za książkami w których zdarzają się takie nadprzyrodzone zdolności, ale ta trylogia jednak jest tego wyjątkiem. Oczywiście spotkałam się z niechęcią do tych książek albo raczej do poszczególnych części, ale jak wiadomo gusta są różne i o nich nie powinno się dyskutować. 

Recenzje książek możecie znaleźć na moim blogu: 

Dodam także, że niedługo będę w posiadaniu dodatku do całej trylogii Julia, trzy tajemnice.

2. Hopeless
Na początku kiedy ta książka pojawiła się w księgarniach nie mogłam zrozumieć fenomenu tej książki. Każdy się nią zachwycał i polecał ją przy każdej nadarzającej się okazji. Coś w stylu kup, a nie pożałujesz. Zdecydowałam się w końcu i przeczytałam książkę. Nie żałuję. Rozumiem co w niej takiego innego i to jest książka do której na pewno wrócę i z chęcią przeczytam raz jeszcze aby przeczytać ten ostatni akapit odnoszący się do gwiazd. Idealny!

Recenzja:

3. Stokrotki w śniegu
Książkę przeczytałam w jeden wieczór. Evans jest mistrzem w moim przekonaniu. Łatwo jest się człowiekowi zagubić w życiu i ta książka jest tego dowodem, ale także pokazuje, że jeśli bardzo się czegoś chce to można to osiągnąć i zwykłe przepraszam staje się najpiękniejszym odzwierciedleniem duszy. 

Recenzja:

4. Gra z duchami
Książka jest powrotem autora do jego dzieciństwa i początków związanych z alpinizmem. Uwielbiam ją. Jest prawdziwa, szczera i zabawna. To jak autor opisuje swoje przygody ze swoją siostrą gdy był mały przysporzyły mnie o wiele łez ze śmiechu naprawdę. Co takiego jest w tej książce? Opisy! Jeśli ktoś kocha książki oparte na faktach warto ją przeczytać na początek jeśli chodzi o twórczość Joe Simpsona. Na pewno nie można się przy niej znudzić, a na pewno nauka czegoś nowego o nas samych też nam się przyda. 

5. Idealny chłopak 
Z kolei tą przeczytałam jakieś miliony razy. Uwielbiam ją za tę lekką fabułę. Opowiada o przyjaźni trzech przyjaciółek które zawsze trzymają się razem i to właśnie dwie z nich pomagają Isabelle kiedy ta zrywa z chłopakiem. To co jest plusem tej książki to pokazana przyjaźń i oddanie. W tej książce jest ona trwała, silna która przetrwa załamania i razem będzie się cieszyć sukcesami. Bardzo chętnie przeczytałabym ją jeszcze raz, bo niestety tej książki nie mam u siebie na półce z tego względu, że ją pożyczałam już sama nie wiem skąd.

6. Pretty Little Liars (seria)
To co przytrafia się Kłamczuchom jest po prostu genialnie, szczerze powiem, że czasem na jeden dzień chciałabym się z nimi zamienić tylko po to aby zobaczyć jakby to było gdybym była w podobnej sytuacji. Aby choć na chwilę poczuć się jak w takim trochę kryminale i dowiedzieć się kim jest tajemniczy prześladowca. Autorka tej serii ma niesamowity talent jeśli chodzi o pisanie, ale o tym już wspominałam w recenzjach. Właśnie skończyłam czytać VII część i niedługo będę zabierać się za kolejną, a droga przede mną spora, bo cała seria podobno liczy sobie XIV albo i nawet więcej części. 

Recenzje:

7. Trzy metry nad niebem 
Film obejrzałam pierwsze i choć widzę małe różnice, to jednak jedno i drugie jest godne uwagi i przeczytania. Historia jaka została przedstawiona jest genialna, choć powiem szczerze, że bardziej lubię II część książki Tylko ciebie chce. Sama nie wiem dlaczego czym to jest spowodowane, może tym, że od samego początku nie lubiłam Babi. Tej książkowej oraz tej filmowej. Nie przypadła mi jakoś do gustu i powiem szczerze strasznie mnie irytuję. Tę książkę jednak lubię za te opisy i uczucia jakie zostały tam wplecione. Książkowy Step jest uroczy.

8. Potęga miłości
Nad tym siedziałam i ryczałam jak bóbr. Książkę poleciła mi przyjaciółka Moore. Chciała abym zrozumiała na czym polega prawdziwe uczucie i że może ono się zrodzić w każdych okolicznościach jakie mogą tylko się przydarzyć człowiekowi. Byłam wtedy trochę na takim rozstaju dróg w moim życiu i ta książka bardzo mi pomogła. Pomogła na tyle, że potrafiłam pójść na przód i uśmiechnąć się do swoich wspomnień. 

9. Swoją drogą 
Tomka Michniewicza znałam już wcześniej. Dwie poprzednie książki też są bardzo dobre, więc sięgając po Swoją drogą wiedziałam, że nie będę się nudziła. Trzech różnych ludzi, trzy odrębne historie, jeden cel - zrozumienie, pomoc, odnalezienie własnej ścieżki życiowej. To moim zdaniem najbardziej przewodzi tej książce. 

Recenzja:

10. Mały Książę 
Książka dzieciństwa. Najbardziej ulubiona lektura szkolna świata. Często wracam do Księcia. Bardzo życiowa i pasująca w każdym czasie książka czy to 10 lat temu, czy to teraz w 2014 roku. Odzwierciedla wszystko wystarczy wczytać się między wiersze. Pokazująca obraz tego co dzisiaj dzieje się na świecie. Zabawna, ale także pouczająca. 



I tak oto przebrnęliśmy przez moją listę ulubionych książek. Oczywiście mam też wiele innych książek, które lubię, ale jednak te jakoś wysuwają się na początek szeregu. Jeśli chodzi o gatunki to nie wiem, który najbardziej mi odpowiada. Chyba żaden. To opis musi mnie zaciekawić, jeśli jest dobry sięgnę po daną pozycję aby się przekonać czy to tylko gruszki na wierzbie, czy naprawdę coś wartego uwagi.

2014/09/02

Dajcie sobie spokój z tym śledztwem albo i wam stanie się krzywda – recenzja książki #14 – Sara Shepard „Niewiarygodne”
IV tom serii „Pretty Little Liars” Sary Shepard. Dziewczyny z Rosewood w dalszym ciągu próbują dowiedzieć się, kim jest ich prześladowca. Ich życie stało się inne, ale też nie uległo poprawie. Zaczyna się coraz bardziej komplikować. Pod koniec III tomu dowiadujemy się, że Hanna wie, kim jest ich prześladowca, jednak –A zdołało skutecznie ją uciszyć. Ktoś potrącił pannę Marin samochodem i dziewczyna trafia do szpitala w ciężkim stanie. Plusem takiego obrotu spraw jest to, że stosunki między dawnymi przyjaciółkami się poprawiają, chcą walczyć wspólnie przeciwko –A i kolejnymi niespodziewanymi niespodziankami. 

Autor: Sara Shepard
Tytuł: Niewiarygodne
Seria: Pretty Little Liars #4
Wydawnictwo: Otwarte
Strony: 328

W IV tomie Emily zrozumiała, kim jest, stara się o akceptację swojej rodziny. Jednak przy pomocy –A trafia do wujostwa. Jej rodzice mają nadzieję, że tam ich córka dojdzie do wniosków i zmieni swoje myślenie na temat tego, kim jest. Z kolei u Spencer bardzo dużo się dzieje. Ponosi w dalszym ciągu konsekwencje swojego opuszczenia się w nauce. A „Złota Orchidea” nie wpadnie w jej dłonie bez przygotowania. Plusem dla niej jest to, że dowiaduje się niewiarygodnej rzeczy o samej sobie. Aria zmaga się z rodzinną tajemnicą, która końcu wychodzi na jaw dzięki –A oraz jej życie uczuciowe rozkwita.

W tej części także poznajemy nowe tajemnice Alison, ale i nie tylko. Dziewczyny min. dowiadują się o związku, który był ukrywany przed nimi. Jest to dla nich niemały szok, ponieważ to wszystko według Kłamczuch wiąże się z zaginięciem pięknej blondynki. Pojawia się nowe światło w sprawie i być może jesteśmy blisko mordercy Alison. Ale także pojawia się zwrot akcji i –A zostaje zdemaskowane.

Końcówka tomu była dla mnie najbardziej szokująca. Dlaczego? Autorka naprawdę mnie zaskoczyła. Nigdy bym się nie domyśliła, że tajemniczym prześladowcą może być ta osoba.

2014/08/23

Strach nie może wykluczyć ciebie z gry – recenzja książki #13 – Tahereh Mafi „Dar Julii”
„Dar Julii” trzeci i zarazem ostatni tom przygód Julii i jej przyjaciół. Książka różni się od dwóch poprzednich. Brakuje w niej przekreślonych słów. Widać znaczną zmianę bohaterów. Ich przemiany są głębokie i pewne siebie. Niektórzy zmieniają się na gorsze, inni na lepsze. Sekrety skrywane przez niektórych stają się znane każdemu. Wszystko dąży do dobrego zakończenia, ale przed tym miłym wątkiem czeka ich jeszcze ostanie starcie z przywódcą Komitetu Odnowy – Andersonem.


Ostatni tom czytałam z zapartym tchem, a całą trylogię pokochałam od pierwszego wczytania. Kończąc „Sekret Julii” czekałam aż na następny dzień dostanę przesyłkę z III tomem. Mogłam to odwlec, ale dalsza chęć podążania śladami Julki, Adama czy Aarona była bardzo silna. Dowiedziałam się, że 22 września wychodzi dodatek do trylogii i nie musiałam na dobre żegnać się z opowieścią. Nie mogę doczekać się, aby przeczytać historię ze strony Warnera, a potem Adama mając do tego jeszcze pamiętnik Julii, który Warner recytował z pamięci. Dla mnie bez zwątpienia ta część jest doskonała. Kończąc „Dotyk Julii” byłam niepocieszona faktem nierozwiązania niektórych wątków. Z kolei w „Sekrecie Julii” akcja sprawiła, że stałam się niecierpliwa. Kończąc na takim momencie nie sposób było wytrzymać dłuższej chwili bez dalszego czytania. Ostatni tom jest niesamowity i fascynujący. Trzyma w napięciu do ostatniej strony i jest pełen, ale to pełen emocji.

„Dar Julii” rozpoczyna się w tym samym miejscu gdzie w sumie miało miejsce zakończenie w II tomie. Julia przebywa w kwaterze Aarona i dochodzi do siebie. Oczywiście tęskni za swoimi przyjaciółmi. Mimo tego, że jest słaba obmyśla plan, którym ma zamiar podzielić się z przyjaciółmi i swoim nowym sprzymierzeńcem, który bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczył swoim postępowaniem. Jest zdecydowany by jej pomóc, w obaleniu Komitetu Odnowy.

Ale do sedna. Ja czytając „Dar Julii” byłam ciekawa jej walki wewnętrznej, jeśli chodzi o jej uczucia względem Adama czy Warnera. Czytając siedziałam jak na szpilkach i strasznie się denerwowałam jak ona nie wiedziała nic, a wokół niej tyle się działo. Choć muszę przyznać, że Julia wydoroślała i zaczęła zdawać sobie sprawę z pewnych rzeczy. Zwłaszcza po tym jak Kent się zachował i co do niej powiedział. Zachował się jak dupek – dla mnie jak Warner z pierwszego tomu, albo nawet i gorzej. Od samego początku kibicowałam Aaronowi od pierwszej części, choć wydawał mi się okropnym typem. Dobrze, że to moje „wydawało mi się” było chwilowe. Bo Aaron naprawdę przeszedł wielką zmianę. Gdzie z kolei przemiana Adama jest dla mnie nie do przyjęcia. 

Autorka niesamowicie zakończyła tom gdzie nie myślałam, że tak to się skończy. Szczerze powiem, że byłam już zrezygnowana i niepocieszona obrotem spraw, a tu bum a jednak! Przez połowę książki mówiłam do siebie i wzdychałam z tego jak uczucia nie tylko Julki są przedstawione, ale także innych bohaterów. Mówię Wam radość to mało. Będziecie krzyczeć ze szczęścia jak ja, gdy pisałam SMSy do przyjaciółki, bo tak bardzo mi się to spodobało. 

Głównym wątkiem w książce był trójkąt miłosny a tłem do niego obalenie reżimu. Postawiono w nim na prostotę i w sumie słusznie. Nie było to wyszukane. Tak miało się stać, aby strach zaczął się bać Julii.

Wszystko skończyło się tak jak powinno. Julia wybrała tego mężczyznę, którego chciała i pokochała prawdziwą miłością. Walka okazała się zwycięska. Co mogę więcej powiedzieć? „Dar Julii” to doskonałe zakończenie trylogii, genialna fabuła, dialogi i nawet brak przekreślonych słów miał tutaj ogromne znaczenie. Otóż Julia w III tomie niesamowicie się rozwinęła, nie bała się, mówiła coś pewnie, w końcu stała się sobą i przestała przed sobą uciekać. Tahereh Mafi wykonała kawał wspaniałej roboty i należą jej się brawa. Serdecznie polecam cały cykl, warto!

2014/08/17

I może nawet patrzę na was w tej chwili – recenzja książki #12 – Sara Shebard „Pretty Little Liars. Doskonałe”
„Doskonałe” to trzeci tom serii „Pretty Little Liars” Sary Shepard. Nasze Kłamczuchy w dalszym ciągu próbują wyjaśnić zagadkową śmierć swojej przyjaciółki, która została zamordowana w niewyjaśnionych okolicznościach.

Przypomnę. Tajemnicza osoba podpisująca się jedną literką alfabetu –A jest w posiadaniu informacji na temat Arii, Hanny, Emily i Spencer. Jedyną osobą, która o wszystkim wiedziała to Alison – nieżyjąca przyjaciółka. Jednak jakimś cudem ktoś wie o tym, przez co piękne dziewczyny z Rosewood tańczą jak im zagra prześladowca tylko, dlatego by ich tajemnice nie ujrzały światła dziennego.

Tajemniczy prześladowca rujnuje życie każdej z Kłamczuch. Całe życie Arii ulega diametralnej zmianie. Skrywana rodzinna tajemnica sprzed lat wydobywa się na światło dzienne, przez co jej bliscy odsuwają się od niej. Hanna pomimo tego, że dawała z siebie wszystko traci to w ułamku sekundy. Emily zmaga się ze samą sobą, a Spencer nie chce być już dłużej najlepsza. –A nie odpuszcza mimo wszystkich problemów podsyła podpowiedzi, co do zabójcy pięknej, inteligentnej i pewnej siebie Alison. Myślicie, że to mało? Otóż nie, wisienką na torcie staje się amatorski filmik nakręcony przez Arię podczas jednego z babskich wieczorów z resztą przyjaciółek. Miało to miejsce tuż przed śmiercią Alison.  


Jednak zdarza się też jeden plus. Tajemniczy nadawca wiadomości w końcu potyka się o własną intrygę. W końcu musiało do tego dojść. Kto mieczem wojuje od miecza ginie. Lecz, mimo że wszystko wymyka się spod kontroli i –A popełnia ogromny błąd to jedna z Kłamczuch musi słono za to zapłacić.

Fajnym zabiegiem w książce, który mi akurat odpowiada to naprzemienne rozdziały z życia każdej z Kłamczuch. Zdecydowanie w tej części widać diametralną różnicę między serialem a książką. Dla mnie bez porównania książki są o wiele bardziej interesujące. Serial ciekawił do sezonu trzeciego, teraz to takie ciągnięcie na siłę. Mam wrażenie, że scenarzyści pogubili się w fabule. Zakończenie w serialowych przygodach Kłamczuch przewiduję takie samo jak w „Plotkarze”. 

2014/08/14

Nie ciesz się za wcześnie. To jeszcze nie koniec – recenzja książki #11 – Sara Shepard „Pretty Little Liars. Bez skazy”
Moją opinię na temat całej serii „Pretty Little Liars” wyraziłam pod pierwszą recenzją „Kłamczuch” [kliknij, aby zapoznać się z treścią]. Moje zdanie na temat serii nie uległo zmianie, wręcz utwierdziłam się w przekonaniu, że jeśli ktoś uwielbia tajemnice i sekrety powinien sięgnąć po książki by zapoznać się z intrygującą historią.


Śledztwo w sprawie zaginięcia pięknej i pewnej siebie Alison trwa i ma on coraz bardziej nieoczekiwane zwroty akcji. Na domiar złego jakby tego było mało –A dalej prześladuje piękne Kłamczuchy z Rosewood. Zna wszystkie ich sekrety, które sprytnie wykorzystuje ingerując w życie prywatne Arii, Hanny, Emily i Spencer. Ich dotychczasowe życie przewraca się do góry nogami, ponieważ nie potrafią zaprzestać ciągłym intrygom ze strony tajemniczego nadawcy, co prowadzi do konfrontacji z prawdą o ich przewinieniach z przeszłości. Wisienką na torcie jest powrót Toby’ego, który jest jak czarny kot – zawsze zwiastuje kłopoty.  

Bohaterki są coraz bardziej wyraziste, co w tym przypadku bardzo mi się podoba, bo lubię silne charaktery, które stawiają na walkę, a w tym przypadku tak jest. Książkę czytało się bardzo lekko i przyjemnie, a fabuła i przebieg akcji zaczyna się zagęszczać. Widać także coraz wyraźniej różnice między serią książkową, a serialową. Jeśli oglądacie tylko serial i nie mieliście styczności z książkami to mogę was zapewnić, że jeśli po nie sięgniecie to nie zawiedziecie się. Mimo że serial oparty jest na książkach to według mnie to dwie inne historie, które są niesamowite. I łączy je tylko motyw zaginięcia Alison DiLaurentis.

2014/08/12

Wciąż tu jestem i wiem o wszystkim  – recenzja książki #10 –  Sara Shepard „Pretty Little Liars. Kłamczuchy”
Nic tak nie zbliża do siebie ludzi jak sekrety i tajemnice. To samo zbliżyło do siebie pięć nastoletnich dziewczyn z Rosewood. Jednak tajemnice i sekrety potrafią wiele namieszać, ponieważ każdy sekret, najmniejsze kłamstwo, tajemnica prędzej czy później wychodzi na jaw. Przez to przynosi to nie tylko nam wstyd, ale także poważne, trudne do odwrócenia konsekwencje. Seria „Pretty Little Liars” jest znana na całym świecie nie tylko za sprawą książek, ale i serialu. To właśnie serial pierwsze mnie oczarował swoją fabułą i tajemniczością. Potem postawiłam na książki i nie zawiodłam się na talencie autorki – Sary Shepard.

Arii, Hannie, Emily, Spencer przewodniczy piękna, inteligentna i pewna siebie Alison. To ona właśnie je ze sobą połączyła. Niestety po niewyjaśnionym zaginięciu Ali ich drogi się rozeszły i każda z dziewczyn podążyła własną drogą:
  • Aria wyjeżdża z rodzicami na Islandię;
  • Hanna ze świnki zamienia się w atrakcyjną, doskonale ubraną, szczupłą dziewczynę do złudzenia przypominającą Alison;
  • Emily skupia się na swojej karierze sportowej;
  • Spencer stawia na naukę i chęć przypodobania się rodzicom by zwrócić na siebie, choć kawałek uwagi z tego, co poświęcają jej starszej siostrze Melissie;

Mijają trzy lata. Wszystko po pewnym czasie cichnie i zaginięcie sławnej dziewczyny ze szkoły Rosewood Day przechodzi do porządku dziennego. Także po tych trzech latach od chwili rozstania drogi byłych przyjaciółek znów się ze sobą plączą. Wszystkie cztery wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego zaczynają otrzymywać tajemnicze SMSy z informacjami na temat ich osobistego życia. A jak wiemy każdy o niektórych sekretach ze swojego życia chciałby zapomnieć i wymazać je z pamięci. Ich tajemnicza osoba dokładnie wie jak uderzyć by je bardzo mocno zranić. Tajemniczy nadawca o podpisie –A wie wszystko i nie zawaha się tego użyć by je jeszcze bardziej zranić.

Fabuła jest fenomenalna. Sara Shepard naprawdę się postarała. Nie dość, że język, którym pisze jest lekki to jakby tego było mało, połączyła ze sobą bardzo płynnie elementy z powieści obyczajowo-młodzieżowej z kryminalną. Wszystko ze sobą współgra, a wątki miłosne, bądź niedotyczące tajemniczej osoby sprawiają, że kończąc jedną część mamy chęć iść dalej za ciosem i zacząć następną.

Najbardziej intrygującą rzeczą w fabule jest pytanie, które sobie zadajemy, gdy dowiadujemy się o –A. To znaczy: kim jest ta osoba? Czy to któraś z Kłamczuch, a może to ktoś z rodziny? No i oczywiście sekrety, których jest bardzo wiele. Ja jestem po przeczytaniu już 6 części i będę zaczynać 7 i powiem Wam, że jeśli zaczynacie czytać to tylko pierwsza cześć jest złudnie podobna do serialu. Choć i tu występują odstępstwa i różni się to między sobą. Nawet charaktery Kłamczuch są inne! Zachowania, jakie przedstawiają czasem irytują, a czasem rozbawiają do łez. Ja na przykład nie lubię książkowej Hanny (gdzie w serialu ją uwielbiam!), Ale za to uwielbiam bez granic Arię i Spencer.

Jeśli nie macie siły i ochoty na jakieś wyszukane pozycje, to seria „Pretty Little Liars” jest idealnym oderwaniem się od rzeczywistości. Na dodatek polskie okładki serii są przepiękne i twórcy naprawdę się postarali. Delikatne a zarazem z klasą jak bohaterki, które są piękne i tajemnicze.